Rozłamani

Rozłamani

Gdy partia ma kłopot, Jarosław Kaczyński zwołuje wyjazdowe posiedzenie klubu. Miejsce zawsze to samo: centrum konferencyjne przy ul. Edisona w Warszawie. Posłowie zajeżdżają autokarami, na miejscu czeka na nich szwedzki stół. Gdy podjedzą i trochę się rozluźnią, można przejść do rzeczy.

Z odsieczą prezesowi
Środa wieczorem. W autokarze rozeszło się, że będzie głosowanie nad uchwałą, która apeluje do rozłamowców o powrót do partii. Dyskusję otworzył prezes. – Ci, którzy odeszli, mieli pewne zasługi, ale uderzyła im woda sodowa – rozpoczął. – Chcieli odsunięcia ludzi zasłużonych dla partii, żądali, rozmawiali z Palikotem i Platformą. Podobno dogadali się już w sprawie przyspieszonych wyborów.

Na sali zapanowała konsternacja: miało być pojednanie, a tu takie zarzuty. Odsiecz przyszła momentalnie. – Ja miałem nieprzyjemną sytuację podczas kampanii prezydenckiej – zaczął zazwyczaj wstrzemięźliwy Adam Lipiński, wiceszef PiS. – Sztab nie chciał mnie wpuszczać na swoje narady. Byłem na dwóch ostatnich, ale wszedłem na nie niemal siłą.

To był już sygnał do ataku. Posłowie znali dziesiątki takich przykładów. A to, gdy prezes w kampanii jechał pociągiem do Siedlec, sztab zażądał, by Krzysztof Tchórzewski, zasłużony działacz, wsiadł do innego wagonu. Żeby nie było go widać w kadrze. Innym razem w Radomiu przegoniona została posłanka Marzena Wróbel, bo też nie pasowała do nowego wizerunku. Obrady zaczęły się zmieniać w sąd nad zdrajcami.

Klub ostatniej szansy
Kilka dni wstecz. Rozłamowcy montują klub parlamentarny. Ci, którzy mieli wyjść, wyszli. Do magicznej piętnastki wciąż brakuje kilku nazwisk.

Trudno, trzeba sztukować. Joanna Kluzik- Rostkowska i Paweł Poncyljusz biorą mapę, idą okręg po okręgu, wybierają posłów z najsłabszymi wynikami i zaczynają przekonywać: poparcie dla Kaczyńskiego maleje, w twoim okręgu PiS zdobędzie o jeden mandat mniej. Sądząc po ostatnich wyborach, nie wejdziesz do Sejmu. My dajemy ci szansę, oferujemy pierwsze miejsce na naszej liście. Wiemy, łatwo nie będzie, ale – pamiętaj – PiS to równia pochyła, a my będziemy iść w górę.

Tak powstaje klub Polska Jest Najważniejsza. Haczyk połknęli Zbysław Owczarski, Kazimierz Hajda i Wiesław Kilian. Posłami są od niedawna. W 2007 r. zdobyli za mało głosów, by wejść do Sejmu. Mandaty odziedziczyli dopiero po Zbigniewie Ziobrze i Pawle Kowalu, którzy wyemigrowali do europarlamentu, oraz po Aleksandrze Natalli- Świat, ofierze smoleńskiej katastrofy.

Piętnastkę domyka Wojciech Mojzesowicz, to jego szósty polityczny przystanek. Poprzednie to: ZSL, PSL, Samoobrona, Polski Blok Ludowy i PiS. Mojzesowicz został wiceszefem nowego klubu – to najlepszy dowód na to, że sztukowanie szło opornie.

Prezes czeka na przypływ
Centrum przy ul. Edisona, trwa posiedzenie klubu PiS. Każdy głos w dyskusji to kolejny zarzut pod adresem Poncyljusza i spółki.

– Ja jestem przeciwny godzeniu się z tymi ludźmi – skwitował akt oskarżenia Bolesław Piecha. – A czy my musimy zajmować się tą uchwałą? – dorzucił Stanisław Pięta. Sala odpowiedziała brawami. Wyrok zapadł. – Szanowni państwo, w tej sytuacji zdejmuję uchwałę z porządku obrad. Nie ma sensu głosować. Widać, że klub jest przeciw – zakończył obrady Kaczyński. Na posiedzenie wchodził jako zwolennik dokumentu, ale skoro sala opowiedziała się przeciw, no cóż, nie miał wyjścia. Zwyciężył głos większości.

– Czuję ulgę, że ich już nie ma – mówi nam jeden z posłów. – Ja wolę się trzymać Kaczyńskiego, który mówi, że dziś jest ciężko, ale nasz czas jeszcze nadejdzie. On jest jak surfer na pustyni. Ktoś może się pukać w głowę, że tu nie ma morza, że dookoła jest 18 5 grudnia 2010 | wprost sam piasek, ale on wie, że przypływ przyjdzie. Wierzę mu.

