Rząd naszych marzeń

Rząd naszych marzeń

Czy premier Tusk tak bardzo ceni swych ministrów? Chyba tak, skoro utrzymuje ich na stanowiskach. My nie podzielamy tego entuzjazmu. Pozwalamy więc sobie pomarzyć, jak wyglądałby idealny polski rząd.
Premier Donald Tusk ma dwudziestu superministrów. Sami mężowie i same żony stanu – co jeden, to filar podtrzymujący rządową konstrukcję.

Wybaczą państwo ironię, ale jest ona jak najbardziej na miejscu. Trudno zrozumieć gorące przywiązanie premiera do ministrów, z których przynajmniej kilkoro zasługuje na dwóję. Dla porównania: przez cztery lata rządów premier Buzek wymienił 21 ministrów, Leszek Miller w trzy lata zdymisjonował i nominował 14, a dwa lata niechlubnego żywota IV Rzeczypospolitej toczyły się w rytmie kolejnych dymisji i powołań. Ciężko nawet wszystko porachować – bo jak liczyć choćby Leppera, który po kłótni z Jarosławem Kaczyńskim został z gabinetu wywalony, aby kilka tygodni później do niego wrócić? Nawet pomijając podobne epizody, doliczyliśmy się w składzie obu rządów PiS 20 zmian. A Tusk w trzy lata dokonał raptem pięciu! 

W imię spokoju

Jak wytłumaczyć tę stałość? – Długo się nad tym zastanawiałem i do niczego nie doszedłem. Po prostu nie rozumiem! – przyznaje socjolog Ireneusz Krzemiński, który zna Donalda Tuska od ćwierćwiecza, a dziś należy do grona jego doradców.

Kilka uzasadnień dałoby się jednak zaproponować.

Po pierwsze, filozofią sprawowania władzy przez Donalda Tuska jest spokój i stabilność. Żadnych reform, wstrząsów, eksplodujących kryzysów. Doświadczenia Buzka, Millera i Kaczyńskiego pokazują, czego należy unikać. – U Kaczyńskiego wszystko musiało być w ruchu. Żaden minister nie znał dnia ani godziny. Tusk w sumie uzyskuje ten sam efekt, ale bez publicznych egzekucji – twierdzi politolog Jarosław Flis. Jego zdaniem Tusk panuje nad swoją partia nawet lepiej niż Jarosław Kaczyński nad PiS w latach swych rządów.

Ale nie zawsze udaje się zapanować Tuskowi nad rzeczywistością. Kryzysów kilka już przecież wybuchło i wówczas premier potrafił z dnia na dzień pożegnać się z najbardziej zaufanymi współpracownikami. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zapłacił stanowiskiem za samobójstwo gangstera skazanego za mord na Krzysztofie Olewniku. Szef MSWiA Grzegorz Schetyna i minister sportu Mirosław Drzewiecki padli ofiarą afery hazardowej. Przy okazji premier pozbył się nieudanego ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Piąta dymisja – ministra środowiska Macieja Nowickiego – odbyła się na początku roku bez rozgłosu.

Po drugie, polska polityka jest bardzo stabilna. – Stabilna scena polityczna, stabilna koalicja, stabilna partia rządząca, to i stabilny skład gabinetu – zauważa politolog Jacek Raciborski. – Tak jest w dobrych demokracjach. Uważam jednak, że rząd Tuska jest aż nadstabilny. Przydałyby się zmiany.

Po trzecie, brakuje siły nacisku. Słaba opozycja zgłasza niewiele wniosków o odwołanie nieudolnych ministrów. Słabe są też media, dotknięte kryzysem ekonomicznym i postępującą tabloidyzacją. Coraz trudniej im opisać wpływ polityki na życie publiczne, a bez takiego opisu nie sposób formułować poważnych wniosków personalnych.

