Kat z kamerą w oczach

Kat z kamerą w oczach

Jonathan Littell ostrzega: każdy może zostać bestią i zbrodniarzem, wystarczy stać się ogniwem w łańcuchu zdarzeń prowadzących do ziemskiego piekła.
W XIX stuleciu, w czasach rozkwitu powieści mieszczańskiej, hasło, którym zwykli się pocieszać panowie, stojąc przed łazienkowym lustrem – „size doesn’t matter" – nie znalazłoby uznania. Porządna powieść musiała mieć parę solidnych tomów, mniej napisać po prostu nie wypadało.Od tamtej epoki upłynęło sporo wody w Wiśle, Dunaju i Tamizie. Powieści kurczyły się przez cały XX w. – dziś nazwiemy tak nawet 100-stronicową książkę, która wśród antenatów ery rewolucji przemysłowej uchodziłaby za skromną nowelkę. To ciekawy proces, który dokumentuje, po pierwsze, dzieje zawłaszczania werbalnej wyobraźni przez fotografię, kino i telewizję, po drugie, historię generalnej utraty zaufania do słów.

Opasłość przestała być w przypadku powieści cechą pożądaną, stała się nawet czymś podejrzanym. Ale nie umniejszyło to tęsknoty za złotymi czasami prozy. Wydawcy i czytelnicy śnią o monumentalnym epickim arcydziele, rozległym jak azjatyckie stepy, epickim niczym „Wojna i pokój".

Ucieczka do Barcelony

W 2006 r. objawił się pisarz, którego rozentuzjazmowani krytycy mogli wreszcie nazwać drugim Tołstojem. Jonathan Littell opublikował w wydawnictwie Gallimard 1000-stronicową powieść „Łaskawe". 39-letni wówczas autor stał się gwiazdą, książka biła komercyjne rekordy, a czytelnikom uśmiech satysfakcji bladł na twarzy. Littell osobliwie z nich zakpił – owszem, napisał wielką epicką powieść, ale o Holocauście. I to widzianym oczami kata, nie ofiary.

Jonathan Littell (ur. w 1967 r. w Nowym Jorku) jest synem znanego amerykańskiego dziennikarza i pisarza Roberta Littella, specjalisty od szpiegowskich intryg. Na przełomie lat 60. i 70. rodzina Littellów w proteście przeciwko wojnie wietnamskiej i militarystycznym nastrojom społecznym przeniosła się z USA do Francji. Jonathan w dzieciństwie i młodości dzielił czas między te dwa kraje. W latach 1994-2001 pracował dla międzynarodowej organizacji humanitarnej Action Internationale Contre la Faim, pod której egida działał miedzy innymi w Bosni, Rwandzie i Czeczenii. W 2001 r. postanowił w pełni się poświecić literaturze. Zbieranie materiałów do „Łaskawych" trwało parę lat, sama książka zaś powstała podobno w czasie jednej moskiewskiej zimy, pisana w zasadzie bez skreśleń, i – co warto zaznaczyć – po francusku, Littell ma bowiem rzadki luksus bycia prozaikiem dwujęzycznym.

Już półtora miesiąca od premiery we Francji sprzedano blisko 300 tys. egzemplarzy „Łaskawych", potem przyznano książce prestiżową Nagrodę Goncourtów. Littell uciekł przed czytelniczym szturmem i medialna wrzawa do Barcelony. Goncourtów osobiście nie odebrał, wysyłając w zastępstwie redaktora z Gallimarda. Nawet osobliwa łapówka w formie nadanego w trybie nadzwyczajnym francuskiego obywatelstwa nie zdołała zwabić pisarza nad Sekwanę.

To mógł być każdy

O „Łaskawych" napisano wiele, także w Polsce. Była to w ostatnich latach najszerzej dyskutowana i może najbardziej kontrowersyjna powieść, jaka ukazała się w Europie. A zatem ujmijmy rzecz skrótowo: głównym bohaterem i narratorem tej misternie skonstruowanej książki (każda z części nawiązuje do kolejnych elementów barokowej suity, a całość osnuta jest na greckim micie o Orestesie ściganym za matkobójstwo przez Erynie, boginie zemsty, a ostatecznie uwolnionym od winy) jest dr Max Aue. Ten przykładny francuski obywatel i przemysłowiec był w czasach II wojny niemieckim oficerem SS, członkiem eksterminujących Żydów Einsatzgruppen, potem zaś bliskim współpracownikiem Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora Zagłady.

