Rosja pod sztandarem proroka

Rosja pod sztandarem proroka

Konflikt między muzułmanami i nacjonalistami staje się jednym z głównych problemów rosyjskiego państwa. Czy Rosji może grozić „scenariusz egipski”?
W Rosji żyje już 20 mln wyznawców islamu, a ich liczba wciąż rośnie. Wydarzenia w Afryce Północnej tak przestraszyły Kreml, że powołano specjalny zespół złożony z przedstawicieli resortów siłowych i służb specjalnych. Mają oni zaproponować scenariusz działań, które nie dopuszczą do tego, by wydarzenia znad Nilu powtórzyły się nad Wołgą i na placu Czerwonym.

– Konflikt między rosyjskimi muzułmanami i rosyjskimi nacjonalistami to podstawowy problem funkcjonowania państwa – uważa Julia Łatynina, dziennikarka radia Echo Moskwy.

Polowania na czarnych

„Rosja dla Rosjan", „Muzułmanie precz z Rosji" – takimi okrzykami tydzień temu kilkudziesięciu młodych ludzi z szalikami w barwach drużyn piłkarskich przerwało piątkowe modlitwy w moskiewskim meczecie. Podobne antyislamskie burdy to w stolicy kraju praktycznie chleb powszedni. Największa, do jakiej doszło 11 grudnia na placu Maneżowym w samym centrum miasta, skończyła się regularną bitwą z milicją. Antyislamskie demonstracje rozgorzały po zabójstwie młodego Rosjanina, kibica klubu Spartak Moskwa, przez przybyszy z Kaukazu.

– Tej śmierci nie można usprawiedliwiać, ale była efektem typowej bójki między kibicami klubów piłkarskich – mówi Julia Łatanina. Przewodniczący Rady Muftich – Rawil Gajnutdin – oświadczył, że takie zachowania „mogą doprowadzić do rozruchów na tle religijnym, a co za tym idzie, do rozpadu kraju".

Zanim jeszcze zginął kibic Spartaka, na bazarach, moskiewskich blokowiskach i w zaułkach regularnie dochodziło do polowań „na czarnych", jak nacjonaliści nazywają mieszkańców Kaukazu. Od jesieni pobito przynajmniej kilkanaście osób – m.in. hiszpańskiego reportera wyróżniającego się ciemną karnacją skóry.

– Po tych wydarzeniach wielu z nas bało się przychodzić na piątkową modlitwę, na szczęście władze zareagowały bardzo szybko – mówi tygodnikowi „Wprost" Farad Asadulin z Rady Muftich Rosji.

Władze postanowiły ograniczyć działalność organizacji nacjonalistycznych, moskiewski sąd zdelegalizował największą z nich – Ruch przeciw Nielegalnej Emigracji. Kilkudziesięciu liderów nacjonalistów zatrzymano. Jednak – jak zauważa Julia Łatynina – władze gaszą pożar, który same rozpaliły. Powołane przez Kreml dla poparcia Putina młodzieżowe organizacje – jak Nasi czy Młoda Gwardia – często wykorzystywały nacjonalistyczną retorykę dla zdobycia popularności. Atakom na liberalnych pisarzy, demonstracjom przed ambasadami zachodnich krajów, zaczepkom pod adresem muzułmanów przyklaskiwała państwowa telewizja. Teraz Kreml walczy z chwastami, które sam rozsiał.

Najpierw Kaukaz, a potem…

„Ja Doku Umarow – emir całego Kaukazu". To pierwsze słowa z nagrania wideo, w którym były lider czeczeńskich bojowników przyznaje się do zorganizowania zamachu na moskiewskim lotnisku Domodiedowo, w którym w końcu stycznia zginęło 35 osób. Według Umarowa zamach był zemstą za grudniową bitwę na placu Maneżowym.

Jeszcze na początku lat 90. celem podobnych działań było odzyskanie niepodległości Czeczenii. Dzisiaj byli czeczeńscy dowódcy dążą do stworzenia islamskiego państwa na całym północnym Kaukazie. Pierwszym krokiem – jak mówi w swym przesłaniu Doku Umarow – jest pozbycie się z Kaukazu wszystkich niewiernych. W tym dziele coraz większą rolę odgrywają zacieśniające się związki kaukaskich separatystów z organizacjami terrorystycznymi, w tym z Al-Kaidą.

Odpowiedź rosyjskiego państwa na plany islamistów nie może być silna i zdecydowana, gdy do konfliktów na tle narodowościowym coraz częściej dochodzi także w rosyjskiej armii. Według stowarzyszenia Matki Żołnierzy w zeszłym roku zdezerterowało ponad trzy tysiące rosyjskich żołnierzy. Niemal 90 proc. z nich to muzułmanie. Nieraz uciekają całymi oddziałami, jak pół roku temu w Czicie na południu Syberii, w Kraju Zabajkalskim, kiedy do lasu zbiegła przeszło setka żołnierzy.

