Miłosz do czyśćca

Miłosz do czyśćca

Jednego dnia mógł z pełnym oddaniem przekonywać do jednej racji, następnego do przeciwnej. Tak się wykuwała jego myśl. To był nieustanny ruch, szamotanina od depresji po euforię – o Czesławie Miłoszu mówi Andrzej Franaszek, autor wydanej właśnie biografii poety.
Roman Kurkiewicz: Co zrobiła z Andrzeja Franaszka biografia Czesława Miłosza, książka pisana przez blisko dziesięć lat?

Andrzej Franaszek: To było dziesięć lat lektur, rozmów, grzebania w dokumentach, podróży. Ja sam się zmieniłem w tym czasie. W planie osobistym np. zdążyłem się w tym czasie rozwieść...

Przez Miłosza?

Nie sądzę. Są jednak różne opinie na ten temat. Podobnie jak są różne opinie ludzi znających Miłosza na temat niszczycielskiego oddziaływania jego osobowości. Ale nie dorabiam sobie tej legendy. Może jest jednak tak, że trzeba mieć ileś lat i jakąś pulę doświadczeń na karku, żeby w ogóle móc takiego Miłosza zrozumieć, żeby zbliżyć się do człowieka, o którym piszemy. Żeby opisać życie człowieka rozciągnięte na niemal wiek, trzeba już samemu czegoś doświadczyć.

Czy dlatego w twojej książce pełniejszy, bardziej pogłębiony jest wgląd w pierwsze 40-50 lat życia Miłosza? Ty masz czterdziestkę na karku. Może za 30 lat drugi tom?

Książka opisuje całe życie. Ta pozorna dysproporcja wynika raczej z rytmu życia Miłosza i dostępności świadectw. Kiedy miał lat 40, w roku 1951, to lądował we Francji, zrywał z rządem w Warszawie, dla którego pracował, wybierał życie na emigracji, w środowisku, którego nie cierpiał, znajdował się w sytuacji, która była mu obca. Bywał wtedy na dnie rozpaczy. Budził się przerażony. W swoich listach opisywała to Zofia Hertz z paryskiej „Kultury". Po dekadzie francuskiej, bardzo płodnej, to wtedy powstają „Zniewolony umysł", „Rodzinna Europa”, tomy wierszy, Miłosz wyjeżdża do Stanów i wpada na 20 lat w czas rozrzedzony, jak cienko rozsmarowane masło. Życie profesorskie, bez większych fajerwerków. Zaczyna się wchodzenie w gorycz starości. Stabilizacja. Nikt wokół nie wie, że ten wykładowca od Dostojewskiego jest wybitnym poetą. Dla niektórych w jego najbliższym otoczeniu uniwersyteckim Nobel będzie całkowitym zaskoczeniem. Ale też Miłosz w tamtym czasie rodził się na nowo jako poeta w przestrzeni angielszczyzny. Chodził na spotkania wydawnicze dla debiutantów, gdzie na równych prawach, do czasu, prezentował swoje wiersze wraz z młodszymi od siebie o 30-40 lat. Doświadczenia totalnego osamotnienia twórczego i klęski artystycznej były przez kilkadziesiąt lat jego chlebem powszednim. Nie pamiętamy o takim Miłoszu.

Czy Miłosz stał się dla Ciebie kimś innym, kiedy przeszedłeś ze świata czytelnika na stronę świata badacza i opisywacza?

Bardzo ważne były dla mnie same spotkania z Miłoszem żywym, niezwykle energetyczne, chociaż oczywiście nie zaliczam się do żadnych jego przyjaciół ani bliskich osób, tych spotkań nie było też bez liku. Nie jestem jednak chyba ukształtowany przez Miłosza. Może w gustach poetyckich, tropach intelektualnych – tak. Mam raczej wrażenie, że dopiero kiedy uwolniłem się od wpływu Miłosza, mogłem względnie sprawnie usiąść do pisania o nim. Nabrałem dystansu.

Musiałeś sobie odpowiedzieć na pytanie: Słowacki czy Mickiewicz, Herbert czy Miłosz?

Nie, nie dokonywałem takiego wyboru, choć Miłosz jest dla mnie ważniejszym twórcą. Herberta czytałem wcześniej, był jakby łatwiej przyswajalny. Ale nie musiałem osiadać w obozie zwolenników jednego czy drugiego.

Które z Miłoszowych „przeklętych problemów" stały się Twoimi? Polityczne rozterki i wybory? Zmagania wokół religii, katolicyzmu?

