Profesor mówi: będzie kara

Profesor mówi: będzie kara

Pod Pałacem Prezydenckim stoją już drugi miesiąc. O sobie mówią: ostatni przyczółek wolnego słowa. Przyczółek się broni, ale i atakuje. Propisowscy profesorowie wykładają na przyczółku o nadchodzącej karze i o rozliczeniach.
Dlaczego namiot Solidarnych 2010 stoi na Krakowskim Przedmieściu? To protest. W jakiej sprawie? W sprawie suwerenności Polski. Polska jest zagrożona, demokracja jest fasadą. Akcja stowarzyszenia Solidarni 2010 zaczęła się 11 kwietnia, dzień po obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Od tamtej pory działacze stowarzyszenia codziennie rano przychodzą do Hotelu Europejskiego, wyciągają biały namiot i rozstawiają go na Krakowskim Przedmieściu, vis-à-vis Pałacu Prezydenckiego, tuż obok knajpy Przekąski Zakąski. Z bliżej nieustalonych przyczyn twierdzą, że nie mogą go postawić na ziemi, więc najczęściej cztery osoby wspierają cztery maszty namiotu na własnym obuwiu.

Pod namiotem stoją ci, których do niedawna w filmach „Solidarni 2010" i „Krzyż” pokazywała Ewa Stankiewicz. Dziś reżyserka Stankiewicz jest motorem protestu, a jej niedawni bohaterowie trzymają namiot stowarzyszenia. Namiot walczy o spełnienie czterech postulatów, a w szczególności: dymisję pięciu ministrów obecnego rządu, powołanie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, zgody na ekshumację ciał ofiar i ujawnienie zdjęć satelitarnych z miejsca katastrofy w Smoleńsku.

To wersja dla erudytów. Mniej wymagającym wystarcza, że pod namiotem można stać także po to, żeby POlszewia poczuła, że nie można bezkarnie mordować własnego państwa i nie można mordować Polaków.

Spełnienie żądań Solidarnych 2010 będzie pierwszym krokiem w kierunku przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa, o co – w sposób pokojowy – namiot walczy. Czy zwycięży? Nie wiadomo, bo siły są nierówne. Pod namiotem można usłyszeć, że środowisko POlszewii boi się pamięci o tych, których nam zamordowano. POlszewia boi się zapalonego znicza i kwiatów na chodniku. Boi się słowa napisanego na transparencie. A odważni ludzie, jak Ewa Stankiewicz, sprawiają, że ten strach narasta w ich umysłach.

27 kwietnia

Namiot zbiera podpisy pod apelem, żeby umiędzynarodowić śledztwo w sprawie Smoleńska.

Ktoś mówi, że listę z podpisami przejęły służby. Zamieszanie.

Ktoś czyta wiersz:

Ten biały namiot, jak biała piękna lilia,

Kwiat na grobie smoleńskim złożony Kwiat jak żywy...

W nim potęga i siła

Bo to przecież kwiat niezwykły... chodzony.

28 kwietnia

Plotka o przejęciu listu sygnatariuszy protestu przez służby jest na szczęście tylko plotką. Bo w obawie przed służbami każdego wieczora listy sygnatariuszy składane są w bezpiecznym miejscu.

Pod namiotem wciąż żywa jest pamięć o akcji z tulipanami. Ludzie ze stowarzyszenia i z „Gazety Polskiej" kładli je na chodniku, a Straż Miejska zabierała.

Kwiat wędruje dziś po Krakowskim,

Za nim wielu patriotów podąża

Gdzie idziecie? Co jest celem waszym?

Celem naszym ojczyzna wolna!

3 maja

W Warszawie strugi deszczu, zimno. Na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego, w którym urzęduje Bronisław Komorowski, urzędnicy rozstawiają zadaszenie dla gości. Pod białym namiotem brzmi megafon: – Panie prezydencie Komorowski! Czy to jest ładnie tak naśladować nasz pomysł z namiotem? Proszę nam powiedzieć, który z tych namiotów jest namiotem nienawiści?