Po czwarte, gdy się kogoś odwołuje, to kogoś nowego należy powołać. A rezerw brak. Gdy jesienią 2007 r. Tusk tworzył rząd, zza kulis dochodziły pogłoski, że kilku cenionych ekspertów spoza świata polityki odrzuciło propozycje objęcia ministerialnych tek. Sprostytuowana polityka nie jest już magnesem, a zarobki ministrów są niższe od tych, jakie oferuje najlepszym rynek pracy. Stąd nadreprezentacja partyjnych nominatów w składzie rządu, co z kolei wydrenowało klub PO z co bardziej wybijających się jednostek. – Czy kogoś z obecnego klubu Platformy można by powołać na ministra? Przecież nie Mirosława Sekułę – mówi Jarosław Flis. – Rezerwuarem kadr nie jest też samorząd. Dla cenionych w swych miastach prezydentów odejście do rządu byłoby grą niewartą świeczki.

Po piąte, nie bardzo wiadomo, jak oceniać poszczególnych ministrów, z których może tylko szef resortu finansów Jacek Rostowski cieszy się łaską bliskiego i stałego kontaktu z premierem. Niemrawość większości resortów jest konsekwencją praktyki sprawowania władzy przez Tuska, dla którego od konstytucyjnych ministrów ważniejsi wydają się współpracownicy z premierowskiej kancelarii – zwłaszcza Tomasz Arabski, Igor Ostachowicz i Michał Boni. A są też ciała w ogóle nieumocowane ustrojowo – jak Rada Gospodarcza kierowana przez starego druha Jana Krzysztofa Bieleckiego, podsuwająca premierowi recepty, ale nieponosząca za nie żadnej odpowiedzialności. Któż by więc przejmował się ministrami?

Rząd naszych marzeń

Premier - Donald Tusk

Mimo wszystko, bo nie ma w Polsce sprawniejszego polityka. Ale taki Tusk, w którym jego realna siła spotka się z wyobrażeniami o nim jego sympatyków z czasów, gdy do władzy dopiero pretendował. Bohaterem tych wyobrażeń był rześki facet, pielęgnujący wizję Polski własnych marzeń, zdolny do działań niekonwencjonalnych.

Wicepremier i minister gospodarki - Jerzy Hausner

Po tym jak zabłysnął u Millera i Belki, nie było już ministra takiego formatu. Profesorska wiedza szła u Hausnera w parze ze znajomością mechanizmów politycznych, pracowitością i konsekwencją. Polityczne okoliczności sprawiły, że jego najważniejsze projekty nie zostały zrealizowane. Dziś marnuje się w Radzie Polityki Pieniężnej – szkoda, że w polityce brak miejsca dla takich jak on.

Minister finansów - Dariusz Filar

Jeden z najciekawszych ekonomistów w Polsce. W swych publicznych wypowiedziach potrafi znaleźć złoty środek między tym, co zrobić warto, a tym, co realnie możliwe. Z gdańskim środowiskiem Tuska związany od dawna – pisał jeszcze do podziemnego „Przeglądu Politycznego" – i z pewnością potrafiłby dobrze z premierem współpracować.

Minister spraw wewnętrznych i administracji - Bogdan Zdrojewski

Jako minister kultury radzi sobie dobrze, a wcześniej był cenionym prezydentem Wrocławia. Talenty polityczne pokazał, wygrywając kilka lat temu wybory na szefa klubu z forsowanym przez Tuska Zbigniewem Chlebowskim. Trochę szkoda Zdrojewskiego na kulturę, która – choć istotna – nie potrzebuje polityka z krwi i kości. W MSWiA pokazałby pełnię swych możliwości.

Minister infrastruktury - Wojciech Szczurek

Musi coś być w facecie, na którego któryś już raz głosuje niemal cała Gdynia. Skoro nad morzem wszyscy są zadowoleni z tego, jak rozwija się i funkcjonuje lokalna infrastruktura, to może taki cudotwórca potrafiłby skończyć mityczny już program budowy autostrad?

Minister skarbu - Janusz Lewandowski

Bo zaczynał polską prywatyzację, więc powinien ją zakończyć. Bo jest ostatnim gdańskim liberałem, który nie wyparł się dawnych ideałów. I jeszcze dlatego, że cenimy go za opanowanie i zdrowy rozsądek. Nieprzypadkowo został jednym z najbardziej wpływowych komisarzy unijnych. Szkoda, że nie można go sklonować.

