Dyktator

Dyktator

Zaczynał jako skromny muzykolog z ambicjami. Dziś jego festiwale są europejską marką. Kolejna edycja festiwalu Misteria Paschalia, jednego z najważniejszych projektów Filipa Berkowicza, startuje 18 kwietnia.
Jedni mówią o nim „człowiek sukcesu", inni przecierają oczy ze zdumienia. Jest także spora grupa tych, którzy szczerze go nie cierpią. Trudno się dziwić, Filip Berkowicz zrobił bezprecedensową w swojej dziedzinie karierę, z obiecującego muzykologa i organizatora koncertów stał się promotorem i urzędnikiem miejskim, który przez kilka ostatnich lat rządził i dzielił w świecie krakowskiej kultury.Jego sztandarowym przedsięwzięciem jest projekt „Sześć zmysłów", dzięki któremu Kraków znów stał się jednym z najważniejszych miast na kulturalnej mapie Polski. Sam Berkowicz nazywa go kulturowym klastrem, wspólnym szyldem, pod którym organizowanych jest wiele wydarzeń z różnych dziedzin kultury. Fani kina niezależnego znajdą tutaj Off Plus Camerę, Boska Komedia to najciekawsze wydarzenia teatralne w pigułce, Selector Festival jest świętem muzyki alternatywnej, a Art Boom prezentuje sztukę współczesną w przestrzeni miejskiej.

Festiwale, takie jak Misteria Paschalia i Sacrum Profanum, od których zaczynał 8 lat temu, to już marka na skalę europejską. I prawdziwa miara sukcesu Berkowicza. Bilety na koncerty muzyki klasycznej, na których oparta jest formuła obu festiwali, sprzedają się na pniu, czasem w kilka godzin. Dla wielbicieli muzyki klasycznej są tym, czym Open’er jest dla fanów rocka.

W międzyczasie krakowskie Wianki Berkowicz zmienił z prowincjonalnego wydarzenia w naszpikowaną gwiazdami imprezę, na której pojawiali się już między innymi Lenny Kravitz czy Jamiroquai. Lecz przede wszystkim pozwolił krakowianom zapomnieć o czasach, w których określenie „stolica kultury" było w odniesieniu do ich miasta traktowane jako kiepski żart. – Kiedy zaczynaliśmy, media się nami nie interesowały – wspomina Berkowicz. – Dziś wszyscy chcą z nami współpracować.

W ubiegłym tygodniu współorganizowana przez Berkowicza impreza w ramach Unsound Festival w trakcie jednego tylko wieczoru, z muzyką m.in. Pawła Mykietyna, Krzysztofa Pendereckiego i Steve’a Reicha, zgromadziła w nowojorskim Lincoln Center prawie półtora tysiąca widzów. – To ogromny sukces – przyznaje Berkowicz. Kiedy rozmawiamy, wciąż jest w USA, przygotowuje się do kolejnego muzycznego wieczoru, nawiązuje kontakty. Do Polski wraca już w tym tygodniu, aby przygotować się na nadchodzącą ósmą edycję Misteria Paschalia, na której wystąpią światowe gwiazdy muzyki dawnej, m.in. Jordi Savall i Marc Minkowski, ale też członkowie formacji Portishead i Goldfrapp.

Chłopak z wizją

Urodził się 34 lata temu w Jaśle. Miał zostać skrzypkiem. Skończył nawet liceum muzyczne, potem zdawał na wydział instrumentalny Akademii Muzycznej w Katowicach. – To była ambicja mojej matki. Do Katowic pojechałem tylko po to, by zrobić jej przyjemność – mówi Berkowicz. Nie dostał się. Do dziś uważa, że nie był dość dobry.

Już w szkole średniej bardziej od nauki gry interesowały go historia i teoria muzyki. Pasją zaraziła go jedna z nauczycielek – Jej erudycja, płytoteka, a jednocześnie luz i własny niepowtarzalny styl działały na wyobraźnię – wspomina Berkowicz. Poszedł na muzykologię. Po czwartym roku pojechał pracować za barem w Nowym Jorku i jednocześnie wieczorami prowadził kwerendę w NYU. Tam też odniósł pierwszy naukowy sukces. W bibliotece odnalazł wokalne pierwowzory trzech utworów polskiego kompozytora Adama Jarzębskiego, których historycy muzyki poszukiwali przez kilkadziesiąt lat. – W branży to było wydarzenie, młody studenciak wynajduje takie rzeczy – mówi Berkowicz. Wkrótce potem zaproponowano mu studia doktoranckie. Jednak w tym czasie bardziej pasjonowało go już organizowanie koncertów i promowanie muzyki. Nieukończona praca doktorska wciąż leży w szafie.

Pracował w Polskim Towarzystwie Muzyki Dawnej, potem w Polskim Wydawnictwie Muzycznym. Tam nawiązał kontakty z Krakowskim Biurem Festiwalowym. To w 2004 r. doprowadziło do powstania festiwalu Misteria Paschalia, którego został dyrektorem artystycznym. – Kiedy zaczynałem, nie mieliśmy w Krakowie niczego. Elżbieta Penderecka obraziła się na nas i wyprowadziła Festiwal Beethovenowski do Warszawy. Mówiło się wtedy: „Poznań ma Maltę, Trójmiasto Open’era, Wrocław Erę Nowe Horyzonty, Warszawa festiwal filmowy, a Kraków gówno" – wspomina Berkowicz.