Wietrzenie ław
Obóz rozłamowców. Klub już jest, ale secesjoniści nie rezygnują z wyłuskiwania kolejnych posłów. Przecież nawet jeśli ktoś wierzy, że fala jest tuż-tuż, to wciąż może się bać, prezes nie pozwoli mu na nią wskoczyć. Rozłamowcy przekonują, że miejsc dla wszystkich na pewno nie starczy.

Mają rację, bo Kaczyński chce w następnej kadencji porządnie przewietrzyć swoje ławy poselskie. Na listach ma się znaleźć desant z Kancelarii Prezydenta (Jacek Sasin, Andrzej Duda, Witold Waszczykowski, Anna Fotyga), CBA (Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik), NIK (Jacek Kościelniak), a nawet prokuratury (Bogdan Święczkowski).

Wielu pamięta historię liderów Polski Plus, którzy, wracając do PiS, dostali zapewnienie, że ich ludzie otrzymają czołowe miejsca na listach samorządowych. Sęk w tym, że obietnica była ogólna, a jak przyszło do konkretnych nazwisk, to Kaczyński odesłał ich do Joachima Brudzińskiego. Ten odsyłał ich jeszcze niżej: do pełnomocników w okręgach. A ci listy ułożyli tak, że żaden z kandydatów Polski Plus nie zdobył mandatu. Widmo wietrzenia klubu i historia niespełnionej obietnicy to w rękach rozłamowców skuteczne straszaki.

PJN nie gardzi żadnym wsparciem. Mówi się, że jego kolejnym nabytkiem może być mało znany poseł z Legnicy Piotr Cybulski, który liczbą partii, do których należał, dorównuje Mojzesowiczowi. Był już w KPN, SKL, PO, Ruchu Ludowo-Narodowym Zygmunta Wrzodaka i Ruchu Ludowo-Chrześcijańskim. Dziś jest w PiS, ale do PJN nie czuje wstrętu.

Szatański plan
Sejmowa restauracja, rozmawiamy z kilkoma posłami PiS. Mówią, że Jarosław Kaczyński może atakować rozłamowców do woli, ale oni wiedzą swoje. Ich zdaniem powstanie PJN to kolejny makiaweliczny pomysł prezesa. – PiS straciło przychylność mediów na zawsze. Stworzenie koncesjonowanej przybudówki, która ma ich sympatię, to dla nas jedyny ratunek. Podobnie jest z wyborcami PO. My ich już nie przeciągniemy, a PJN może to zrobić. No i najważniejsze: odzyskujemy w ten sposób zdolność koalicyjną – przekonuje nas jeden z polityków. Jego zdaniem rozłam to cena, którą warto było zapłacić. Czasem, by wygrać wojnę, trzeba przegrać bitwę.

Są i tacy, którzy zapewniają, że rozłam na początku był realny. Ale prezesowi na szczęście udało się przejąć nad nim kontrolę. Jak? To proste, oddelegował do nowego ruchu swoich dwóch szpiegów: Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Dowodów na to nie ma, ale według naszych rozmówców poszlaki są mocne. Po pierwsze, spin doktorzy starają się nie krytykować prezesa, a Bielan stwierdził w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej", że „nawet błędy Kaczyńskiego są wielkie”. A po drugie, gdy jeden z polityków PiS powiedział, że krąży pogłoska o tak szatańskim planie, prezes nic nie odpowiedział. Tylko się uśmiechnął. – Nawet powieka mu przy tym nie drgnęła – relacjonuje świadek rozmowy.

Rozłamowcy mówią, że to już koniec przypadkowych transferów. Teraz, gdy mają własny klub, będą szukać poważniejszych wzmocnień. Jednym z nich mogłaby być posłanka PO Lidia Staroń. Poncyljusz kilka dni temu był z nią na kolacji. Staroń pasowałaby do PJN idealnie: jest popularna w swoim okręgu w Olsztynie, ale niedoceniana w partii (w ostatnich wyborach startowała z końcowego miejsca). Secesjoniści myślą też o wsparciu ekonomisty prof. Krzysztofa Rybińskiego i byłego lidera PO Jana Rokity.

Łatwo nie będzie. Namówienie kogokolwiek do odejścia z partii władzy graniczy z cudem. Rybiński może co najwyżej podrzucić kilka tez do programu, a Rokita odleciał daleko. Jeśli nie siedzi w Toskanii, to czyta mistyków karmelitańskich. – Od długiego czasu nie utrzymuję żadnych kontaktów z osobami czynnymi w aktualnej polityce – mówi „Wprost" Rokita.

