Warszawa w Brukseli

Warszawa w Brukseli

Obraz Polski widziany z Brukseli jest chaotyczną mieszaniną stereotypów i fragmentów z historii
Sukces terapii szokowej Jeffreya Sachsa i Leszka Balcerowicza ugruntował w międzynarodowych kołach przemysłowo-finansowych opinię, że nasz rynek jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się w Europie, ale skala działalności rodzimej mafii kradnącej w Austrii samochody i liczba rodaków pracujących na czarno w Belgii wystarczyły, by społeczeństwa te zaczęły negatywnie myśleć o rozszerzeniu UE. Gdyby dziś doszło do głosowania, parlamenty tych państw nie ratyfikowałyby naszego członkostwa. Nowe metody komunikowania stwarzają ogromne możliwości promocji państw zabiegających o poparcie polityczne, inwestycje finansowe i rynki zbytu dla swych produktów. Sposobów promocji jest wiele, ale trzeba pamiętać, że efekty widoczne będą nie po kilku miesiącach, ale dziesięcioleciach. Przykład cywilizacyjnego skoku, jaki nastąpił w Hiszpanii, dowodzi, że inwestować w coś, co może przynieść korzyści dopiero następnym pokoleniom, mogą jedynie ludzie o dużej wyobraźni.


Lobbing w państwach demokratycznych to pośredniczenie między władzą a grupami nacisku i formułowanie ich interesów, ale przede wszystkim - wpływanie na decyzje państwowe. Politolodzy uważają, że lobbing służy demokracji, gdyż zwiększa liczbę przesłanek, które politycy muszą brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Instytucja lobbingu wywodzi się z anglosaskiej kultury biznesowej, gdzie oparty jest na zasadach fair play i dżentelmeńskiej umowy. Najbardziej żywiołowy jego rozwój nastąpił w latach 30. w USA, co doprowadziło do przekształcenia się tych usług w istotną dziedzinę biznesu. W USA korzystanie z doradztwa politycznego jest tak naturalne, jak zwracanie się po poradę prawną czy finansową.
W Europie skala zjawiska jest mniejsza, lecz obserwuje się jego szybki rozwój. Profesjonalni lobbyści dysponują doskonałą wiedzą na temat procedur podejmowania decyzji, nie wyłączając wiedzy o decydentach. W zawodzie tym często spotyka się byłych polityków, dziennikarzy czy też urzędników wyższego szczebla, pracujących wcześniej w organizacjach międzynarodowych. Usługi te świadczą również niektóre agencje public relations oraz wolni strzelcy. Warunkiem skuteczności działania lobbystów jest poprawna odpowiedź na pytania: do kogo, kiedy i w jakiej formie należy się zwrócić? Ceny takich usług stanowią tajemnicę handlową, ale są adekwatne do wartości reprezentowanych interesów. Zawodowcy stronią na ogół od korupcji i działań na granicy prawa, gdyż zamieszanie w aferę oznacza zawodową śmierć dla lobbysty i jego firmy. W wielu zachodnich krajach przyjęto zresztą specjalne ustawodawstwo, surowo zabraniające korumpowania urzędników, a w USA, Kanadzie, Australii i Niemczech stworzono system rejestracji lobbystów i ich działań. Od września 1998 r. obowiązek rejestracji, a także specjalny kodeks postępowania zawodowego obowiązuje również 20 tys. osób działających wokół instytucji europejskich.
