Rumsfeld tłumaczy się z wojny w Iraku

Rumsfeld tłumaczy się z wojny w Iraku

Donald Rumsfeld (fot. Wikipedia)
Były sekretarz obrony USA 78-letni Donald Rumsfeld przyznał, że "wyraził się niewłaściwie", mówiąc, że Saddam Husajn ma broń masowego rażenia rozmieszczoną wokół Bagdadu i Tikritu, co posłużyło Amerykanom za pretekst do wojny w Iraku 2003 r.
W autobiografii "Known and Unknown" (Znane i nieznane), której egzemplarz uzyskał brytyjski "Guardian", Rumsfeld napisał, że w rzeczywistości miał na myśli "podejrzane miejsca" wokół tych miast, w których broń mogłaby być. Skutek tej nieprecyzyjnej wypowiedzi było taki, że krytycy wojny z Irakiem uznali ją za dowód wprowadzenia opinii publicznej w błąd przez administrację USA -  zauważył. Książka ma wejść do księgarni we wtorek.

"Guardian" zaznacza, że błędne oświadczenie w sprawie lokalizacji domniemanej broni masowego rażenia "to ledwie jeden z wielu incydentów opisanych w liczącej 815 stron autobiografii, w której Rumsfeld chce przedstawić swój punkt widzenia na  dokonania administracji George'a W. Busha w różnych kwestiach od Iraku po Guantanamo". Rumsfeld, należący do najbardziej kontrowersyjnych postaci w administracji Busha, uważany za reprezentanta jastrzębi zwanych neokonserwatystami, ocenił, że choć ma na koncie kilka błędnych oświadczeń, zwłaszcza to, które odnosi się do broni masowego rażenia, to  jednak nie były one "ani częste, ani tym bardziej charakterystyczne" dla niego.

"Grabieże się zdarzają"

Były sekretarz obrony przeprosił też za inny komentarz w sprawie Iraku. Mówiąc o grabieży eksponatów w Narodowym Muzeum w Bagdadzie, oświadczył: "Takie rzeczy się zdarzają", co sugerowało, że nie uważa tego za niczego nadzwyczajnego. Tymczasem grabież bezcennych zabytków powszechnie uznano za dowód niewłaściwego zaplanowania inwazji. Rumsfeldowi zarzucano w  szczególności, że nie wysłał do Iraku wystarczającej liczby żołnierzy, by zapanować nad chaosem, który był następstwem obalenia reżimu Saddama.

Były sekretarz obrony twierdzi też, że utworzenie ośrodka w Guantanamo, gdzie więziono domniemanych terrorystów bez sądu, było uzasadnione, a stosowanie wobec nich brutalnych technik śledczych było konieczne, ponieważ stawką było uzyskanie informacji mogącej zapobiec atakom na Amerykanów. Rumsfeld pisze, że nie zatwierdził stosowania techniki podtapiania (waterboarding) - tortury symulującej tonięcie, wystawiania więźniów na działanie niskich temperatur ani ich obnażania. Zaaprobowane przez niego techniki miały być stosowane tylko wobec jednej osoby - Mohameda al-Kahtaniego, Saudyjczyka przewiezionego do Guantanamo w 2002 r., oskarżonego o to, że  usiłował wjechać do USA, by przyłączyć się do zamachowców z 11 września 2001 r., ale odmówiono mu wjazdu.

Martwi mają mniej praw

Rumlsfeld twierdzi, że gdy po 2,5 roku dowiedział się o  technikach przesłuchiwania al-Kahtaniego "był zaskoczony i poruszony". "Niektóre sposoby przesłuchania sprawiały wrażenie, jakby plan przesłuchania wykroczył poza techniki, które zaaprobowałem" - wyjaśnia. Rumsfeld krytykuje w swej biografii Paula Bremera, administratora Iraku między obaleniem Husajna a ustanowieniem nowych władz irackich, a także Baracka Obamę.

Obecnemu prezydentowi zarzuca, że choć był przeciwnikiem Guantanamo, to ośrodka nie zamknął, a zaaprobowane przez niego "zabijanie ludzi za pomocą bezzałogowych samolotów w Afganistanie i Pakistanie (tzw. dronów) daje im mniej praw niż w przypadku krytykowanych przez Obamę latami wojskowych komisji", którym podlegali więźniowie Guantanamo -  napisał.

zew, PAP

Czytaj także

 0

Czytaj także