Minister obrony narodowej - Bronisław Komorowski

Z tym stanowiskiem, które zajmował już przed dekadą, obecny prezydent kojarzył nam się najlepiej. Co prawda opustoszałby pałac przy Krakowskim Przedmieściu, ale zapewne mało kto by się zorientował...

Minister sprawiedliwości - Krzysztof Kwiatkowski

Mógłby na razie pozostać na stanowisku. Fakt, że ostatnio, gdy dostał w ręce nagrania smoleńskie, palnął głupotę, ale w innych kryzysowych sytuacjach radził sobie świetnie. Jako że nie jest już prokuratorem generalnym, to i ślamazarność śledztwa w sprawie katastrofy rządowego samolotu nie powinna go obciążać.

Minister spraw zagranicznych - Radosław Sikorski

Bywali przed nim dyplomaci budzący więcej zaufania, ale generalnie rzecz biorąc, dobrze sobie radzi. Polityk, którego porywczości i nieodpowiedzialności niegdyś się obawialiśmy, zaskoczył spokojem i racjonalnością. Z polityki wewnętrznej (czytaj: permanentnej pyskówki) usunął się całkowicie, co tylko przydaje mu wiarygodności.

Minister rozwoju regionalnego - Jan Olbrycht

Eurodeputowany już drugą kadencję, wcześniej marszałek województwa śląskiego. Na funduszach unijnych zna się jak nikt inny – solidność i kompetencja w każdym calu. To niesprawiedliwe, że szerokiej opinii publicznej ciągle nieznany.

Minister pracy - Agnieszka Chłoń-Dominczak

Zna się na polityce społecznej i systemie emerytalnym jak mało kto – w przeciwieństwie do obecnej minister Jolanty Fedak. Polityczne meandry sprawiły jednak, że ministrem została Fedak, a Chłoń-Dominczak – wiceministrem. Ale ponieważ przerastała swą szefową o trudną do zliczenia liczbę głów, to musiała odejść. Warto by sytuację odwrócić.

Minister zdrowia - Marek Balicki

W przeciwieństwie do Ewy Kopacz potrafi myśleć systemowo. Obecnej minister całkowicie nie skreślamy, potrafi sprawnie działać w sytuacjach kryzysowych (zagrożenie epidemią grypy, Smoleńsk). Balicki wydaje nam się jednak bardziej kompetentny, a i o skłonności do paniki go nie posśdzamy.

Minister edukacji narodowej - Michał Kleiber

I przy okazji minister szkolnictwa wyższego – warto rozważyć ponowne połączenie tych resortów. Prezes PAN wykładał w Niemczech, USA i Japonii, ale bywał też ministrem nauki, doradzał również prezydentowi Kaczyńskiemu. Polityczna kultura w starym dobrym stylu.

Minister rolnictwa - Wojciech Olejniczak

Bo kiedyś już to stanowisko zajmował i było to jedyne sensowne zajęcie tego wiecznie dobrze zapowiadającego się polityka.

Minister kultury - Agnieszka Holland

Twórczy dorobek to jeden z wielu atutów słynnej reżyserki. Inne to nieskrywany polityczny temperament i obywatelskie zacięcie. Była pierwszoplanową postacią ubiegłorocznego Kongresu Kultury Polskiej i zrobiła duże wrażenie w roli propagatora szerszego otwarcia się państwa na kulturę.

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania - Barbara Labuda

Właśnie wróciła do Polski z placówki dyplomatycznej w Luksemburgu. Ciekawi jesteśmy, jak ikona feminizmu sprzed lat wypadłaby na tle ikon obecnych. A tak poza tym to ciekawa kobieta z pięknym „solidarnościowym" życiorysem. Elżbiecie Radziszewskiej zdecydowanie dziękujemy.

Zabrakło nam przydziału dla Michała Boniego, a szkoda byłoby go stracić. U Tuska robi za ministra od myślenia o wszystkim. Niezbyt fortunne jest takie usadowienie, ale chwilowo je utrzymajmy. Może jakiś lepszy pomysł nam jeszcze przyjdzie do głowy?
Okładka tygodnika WPROST: 50/2010
Więcej możesz przeczytać w 50/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także