Początki polskiej działalności promocyjnej w Brukseli zdeterminowane były brakiem pieniędzy i ludzi przygotowanych do jej prowadzenia. Podstawą lobbingu były przede wszystkim osobiste kontakty, które potrafił wykorzystać Jan Kułakowski, polski ambasador w stolicy Europy, a dziś główny negocjator członkostwa Polski w UE. Ponieważ w dyplomacji ważną rolę odgrywają kontakty nieoficjalne, rezydencja ambasadora Kułakowskiego stała się salonem towarzyskim Brukseli. Jego żona, Zofia Kułakowska, wpadła na pomysł, by przybliżyć Polskę małżonkom ambasadorów i ministrów Unii Europejskiej. Najpierw dzięki osobistemu zaangażowaniu Danuty Wałęsowej panie poznawały Polskę epoki renesansu, zwiedzały Kraków, Sandomierz, Zamość, Lublin i Warszawę. Dwa lata później osiemnaście pań (wśród nich małżonka poprzedniego przewodniczącego Komisji Europejskiej) odwiedziło oprócz stolicy także Gdańsk, Malbork, Frombork, Toruń, czyli miejsca związane z życiem Mikołaja Kopernika. Z obu wyjazdów wróciły zachwycone naszym krajem i Polakami. Wśród dyplomatów w Brukseli nie mówiono o niczym innym tylko o podróży do Polski, a panowie wypytywali ambasadora Kułakowskiego, kiedy im zaproponuje podobny wyjazd. Wraz z intensyfikacją politycznych kontaktów nasza dyplomacja rozwijała lobbing wokół unijnych aspiracji naszego kraju. Były to działania realizowane własnymi siłami i do tej pory nie korzystaliśmy z usług firm brukselskich. Pracownicy Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej, pytani o lobbing i promocję kraju, wymieniają kilka metod działania. Do najważniejszych należy stały kontakt z grupami nacisku i informowanie ich o stanowisku Polski w konkretnych sprawach. W miastach, w których znajdują się siedziby instytucji europejskich, czyli Strasburgu, Brukseli i Luksemburgu, działają setki lobbystów, przedstawicielstwa organizacji branżowych, regionalnych i związkowych. Na posła do Parlamentu Europejskiego przypada kilku profesjonalistów zajmujących się przekazywaniem stanowiska grupy, którą reprezentują. Nie zajmują się oni jedynie informowaniem urzędników Komisji Europejskiej czy też posłów, ale również kontaktują się często między sobą. Wolą bowiem swój punkt widzenia przedstawiać jako stanowisko wypracowane wspólnie z innym lobby. Na przykład Federacja Producentów Żywności chętnie prezentuje swe opinie, wspierając je stanowiskiem związków zawodowych rolników. Docieranie z rzetelną informacją na temat naszego kraju do przedstawicielstw, federacji branżowych czy też ogólnoeuropejskich stowarzyszeń broniących interesów poszczególnych grup społecznych jest głównym celem promocji Polski w Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu. Jan Truszczyński, nasz ambasador przy Unii Europejskiej, zapytany o metody działania, odpowiada: "Promocja Polski w instytucjach europejskich nie może się sprowadzać do wysłania folderu czy pięknego plakatu. Informacja o kraju to konkretne opracowania, statystyki i liczby, dowodzące gotowości do sprostania wymogom członkostwa w UE. Chodzi przede wszystkim o zbudowanie jednego z najtrudniejszych elementów polityki zagranicznej, jakim jest zaufanie i wiarygodność. Argumenty używane w promowaniu muszą być bardzo solidne, łatwo sprawdzalne i wiarygodne. Od nich zależy bowiem to, czy uznani będziemy za partnera godnego zaufania". Przedstawicielstwo w Brukseli oprócz obsługi procesu negocjacyjnego i utrzymywania stałych kontaktów z organami UE pośredniczy w kontaktowaniu się polskich lobbystów z unijnymi partnerami. Tylko w ostatnim kwartale 1999 r. przedstawicielstwo obsługiwało wizyty między innymi Polskiej Federacji Producentów Żywności i delegacji Związku Banków Polskich i spotkanie polskich rolników z Federacją Związków Rolniczych Państw Unii Europejskiej COPA - COGECA. Monitorowana jest praca nowo utworzonych w Brukseli przedstawicielstw Konfederacji Pracodawców Polskich, Polskiego Ośrodka Informacji Turystycznej oraz fundacji i stowarzyszeń promujących nasz kraj.
