Upadek

Upadek

„Kiełbasy do góry i ładujemy w kakao frajerów” – ten okrzyk Janusza Wójcika zastępujący taktykę przeszedł do historii polskiego futbolu. Dziś z zarzutami korupcyjnymi czeka na proces. Ale chce wrócić.
Janusz Wójcik długo był najpopularniejszą postacią polskiej piłki. Z reprezentacją olimpijską zdobył w 1992 r. w Barcelonie srebrny medal, który tylko odrobinę przyćmiła afera dopingowa trzech zawodników. Legię doprowadził do mistrzostwa Polski, odebranego przez PZPN za przekręt w meczu z Wisłą. W 2008 r. został aresztowany przez CBA, prokuratura we Wrocławiu postawiła mu 16 zarzutów kupowania meczów. Wydawało się, że zniknie z polskiej piłki.
Ale Wójcik znikać nie zamierza. W styczniu PZPN na jego żądanie odnowił mu licencję trenerską, mimo że byłego trenera reprezentacji Polski czeka udział w procesie grupy przestępczej Fryzjera. Po medialnej burzy w ubiegłym tygodniu zarząd PZPN cofnął decyzję Komisji Licencyjnej. Wójcik nie odpuszcza. – Dlaczego nie pozwala mi się pracować? To może powinno się mnie rozstrzelać? – mówił w TVN 24.

Tych, którzy chcieliby mu przeszkodzić w powrocie do zawodu, przestrzegał: – Ja nikogo nie straszę, ale niech się każdy zastanowi, co powie, bo ja też mam usta i dobrą pamięć. Pamiętam wszystko dokładnie i mogę przytoczyć szczegóły – oświadczył na antenie Polsatu Futbol. Odżyło znane w środowisku piłkarskim powiedzenie „Bójta się Wójta".

Tu trzeba dzwonić!

Prokuratura z Wrocławia zarzuciła Wójcikowi ustawianie meczów Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, który prowadził w sezonie 2003/2004. Przyszedł do Świtu, gdy drużyna zajmowała ostatnie miejsce w tabeli z zaledwie ośmioma punktami zdobytymi w 17 meczach. Słynna jest anegdota o pierwszym treningu w Nowym Dworze. Po kilku minutach oglądania piłkarzy trener machnął ręką i zniknął w gabinecie. W końcu piłkarze wydelegowali kapitana. Ten zastał trenera za biurkiem. – Trenerze, czekamy na wskazówki. Każdy jest gotów zap…, żebyśmy się wydobyli z dna tabeli – oświadczył kapitan. Trener, wystukując numer na klawiaturze komórki, odparł: – Tu już nie ma co trenować, tu trzeba dzwonić!

Świt z Wójcikiem zaczął wygrywać i remisować. Dopiero w wyniku śledztwa ustalono, że prawie wszystkie te mecze były ustawione. Według prokuratorów trener działał w porozumieniu m.in. z Ryszardem F. pseudonim Fryzjer, z którym kontaktował się telefonicznie 333 razy. Na łapówki Świt przeznaczył kilkaset tysięcy złotych. Pieniądze trafi ały do sędziów, obserwatorów i piłkarzy rywali.

Kopie akt sprawy prokuratura przesłała do PZPN. Dlaczego więc Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów 5 stycznia przyznała Wójcikowi licencję PRO, uprawniającą do prowadzenia zespołów Ekstraklasy i I ligi? – Wójcik przedstawił pismo, że prokuratorzy znoszą zakaz wykonywania zawodu trenera. Powiedział też, że nie przyznał się do winy – tłumaczy Andrzej Strejlau, członek komisji, która uwierzyła w tę deklarację. I w dołączone przez Wójcika oświadczenie, że „zobowiązuje się do kształtowania osobowości młodych piłkarzy i promowania postaw zgodnych z duchem fair play".

