Książę znad Odry

Książę znad Odry

To będzie ważny rok dla Edgara Łukasiewicza. W grudniu skończy 18 lat i zacznie zarządzać majątkiem wartym około 800 milionów złotych. Świat biznesu już się zastanawia, co najmłodszy polski milioner zrobi z odziedziczoną po ojcu fortuną.
17-letni Edgar Łukasiewicz skutecznie unika rozgłosu. Jego zdjęcia nie  pojawiają się w kolorowej prasie, on sam nie udziela wywiadów i w  przeciwieństwie do większości nastolatków nie zarejestrował się na  portalach społecznościowych. Nikt nie wie nawet, gdzie spotyka się ze  swoimi kolegami. Na rozmowę o Edgarze nie dają się namówić jego nauczyciele z wrocławskiego liceum nr XIV, a znajomi mówią tylko pod  warunkiem, że ich nazwisko nie zostanie ujawnione. Wszystko po to, by  nie zrobić mu jakimś nieopatrznym słowem krzywdy, nie wzbudzać ludzkiej zawiści ani nie kusić porywaczy. Przed tymi ostatnimi bronią też chłopaka wynajęci przez matkę ochroniarze.

– Nie spuszczają z niego oka. Po tylu latach Edgar i jego goryle żyją w pełnej symbiozie. Kiedy idzie do kina, dyskretnie siedzą obok. Gdy jest na imprezie, udają gości w  klubie. My też już do tego przywykliśmy – mówi jeden z kolegów.

Dziennikarka „Gazety Wyborczej" we Wrocławiu Marzena Żuchowicz poznała Edgara Łukasiewicza dwa miesiące temu, kiedy pisała tekst o projekcie edukacyjnym realizowanym w jego liceum. – Zapamiętałam go jako bardzo skromnego nastolatka. Liceum, do którego chodzi, jest uważane za  snobistyczne, niektórzy uważają, że mnóstwo tam dzieciaków, które chodzą z zadartymi nosami. Tymczasem Edgar wydawał się nad wyraz spokojny i  opanowany. Zapamiętałam tylko, że nie chciał wystąpić na zdjęciu –  opowiada dziennikarka.

Mimo milionów na koncie Edgar jest całkiem zwyczajnym nastolatkiem. – Taka była i jest strategia jego matki. Zawsze dbała, by synowi nie uderzyła woda sodowa do głowy. Choć stać go na zakupy w najdroższych butikach świata, nie paraduje w drogich, markowych butach czy bluzach, stara się nie zwracać na siebie uwagi – opowiada znajomy rodziny. – Krystyna Łukasiewicz robiła wszystko, by syn nie  wyrósł na rozkapryszonego bogacza w stylu Paris Hilton – dodaje.

Matka nie szczędziła mu tylko pieniędzy na rozwijanie zainteresowań. Kiedy Edgar zakochał się we wschodnich sztukach walki, szybko mu znalazła świetnych trenerów. Chłopak był podobno tak zafascynowany treningami, że  chciał wyjechać do Azji, by uczyć się od prawdziwych mistrzów. Był też czas, gdy marzył o tym, by zostać żołnierzem. Kupował wtedy stosy książek o sprzęcie militarnym i kolekcjonował modele samolotów i czołgów.

Szykowany na następcę

Życie Edgara Łukasiewicza nie było jednak usłane różami. Gdy miał zaledwie kilka lat, jego ojciec, bardzo już wówczas znany bankowiec, wyprowadził się z domu. Szybko związał się z Beatą Andrzejewską, z którą pokazywał się na przyjęciach i prowadził interesy. Mały Edgar – wspominają znajomi – nigdy się z tym nie pogodził. Choć ojciec w swoim nowym, pięknym domu urządził mu pokój, chłopiec w nim nie  bywał. Jak ognia unikał spotkań z przyjaciółką ojca, niechętnie przychodził nawet do restauracji JaDka, którą zarządzała Beata Andrzejewska.