Gapie tłoczą się obok namiotu Solidarnych 2010. – Ach, więc to ten namiot! – słychać szepty.

Ktoś chwyta megafon. – Msze św. odprawiane przez ks. Popiełuszkę też nazywane były przez Urbana seansami nienawiści – mówi młody człowiek.

Inny pokrzepia: – Myślałem, że Stalin, Hitler, Putin wymordowali całą inteligencję, lecz myliłem się, części ludzi mądrych nie udało się zgładzić.

Rzecznik stowarzyszenia Samuel Rodrigo Pereira nie boi się nikogo. Właśnie spostrzegł na ulicy Adama Michnika. – Panie redaktorze, proszę nam wytłumaczyć, dlaczego 9 maja mamy czcić żołnierzy Armii Czerwonej, nie zaś ofiary? Ja przypominam, że gdyby ci żołnierze powstali dziś z grobu, zgwałciliby moją matkę! – krzyczy przez ulicę.

Spocony i rozedrgany biegnie za Michnikiem i roztrzęsiony pyta: – Kiedy pan przestanie opluwać Polskę?!

8 maja

Solidarni 2010 stoją. Trwają. Nie ma chwili, by namiot był pusty. Ludzie przychodzą – kto ile może, choć na godzinkę, potrzymać nasz „skrawek wolnej Polski" – jak to określają. Każdy dobrowolnie pragnie jakoś włączyć się w dzieło, dołożyć cegiełkę swojego czasu oraz pragnienia, by ojczyzna znowu była niezawisła i szczęśliwa.

9 maja

Mało kto wie, że 9 maja to Dzień Żołnierzy Wyklętych. Tak mówią pod namiotem, choć od tego roku (tak uchwalił Sejm) to święto wypada 1 marca.

14 maja

Namiot Solidarnych ma nabrać intelektualnego blasku. Samuel Rodrigo Pereira w internecie informuje o nowym wydarzeniu kulturalnym: miniwykładach w ramach spotkań z ludźmi nauki. Będą prof. Legutko i prof. Terlecki, ale i ludzie politycznej wiedzy i doświadczenia, jak Antoni Macierewicz.

Namiot zaprasza wszystkich. Bo przecież Samuel próbował zaprosić przez megafon Adama Michnika i reżysera Andrzeja Wajdę, gdy szli na spotkanie do Pałacu Prezydenckiego. Ale panowie z zaproszenia nie skorzystali.

14 maja, wieczór

Noc Muzeów. Na Krakowskim Przedmieściu tłum. Ulice zamknięte dla ruchu, ludzie spacerują. Nic dziwnego, że każdy natyka się na namiot. Młodzi podchodzą zaciekawieni, pytają. Niestety, wielu jest jednak po kolejnym kielichu w Przekąskach Zakąskach. Obok namiotu modlą się obrońcy krzyża (przechodnie często mylą jednych z drugimi).

15 maja

Zimno i pada. Nie ma jednak przeszkód dla młodych polskich serc. Solidarni 2010 ustawiają się jak co dnia. Namierzają pozostałości po prowokatorach: wystemplowane na chodniku znaczki z napisem „Krzyż wieszajcie sobie na szyi, nie na transparentach".

Elegancki, starszy pan czeka od rana na rozstawienie namiotu. – Nigdy nie myślałem, że będę trzymał namiot Solidarnych – mówi, niosąc jedną nóżkę.

Wieczorem do namiotu przychodzi Gabriel Janowski.

18 maja

Pierwszy wykład. Słuchaczy i gapiów – około setki. Nie wiadomo, dlaczego na krześle pod namiotem ktoś postawił napis „Targowica". Przychodzi prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS. – Jest to niedopuszczalne i niewybaczalne, by w kraju, który uważa się za praworządny, żaden z wysokich funkcjonariuszy nie został zdymisjonowany, odsunięty i politycznie ukarany po tym, co się stało w 2010 r.

Trzaskają flesze. Przed profesorem kilkanaście aparatów i cyfrowych kamer. To prawicowi blogerzy. Codziennie wrzucają nagrania z wykładów do internetu, spisują najważniejsze fragmenty.