Problem będzie narastał, bo do 2020 r. muzułmanami będzie większość poborowych, a za 30 lat prawdopodobnie większość mieszkańców Federacji Rosyjskiej będzie wyznawcami islamu. Tak wynika m.in. z wyliczeń analityków fińskiego ministerstwa obrony. Publikacja przygotowanego przez nich raportu wzbudziła w Rosji niemal panikę. Także niektórzy muzułmańscy dziennikarze i działacze mawiają, że „przyjdzie moment, gdy prezydentem Rosji zostanie wyznawca islamu".

Zmiany są efektem trendów demograficznych. Zła sytuacja zdrowotna i niska stopa urodzin powodują, że liczba ludności Rosji drastycznie maleje – średnio co roku ubywa 400 tys. mieszkańców kraju. Jednak w regionach zamieszkałych przez muzułmanów przyrost naturalny jest nadal spory.

Różne twarze islamu

Nawet w rosyjskiej elicie władzy są ludzie o islamskich korzeniach. Choćby minister spraw wewnętrznych Raszid Nurgalijew (z pochodzenia Tatar) czy szara eminencja Kremla, wiceszef kancelarii prezydenta Władysław Surkow (w połowie Czeczen). Jednak niezależnie od pochodzenia władcy Kremla są członkami państwowotwórczej elity, której celem jest budowa rosyjskiego imperium. Mają status wyjątkowy, a ich życie toczy się w rytmie podobnym do życia dygnitarzy z czasów komunistycznych – w strzeżonych podmoskiewskich osiedlach i w luksusowych apartamentowcach.

Zupełnie inaczej żyją w Moskwie „zwykli" muzułmanie, na przykład taksówkarze, spośród których co najmniej połowa to wyznawcy islamu. Takiego łatwo można rozpoznać po zawieszonym na lusterku wstecznym muzułmańskim „różańcu" z 33 koralików, pomocnym przy wymienianiu 99 imion Allaha, czyli tak zwanym „subha”, albo po zielonej naklejce z arabskimi literami. Mogą godzinami opowiadać o rosnącej ksenofobii pasażerów czy o represjach ze strony moskiewskiej milicji – wymuszaniu łapówek bądź długotrwałych kontrolach.

Większość wyznawców islamu – zarówno w Moskwie, jak i w całej Rosji – to Tatarzy. To oni sprawują najwyższe funkcje we wszystkich muzułmańskich organizacjach i zabiegają o możliwie dobre relacje z Kremlem. Na biurku muftiego Rawila Gajnutdina, nieformalnego zwierzchnika rosyjskich muzułmanów, na honorowym miejscu stoi jego zdjęcie z Władimirem Putinem.

Mufti przy każdej okazji podkreśla, jak ogromna jest rola państwa w zapewnieniu rozwoju wspólnocie muzułmańskiej. Faktycznie – w 1991 r. w całym kraju było 300 meczetów, dzisiaj jest ich osiem tysięcy. Po rozpadzie Związku Radzieckiego istniała jedna medresa (teologiczna szkoła islamska), obecnie jest ich 60 i nauki pobiera w nich 60 tys. studentów. Muzułmanie mają swoje sklepy, kawiarnie, gazety, portale internetowe, w których można znaleźć wszystko – od porad natury religijnej po ogłoszenia ułatwiające życie wspólnocie, w rodzaju takiego oto, pochodzącego z portalu Islamtat.ru – „Raszid szuka niani muzułmanki dla swej trzyletniej córki. Wymagane zaświadczenie z meczetu, pensja za trzy miesiące z góry".

Wspólnota muzułmańska rozwija się także dzięki konwersjom etnicznych Słowian. Na razie jest ich niewiele, zapewne kilkaset przypadków rocznie. Jednak socjolog Nadia Kabienowa z Rosyjskiej Akademii Nauk podkreśla, że paradoks historii sprawił, iż dla wielu młodych ludzi nauki proroka są atrakcyjniejsze niż prawosławie: – Przez lata prawosławie było religią całkowicie zależną od komunistycznej władzy. Islam był dużo bardziej samodzielny – mówi badaczka.

Autor jest publicystą Programu I PR

Okładka tygodnika WPROST: 8/2011
Więcej możesz przeczytać w 8/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • SZTUC   IP
    usa chce rozbrojenia ,to nieprawda , mam dobra propozycje ,rosjanie ,wyrrzucic na  raz 80%rakiet w powitrze ,zawiadomic swiat ,rozbrajacie sie ,idajecie im rakiety za darmo ,ile kto zlapie to jego .
    • SZTUC   IP
      rosjanie, juz dawno powinni zaprowadzic ,porzadek na calym swiecie ,za dluga czekaja ,ato niedobre .