Miał do niej pretensje o to, że rozbiła małżeństwo rodziców i zabrała mu ojca. Gdy Mariusz Łukasiewicz przeprowadził się do  Warszawy, Edgar, odwiedzając ojca, nie opuszczał go na krok. Uczestniczył nawet w ważnych spotkaniach biznesowych, a kiedy kontrahenci nie życzyli sobie, by chłopak przysłuchiwał się tajemnicom, pokornie siedział pod drzwiami i czekał, aż ojciec skończy naradę.

– Czasami miałem wrażenie, że on jest przygotowywany do roli następcy ojca. To wyglądało trochę tak jak u duchowych przywódców Tybetu, którzy też od małego są przygotowywani do pełnienia ważnych funkcji – mówi psycholog biznesu Jacek Santorski,współpracownik i przyjaciel Mariusza Łukasiewicza.

Według byłego współpracownika biznesmena mały Edgar po  prostu uwielbiał towarzystwo ojca. – A ten starał się zrekompensować mu to, że na co dzień z nim nie mieszka. Często wsiadali do prywatnego samolotu i lecieli do ciepłych krajów. W żadnym ich wspólnym wyjeździe nie uczestniczyła Beata. O tym nigdy nie było mowy – mówi.

Znajomi wspominają, że w przeciwieństwie do matki Mariusz Łukasiewicz bardzo Edgara rozpieszczał. Obsypywał go drogimi prezentami, najnowocześniejszymi gadżetami i modnymi ubraniami. Ale najbardziej trafionym prezentem okazał się teleskop. Edgar godzinami wpatrywał się w  niebo, a zamiłowanie do astronomii pozostało mu do dziś.

Wszystko dla syna

Wszystko zmieniła nagła śmierć ojca. Mariusz Łukasiewicz zmarł na zawał w 2004 r. Miał zaledwie 43 lata. Jego współpracownicy twierdzą, że była to cena, jaką zapłacił za lata ciężkiej pracy i potwornego stresu.

Łukasiewicz zrobił oszałamiającą karierę. W 1984 r. z najlepszym wynikiem skończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, ale prawnikiem nie  został. Kilka miesięcy przed zakończeniem aplikacji zaangażował się w  prowadzenie firmy polonijnej szyjącej ubrania sportowe i składającej kalkulatory. Kiedy interes zaczął się rozwijać, postanowił się zająć montażem urządzeń elektronicznych. Tak powstała spółka Lukas, która już na początku lat 90. zaczęła udzielać kredytów na zakup pralek i  telewizorów na raty. W 1998 r. Łukasiewicz przejął niewielki Bank Świętokrzyski, który stał się zalążkiem Lukas Banku. Po trzech latach miał już prawie sto placówek w całym kraju. W 2002 r. Łukasiewicz sprzedał go francuskiemu potentatowi Crédit Agricole i zaczął rozkręcać kolejny interes – Eurobank.

Rok po śmierci Mariusza Łukasiewicza Eurobank został kupiony przez francuski Société Générale za 600 mln zł. Cała ta suma oraz reszta majątku błyskotliwego bankowca zasiliły konto 12-letniego wówczas Edgara. Bo to on był jedynym spadkobiercą ojcowskiej fortuny. – To tylko potwierdziło, że Edgar był najważniejszą osobą w  jego życiu. Każdą decyzję biznesową podejmował z myślą o synu. Mnie się zawsze wydawało, że gdy tylko Mariusz zaczął zarabiać duże pieniądze, wiedział, że kiedyś je odda synowi – opowiada Martyna Wojciechowska, znana podróżniczka i przyjaciółka bankowca.

Spadek stał się jednak dla  chłopca przekleństwem. Beata Andrzejewska nie mogła się pogodzić z tym, że Mariusz Łukasiewicz nie zostawił jej niczego, i  rozpoczęła sądową batalię o część spadku. I choć matka chłopca starała się uchronić Edgara przez awanturą, nie do końca się to udało. – Edgar był już na tyle świadomy, że pewne fakty trudno było przed nim ukryć. Tym bardziej że Beata postanowiła szukać sprzymierzeńców na łamach brukowej prasy. Tą sprawą przez pewien czas żyły nie tylko media, ale  też cały Wrocław – wspomina przyjaciel rodziny.