Rozmawiamy w roku 2011, a tak naprawdę jego dylematy polityczne to były spory z lat 30. ubiegłego wieku. Naturalnie wychodzimy poza płaszczyznę tamtych sporów. Kiedy Miłosz przygotowywał antologię tekstów politycznych z dwudziestolecia, to pytał także mnie, czy są interesujące. Miałem wrażenie, że to historyczna, zamknięta opowieść. Ale okazuje się, że te złogi ówczesnych sporów nagle powstają z, wydawałoby, się martwych. Oglądamy Młodzież Wszechpolską i inne takie dziwactwa duszy polskiej. I okazuje się, że na nowo można z Miłoszem starać się to zrozumieć i poznać. Przeciwko endeckiej, lechickiej mentalności. Miłosz, podobnie jak Brzozowski, był takim nieustannym polemistą, był niemal zawsze w sporze, niepogodzony, okresy czy zachowania konformistyczne mają w jego życiu charakter epizodyczny. Napięcia, polemiki, walka – to go tworzyło, budowało. Wrogów i za życia, i po śmierci mu nie brakowało. Pewnie narodzą się nowi. Ale też trzeba powiedzieć, że codzienne obcowanie z takim człowiekiem musiało być trudne... Janka, żona przez blisko pół wieku, doświadczyła tego aż nadto.

Wciąż spór?

Tak, i to taki, w którym jednego dnia mógł z pełnym oddaniem przekonywać do jednej racji, następnego do przeciwnej. Tak się wykuwała jego myśl. Jego żonie Jance było z tym ciężko. To był nieustanny ruch, szamotanina od depresji po euforię, co najwyżej w jakiejś bardzo dynamicznej równowadze.

Twoja książka jest bardzo polską lekturą Miłosza i jego książek...

 Jestem z tego polskiego świata. To nie jest opowieść o ideach. To jest opowieść o żywym człowieku, w relacji do myśli, innych ludzi, wydarzeń historycznych. Miłosz, interesując się globalnymi zjawiskami, Ameryką z czasów rewolty lat 60., tak naprawdę nigdy się z Polski, Europy Środkowej nie wyprowadził. Pozostał w kręgu pytań o Boga, diabła, zło, wiarę, historię...

W kontekscie polskich sporów o biografi styke po ksiazce Artura Domosławskiego o Ryszardzie Kapuscinskim, musze zapytac o opis zycia prywatnego, intymnego, miłosnego Miłosza. Opisujesz to zycie burzliwe, zeby wspomniec choc watek homoerotycznych fascynacji na linii Miłosz – Iwaszkiewicz, wiele miłosci do kobiet... Ale burza sie nie zapowiada. Szlaki zostały przetarte, juz wolno?

Jeszcze nie wiemy, czy beda spory. Ale Miłosz zmarł przed szesciu laty, od wiekszosci wydarzen mineło mnóstwo lat, i niemal wszystkie osoby, o których pisze, juz nie zyja. Jedna z bohaterek, towarzyszka zycia Miłosza przez kilka lat, poprosiła o niewymienianie jej prawdziwego nazwiska, w mojej ksiazce wystepuje jako Ewa. Dla osób, które cos o Miłoszu wiedza, to nie jest trudna zagadka... Nie miałem tu wielkich dylematów. Pominałem jedynie drastyczne opisy relacji z młodszym synem w czasie jego bardzo skrajnej zapasci psychicznej. Nie katalogowałem kobiet, z którymi mojego bohatera łaczyły bliskie relacje. Zycie emocjonalne i uczuciowe jest tematem tej ksiazki, ale nie szczególnym.

Wrócmy do spraw podniosłych: co z tym katolicyzmem, Bogiem, Polska...

Czytajac, jeszcze jako student, np. „Ziemie Ulro", miałem wrazenie, ze to refl eksja zdystansowanego intelektualisty, obserwatora, badacza fenomenu religijnego, analityka duchowosci. Pózniej zrozumiałem, ze to były autentyczne, głebokie, osobiste kwestie, które go dotykały: wiara, katolicyzm, zbawienie... Był głeboko religijny. Perspektywa zycia w naszym swiecie postreligijnym była dla niego przerazajaca, nie do zaakceptowania. Szanował uczciwosc ateizmu takiego Alberta Camusa, ale dla niego samego była to postawa „fizjologicznie" nieakceptowalna. Nie wiedziałby, co zrobic ze swoja grzesznoscia, poczuciem winy. Bóg był dla niego gwarantem bezpieczenstwa, ładu. Niekoniecznie potrzebował do tego ortodoksji katolickiej, chociaz w tej sprawie pod koniec zycia napisał nawet list do Jana Pawła II. Był absolutnie zaangazowanym religijnie polskim pisarzem drugiej połowy XX w. Byc moze, jedynym religijnym polskim myslicielem w ogóle. Kropka.

Moze amen?

No własnie moze niekoniecznie amen.

Mamy kłopot z Miłoszem? Bo tak do konca nie wiadomo, czyj on ci jest... lewicy takiej czy innej, katolików czy heretyków, Litwinów czy Polaków, patriotów czy bohemy artystycznej. Wracamy do politycznosci Miłosza.

Jest w nim napiecie miedzy eskapizmem, vita contemplativa a vita activa, miedzy checia przebywania w rejonach najwyzszej poezji, ducha a przemozna checia zaangazowania, uczestnictwa...

Mistyk rewolucjonista.

