Estados Unidos de América

Estados Unidos de América

Ojczyzna rock and rolla zmienia się w krainę salsy, bachaty i merengue. Najnowszy spis powszechny potwierdził to, co podpowiadały nienaukowe obserwacje – Latynosi są najszybciej rosnącą grupą etniczną w USA.
Na każde dziecko nielatynoskie rodzi się w Ameryce 1,4 dziecka latynoskiego. Latynoskie korzenie ma 50,5 mln Amerykanów, czyli co  szósty mieszkaniec kraju. Jednocześnie zmalała liczba białych: rodzą mniej dzieci niż ludność napływowa, jako zbiorowość starzeją się i  wymierają. Jeśli dotychczasowe trendy się utrzymają, około 2050 r. mniejszości etniczne i rasowe będą większością – w dwóch trzecich zdominowaną przez Latynosów.
Wyrwij murom zęby krat

Etniczna zmiana warty oznacza zasadnicze przetasowania w amerykańskiej polityce. Zwłaszcza że Latynosów przybywa wszędzie, nie tylko na  Florydzie, w Kalifornii, w Teksasie i w Nowym Jorku. To świetna wiadomość dla demokratów, bo Latynosi zdecydowanie wolą właśnie ich. Republikanie pocieszają się, że gdy Latynosi będą się bogacić, w  naturalny sposób staną się zwolennikami prawicy. Od wysokich zasiłków ważniejsze staną się niskie podatki, od bezpieczeństwa socjalnego –  bezpieczeństwo inwestycyjne. Tyle że nawet jeśli tak się stanie, będzie to proces rozpisany na dziesięciolecia.

Latynoska fala wzbiera. Podobnie jak inne mniejszości, w tym Polacy, przybysze z Ameryki Łacińskiej chcą sprowadzać do USA krewnych i kuzynów. Woleliby oczywiście legalnie, ale  jeśli legalnie się nie da, cóż: więzy rodzinne są silniejsze niż prawo. Blisko 80 proc. hiszpańskojęzycznych Amerykanów uważa, że nielegalni imigranci „powinni uzyskać obywatelstwo", tylko 11 proc. jest za  „usunięciem ich z kraju”. Republikanie tymczasem za jeden z  najważniejszych problemów kraju uważają walkę z nielegalną imigracją. W  październiku 2006 r. prezydent Bush podpisał ustawę o budowie muru wzdłuż granicy z Meksykiem. Partii Lincolna i Reagana, którego najczęściej cytowaną kwestią jest „Niech pan zburzy ten mur, panie Gorbaczow!”, udało się ostatecznie uprawomocnić zapis o utworzeniu imigracyjnego kordonu sanitarnego. Nie udało się natomiast rozwiązać problemu nielegalnych imigrantów kompleksowo i sensownie. Zbudowanie muru, wzorem Chińczyków czy NRD, będzie kosztować od półtora do sześciu mld dolarów, a jak dowodzą historyczne przykłady, przez każdy mur da się przeskoczyć.

Pomywacze kontra skini

Politycznej siły i zorganizowania Latynosów dowiodła skala manifestacji przeciw nowej, restrykcyjnej ustawie imigracyjnej. Na ulice Miami wyległo około miliona ludzi, w Chicago – 400 tys. W ubiegłym roku protesty objęły Arizonę, gdzie przyjęto ustawę pozwalającą policji zatrzymywać osoby podejrzane o nielegalne przebywanie w USA, nawet jeśli nie popełniły żadnego przestępstwa. Przepisy ostro skrytykował prezydent Obama i burmistrz Nowego Jorku Mike Bloomberg. Ten pierwszy obiecał, że  doprowadzi do uchylenia ustawy, bo „nie można byłoby jej wprowadzić w  życie bez łamania praw człowieka". Wiadomo, że policja zatrzymywałaby przede wszystkim Latynosów i inne osoby etnicznie „podejrzane”, co jest sprzeczne z zakazem dyskryminacji. Demonstranci otaczali siedzibę stanowej legislatury przez wiele dni. Nocą na ścianach i oknach gmachu nieznani sprawcy malowali swastyki smażoną fasolą z ryżem – tradycyjnym daniem kuchni meksykańskiej.

Każda prawica, również amerykańska, mniej lub bardziej otwarcie przejawia zamiłowanie do etnicznej czystości czy – jak kto woli –  jednolitości. W USA oczywiście o jednolitość trudno, zatem republikanie ze szczególnym uporem lansują jedno z haseł przyświecających ojcom założycielom: e pluribus unum – z wielu jedno. Niby nie mają nic przeciw etnicznej różnorodności, ale nie przepadają też za multikulti. Uważają, że przybysze powinni bez szemrania akceptować tradycje i obyczaje kraju, który ich przyjął. Dlatego – jakby na złość Latynosom – od lat domagają się, by uczynić angielski językiem urzędowym. Dla świeżych imigrantów byłoby to duże utrudnienie, bo zlikwidowano by wielojęzyczne napisy w  miejscach publicznych i zwolniono urzędników, którzy pomagają im w  załatwianiu formalności. Starsi odebraliby taką decyzję jako zamach na  ich kulturę.

