Prawdziwe życie prezesa

Prawdziwe życie prezesa

Nie lubi sprośnych dowcipów, ale lubi kolekcjonować haki na swoich podopiecznych. Na wiecach potrafi porywać tłumy, ale nie potrafi wejść do księgarni bez obstawy ochroniarzy. Oto Jarosław Kaczyński, jakiego nie znacie.
Dziesiątego każdego miesiąca cała Polska ogląda go przed Pałacem Prezydenckim, gdy w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej składa hołd bratu i agituje do boju. Gdy jedzie na Wawel, też przynajmniej raz w miesiącu, nie wie o tym nikt poza mamą, paroma osobami w partii i jednym z dwóch Jacków, kierowców od lat pracujących dla prezesa. O tych wyprawach wiedzą też ochroniarze, bez których Jarosław Kaczyński nie przekracza już progu domu.Do ludu z bodyguardem

Do pracy wyrusza zwykle około dziesiątej. Prezes słynie z kłopotów z rannym wstawaniem, bo lubi pracować w nocy. Zwłaszcza pisać. W wywiadzie rzece „Czas na zmiany" przyznał, że prezydent Wałęsa, u którego był szefem kancelarii, żądał, „żebym przychodził do pracy przynajmniej na dziewiątą. Oczywiście nie przychodziłem, ignorowałem jego prośby i telefony”. Tak zostało do dziś. Około dziesiątej przed dom na Żoliborzu podjeżdżają dwie limuzyny. Wysiada trzech ochroniarzy. Ustawiają się tak, by maksymalnie chronić prezesa przed atakiem, choćby teleobiektywów paparazzich. – Prezes bez ochrony już nigdzie się nie rusza – przyznaje jeden z jego współpracowników. – Jakby miał lęk przed zewnętrznym światem. Niby lubi spotkania z ludźmi, ale nie wyobraża sobie wejścia bez ochrony w tłum. On nawet do księgarni nie wejdzie bez obstawy, choć bardzo lubi kupować książki.

Z ochroną Jarosław Kaczyński nie rozstaje się, od kiedy został premierem. Wtedy chodziło z nim sześciu ochroniarzy. Grzegorz Schetyna jako szef MSWiA najpierw zmniejszył ochronę BOR dla prezesa o połowę. W marcu 2009 r. zlikwidował ją zupełnie. Partia natychmiast wynajęła prywatną firmę ochroniarską. Dziś ochrona Jarosława Kaczyńskiego składa się trzech bodyguardów i kierowcy. Do tego dochodzi kierowca partyjnej limuzyny wożącej prezesa – jeden z Jacków. W sumie pięć osób w ciągłej gotowości. Jarosław Kaczyński lubi jeździć po Polsce. Mówi o sobie, że „ma przebieg nie mniejszy niż kierowca tira". Podróżując, lubi siedzieć na przednim siedzeniu.

– Dziś ze względu na opiekę nad chorą mamą jeździ mniej, ale wypady w teren rzeczywiście sprawiały mu zawsze przyjemność – przyznaje Adam Lipiński, najbliższy współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. W terenie prezes ma ulubione miejsca. Top listę otwiera Elbląg, bo w wyborach 1989 r. właśnie tam wywalczył fotel senatora. Jeden ze sztabowców Kaczyńskiego, towarzyszący mu w kampaniach od lat, przyznaje, że nigdzie prezes nie jest tak wyluzowany jak w Elblągu. Z działaczami, którzy robili mu kampanię w 1989 r., potrafi usiąść przy ognisku i zaprosić wszystkich na piwo. Jak w czasach, gdy nie bał się wchodzić w lud bez ochrony.

Cesarz biurowy

Najczęściej Jarosław Kaczyński z Żoliborza jedzie na Nowogrodzką w centrum Warszawy. Tam mieści się siedziba partii. To drugi dom prezesa. Czeka tam na niego pani Basia, sekretarka, ta sama od 22 lat. Właściwie jest już dyrektorem biura prezydialnego, ale niezależnie od tytułu to ona parzy prezesowi herbatę i ma wyłączne prawo do porządkowania biurka prezesa. Nowogrodzka podobnie jak żoliborski dom przypomina twierdzę. W czasach rządu PiS w prywatnej willi Kaczyńskich dobudowano budkę strażniczą dla ochrony. Na Nowogrodzkiej ochroniarze przejęli cały budynek. Pilnują nie tylko prezesa, strzegą też dostępu do gabinetów jego zastępców.