W grudniu 1999 r. Komitet Regionów Unii Europejskiej, zrzeszający przedstawicieli samorządów lokalnych i regionalnych państw piętnastki, zaapelował do krajów kandydujących o otwieranie w Brukseli przedstawicielstw samorządów terytorialnych Europy Środkowej. Komitet wzywa władze lokalne i regionalne UE do udzielenia pomocy wszelkim inicjatywom tego typu. Przedstawicielstwa regionalne są typowymi instytucjami lobbystycznymi, a celem ich działalności jest promowanie współpracy międzyregionalnej i przekazywanie informacji o UE do swoich krajów. Zdaniem Leona Kieresa, członka senackiej Komisji Integracji Europejskiej, koszt założenia biura w Brukseli przekracza jednak możliwości finansowe polskich województw. Dlatego też powinny one powołać wspólne biuro łącznikowe. Podobną opinię wyrażał minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek podczas wizyty przewodniczącego Komitetu Regionów Manfreda Dammeyera w Polsce w lutym ubiegłego roku. Tymczasem w stolicy Belgii reprezentowane są między innymi regiony francuskie, landy niemieckie oraz hiszpańskie comunidades autonomas. Ich głównym celem jest uzyskanie bezpośredniego dostępu do informacji z Komisji Europejskiej. Wiadomo, że wspólnotowe regulacje warunkują działalność podmiotów gospodarczych w terenie. Ponadto kolejne traktaty stopniowo poszerzają kompetencje wspólnoty o dziedziny, za które odpowiedzialne są władze lokalne. Ważnym aspektem działalności biur jest promocja własnego wizerunku w Europie. Seminaria, spotkania, publikacje i wystawy sprawiają, że w Brukseli brany jest pod uwagę punkt widzenia społeczności lokalnych. Kontakt z dziesiątkami innych regionów mających tam swoje siedziby owocuje projektami współpracy, nie mówiąc o tym, że stała "witryna" w pobliżu Komisji Europejskiej pozwala przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Działalność promocyjna to jednak nie tylko umiejętność zaprezentowania się na rynku Brukseli, ale i okazja do upowszechniania wiedzy o Unii Europejskiej w kraju. Ma to ogromne znaczenie dla uświadomienia społeczeństwu podstawowych aspektów związanych z postępem integracji i większego zaangażowania w proces tworzenia wspólnej Europy. Innym niezwykle ważnym elementem prowadzenia lobbingu w Brukseli jest identyfikacja obszarów potencjalnych zagrożeń i podejmowanie neutralizujących działań promocyjnych. Ogromną wartość ma zapobieżenie przyjęciu niekorzystnego dla Polski stanowiska lub opublikowaniu konfrontacyjnej deklaracji czy też powstrzymanie podjęcia niekorzystnej dla kraju decyzji. Liczy się zwłaszcza rzetelna i szybka informacja oraz precyzja działania. Procedury decyzyjne w unii są bardzo skomplikowane i lepiej dotrzeć wcześniej do urzędników niższego szczebla, którzy przygotowują decyzje, niż protestować i narzekać, gdy one zapadną. A jest o co walczyć. Z dokumentów, jakie polski rząd przygotował na doroczną sesję Rady Stowarzyszenia Polska-UE, wynika, że Komisja Europejska mnoży przeszkody w przekazywaniu nam środków z funduszu PHARE za 1998 r. i 1999 r., przeznaczonych między innymi na osłony socjalne dla zwalnianych górników i hutników. Polska jest też zaniepokojona przedłużającą się zwłoką w wydaniu przez komisję rozporządzeń wykonawczych w sprawie nowych programów pomocowych ISPA i SAPARD. Zapobieganie błędom i upowszechnianie niekorzystnych opinii równie skutecznie przyczynia się do promowania danego kraju jak zachwalanie jego zalet. W tym wypadku nie wystarczy docieranie z informacją do zainteresowanych. Należy określić, który z urzędników, dziennikarzy czy ekspertów