A konflikt narasta. Imigranci demonstrują, a południową granicę USA patrolują uzbrojeni neofaszyści, którzy zatrzymują uciekinierów z Meksyku. Policja nie jest zachwycona inicjatywą Ruchu Narodowo- Socjalistycznego (NSM), ale nie wolno jej się pozbyć pomocników siłą. Na stronie NSM można obejrzeć zdjęcia i filmy robione podczas patroli. Neofaszyści w paramilitarnych mundurach, niektórzy ze  swastykami na rękawach, mierzą ze strzelb do Meksykanów klęczących z  podniesionymi rękami. Filmy ilustruje hardcore’owa muzyka z tekstami typu „Wynocha z mojej ziemi, śmierdzący brudasie". Na razie bojówkarze złapali kilkudziesięciu nielegalnych imigrantów, których przekazali policji. Nikogo jeszcze nie zastrzelili, ale organizacje humanitarne obawiają się, że to kwestia czasu.

Made in USA

Latynosi podbijają jednak Amerykę nie tylko w sensie ilościowym.

Jennifer Lopez zdobi okładkę najnowszego wydania magazynu „People" – stu najpiękniejszych ludzi świata. Christina Aguillera śpiewała amerykański hymn na Super Bowl, a w przerwie wystąpił meksykański zespół Taboo. Sama Lopez i jej mąż Marc Anthony oglądali transmisję w Białym Domu z  prezydentem Obamą. Wielkimi hollywoodzkimi gwiazdami są Selena Gomez, Eva Mendes, Salma Hayek, Eva Longoria, Penélope Cruz, Cameron Diaz, America Ferrera, John Leguizamo, Benicio Del Toro, Jorge Pérez , Mario López. Oczywiście, Latynosi nie tylko śpiewają, tańczą, pracują za  Amerykanów na farmach, wzbogacają ich kuchnię o tacos, burritos, tamales tudzież ceviches. W Kongresie zasiada ich ponad trzydziestu. Stanowią 12  proc. studentów najbardziej prestiżowej amerykańskiej uczelni –  Harvardu.

Profesor Sonia Sotomayor z Nowego Jorku została w zeszłym roku pierwszą przedstawicielką mniejszości hiszpańskojęzycznej w Sądzie Najwyższym. Sotomayor wychowała się w blokowisku na Bronksie, gdzie jej rodzice przenieśli się z Portoryko, potem skończyła Yale. Ścieżka awansu imponująca, ale już nie zupełnie niezwykła.

Co to wszystko oznacza? Czy Latynosi zdominują nie tylko politykę, ale również kulturę Stanów Zjednoczonych? Czy jankesi zaczną mówić po hiszpańsku? Na pewno nie w  tym stuleciu. Amerykańskie społeczeństwo jest bardzo otwarte na zmiany, ale jednocześnie oferuje wyjątkowo atrakcyjny model życia. Drugie pokolenie imigrantów z reguły zapomina język rodziców, a zamiast piłki nożnej zaczyna oglądać amerykański futbol i bejsbol. Oblicza Ameryki nie  zmienili zasadniczo ani Niemcy – kiedyś najliczniejsza tu grupa narodowościowa, ani Irlandczycy, ani Włosi. Owszem, przywozili swoje tradycje, ale tradycje te szybko łączyły się w niepowtarzalny amalgamat Made in USA.

Według Roberta Kaplana z New American Foundation, jeśli trendy demograficzne się utrzymają, za kilkadziesiąt lat Amerykanówprzestaną dzielić różnice etniczne. I to nie dzięki znalezieniu jakiegoś nowego powszechnego ideału tolerancji. Zatrze się po prostu pojęcie rasy. Od 1967 r. odsetek małżeństw mieszanych stale rośnie i sięga obecnie 10 proc. Związki murzyńsko-anglosaskie nadal nie  stanowią jeszcze normy – wśród małżeństw międzyrasowych jest ich zaledwie 20 proc., ale nikt nie dziwi się na widok par europejsko-azjatyckich czy latynosko-wszelakich. Według najnowszych danych liczba Amerykanów deklarujących wielorasowość wynosi 12,5 mln, o  32 proc. więcej niż dziesięć lat temu.

Za kogo będzie się uważał chłopak, którego babcia jest Japonką, dziadek Latynosem, druga babcia Polko-Portorykanką, a drugi dziadek potomkiem niemieckich imigrantów z  Brazylii? Czy dziewczyna, której babcia jest Murzynką, dziadek Argentyńczykiem, a druga babcia i drugi dziadek białymi anglosaksońskimi protestantami, będzie traktowana przez statystyków jako „kolorowa"? Krótko mówiąc, nie jest wykluczone, że kiedy Latynosi staną się większością, nie będą już Latynosami.
Okładka tygodnika WPROST: 17/2011
Więcej możesz przeczytać w 17/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także