Haracz

Haracz

Start do Sejmu – 20 tys. zł. Rok w państwowej spółce – 12 tys. Miesiąc w europarlamencie – 1,5 tys. Miesiąc na stanowisku burmistrza – 300 zł. Tak się płaci w polskich partiach. Dokładniej – polskim partiom.
Ustalanie nowych cenników właśnie ruszyło. Ida wybory, wiec partie układają listy i wyznaczają stawki dla kandydatów. Lada moment zaczyna je egzekwować. System jest dziecinnie prosty.

Chcesz startować do Sejmu? Musisz zapłacić dolę. Najdroższe są „jedynki", drugie i trzecie miejsca są tańsze, ale nie zawsze dają gwarancje wejścia do Sejmu. A ty liczysz na poselski mandat? A może nie chcesz kandydować, bo upatrzyłeś sobie posadę po wyborach? To bez znaczenia, i tak zapłacisz. Niedużo, 5-10 proc. miesięcznej pensji. Należy się nam. W końcu wyborcze listy są nasze i to my rozdzielamy stanowiska.

Tak wygląda ściąganie partyjnego haraczu w czterech największych ugrupowaniach: PO, PiS, SLD i PSL. Płaca wszyscy. Od eurodeputowanego i posła, przez prezydenta miasta, szefa rządowej agencji, prezesa państwowej spółki, aż po burmistrza, szeregowego urzędnika i kandydata na radnego.

To patologia, bo partie maja z czego żyć. Wydajemy na nie rocznie ponad 100 mln zł. My to tym razem podatnicy. W 2010 r. najwięcej otrzymała PO – 40 mln. PiS dostało 38 mln, PSL – 15, a SLD – 14. Partie organizują za to wyborcze konwencje, wykupują telewizyjne reklamy, opłacają setki etatowych pracowników, utrzymują biura, a nawet czarterują samoloty. Liderom – Donaldowi Tuskowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu, Grzegorzowi Napieralskiemu i Waldemarowi Pawlakowi – najwidoczniej jednak te pieniądze nie wystarczają. Bo wszyscy czterej łupią swoich działaczy, a pośrednio i nas, podatników. Wychodzi wiec na to, ze płacimy partiom Tuska i Kaczyńskiego podwójnie.

„Wprost" przestudiował sprawozdania finansowe PO, PiS, SLD i PSL z ostatnich dwóch lat. Wynika z nich, ze te cztery partie w samym 2010 r. dostały ok. 57 mln zł darowizn. Część tych pieniędzy to składki szeregowych działaczy i wpłaty sympatyków, ale część, zapewne niemała, to właśnie partyjne haracze.

Oszczędności kierownika kotłowni

W Platformie zasady są proste. – Jeśli chce kandydować do Sejmu, to wiem, ze partia potraci 20 proc. kwot wpłacanych na moja kampanie. Dla przykładu: jeśli razem z zona i ojcem wpłacę sobie na kampanie, powiedzmy, 50 tys. zł, to tylko 40 będę mógł wykorzystać. 10 tys. utną sobie władze wojewódzkie – mówi poseł szykujący się do jesiennych wyborów. Taka 20-proc. prowizje od kandydatów pobiera wiele regionów Platformy. Część dodatkowo zbiera tez datki od prezesów i członków rad nadzorczych państwowych spółek. – Większości z nich nie wypada występować w roli sponsorów, wiec płaca nieoficjalnie, czyli do kapelusza. Inni przelewają pieniądze na konto, ale za pośrednictwem słupów, czyli szwagrów, zięciów, kolegów – dodaje inny z naszych rozmówców.

Choć są i tacy prezesi, którzy się nie wstydzą. Weźmy Zbigniewa Papierskiego, bliskiego współpracownika ministra Grabarczyka i prezesa podległej mu pocztowej spółki Postdata. W zeszłym roku przelał na konto Platformy 10,6 tys. zł. Prawdopodobnie liczył na to, ze w razie zwycięstwa kandydatki PO Hanny Zdanowskiej w wyborach na prezydenta Łodzi zostanie jej zastępcą. Zdanowska wygrała, ale nominacje Papierskiego zablokowała jego partyjna koleżanka Iwona Sledzinska-Katarasinska, oskarżając go o zniesławianie na forach internetowych polityków PO (prezes Postdaty rzekomo przypisywał jej alkoholizm, a Mirosława Drzewieckiego miał nazywać narkomanem). Papierskiemu krzywda się jednak nie stała. Nadal siedzi w Postdacie. I za kilka miesięcy być może znów sięgnie do kieszeni – kampania do Sejmu przecież sama się nie sfinansuje.

Skrupułów nie miał tez Arkadiusz Dąbrowski, były radny z miejscowości Ścinawa na Dolnym Śląsku i kierownik kotłowni w państwowym Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. W 2009 r. podarował Platformie 5 tys. zł. – Akurat miałem trochę oszczędności, wiec wpłaciłem. Moje zatrudnienie w WPEC nie miało na to żadnego wpływu, bo pracuje w tej spółce od 1997 r. – tłumaczy w rozmowie z „Wprost" Dąbrowski. Dzięki takim spontanicznym wpłatom zapewne będzie mógł kierować ścinawską kotłownia jeszcze długo.