Co się stało ze społeczeństwem, że w pierwszych dniach po katastrofie na Krakowskim gromadziło się tylu ludzi z całej Polski, a w pierwszą rocznicę już o wiele mniej? Profesor tłumaczy: bo jesteśmy podzieleni, a dzielenie społeczeństwa zaczęło się zaraz na początku III RP. Przez tych, którzy mieli władzę, zostaliśmy podzieleni na światłych i ciemnych; tych, którzy są europejscy, i tych, którzy są nacjonalistyczni. I dlatego dochodzi do niesłychanych ataków. Nas miało nie być – dziennikarzy, pisarzy, organizacji. I nagle rok temu myśmy zaistnieli na skalę niebywałą w Polsce. I oni zaczęli się bać. I boją się do tej pory.

Na krzesełko obok profesora dosiada się ksiądz Małkowski, niekwestionowany autorytet na Krakowskim Przedmieściu, wielki zwolennik intronizacji Chrystusa na króla Polski, kapelan obrońców krzyża. Wszyscy wachlują się gazetkami i ulotkami. Jest ciepło.

Profesor kontynuuje: to nie jest władza suwerenna. To my tutaj jesteśmy normalnie funkcjonującym państwem. A działalność PO jest działalnością szkodliwą, bo wyrzucili przeciwników politycznych na margines. Na szczęście my nie tracimy nadziei.

Poza tym jest wiele nienawiści i chamstwa w Polsce, które jest wspierane i tolerowane od 2005 r., nagłaśniane.

Dlaczego prorządowe media znęcają nad Grzegorzem Braunem? [wyjaśnijmy: to ten, który obrażał arcybiskupa Życińskiego]. Profesor Legutko: – Starą metodą wybierają sobie jednego człowieka i wali się w niego, w czambuł. Przedstawia się porządnych ludzi jako skończone kanalie i też działa na zasadzie masowego rażenia. Jest to metoda planowego zabijania cywilnego ludzi i całych grup. Czasem prowadzi to do zabójstwa fizycznego.

Profesor nic nie mówi (inna rzecz, że nikt nie pyta) o dwóch latach rządów PiS. I jak to się stało, że dziś rządzi PO.

Pod namiotem można usłyszeć, że wybory mogły być sfałszowane.

19 maja

Profesorowi Legutce brakowało błysku w oku. Nie brakuje go profesorowi Krasnodębskiemu. Upał coraz większy. Profesor poci się w marynarce, ale barwnie opowiada, jak to kiedyś pisywał do pisma „Krytyka", którego naczelnym był Adam Michnik. Ten sam, który później wyparł się tego, w co wierzył. I że dziś widzi nowego Michnika, nowego rewolucjonistę, jest nim siedzący obok Samuel Rodrigo Pereira.

Rzecznik Solidarnych 2010 skromnie spuszcza wzrok.

Krasnodębski – Legutko 1:0. Ładniej mówi profesor z niemieckiego uniwersytetu. Że w zagranicznych mediach nie czytał o namiocie Solidarnych 2010 (oklaski). Bo ludzie za granicą pozostali na tym poziomie informacji, którą wspólnie z Rosją ustalił polski rząd zaraz po katastrofie.

Profesor Krasnodębski mówi też o karze. I o tym, jak się powinniśmy zachować. Trzeba pokazać, że spokoju nie będzie, dopóki oni będą rządzić. Warunkiem pojednania nie może być amnestia ani amnezja. Nie będzie grubej kreski. Najpierw będzie kara (oklaski).

Ktoś wypatrzył w tłumie prof. Barabarę Fedyszak-Radziejowską. – Jest z nami pani Fedyszak-Radziejowska! – rozlega się na pół Krakowskiego.

– Chyba Radziszewska – poprawia silnie opalony mężczyzna w koszulce Solidarnych 2010.

Ale pani profesor nie chce się włączyć do dyskusji. Dziękuje za oklaski i znika.

