Urwać Napieralskiemu ile się da

Urwać Napieralskiemu ile się da

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Telefon Grzegorza Schetyny jest, jak mówią w klubie parlamentarnym PO, rozgrzany do czerwoności. Platforma zaczęła wielkie łowy na lewicy. Kto następny?
Gabinet Donalda Tuska. Na biurko premiera trafiają wyniki badań zamówionych przez speców PO. Są intrygujące. Okazuje się, że w nadchodzących wyborach partia ma szanse na 43-45 proc. głosów. Pod jednym warunkiem. Jeśli zdoła uszczknąć lewicy 10 proc. głosów. Z prawej strony PO doszła już do ściany, przejęcie kilku osób z PJN nie zmieni wyborczej arytmetyki.

A taki wynik to dla PO szansa na zdobycie parlamentarnej większości i na samodzielne rządy. Nic dziwnego, że badania elektryzują współpracowników premiera. Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, rzecznik Paweł Graś i doradca premiera Igor Ostachowicz zbierają się na wojenną naradę. – Rozkaz był jeden: urwać Napieralskiemu, ile się da – mówi jeden z czołowych polityków PO. Dla wszystkich staje się jasne, że wyłuskanie znanych, nieskompromitowanych politycznie ludzi lewicy może zdecydować o triumfie albo porażce Platformy. Może się okazać magnesem przyciągającym owe 10 proc. wyborców.

Do odzyskania jest część obrażonej warszawsko-krakowskiej inteligencji rozczarowanej rządami PO, ale wciąż przerażonej możliwością powrotu PiS do władzy i dlatego rozważającej oddanie głosu na lewicę. Przejąć trzeba, według Platformy, także tych, którzy dali się zauroczyć Grzegorzowi Napieralskiemu w ostatnich wyborach prezydenckich. I tych, których odstrasza wizerunek PO jako partii, w której nie ma przeciwwagi dla konserwatywnego skrzydła Jarosława Gowina.

Pierwszym uderzeniem tej wojny podjazdowej było przejecie Bartosza Arłukowicza. Kolejne mają nastąpić wkrótce. Telefon marszałka Schetyny, jak mówią w klubie PO, jest rozgrzany do czerwoności. Schetyna zaprasza do siebie jednego po drugim polityków lewicy.

O łowach jakie PO prowadzi na lewicy przeczytacie w artykule Aleksandry Pawlickiej w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".