Z pamiętnika kaskadera

Z pamiętnika kaskadera

Zabieram się z kumplami na trening. Dla zabawy wybijamy sobie zęby i łamiemy żebra. Super!
Poniedziałek

Napad na bank. Trwa pościg za przestępcami, którzy uciekają czarnym golfem. Gram przechodnia. Na przejściu dla pieszych uderza we mnie czarny golf kierowany przez uciekających. Ale frajda! Na szczęście kręciliśmy tę scenę kilka razy. Uwielbiam koziołkować po przedniej masce auta i głową sprawdzać blacharkę wozu. Menedżer mówi, że jak tak dalej pójdzie, to załatwi mi robotę przy crash-testach w fabryce spychaczy, gdzie wykorzystają mnie zamiast manekinów. Ja wiem? Może to wezmę, jeśli dobrze zapłacą, ale ja podobnie jak Grażyna Torbicka kocham kino… 

Wtorek

Przed południem film katastroficzny. Płonie wieżowiec w centrum Warszawy. Biegam po korytarzu i widowiskowo płonę przez ponad minutę. Na  widok Soni Bohosiewicz robi mi się gorąco. Po południu sceny bójek w  wiejskiej knajpie. Dostałem kilka razy butelką w pysk oraz krzesłem po  głowie. Ujęcie z krzesłem trzeba było powtarzać, bo pod siedzeniem reżyser dostrzegł nazwę salonu meblowego. Wióry z krzesła miałem na  głowie przez cały dzień. Kilka z nich wpadło mi do zupy w trakcie przerwy na posiłek. Kocham tę robotę, ale pomidorowa z drzazgami to  dobre dla stolarza…

Środa

Wreszcie coś dla mnie. Strzelanina i gangsterskie porachunki w porcie podczas dostawy narkotyków. Mam ładny płaszcz, kapelusz i pistolet. Oddaję kilka strzałów, po czym jestem „trafiony" i widowiskowo wypadam przez okno z drugiego piętra, rozbijam szybę, zahaczam głową o latarnię (uderzenia w latarnię nie było w scenariuszu, ale dodałem od siebie, żeby było ciekawiej), po czym spadam na przejeżdżającą ciężarówkę pełną gwoździ. Ciężarówka zostaje ostrzelana, wybucha i płonąc, wpada wraz ze  mną do kanału portowego. Wszystko udało się za pierwszym razem, ale  musieliśmy powtarzać, bo kostiumolog pomylił kapelusze…

Czwartek

Kompletna nuda. Film historyczny. Czasy krzyżackie. Gram skazańca, który będzie wisiał na drzewie. Stary numer z szelkami. Rutyna. Niestety jakiś idiota źle mi zrobił szelki. W trakcie ujęcia pętla autentycznie zaciska mi się na szyi. Wybałuszam oczy i rzężę. Duszę się naprawdę. Macham nogami i pluję. Wszyscy wokół myślą, że po prostu świetnie gram duszonego. Odcinają mnie w ostatniej chwili. Jestem siny, ale  szczęśliwy… idę z Krzyżakami na piwo.

Piątek

Przerwa w zdjęciach. W całej Polsce prawie nic nie kręcą. Jest do  zagrania tylko mała rólka sapera, który wylatuje w powietrze w Iraku. Menedżer daje to młodemu, co jest u nas na przyuczeniu. Co tu robić? Zabieram się z kumplami na trening. Dla zabawy wybijamy sobie zęby i  łamiemy żebra. Super!

Sobota

Głupawa komedia sensacyjna. Dubluję aktorkę. Jestem w szpilkach i  zasuwam na motorze z rozwianymi włosami po dachu pędzącego pociągu. Tuż przed kolejowym wiaduktem tracę neseser, z którego wysypuje się milion ukradzionych dolarów. Dolary fruwają w powietrzu, a ja „ginę" roztrzaskany o mur wiaduktu. Na planie wybucha afera, bo dolary okazują się prawdziwe. CBA aresztuje kierownika produkcji.

Niedziela

Film wojenny. Współczesny. Jakaś dziura w głębi Polski. Gram taliba podtapianego przez CIA w wannie na zapleczu lotniska w Szymanach. Sceny są bardzo realistyczne. Puszczam bąbelki nosem i jakoś idzie. Wielu miejscowych przychodzi na plan filmowy oglądać wannę.

Poniedziałek

Dzwonią z kancelarii premiera. Mam zastąpić szefa rządu na spotkaniu z  powodzianami, którzy nie zdążyli się przygotować do zimy. Nie chcę, ale  menedżer mówi, że muszę się zgodzić. Po raz pierwszy w tym roku sprawdzam swoje ubezpieczenie i wkładam kurtkę kuloodporną.

Okładka tygodnika WPROST: 50/2010
Więcej możesz przeczytać w 50/2010 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0