Do Sejmu prezes wpada sporadycznie. Tylko wtedy, gdy są głosowania, ważne debaty lub posiedzenia klubu parlamentarnego. Na dywanik do prezesa jedzie się zawsze na Nowogrodzką ( jak Elżbieta Jakubiak przed zawieszeniem jej w partii ). Na ważną konferencję z udziałem prezesa (jak tę dotyczącą raportu MAK) – na Nowogrodzką. Jak jest partyjna feta… to też Nowogrodzka, choć te ustały po katastrofie smoleńskiej. Flagi z kirem wciąż powiewają nad siedzibą PiS. Do 2009 r. najważniejszą imprezą były urodziny prezesa, obchodzone 18 czerwca, teraz przypominałyby o tragicznie zmarłym bracie bliźniaku. Nie ma już też wieczornych nasiadówek, „przy winku i dowcipach – jak mówi Lipiński, kiedy wspominało się dawne czasy. Po prostu nie ma na to nastroju". Pozostało przywiązanie do Nowogrodzkiej. – Dla Jarosława to przywiązanie do miejsca, w którym czuje się władcą absolutnym. Ma tu nad wszystkim kontrolę. A tego potrzebuje jak powietrza – mówi jeden z członków PiS.

Partyjna anegdota głosi, że gdy Kaczyński dzwonił z Nowogrodzkiej do Sejmu do Marka Kuchcińskiego, ówczesnego szefa klubu parlamentarnego, ten odbierał jego telefony zawsze na stojąco. Taką kindersztubę prezes lubi szczególnie. Gdy młody poseł rozmawiał z nim kiedyś, trzymając rękę w kieszeni, to Jarosław Kaczyński potrafił poświęcić całe posiedzenie komitetu politycznego na ganienie takiego zachowania. A Kuchcińskiego za poddańcze gesty potrafił wynagrodzić stanowiskiem wicemarszałka Sejmu. – Pewność siebie, agresywność, buta są pożądane wyłącznie w kontaktach z politycznym wrogiem, ale wobec prezesa – nigdy – mówi jeden polityków PiS.

Samiec alfa

Jarosław Kaczyński prawdziwym zaufaniem darzy bardzo wąskie grono osób. Tylko tych, na których lojalność nigdy nie padł żaden cień. Nigdy na przykład nie obdarzył pełnym zaufaniem Michała Ujazdowskiego, bo ten zawahał się, czy współtworzyć z prezesem w 2001 r. PiS. Na krótkiej smyczy Kaczyński trzyma też Jacka Kurskiego, choć to partyjny bulterier gotowy odgryźć głowę każdemu, kto zagrozi szefowi. W 2002 r. Kurski podpadł jednak Kaczyńskiemu, bo obrażony na prezesa, że nie chce go wystawić w wyborach samorządowych na prezydenta Gdańska, poszedł do Romana Giertycha. Takich afrontów prezes nie zapomina.

Z drugiej strony nie zapomina też oddania najwierniejszych. Marek Suski zapunktował, gdy w 1997 r. trzeba było organizować Kaczyńskiemu grupy wsparcia. Krzaklewski nie dał Jarosławowi jedynki wyborczej i ten musiał zamiast z list AWS startować z listy ROP. Suski namawiał wówczas ludzi, by brali zaświadczenia do głosowania i przyjeżdżali do Warszawy głosować na Kaczyńskiego, by zwiększyć jego szanse. Udało się.

Podobnie Adam Lipiński. Gdy w 1999 r. rozpadało się PC „pozostał z Jarosławem, choć większość opuszczała tonący statek. To był najgorszy okres w życiu prezesa. Rozważał wtedy odejście z polityki. Dlatego tych, którzy z nim zostali, potrafi docenić" – mówi Suski. Charakterystyczne jednak, że obaj (i Lipiński, i Suski, a także trzeci rycerz prezesa– Joachim Brudziński) oprócz lojalności mają inną ważną cechę – brak ambicji przywódczych. – Potrafią być w cieniu i tym zdobywają zaufanie Kaczyńskiego. A Jarosław jest na tym punkcie wyczulony. Ciągle testuje, jak ambitni są jego najbliżsi współpracownicy – mówi Antoni Mężydło, kiedyś człowiek PiS, od czterech lat w PO.

Nie lubi konkurencji, zagrożenia swojej pozycji. Jak samiec alfa musi każdego konkurenta sobie podporządkować (jak Zbigniewa Ziobrę) albo usunąć (jak Ludwika Dorna). Dorn był długo najbliższym po bracie kompanem Jarosława. Głównym partnerem do rozmów o strategiach politycznych, wizjach, programach. Ale jako marszałek Sejmu za rządów PiS Dorn stał się zbyt niezależny. Zaczął stawiać się prezesowi. Kulminacją okazała się sprawa traktatu lizbońskiego. Gdy postanowił poprzeć ratyfikację traktatu, Kaczyński zwrócił się do niego publicznie per pan. Potem uderzył poniżej pasa. Zasugerował, że Ludwik Dorn nie płaci alimentów. Dorn od razu oddał cios. Powiedział, że „zarząd PiS przypomina sułtana otoczonego przez dwór eunuchów".

