Ikar w spódnicy

Ikar w spódnicy

Tu można czytać blogi Hillary Clinton, madonny czy Nory Ephron. Ten miszmasz informacji, porad, komentarzy i plotek przyciąga 25 milionów ludzi. Za internetowy magazyn Huffington Post firma America OnLine zapłaciła 315 milionów dolarów.
Superblog Arianny Huffington robi oszałamiającą karierę – odwiedza go co miesiąc 25 milionów osób. Sporo, bo najpopularniejszą stronę spośród tradycyjnych gazet, Nytimes.com, przeglądają 32 miliony, a CNN – 30. A w porównaniu z wydatkami gigantów tworzenie HuffPo kosztuje tyle, co nic. Portal zatrudnia około stu osób, „NYT" – dla porównania ponad 1 tys. samych dziennikarzy i redaktorów. Prawdziwą siłę magazynu stanowią jednak 3 tys. blogerów piszących za darmo. I nie są to postacie anonimowe. Pani Huffington przyciągnęła naprawdę wielkie nazwiska: Madeleine Albright, Alec Baldwin, Hillary Clinton, Walter Cronkite, Jamie Lee Curtis, John Cusack, Rahm Emanuel, Nora Ephron, Mia Farrow, Donna Karan, Edward Kennedy, John Kerry, Madonna, Norman Mailer, Michael Moore, Barack Obama, Robert Redford, Donatella Versace. Między innymi.1 + 1 = 11

Początkowo celebryci pisali dla zabawy, ale kiedy zobaczyli, że czyta ich 25 milionów ludzi miesięcznie, zaczęli traktować sprawę poważnie. O atrakcyjności HuffPo decyduje też to, że publikować tam może praktycznie każdy, kto ma do powiedzenia coś sensownego, a przy okazji chce wypromować własną stronę internetową, produkt czy nazwisko. Post może podlinkować do Facebooka, zaanonsować na Piotr Milewski Twitterze, chwalić się znajomym. Arianna wyczuła, skąd wieje wiatr, już sześć lat temu, kiedy dostojny „The New York Times" nie pozwalał czytelnikom nawet zamieszczać własnych komentarzy pod tekstami pisanymi przez profesjonalistów.

W wyniku fuzji z AOL powstanie The Huffington Post Media Group, której prezesem i redaktorem naczelnym zostanie założycielka bloga. W sumie nowy konglomerat ma przyciągać 117 milionów różnych użytkowników w USA i 270 milionów na świecie. Prezes i dyrektor generalny AOL Tim Armstrong stwierdził: „To jedna z tych sytuacji, kiedy 1 plus 1 równa się 11". Są jednak i tacy, którzy kpią z optymistycznych prognoz i przypominają niechlubne małżeństwo AOL z Time Warner, uznawane za najgłupszy biznesowy manewr epoki internetu. Ale w najnowszej transakcji z całą pewnością jest jeden zwycięzca – Arianna Huffington.

Prawa do lewego

Nazywana bywa „najszybciej wzlatującą w górę osobą greckiego pochodzenia od czasów Ikara". Urodziła się 60 lat temu w Atenach. Jako 16-latka wyjechała do Londynu, skończyła Cambridge, a w 1980 r. wyemigrowała do Ameryki. Można odnieść wrażenie, że całe życie Arianny Stassinopoulou – mikstura skandali i sukcesów zawodowych – miało ją przygotować do zmierzenia się z internetem. Medium, które żyje chwilą, wciąż ewoluuje, wyznacza nowe standardy, miesza kulturę niską z wysoką, znosi społeczne podziały, zmienia porządek świata.

Świeżo upieczona imigrantka wylansowała się biograficzną książką o Marii Callas – trzecią z dwunastu, które ma na koncie. Pisała do „National Review" i nie minęły dwa lata, kiedy okazało się, że zna każdego, kto jest kimś w polityce, w Hollywood, w mediach. Kiedy w 1985 r. wychodziła za multimilionera Michaela Huffingtona – przyjaciela Bushów, jej pierwszą druhną była legenda amerykańskiej telewizji Barbara Walters.

Podobnie jak mąż była zagorzałą republikanką. W 1992 r. pan Huffington starał się o miejsce w Izbie Reprezentantów, a ona podejmowała w kalifornijskiej rezydencji wszelkiej maści prawicowych radykałów, telekaznodziejów i antyaborcjonistów. W felietonach i programach publicystycznych wzywała do ograniczenia wpływów państwa i redukcji świadczeń społecznych. Dwa lata później Michael przegrał walkę o fotel senatora, natomiast Arianna zakochała się w „konserwatywnych rewolucjonistach" Newta Gingricha. Krążyły nawet plotki, że z wzajemnością o charakterze nie tylko politycznym. Co nie musi dziwić, biorąc pod uwagę, że książę z bajki, którego poślubiła, lubi się uganiać nie tylko za dziewczętami, lecz również za chłopcami. W 1997 r. Arianna wzięła rozwód i poinformowała o upodobaniach męża całą Amerykę.