Profesor Krasnodębski kontynuuje: siły są nierówne, a kraj nie jest normalny. Nigdzie bowiem tak nie jest, że jedna strona ma wszystko, a druga nie ma niczego.

Ktoś mówi: no właśnie, dlaczego rozmawiamy na chodniku, a nie w telewizji? Profesor klaruje: należy budować własne media. Nie jest trudno utworzyć dobry kanał informacyjny, to jakieś pięć milionów, które się zwrócą – wylicza profesor. Oni by chcieli sprowadzić nas to zbierania pieniędzy na WOŚP, byśmy zastępowali państwo w kupowaniu aparatury. Tymczasem tu żyje Polska. Tu jest Pałac, który niedługo odzyskamy.

Profesor kończy: – Piszę nową książkę, długo to idzie, ale mam poczucie, że jestem niezbędny i muszę się udzielać społecznie.

20 maja 2011

Piątek. Cicho pyrka agregat, który zasila mikrofony i głośniki. Upał.

To dzień, na który czekał cały namiot. Poseł Antoni Macierewicz profesorem nie jest, ale ma do powiedzenia rzeczy ważne. Tylko że spóźnia się pół godziny, a jest gorąco i starsze panie rozglądają się za stołeczkami. Na szczęście tam, gdzie jest prawdziwa Polska, są prawdziwie szarmanccy Polacy – szybko znajdują się dwa ogrodowe foteliki.

Kiedy Antoni Macierewicz zaczyna mówić, starsze panie – i całą publiczność – przebiega prąd. Poseł wkracza pod namiot od razu porywa słuchaczy: stała się rzecz niesłychana, w Tomaszowie Mazowieckim oprawcy, tak to trzeba nazwać, po imieniu, oprawcy nasłani przez Bronisława Komorowskiego nad ranem zamknęli niepokornego blogera, który prowadził serwis AntyKomor.pl.

To jest skandal. To jest złamanie wszelkich norm i złamanie konstytucyjnej wolności słowa. Dlatego poseł Macierewicz, już jadąc na Krakowskie, po drodze wysłał informacje do Polskiej Agencji Prasowej i najważniejszych mediów w Polsce, że on na takie niegodziwości nie pozwoli. I że złoży doniesienie i będzie żądać ukarania winnych, sześciu oprawców, nie bójmy się tego słowa, którzy wkroczyli do blogera o szóstej nad ranem.

– O piątej – poprawiają go starsze panie z tłumu.

Potem Antoni Macierewicz przechodzi do katastrofy. Przypomina tym, którzy zapomnieli albo nie wiedzą, że Tusk z Putinem zawarli tajny układ. I głównie przez to śledztwo idzie jak po grudzie: nie mamy ani czarnych skrzynek, ani wraku. Samolot przestał działać piętnaście metrów nad ziemią. Na pewno będą chcieli wyjaśnić to Amerykanie, bo komputer pokładowy był amerykańskiej produkcji.

– Jak pan by ich nazwał: matołami czy zdrajcami stanu? – dokumentalistka Ewa Stankiewicz pyta o ocenę rządu.

Macierewicz się wije: trzeba by mieć pewność, że są matołami, ale o zdradzie orzeka Trybunał Stanu, przed którym ich na pewno postawimy.

Oklaski.

Publika zamiera, gdy Ewa Stankiewicz pyta, czy to możliwe, że Rosjanie dobijali rannych w katastrofie. Ale poseł odpowiada niejednoznacznie.

Tylne rzędy się rozchodzą. Jest za gorąco.

Podobno w przyszłym tygodniu wykład Grzegorza Brauna.

W tekście wykorzystałem cytaty z portali Solidarni2010.pl, Pomniksmolensk.pl, WPolityce.pl, Blogpress.pl, Niezalezna.pl

Okładka tygodnika WPROST: 21/2011
Więcej możesz przeczytać w 21/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Andrew 14 IP
    Tu nie ma czego komentowac.... cala ta akcja Solidarni etc, to grupka ludzi o zwichrowanych osobowosciach i szarpnietych mocno pseudo-polityka.
    • Zbyszek IP
      Szkoda slow !