Oficjalnie Wójcik nie przyznaje się do zarzutów. – Tam np. jest zarzut, że my ustawiliśmy mecz z Wisłą Płock. Ten mecz, po pierwsze, przegraliśmy, po drugie i najważniejsze, jak sędzia mógł być ustawiony, jeżeli według relacji dziennikarzy byliśmy drużyną lepszą, więcej sytuacji mieliśmy, ale jak nie umie zawodnik strzelić do pustej bramki, to co ja poradzę? I co najważniejsze – sędzia wyrzucił nam dwóch zawodników. Gdzie on był ustawiony? Chyba że zgłupiał w szatni i nie wiedział w ogóle, co się dzieje – tłumaczył Wójcik w Polsacie.

Z aktu oskarżenia wynika, że sędzią spotkania był Tomasz Mikulski z Lublina, a obserwatorem Wit Ż. z Warszawy. Mikulski był jednym z niewielu sędziów, których Ryszard F. nie potrafił przekupić. Ale to nie Mikulski miał sędziować ten mecz, tylko Marcin Borski i do niego zadzwonił Wójcik z propozycją korupcyjną. Arbiter opowiedział jednak o tej rozmowie w PZPN i wymieniono Borskiego na Mikulskiego. Przed meczem w Płocku Fryzjer przekazał Wójcikowi, że tego spotkania nie da się ustawić. Mimo to trener próbował sam złożyć Mikulskiemu propozycję korupcyjną.

Według Wójcika oskarżono go, bo „przyjechała jakaś gaduła do Wrocławia. Wielu opowiadało, nie tylko na mój temat, niestworzone rzeczy, chroniąc własną tylną część ciała. Jak oni sobie spojrzą w twarz?".

Prokurator Krzysztof Grzeszczak przekonuje jednak, że rola byłego selekcjonera w ustawianiu meczów była bardzo istotna. – To on umożliwił działaczom Świtu kontakt i stałą współpracę z Fryzjerem. Dzięki temu przedstawiciele Świtu mieli możliwość kontaktowania się z sędziami oraz obserwatorami, którym wręczali łapówki. Postawa Janusza W. jest szczególnie demoralizująca, gdyż jako trener wykorzystywał swoje kontakty, znajomości wśród piłkarzy. Niektórych z graczy Świtu namawiał do kontaktów z zawodnikami drużyny rywali, aby tamci za pieniądze odpuścili spotkanie – opowiada prokurator.

Kasa, Misiu, kasa

Gdyby poszukać twarzy polskiego futbolu ostatnich 20 lat, przeżartego korupcją, pełnego niekompetentnych działaczy i trenerów, niedouczonych piłkarzy, w którym sukces odnosi się dzięki układom i kolesiostwu, być może Janusz Wójcik pasowałby najlepiej. A wszystko zaczęło się tak pięknie.

Gdy pod koniec lat 80. wprowadził Jagiellonię Białystok z drugiej do pierwszej ligi, na trybuny przychodziło po 30 tys. ludzi, a wracającą z wyjazdów drużynę witano na rogatkach miasta. Srebrny medal olimpijski jego reprezentacji w Barcelonie w 1992 r. to był największych sukces piłkarski na igrzyskach od srebra drużyny Kazimierza Górskiego w Montrealu w 1976. Po wyrównanym meczu Polska przegrała w fi nale z gospodarzami igrzysk 2:3, tracąc decydującą bramkę w 90. minucie.

Po tym sukcesie Wójcikowi nie udało się jednak przejąć pierwszej reprezentacji. Został za to trenerem Legii Warszawa. I już po roku wywalczył mistrzostwo Polski. Okoliczności zdobycia tytułu okazały się jednak zbyt kontrowersyjne dla PZPN. Przed ostatnią kolejką sezonu 1992/93 szansę na tytuł miały Legia i ŁKS. Decydowały bramki. Legia wygrała z Wisłą w Krakowie 6:0, a ŁKS z Olimpią Poznań 7:1. PZPN przyznał mistrzostwo Polski trzeciemu w tabeli Lechowi Poznań. Prokuratura podjęła wprawdzie śledztwo, ale dowodów nie znalazła, w kodeksie karnym nie było wówczas paragrafu pozwalającego ścigać korupcję (pojawił się dopiero w 2003 r.).