Chwilę po tym, jak ujawniła seksualną orientację męża, zmieniła własną orientację polityczną. Podczas kampanii wyborczej w 2000 r. kontestowała obie partie. Trzy lata później wystartowała jako kandydatka niezależna w wyborach gubernatora Kalifornii przeciw kandydatowi republikanów Arnoldowi Schwarzeneggerowi. A w 2004 r. poparła kandydaturę demokraty Johna Kerry’ego na prezydenta, wypowiadając słynne słowa: „Kiedy płonie dom, nie myślimy o przemeblowaniu".

Maszynka do robienia pieniędzy

W jej przestronnym domu z czterema sypialniami, pięcioma łazienkami, wielkim patio i basenem, przy 300 North Carmelina Avenue na przedmieściu Los Angeles – Brentwood, mieszkają same kobiety. Poza gospodynią jej dwie córki Christina i Izabella oraz siostra Agapi, artystka estradowa. Na ścianach wiszą obrazy Françoise Gilot – kochanki Picassa, którego biografię Huffington wydała w 1989 r. Pokój Izabelli zdobią fotografie Annie Leibovitz.

Pomysł publikowania Huffington Post narodził się podczas przyjęcia, które Huffington wydała w 2004 r. Podsunął go jej jeden z gości. Zaczęło się od zainwestowania miliona dolarów. Później nastąpiła internetowa eksplozja.

Huffington Post publikuje – czy raczej kompiluje – najważniejsze depesze agencyjne Associated Press, komentarze polityczne i społeczne pisane za darmo przez współpracowników, recenzje, plotki, porady prawne i zdrowotne oraz materiały przygotowane przez kilku własnych reporterów. Ten miszmasz przeplatany reklamami nie przewyższa poziomem dziennikarstwa niewielkiej gazety lokalnej. I w tym być może kryje się jedna z tajemnic sukcesu. Przeciętny mieszkaniec wirtualnej globalnej wioski traktuje newsy jak jeszcze jeden gatunek rozrywki, chce je przyjmować w formie lekkiej, łatwej i przyjemnej.

HuffPo nie jest stroną dla osób, które lubią informację w czystej postaci. Kiedy wojna w Iraku ukazała swoje prawdziwe oblicze, gospodarka podupadła, administracja Busha straciła resztki wiarygodności, ludzie szukali miejsca, w którym mogliby odreagować wkurzenie. I znaleźli. Potem na horyzoncie zabłysła jutrzenka w postaci Obamy i forum zaczęło pełnić funkcję świątyni pielęgnującej kult nowego mesjasza. A że wkrótce padła giełda, również miejsca, gdzie można odreagować... i tak dalej.

Wszystko funkcjonuje w prosty sposób. O ile konkurujący z Huffington Post Matt Drudge (ten, który ujawnił aferę z Monicą Lewinsky) zamieszcza u siebie tylko linki do oryginalnych stron zawierających wybrane przez niego historie, huffsterzy z tych stron, mówiąc brutalnie, zrzynają. Największą popularnością cieszą się teksty, które dotyczą nie polityki prezydenta Obamy, lecz sukienek jego żony. Na konkurencyjnych portalach, jak Politico, nie znajdziemy też raczej slideshow ukazującego sutek w kształcie Szwecji, który wyjrzał zza dekoltu Pam Anderson. Na marginesie: huragan kliknięć sprawił, że obnażone niechcący sutki gwiazd na stałe weszły do repertuaru strony, która przybliżyła nam już anatomiczne szczegóły między innymi Natalie Portman, Lindsay Lohan, Lady Gagi i Rihanny.

Kompilacja i plagiat

Arianna Huffington określa swoją działalność mianem „dziennikarstwa dystrybucyjnego". Brzmi trochę jak „księgowość kreatywna” Enronu. Strona wykorzystuje również techniczną przewagę nad konkurencją, bo ludzie Arianny potrafią genialnie pozycjonować kontent w wyszukiwarkach. Możemy się o tym przekonać, wpisując do Google: „Nick Schuyler storm”. Tekst z Huffington Post ukaże się pierwszy, kilka poziomów nad oryginalnym. Google kocha HuffPo. Jak to się robi? Sposobów jest wiele. Kiedy umarł aktor Heath Ledger, strona Arianny poświęcona aktorowi ukazywała się jako pierwsza między innymi po wpisaniu Keith Ledger, co robiło wielu Amerykanów nieznających dokładnie dziwnego imienia.

Oskarżenia o plagiat nie są dla pani Huffington nowością. W 1981 r. biograf Marii Callas, Gerald Fitzgerald, zarzucił Ariannie skopiowanie obszernych fragmentów jego książki. Sprawa została załatwiona na mocy ugody pozasądowej. Z kolei prof. Lynda Gasman twierdziła, że w biografii „Picasso: twórca i niszczyciel" wykorzystane zostały tezy jej pracy doktorskiej. „Ukradła 20 lat mojej pracy”. Ale procesu nie wytoczyła. Teraz w podobnych sytuacjach może być inaczej. Po fuzji Huffington Media Group będzie firmą bogatą i gazety, których kontent kompiluje, mogą masowo wytoczyć jej procesy. Ale jedno jest pewne: sama Huffington nie pójdzie z torbami.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2011
Więcej możesz przeczytać w 7/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także