Do dziś z sobą nie rozmawiają. Ale prezes stara się kontrolować poczynania Dorna. Przy pomocy Lipińskiego. Adam Lipiński ma w Sejmie dwa miejsca – jedno obok prezesa w pierwszym rzędzie i drugie obok Dorna i Ujazdowskiego w ostatnim. Jest niepisanym łącznikiem.

Strategia haka

– Przypadek Dorna ujawnił jedną z najciemniejszych stron prezesa. Pasję zbierania haków – mówi polityk PiS. – Nic w oku Jarosława nie wywołuje takiego błysku jak informacja, że ktoś ma konflikt z żoną, za dużo pije albo ma kochankę czy jakąś obsesję. Prezes takie doniesienia skrzętnie kolekcjonuje i wyciąga w najmniej oczekiwanym momencie. Jak alimenty Dorna.

Strategia haków daje mu poczucie kontroli nad ludźmi i możliwość manipulowania nimi. Podporządkowywania ich sobie przez strach. Daje władzę, której nie ma dziś w sensie realnym, ale której smak poczuł, będąc premierem. O tym, że prezes kolekcjonuje ludzkie słabości, krąży w PiS wiele opowieści. Ofiarą tej pasji padła nawet Anna Fotyga.

Była zaufanym człowiekiem Lecha Kaczyńskiego, poza zasięgiem Jarosława. Dlatego prezes PiS uwielbiał wysłuchiwać opowieści – jak mówił – o wariactwach Fotygi, w czasach gdy ta była szefową MSZ, a potem Kancelarii Prezydenta. Najbardziej lubił historię o doniczce rozbijanej przez Fotygę szukającą wszędzie podsłuchów. Inna sprawa, że po śmierci prezydenta Fotygę i prezesa PiS połączyła misja szukania smoleńskiej prawdy. Kaczyński zatrudnił ją na Nowogrodzkiej.

Prezes PiS w kolekcji haków ma nawet haka na ojca Rydzyka. Pochodzi z czasów, gdy wybuchła seksafera w Samoobronie. Jarosław Kaczyński był wtedy u ojca dyrektora i wrócił z tego spotkania wzburzony. Rydzyk na wieść o seksaferze zareagował rubasznymi dowcipami i śmiał się z Andrzeja Leppera pytającego, „czy można zgwałcić prostytutkę". – Takie zachowanie duchownego nie mieściło się prezesowi w głowie. Jarosław Kaczyński jest bardzo pruderyjny. Nie lubi sprośnych, szowinistycznych żartów – mówi polityk PiS.

Kobiety i zwierzęta

Szarmanckość prezesa PiS wobec kobiet jest niemal mityczna. Całowanie w rękę, bukiety kwiatów dla Jolanty Szczypińskiej, aniołki prezesa w partyjnej reklamówce (Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalli-Świat, Joanna Kluzik-Rostkowska). No i przede wszystkim mama Jadwiga – najważniejsza osoba w życiu Jarosława.

Pięć lat temu, gdy został premierem, Jadwiga Kaczyńska opowiadała, że jest z niego bardzo dumna, choć nawet w premierze nie przeszkadza jej widzieć Jarka, małego synka, dla którego szykuje na kolację grejpfruta, i któremu ścieli łóżko. Dziś Jarek zajmuje się mamą równie troskliwie. Tabloidy właśnie doniosły, że w ubiegłym roku wydał na zorganizowanie w domu małego szpitala i zapewnienie matce całodobowej opieki oszczędności życia, ponad 100 tys. zł.

Łagodny i opiekuńczy jest Jarosław Kaczyński także dla zwierząt. Zapytany niedawno, co drażni go w Polsce najbardziej, odpowiedział: „Stosunek do zwierząt. Niektórzy karygodnie zachowują się wobec słabszych istot". Swojego słynnego kota Alika znalazł przed laty poturbowanego na poboczu drogi. To jedyna istota na świecie, która bezkarnie może prezesa drapać i kąsać.