Prowadząc Legię, Wójcik zasłynął jako przywódca tzw. grupy bankietowej, czyli piłkarzy lubiących libacje, dla których w przerwie zimowej organizował „wyjazdy integracyjne" do pewnego pensjonatu w Niemczech, by w małym miasteczku mieć spokój od dziennikarzy.

Sam popijał nawet podczas treningów. Według jednej z anegdot boleśnie przekonał się o tym piłkarz, który podbiegł do linii bocznej i chwycił bidon trenera. Spodziewał się wody, wziął duży łyk i omal nie zemdlał. Od tamtej pory masażysta drużyny oklejał bidon trenera białym plastrem. Inna anegdota mówi, że prowadząc Śląsk Wrocław, Wójcik pomylił szatnie i usiłował zwrócić się z przemową motywacyjną do zawodników Amiki Wronki. Znany był też z tego, że komentował poczynania swoich piłkarzy najbardziej wyszukanymi przekleństwami.

Przez dwa lata był selekcjonerem reprezentacji Polski – kibice zapamiętali z tych czasów nieudaną walkę o awans do Euro 2000 oraz hasło Wójcika „Kasa, Misiu, kasa" słowa, które wypowiadał najczęściej do prezesa PZPN Michała Listkiewicza.

Ten od piłki weźmie wszystko

Po rozstaniu z kadrą nie miał wielu ofert pracy. W żadnym klubie nie mógł zagrzać dłużej miejsca, dziękowano mu po tygodniach czy miesiącach. „Wójcik? Dobry trener, ale ma jedną wadę – nie ma wyników" – powiedział o nim Kazimierz Górski.

Zdecydował się na flirt z polityką. W przeszłości był doradcą ministra sportu Jacka Dębskiego, zamordowanego w wyniku gangsterskich porachunków. Był też konsultantem w zespole ds. sportu w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i premiera Leszka Millera. W 2005 r. został posłem na Sejm z listy Samoobrony. W okręgu białostockim (gdzie pamiętano jego sukcesy z Jagiellonią) poparło go 4236 osób.

Polityczną karierę przerwał incydent z 8 stycznia 2006 r., kiedy to wracając samochodem z Balu Mistrzów Sportu, zdecydował się na jazdę po torach tramwajowych. Policyjny alkomat wykazał, że miał 1,48 promila we krwi. W słynnym nagraniu negocjacji PiS z Samoobroną Wojciech Mojzesowicz mówił do Renaty Beger: „Rozmawiałem wczoraj z tym od piłki też. My byśmy go zrobili ministrem sportu, no ale, k..., jechał po pijanemu i z tym jest kłopot. Ale jest skłonny, mówi, że mu odpowiada wszystko".

Publikując niedawno zeznania byłego selekcjonera we wrocławskiej prokuraturze, „Przegląd Sportowy" zamieścił też ankietę wśród 34 prezesów klubów Ekstraklasy i I ligi. Na pytanie, czy zatrudniliby Wójcika na stanowisku trenera, 25 prezesów odpowiedziało: „nie”. Czterech działaczy nie chciało się zdeklarować, zasłaniając się przyjaźnią z trenerem, czterech było niezdecydowanych. Czy Wójcik jeszcze wróci do piłki?
Okładka tygodnika WPROST: 4/2011
Więcej możesz przeczytać w 4/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • aleksanderkara@gmail.com IP
    Nic NIE STRACILO NA AKTUALNOSCI :::KIELBASY W GORE I LADUJEMY FRAJEROW;;;;??Z PE ZET PE ENU I SMUDE NA OSTUDE.EURO2012 NA PSU BUDE.