Aue, subtelny intelektualista, cierpi z obrzydzenia i niesmaku, ale posłusznie wykonuje swe obowiązki, biorąc udział w masowej eksterminacji, opisanej tu w najdrobniejszych szczegółach. Ma też własne problemy – musi ukrywać homoseksualizm i kazirodczy związek z siostrą bliźniaczką, a od pewnego momentu jest także podejrzany o zabójstwo własnej matki i ojczyma. Wraz z wylewnym doktorem praw wędrujemy przez apokalipsę frontu wschodniego, uczestniczymy w żmudnej biurokratycznej robocie urzędników zarządzających obozami smierci, obserwujemy chaotyczny i krwawy upadek Tysiącletniej Rzeszy. Aue jest jak kamera wychwytująca wszystkie detale, bez podziału na ważne i nieważne, bez patosu, z zimna ekspresja automatu. „On rzeczywiście nie jest pustacią wiarygodną" – mówił Littell o swoim bohaterze. – „Nie chodziło mi o wiarygodność, ale o prawdę. A prawda powieściowa jest czymś innym niż prawda historyczna czy socjologiczna”. „Łaskawe” zdają się szczególnym eksperymentem literackim, autorska próba wcielenia się w nazistę i zastanowienia nad trudnym pytaniem: „co ja bym zrobił na jego miejscu?”.

Littell – notabene Żyd z pochodzenia – odpowiada na nie monumentalna refleksja na temat zła, które, jak twierdzi, nie jest immanentna cecha, ale procesem społecznym, wypadkowa władzy, ideologii, techniki i możliwości. Udział w tym procesie i współodpowiedzialność za jego realizacje może się przydarzyć każdemu. W jednym z wywiadów pisarz powiedział, ze potrafi sobie wyobrazić Holocaust, który Żydzi zgotowują Niemcom. Oskarżył też rząd Izraela, ze powiela nazistowskie praktyki na ziemiach okupowanych.

Reakcje na „Łaskawe" były skrajne. Oskarżano Littella o propagowanie perwersyjnego voyeryzmu, sprytnie zawoalowanej pornografii przemocy, a także o niedopuszczalna fikcjonalizacje Zagłady. „Kaci powinni milczeć” – powiedział o książce Claude Lanzmann. Zapytany przez Pawła Smoleńskiego o rzekoma półpornograficzność swojej powieści, Littell odpowiedział: „Nie obchodzi mnie to. Ludzie maja prawo do ocen. A ja mam prawo do nieprzejmowania się”.

Dwa lata temu ukazały sie u nas eseje Littella „Suche i wilgotne". Pisarz odkrył w nich parę tajemnic swojego warsztatu – to na przykład, ze inspirował się słynna książka niemieckiego socjologa Klausa Theweleita „Męskie fantazje”, analiza języka raczkującego faszyzmu pod katem jego semantyki związanej z płcią i ciałem.

Rewolucja i zło

Wydany właśnie w Polsce reportaż „Czeczenia. Rok III" to pozornie dziennikarska analiza wspieranego przez Władimira Putina reżimu Ramzana Kadyrowa, prezydenta Czeczenii. Kadyrow podniósł zrujnowana wojnami z Rosja i latami bratobójczych walk Czeczenie z gruzów, ale miało to swoja cenę – jest w republice władca absolutnym, a jego rządy mają właściwie charakter totalitarny. Littell obserwuje narodziny dziwacznej dyktatury, łączącej klanowość czeczeńskiego społeczeństwa z postsowiecka, nowobogacka i gangsterska mentalnością, sufickim islamem, pogarda wobec kobiet i samcza swoboda ludzi reżimu, która pozwala im dokonywać mordów i torturować ludzi.

Niby mowa tu o innych politycznych i społecznych okolicznościach oraz z gruntu odmiennej tradycji, ale Littell jest wierny skrajnie ateistycznej egzegezie zła. Wystarczy zalegitymizować przemoc, a Erynie odpuszczają zbrodniarzowi winy. Pokusa, by tak uczynić, jest nieodmiennie wielka, bo przecież właściwie nic nadzwyczajnego się nie wydarzy. „Starożytni mawiali: »Mundus vult decipi, ergo decipiatur«. Świat łaknie oszustw, wiec jest oszukiwany" – jak pisał Stanisław Lem.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2011
Więcej możesz przeczytać w 7/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0