Inni znajomi opowiadają, że Krystyna Łukasiewicz, do tej pory niezwykle opanowana pani stomatolog, o pieniądze syna walczyła jak lwica. Ostatecznie sąd to  właśnie ją ustanowił prawnym zarządcą majątku do momentu skończenia przez Edgara 18. roku życia. Młody następca Ten moment nastąpi za niespełna 11 miesięcy, ale już dziś młody wrocławianin jest uznawany zarówno przez tabloidy, jak i poważne magazyny biznesowe za jedną z najlepszych partii w Polsce. Gdy w 2009 r. miesięcznik „Forbes" opublikował ranking najbogatszych polskich kawalerów, Edgar Łukasiewicz zajął w nim trzecie miejsce, tuż za  biznesowymi tuzami Mariuszem Świtalskim i Tomaszem Gudzowatym. Rok później na słynnej liście najbogatszych „Forbesa” Edgar zajął 16. miejsce. Jego majątek oszacowano na 710 mln złotych.

Zaraz potem na  stronie sportowego serwisu bukmacherskiego Weszlo.pl internauci rozpoczęli debatę o poglądach politycznych nastoletniego milionera i  zastanawiali się, które drużyny sportowe pierwsze przyjdą do niego po  prośbie. „Stać go przecież na różne kaprysy. Na klub piłkarski też" –  napisał jeden z użytkowników. Dyskusja, jak Edgar Łukasiewicz zamierza rozporządzać swoim majątkiem, trwa również w kuluarach spotkań Polskiej Rady Biznesu i Business Centre Clubu.

Sam zainteresowany na razie milczy. Wiadomo jednak, że jest utalentowanym i pracowitym uczniem. Niedawno wraz z dwiema koleżankami opracował anglojęzyczny projekt edukacyjny, który zachwycił jury konkursu organizowanego przez hiszpański Uniwersytet Nawarry.

– To świadczy o tym, że Edgar nie  marnuje spadku ojca. Jest ambitny i kreatywny. Według mnie jest także młodzieńcem, który nie roztrwoni pieniędzy ojca, tylko będzie umiejętnie nimi zarządzać – uważa psycholog biznesu Leszek Mellibruda. – Dziś nie  wiadomo, jaką drogą pójdzie Edgar: może zostanie bankowcem, a może profesorem uniwersytetu. Ale jedno jest niemal pewne: spróbuje wyjść z  cienia ojca, a jednocześnie będzie go naśladował.

Okładka tygodnika WPROST: 5/2011
Więcej możesz przeczytać w 5/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 4
  • zondalee IP
    ehhhhh a ilu przyjaciół tu cytują, jeden przez drugą to sami przyjaciele... chyba kasy Mariusza
    • youcandance IP
      Tak, zrobimy protest, prawda bulwersie??? Nie możecie osądzać ludzi, pod kątem opinii. Każdy człowiek jest inny, jeden ma wrażliwą duszę, drugi jest buntownikiem, trzeci...
      chrzanić to, idę oglądać you can dance ;p
      • Zbulwersowany czytelnik IP
        Jak możecie nazywać to liceum snobistycznym i obrażać ich uczniów! To jest chamstwo ponad miarę! Nie godzę się z takim traktowaniem!
        • familiaslod@wp.pl IP
          Pisanie takich artykułów do Wprost i publikowanie ich to według mnie kompletna porażka tygodnika, który był do niedawna wiarygodny i opiniotwórczy. Pytanie czy pani Łukasiewicz oraz Edgar wyrazili zgodę na naruszenie ich prywatności, na wskazanie szkoły itp. informacje. P. Julia chce wypromować Edgara na celebrytę, a może chce tylko wypromować siebie. Co na to kolegium redakcyjne i Pan Redaktor Naczelny. Jeżeli chcecie iść tą drogą to proponuję zmienić nazwę tygodnika Wprost na Wprost na Bruku.
          Zbigniew.

          Czytaj także