Są i bardziej przyziemne kłopoty. Poncyljusz od kilku dni walczy ze swoimi plakatami z logo PiS, które kilka lat temu przykleił do okien biura poselskiego. Próbował je zdrapać szpachelką, ale się nie udało. Plakaty jak wisiały, tak wiszą. Do ich zdjęcia musi wezwać fachowców.

W obronie towarzyszy
Politycy z kierownictwa PiS wiedzą, dlaczego doszło do secesji. Genezę przedstawił im prezes. To spójny obraz, składa się z trzech obrazków.

Scena pierwsza. Dzień po drugiej turze wyborów prezydenckich Kaczyński siedział z kilkorgiem współpracowników. – Może już czas, żeby przekazać komuś partię. Myślałem o Joasi… – rzucił w pewnym momencie. – Panie prezesie, to przedwczesne – zareagował Jan Dziedziczak. Dzięki temu znalazł się poza podejrzeniem. Kluzik-Rostkowska trochę się krygowała, ale widać było, że słowa prezesa ją ucieszyły. To falstart, Kaczyński chciał sprawdzić jej reakcję. Oblała test.

Scena druga. Zaraz po kampanii sztabowcy wysunęli pakiet żądań: stanowisko wicemarszałka dla Kluzik-Rostkowskiej, funkcja szefa klubu dla Jakubiak, nominacja w wyborach na prezydenta Warszawy, fotel szefa stołecznego PiS dla Poncyljusza i, co najgorsze, odstawienie na boczny tor „starych towarzyszy".

Scena trzecia była gwoździem do trumny. To ostatnia rozmowa Kaczyńskiego z Jakubiak. Posłance miało się wyrwać, że pokongresowy wpis Poncyljusza na Twitterze: „Szkoda PiS-u", nie był przypadkowy. To utwierdziło prezesa, że rozłam pełzał od miesięcy.

Poncyljusz zapewnia, że to nieprawda. – To była prywatna wiadomość, upubliczniłem ją przez pomyłkę. Nikt z nas nie planował odejścia z PiS – mówi dziś Poncyljusz.

Kac rozłamowca
Obóz rozłamowców. Oficjalnie nikt nie pęka, ale notowania PJN są katastrofalne. Jeśli nie drgną, klub PJN może się rozsypać. Wystarczy przecież wyjąć z niego jeden element. Liderzy PiS nad tym pracują, namawiają część rozłamowców do powrotu. Joachim Brudziński i Beata Szydło mówią, że prezes o wszystkim zapomni. Obiecują lepsze miejsca na listach w przyszłorocznych wyborach.

To może działać. Tym bardziej że rozstanie z PiS nie wszystkim przyszło łatwo. Najgorzej zniósł to Paweł Kowal. Kilka dni po tym, jak zapowiedział odejście z partii, do Kaczyńskiego przyszła jego dobra znajoma prof. Maria Dzielska, znana historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opowiadała o rozterkach europosła. Tłumaczyła, że odszedł, bo musiał, ale tak naprawdę wolałby zostać.

Kowal rzeczywiście zachowuje się, jakby nadal był członkiem partii Kaczyńskiego. Kilka dni temu europosłowie PiS wydali oświadczenie, w którym oskarżyli secesjonistów o działanie na szkodę partii. Kowal miał pretensje, że w tekście pojawiło się jego nazwisko. Bardzo to przeżywał.

Ryszard Czarnecki z PiS twierdzi, że nie jest odosobniony. Jego zdaniem rozłamowców z moralno-politycznym kacem jest więcej. – Co inteligentniejsi wiedzą, że zabrnęli. Wygląda, że część chciałaby się wycofać ze swoich decyzji – mówi.

Ukraiński obyczaj
W PiS takich sentymentów nie ma. Kaczyński stwierdził ostatnio, że ogolona głowa Michała Kamińskiego przywodzi mu na myśl „ukraińskie obyczaje". Każdy, kto zna prezesa, wie, że takie słowa nie padają przypadkowo. Tym bardziej że teoria dotycząca dziwnych ukraińskich kontaktów europosła jest w PiS popularna. Te pogłoski podsyca też sam prezes, który w prywatnych rozmowach mówi, że Kamiński z powodu swojego wystawnego życia może być w coś uwikłany.

Takich sugestii pojawia się zresztą więcej. Część jest straszna, a część – śmieszna. Najnowszy żart dotyczy nazwy nowego ruchu: „Jak przetłumaczyć na język niemiecki Polska Jest Najważniejsza? Polen über Alles".
Okładka tygodnika WPROST: 49/2010
Więcej możesz przeczytać w 49/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także