Miłosz był tu całkiem odrebny od Gombrowicza. Podejmował społeczne obowiazki, publicystyczne wyzwania czy zadania, które mu np. podsuwał Giedroyc. Stad tez jego stosunek do swiata powojennego naznaczony niechecia do Polski przedwojennej, tej Polski kapitalistycznej, ksenofobicznej, antysemickiej, endeckiej. Miłosza cieszyła nowa, „ludowa" Polska. Przynajmniej w pierwszych latach, w drugiej połowie lat 40. Czekał na nowy, lepszy swiat, choc nie miał złudzen co do natury komunizmu radzieckiego. To był zreszta dla mnie kłopot w pisaniu. Jak Miłosz akceptował te wszystkie okropnosci polskiego komunizmu, rodzacego sie stalinizmu... Gdyby nie swiadomosc, ze ta machina zaknebluje go za chwile jako poete, nie zdecydowałby sie na ucieczke, zerwanie z systemem. Nie wiemy, kim byłby w 1956 r.

Rzadko rozmawiamy o innym arcyniepolskim wyborze Miłosza, czyli o niecheci do tradycji militarnego oporu w czasie wojny, o niewzieciu udziału z bronia w reku w powstaniu warszawskim. Pióro, nie karabin. Konsekwentnie. To budzi emocje?

We mnie jednak tak.

A mnie imponuje.

Jestesmy beneficjentami jego postawy. Gdyby spotkał go los Baczynskiego, gdyby zginał na barykadzie od zabłakanej kuli, nie mielibysmy z tego zadnego pozytku. Zauwazam jednak trudnosc z ocena tego momentu, kiedy wybucha powstanie i on podejmuje decyzje, zeby sie nie przyłaczac. Ale dla samego Miłosza to była decyzja oczywista. Wynikała z jego skrajnie krytycznego stosunku do panstwa i jego przedwojennych elit. Poza tym był od pokolenia Kolumbów starszy o dekade, w tym wieku to cała epoka. Był cywilem z wyboru i tego wyboru nie zmienił.

Na ile Miłosz jest olbrzymem polskiej kultury, poezji? Na ile taka impreza jak Rok Miłosza zabija go jako tego, który był na przekór, wbrew, heretycki, konfliktowy, nieoczywisty, kontrowersyjny?

Nie sadze, zeby akurat obchody stulecia urodzin go zabijały szczególnie. Ale trzeba sobie otwarcie powiedziec, ze Miłosz juz w ostatnich latach swojego zycia trafi ł do takiego czyscca, poczekalni dla wielkich pisarzy. On nie funkcjonuje literacko. Był za mocny, teraz jest czas odreagowania. Wydarzy sie zapewne mnóstwo głupich imprez, bo sa fundusze i dofinansowania, ale mysle, ze bedzie tez sporo sensownych wydarzen.

Wreszcie zostana wydane wiersze Miłosza w jednym tomie. Noblista tego nie doczekał.

Ale czy uczniowie w szkołach po nie siegna? Watpie.

Po twoje siedemset stron o Miłoszu tez zapewne z rzadka.

Nie mam złudzen, ze bedzie inaczej. Czytałem ostatnio tekst wykładowcy akademickiego, który opisywał niechec studentów do lektury Miłosza. Nie mam poczucia, ze przyszłosc obecnosci Miłosza w naszym krwiobiegu intelektualno-kulturalnym jest czyms oczywistym. Wcale nie. Moze to jest tez cena za wszechobecnosc Miłosza w ostatnich latach zycia w przestrzeni kulturalnej. Recenzje, wywiady, fi lmy, nagrody. Władza i dominacja Miłosza. Moze stad dzisiejsze, wcale nierzadkie, niemal alergiczne reakcje na samo nazwisko Miłosza. Ciekawe, ze w Ameryce czytano go jako antidotum na twórczosc O’Hary i Ashbery’ego, a w Polsce ostatnich 20lat czytano O’Hare i Ashbery’ego jako odtrutke na Miłosza.

Stworzył za duzo? Za dobrze?

W najnowszej ksiazce Adama Zagajewskiego jest historia, jak Miłosz w akcie głebokiej depresji, gdzies w latach 80., czyli juz po Noblu, zapytał go w rozmowie telefonicznej: „Panie Adamie, czy pan uwaza, ze ja napisałem choc jeden dobry wiersz?". Ta niewiara w wartosc własnej twórczosci była chwilami chorobliwa. Pod koniec zycia dla Miłosza nabrało znaczenia inne pytanie, a mianowicie, jak wygladała relacja miedzy twórczoscia, gdzie mimo wszystko miał poczucie spełnienia, a zyciem osobistym, rodzinnym, które było wielokrotnie pasmem porazek i bolesnych klesk, bólem najblizszych. Nawet mnie kiedys o to zapytał. To go prawdziwie drazyło. Co w ostatecznosci wazniejsze: sztuka czy zycie samo.

Czy bedziesz jeszcze w zyciu czytał Miłosza?

Za jakis czas na pewno.

Okładka tygodnika WPROST: 19/2011
Więcej możesz przeczytać w 19/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także