Na fali sukcesu pierwszej edycji Misteriów został dyrektorem artystycznym Sacrum Profanum, gdzie połączył muzykę współczesną z jazzem i elektroniką. Na festiwalu w ostatnich latach wystąpili m.in. London Sinfonietta, Leszek Możdżer, Tomasz Stańko, Kraftwerk i Jónsi. Łączenie przeciwieństw, pozornych sprzeczności do dziś pozostaje gwarantem sukcesu wielu przedsięwzięć Berkowicza. Renoma festiwali rosła z roku na rok, w 2007 r. Berkowiczowi zaoferowano funkcję pełnomocnika prezydenta Krakowa ds. kultury. Miał 30 lat, w oczach środowiska z młodego zdolnego promotora szybko zmieniał się w gwiazdę.

Przybywało mu też przeciwników, którzy widzieli w nim przekonanego wyłącznie do własnych pomysłów despotę. Tym bardziej że w praktyce jednoosobowo ustawiał program festiwali i odpowiadał za przyznawane przez miasto pieniądze. Konfliktował się z każdym, kto wszedł mu w drogę. Na zarzuty o cynizm i bezczelność odpowiada: – W tym biznesie trzeba być bezczelnym. Jeśli ktoś chce być grzeczny, niech siedzi w domu i słucha płyt, a nie zabiera się do organizowania poważnych wydarzeń.

Skandalista

– Wysoki urzędnik Ministerstwa Kultury po spotkaniu z Filipem powiedział mi: „Dotąd myślałem, że mam przerośnięte ego, ale on bije mnie na głowę" – opowiada Michał Merczyński, menedżer kultury, dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego, który z Berkowiczem współpracuje m.in. przy Sacrum Profanum i projekcie Made in Poland.

Nie jest tajemnicą, że Berkowicz był pod dużym wrażeniem sukcesów szefa Alter Artu Mikołaja Ziółkowskiego. Nie ukrywa, że od początku marzył o nadaniu swoim festiwalom renomy Open’era. Chciał wydarzeń, o których usłyszy Europa. Nie interesowało go prowadzenie imprez dla miejscowej śmietanki. – Kilka lat temu Kraków był miastem zaproszeń. Teraz każdy musi kupić bilet, nie tracimy czasu i pieniędzy na zaproszenia dla VIP-ów, którzy i tak nie przyjdą – mówi Berkowicz.

Głośny był też spór z organizatorami Festiwalu im. Czesława Miłosza. Krakowska prasa spekulowała, że Berkowicz, wtedy urzędnik magistratu i de facto jednoosobowa instytucja decydująca o finansowaniu kultury, nie chciał włączyć go do promowanego przez miasto projektu „Sześć zmysłów". Berkowicz, który projekt wymyślił, miał pomysł na inną literacką imprezę – Festiwal im. Josepha Conrada. – Kraków nie chce Miłosza, przenosimy festiwal do Warszawy – zapowiadał Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki i jeden z organizatorów przedsięwzięcia. Berkowicz argumentował, że dwa festiwale literackie w podobnym terminie będą sobie przeszkadzać.

– Cała awantura była wykreowana przez publikacje jednej dziennikarki – mówi Berkowicz. – Jeśli chce się być skutecznym, trzeba umieć rozmawiać z ludźmi. Usiedliśmy z Gaudenem przy butelce i porozmawialiśmy. Sporo gorzkich słów wtedy padło, ale się dogadaliśmy. Efekt jest taki, że dziś oba festiwale odbywają się w Krakowie w ramach „Sześciu zmysłów".

– Dwa lata temu organizowaliśmy przyjazd Radiohead do Poznania – wspomina z kolei Michał Merczyński, – Nic nie zdążyliśmy podpisać, jednak byłem już po słowie z agentem zespołu. W tej branży i na tym poziomie słowa się dotrzymuje. Filip dobrze o tym wiedział, a mimo to próbował przejąć kontrakt i ściągnąć Radiohead do Krakowa za moimi plecami i za większe pieniądze. Ostatecznie zagrali w Poznaniu, ale atmosfera między nami była napięta przez jakiś czas – mówi Merczyński. Wciąż się przyjaźnią, planują wspólne projekty. W listopadzie wystawią „Pasję" Krzysztofa Pendereckiego w reżyserii Grzegorza Jarzyny.

Berkowicz w styczniu ustąpił z funkcji pełnomocnika do spraw kultury, zachowując funkcję doradcy. Mówi, że chce skoncentrować się na pracy zawodowej, ale tajemnicą poliszynela jest to, że wciąż rządzi krakowską kulturą, tyle że z tylnego siedzenia. Ostatnio został kuratorem jednego z muzycznych wydarzeń towarzyszących wrześniowemu Europejskiemu Kongresowi Kultury – w programie przewidziane są występy Krzysztofa Pendereckiego i Jonny’ego Greenwooda z Radiohead oraz gwiazdy muzyki techno – Aphex Twina.

Na takich właśnie wydarzeniach Berkowiczowi zależy najbardziej: niepowtarzalnych, trochę dziwacznych i nade wszystko spektakularnych. – Być urzędnikiem przez trzy lata to ciekawe doświadczenie, jednak teraz czas na coś innego. Moje plany pozostają oczywiście tajemnicą, ale propozycji i pomysłów jest całkiem sporo – mówi i w swoim stylu dodaje: – Na pewno jeszcze nieraz zaskoczę publiczność, wkurzając jednocześnie kilku moich kolegów z branży.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2011
Więcej możesz przeczytać w 15/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0