Płacę, bo chcę

Jeśli chodzi o ściąganie pieniędzy, to Platforma ma zdecydowanie najwięcej możliwości. Jest partia władzy, należą do niej setki samorządowców, urzędników i pracowników państwowych spółek. Dzięki temu może sobie pozwolić na najniższe ceny. Wystarczy, ze każdy odda co miesiąc kilkaset złotych.

I tak europarlamentarzyści, posłowie i prezydenci miast oddają PO jedynie od 200 do 500 zł miesięcznie. Plus wpłaty na wybory, rzecz jasna. Przeglądamy sprawozdanie z 2010 r.: eurodeputowany Jarosław Wałęsa co miesiąc przelewał na konto partii 400 zł, posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska – 340, minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski i prezydent Szczecina Piotr Krzystek – po 200. Są też tacy, którzy nie płacą wcale, chociażby Jarosław Gowin. W sprawozdaniach próżno też szukać wpłat od liderów – Donalda Tuska czy Sławomira Nowaka. Choć i tu nie ma reguły: Grzegorz Schetyna zapłacił w 2010 r. składki o łącznej wartości 4,8 tys. zł.

Lecimy dalej. Szukamy w sprawozdaniach nazwisk burmistrzów warszawskich dzielnic. Są chyba wszyscy. Wojciech Bartelski, Śródmieście: 315 zł miesięcznie; Marek Andruk, Wola: 315 zł; Maurycy Komorowski, Ochota: 300 zł. Wyliczankę można by ciągnąć długo. Platforma ma wielu burmistrzów, lista wpłat jest długa. Stołeczna PO jest zresztą najbardziej zdyscyplinowaną strukturą. Najpopularniejszym miejscem pracy wśród jej działaczy jest Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych podległa Urzędowi Marszałkowskiemu. Pracuje w niej kilkanaście osób: szefowie partyjnych kół, radni, szeregowi aktywiści. Jednym z nich jest Robert Wróbel, kierownik wydziału administracyjno-organizacyjnego Jednostki i dzielnicowy radny. W 2009 r. przelał na konto PO 3740 zł. Zgodnie z nieoficjalnym cennikiem jako radny powinien oddawać ok. 100 zł miesięcznie, a przelewa powyżej 300 zł. Czy w takim razie na jego wpłaty składał się też procent od pensji z Jednostki? Wróbel twierdzi, że nie. – Płacę, bo chcę. Nie jest to miłe, ale jeśli człowiek decyduje się na zabawę w politykę, to musi partycypować w kosztach. Moje pieniądze idą na czynsz za biuro koła – tłumaczy.

Burmistrz Komorowski: – Budżetowe dotacje idą na działalność centralną i rzadko dochodzą do partyjnych dołów. Koła utrzymują się z naszych składek. Ale proszę mi wierzyć, jeśli chodzi o płacenie, to nikt tu nikogo do tego nie zmusza.

Czyżby? W sprawozdaniu za 2009 r. oddzielną rubrykę stanowią przelewy dokonane przez działaczy w ostatnich dniach grudnia. Część z nich to wpłaty opiewające na kilka tysięcy złotych. Trudno się oprzeć wrażeniu, że to nadrabianie finansowych zaległości z całego roku. Ciężko też uwierzyć, by tak wysokie darowizny dokonywane między Bożym Narodzeniem a sylwestrem były całkowicie dobrowolne.

Szwagier robi przelew

Kwiecień 2009 r., w Sejmie trwa debata nad ustawą o partiach politycznych. Na mównicę wchodzi poseł PiS Marek Suski z kartką w ręku. – Mam tu instrukcję finansową Platformy Obywatelskiej – zagaja. Przez salę przechodzi szmer. – Jest w niej zapisane, że członkowie PO sprawujący funkcje publiczne zobowiązani są do płacenia na rzecz partii do 10 proc. miesięcznego wynagrodzenia.

Kiedy używa słowa „haracz", z rządowej ławy podrywa się minister zdrowia Ewa Kopacz. – Nie interesuj się nami, zajmij się instrukcją PiS – krzyczy. I ma rację. W radomskim PiS, którym kieruje Suski, taki sam haracz na partię płaci całe kierownictwo magistratu. Prezydent Andrzej Kosztowniak, człowiek posła Suskiego, w 2010 r. oddał 4,5 tys. zł. Jego zastępca Igor Marszałkiewicz w 2009 r. wpłacił 3,9 tys. składki, a rok później dorzucił jeszcze tysiąc. Najhojniejszy okazał się jednak Artur Standowicz, szef kancelarii Kosztowniaka, a prywatnie szwagier Marszałkiewicza: w ubiegłym roku podarował PiS 10 tys. zł.