Gdy Kaczyński po Smoleńsku po raz pierwszy pojawił się w Sejmie i miał wygłosić przemówienie, wezwał do siebie zastępczynię – Beatę Szydło. Wszyscy myśleli, że poprosi ją, by wystąpiła za niego, bo nie czuje się na siłach, ale on poprosił: „Wczoraj byłem na wsi. Zobaczyłem tam psa. Na łańcuchu, był taki strasznie wychudzony. Proszę, niech pani wykupi dla mnie tego psa. Dam pieniądze i umieszczę go w dobrym domu". Takie gesty działają na kobiety. W PiS trudno byłoby znaleźć choć jedną, która nie jest pod urokiem prezesa.

Prawdziwy przeciwnik

Gdy polityków PiS zapytać, kto dla Jarosława Kaczyńskiego jest głównym przeciwnikiem, prawie zawsze pada ta sama odpowiedź. Tusk? Miller? Komorowski? A może Kwaśniewski? Ależ skąd, jest nim Adam Michnik. W nim widzi konkurenta politycznego, prawdziwego demiurga, który kreuje premierów (Mazowieckiego czy Cimoszewicza), wpływa na kształt demokracji (polityka grubej kreski, brak lustracji, przejęcie władzy przez układ). Z Michnikiem Kaczyński konkuruje i polemizuje od przeszło 20 lat.

– Panie redaktorze Michnik – mówił Kaczyński w debacie telewizyjnej w 1993 r. – Pan po prostu udaje, że pan pewnych rzeczy nie rozumie. Ja wiem, czego się pan boi. Pan się boi tego, że jak ten cały postkomunistyczny układ zostanie tutaj zdjęty, to społeczeństwo pokaże jakąś straszliwą twarz, która będzie pana bardzo przerażała.

– Panie prezesie Porozumienia Centrum – odparł wtedy Michnik – To społeczeństwo pokazało swoją twarz w tych wyborach! Zwycięstwem postkomunistycznej lewicy w 1993 r. pan tak w dupę dostał, że pan nie wiedział, gdzie zmiatać! To społeczeństwo pokazało, że nie chce pańskich koncepcji, moich też nie chce, co mówię z przykrością, ale myśmy walczyli o to, panie prezesie, żeby Polacy mogli sobie wybrać władzę. Z tą zasadą demokracji Jarosław Kaczyński nie zgadza się do dziś. Nie akceptuje wybranego w ubiegłym roku w powszechnych wyborach prezydenta Bronisława Komorowskiego. A „Gazetę Wyborczą" w swoim ostatnim „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” oskarża o to, że „polską tradycję czy polskość jako taką opisuje zwykle w kategoriach nacjonalizmu i szowinizmu”.

Ulubioną książką Jarosława Kaczyńskiego jest „Eksplozja w katedrze" Alejo Carpentiera. Jej główny bohater uczestniczy w rewolucji francuskiej, staje się jakobinem, potem korsarzem, a wreszcie dyktatorem siejącym terror na odległej wyspie. Bohater ma też słabość do kobiet. Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów mówi: „To książka o polityce, o życiu »w ciekawych czasach«. Ta książka dotyka mnie w jakiś sposób”.

Jarosław Kaczyński ma 62 lata. Kilka lat temu zapowiedział, że zamierza pobić rekord kanclerza Niemiec Konrada Adenauera, który z czynnej polityki wycofał się trzy lata przed 90. urodzinami. Być może czeka nas więc jeszcze co najmniej ćwierć wieku z prezesem.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2011
Więcej możesz przeczytać w 23/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 34
  • majka IP
    a może szanowna pani red. Pawlicka pisałaby samodzielne teksty, a nie kompilacje z książek Zaremby i Karnowskiego o Kaczyńskim?
    • jasnota IP
      Jarosław,Kaczyński,Prezes...a może więcej o rzadzących.Cztery lata nieróbstwa i błoga cisza. Co to za dziennikarstwo, które zamiast patrzeć na rece i rozliczać rządzących 4 lata zajmuje sie opozycją. Dlatego mamy tak jak mamy.
      • zdumiona IP
        Całkowicie wyalienowany ze społeczeństwa. O normalnym życiu i jego problemach nie ma zielonego pojęcia. Ze współczesna techniką nie ma żadnego kontaktu. I pomyśleć, że chce rządzić 40 milionowym narodem w środku Europy XXI wieku.
        • Stif IP
          Jest to typowe zachowanie osobnika o skłonnościach ... schizofreniczno-paranoicznych...Najlepiej \"wychodzi\" mu opluwanie i zbieranie haków...
          • ADAM IP
            W szkole byl bity i maltretowany .Nie ma przyjaciol i boi sie wlasnego cienia. A Szydlo wziela do do sklepu bo u nich zakupy robila gosposia.

            Czytaj także