posługuje się nierzetelnym obrazem kraju, dlaczego na przykład w danej publikacji przedstawiono nieaktualne dane lub też czemu określona unijna instytucja prosi o przekazanie informacji na temat branży, w której akurat dokonywane są trudne reformy. Gdy próba dotarcia do osoby odpowiedzialnej za obraz Polski w konkretnym opracowaniu nie zostanie podjęta, ryzykuje się, że powstanie negatywny obrazu kraju, zostaną nagłośnione problemy i będą pomijane sukcesy. Od października 1999 r. w Przedstawicielstwie RP przy UE utworzono specjalne stanowisko do spraw promocji. - Dyplomacja promocyjna jest coraz bardziej doceniana. Promocja kraju może się przełożyć na decyzje inwestycyjne czy wzrost zaufania do produktów w nim wytwarzanych - mówi Dariusz Sobków, odpowiedzialny za promocję w polskim przedstawicielstwie. Według niego, w porównaniu z innymi państwami kandydackimi stosunkowo wiele osób zajmuje się naszą promocją w Brukseli, choć ciągle jest ich mniej, niż zatrudnianych przez inne państwa członkowskie. Najtrudniej jest jednak odpowiedzieć na pytanie, na ile Polsce udaje się wpływać na decyzje polityczne dotyczące naszego przyszłego członkostwa w unii. Niestety, w 1999 r. nie udało się nam zakończyć sukcesem najważniejszych rozgrywek dyplomatycznych na tym polu. Najpierw nie przekonaliśmy innych kandydatów do wywarcia nacisku w sprawie precyzyjnego określenia daty rozszerzenia, a następnie, mimo zaangażowania parlamentarzystów, rządu i prezydenta, nie doprowadziliśmy do podania tej daty na szczycie w Helsinkach. Przywódcy piętnastki zadecydowali, że nie wyznaczą docelowych dat przyjęcia nowych państw, komisarz do spraw rozszerzenia Günter Verheugen zapewnił, że "do końca 2002 r. unia będzie gotowa, by powitać nowych członków, pod warunkiem że do tego czasu zakończą się negocjacje z najbardziej zaawansowanymi krajami kandydującymi". Przyjęcie nowych członków będzie więc możliwe najwcześniej w 2005 r., gdyż ratyfikacja może się zacząć dopiero w 2003 r. i potrwa ponad rok. Niepowodzeniem zakończyły się także nasze starania o udział w rozpoczynającej się debacie nad reformą unijnych instytucji, której celem jest przygotowanie ich do funkcjonowania z większą liczbą członków. Uzyskaliśmy jedynie zapewnienie komisarza Verheugena, że państwa kandydujące będą na bieżąco informowane o postępie prac nad reformą UE. Podczas spotkania z przewodniczącymi parlamentów państw Europy Środkowej i Wschodniej Verheugen uznał, że "mechanizm informowania" i "wymiana zdań" między politykami piętnastu państw członkowskich i dwunastu krajów kandydujących jest jedyną możliwą formą udziału Europy Środkowej w debacie nad reformą UE. Zaproponował także, by powołać forum polityczne. Gremium to spotykałoby się dwa razy w roku w celu "wymiany zdań" na temat postępu prac związanych z reformą unijnych instytucji. Trudno te oferty uznać za satysfakcjonujące, gdyż w praktyce oznacza to pozbawienie nas głosu na temat kształtu przyszłej wspólnoty. Dziś wiemy jedynie, że konferencja międzyrządowa poświęcona reformie rozpocznie się na początku lutego 2000 r. Ratyfikacja jej decyzji będzie mogła się rozpocząć dopiero na początku 2001 r. Problemem jest to, że tym razem reforma będzie dotyczyć spraw najważniejszych, a więc zmian w strukturze Komisji Europejskiej i systemu głosowania w Radzie UE, a prawo weta państw członkowskich ma zostać ograniczone. Decyzje będą zapadać bez naszego udziału.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2000
Więcej możesz przeczytać w 2/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0