Kiedy pytamy Suskiego o te wpłaty, w słuchawce zalega cisza. Odpowiedź pada po kilku sekundach: – Rzeczywiście ci, którzy zajmują dobrze płatne stanowiska, mają podwyższone składki. – A co, jeśli ktoś nie chce ich płacić? – dopytujemy. – Zgodnie ze statutem może zostać wyrzucony z partii. Suski w Radomiu jest katem, a w Sejmie – ofiarą. Płaci haracz podobnie jak wszyscy parlamentarzyści PiS. Dla posłów wynosi on od 500 do 700 zł miesięcznie. Partia Kaczyńskiego najbardziej doi jednak europosłów. Jednym z ich obowiązków jest płacenie na wybory, i to wcale nie te europejskie. W 2010 r. Ryszard Czarnecki, Adam Bielan, Paweł Kowal i Ryszard Legutko przelali na prezydencką kampanię prezesa po 19 tys.zł.

Zdarza się, że do partyjnej kasy dorzucają się też żony eurodeputowanych, w sprawozdaniu za ubiegły rok widnieje na przykład wpłata 16 tys. zł dokonana przez Wiktorię Bielan. – Mamy też obowiązek zatrudniania partyjnych działaczy na stanowiskach asystentów. Europarlament daje nam na ten cel ok. 20 tys. euro miesięcznie. Osoby, które zatrudniamy w naszych biurach w kraju, wskazuje partia. My często nawet nie znamy tych ludzi – opowiada jeden z eurodeputowanych.

A to wyrzucajta mnie!

Najwyższe haracze są w SLD i PSL. W Sojuszu sejmowa „jedynka" kosztuje od 15 do 20 tys. zł, za drugie miejsce płaci się 10 tys., a za trzecie – 5 tys. zł – U nas w poprzednich wyborach za pierwsze miejsce było 15 tys., a za drugie 10. Teraz będzie porównywalnie. Wpłaty są jednak dobrowolne – mówi z kolei poseł PSL Janusz Piechociński. Oczywiście, tak jak w innych partiach. Te ceny to paradoks, bo, płacąc za miejsce na liście Sojuszu czy Stronnictwa, nie ma gwarancji zdobycia mandatu. Z punktu widzenia skarbników wyśrubowane stawki są uzasadnione, bo te partie dostają najmniej pieniędzy z budżetu.

Cennik obu partii obejmuje nie tylko miejsca na listach, ale także pełnienie publicznych funkcji. I tak na przykład poseł SLD oddaje partii od 700 do 900 zł miesięcznie, a eurodeputowany – ok. 1,5 tys. Partia egzekwuje te kwoty skrupulatnie – w 2010 r. wiceszef komisji spraw zagranicznych Tadeusz Iwiński oddał partii 9,6 tys. zł, a wicemarszałek Jerzy Wenderlich – 12,6 tys. Z kolei Wojciech Olejniczak i Joanna Senyszyn wpłacili na konto SLD po 19 tys. Partyjny podatek płaci też szef Sojuszu Grzegorz Napieralski. Jako szef musi mieć jednak upust, bo w 2010 r. wpłacił jedynie 7,7 tys. U ludowców stawki są podobne. Europarlamentarzyści płacą 15-18 tys. zł, posłowie – ok. 10 tys.

SLD i PSL doprowadziły egzekucję politycznego haraczu do perfekcji. Ściągają pieniądze również od swoich nominatów w państwowych spółkach i urzędach. Jacek Pużuk to warszawski działacz SLD – wojewódzki radny i członek zarządu komunalnej spółki Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. W 2010 r. oddał partii 12 tys. zł, a w 2009 r. – 11,6 tys. Bogdan Jaskołd, dyrektor biura polityki społecznej w warszawskim Ratuszu, co roku przelewa na konto SLD po 4944 zł. Precyzja co do złotówki.

W PSL płacą nawet szefowie rządowych agend. Prezes KRUS Henryk Smolarz w ciągu dwóch lat przelał na konto ludowców 7 tys. zł, a szef Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Wsi Tomasz Kołodziej – 10 tys.

W nieco lepszej sytuacji są samorządowcy obu ugrupowań. Ich siłą zazwyczaj nie są partyjne szyldy, ale własne nazwiska. Niektórzy czują się tak pewnie, że odmawiają płacenia haraczu. Zebranie koła SLD w jednym z powiatów na południu Polski, dyskusja dotyczy składek. Aktyw naciera na starostę, który od kilku miesięcy ociąga się z płaceniem. – Wszyscy płacą, ty też musisz – przekonują działacze. Starosta zapiera się, że nie da ani grosza. Aktyw sięga po groźbę: jak nie zaczniesz płacić, to wyrzucimy cię z partii. – A to wyrzucajta! – odpowiada starosta.

Działacz Sojuszu: – Postawił się, bo wiedział, że nie możemy mu nic zrobić. Jest tak popularny, że wygrałby wybory także z własnym komitetem. W partii jest do dziś, składek nie płaci.

Takich szczęśliwców jest jednak niewielu. Większość partyjnych działaczy zaciska zęby i sięga do kieszeni. Szanse, że się to zmieni, są niewielkie. A właściwie żadne. Płacą działacze, płacimy też my, obywatele. I to podwójnie. System działa.


Okładka tygodnika WPROST: 23/2011
Więcej możesz przeczytać w 23/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0