Skórzane lwy

Skórzane lwy

Kiedyś – wagabunda, wciąż miłośnik poezji Edwarda Stachury, dziś – milioner. Jędrzej Wittchen zarabia, sprzedając Polakom luksus. Ze skóry.
Od czego zacząłby opowieść o sobie Jan Kulczyk, najbogatszy człowiek w  Polsce? Pewnie od zachwytu nad wybudowaną przez siebie autostradą. A  miliarder Roman Karkosik? Pewnie od analizy sytuacji na rynku chemicznym, na którym działa jego Boryszew. Od czego zaczyna opowieść o  sobie Jędrzej Wittchen?

– Staram się żyć zgodnie z filozofią tao, czyli brać życie, jakim jest, poddawać się jego nurtowi, korzystać z okazji, z przypadku – mówi z  uśmiechem, popijając kawę w swym biurze w podwarszawskim Kiełpinie. Przez niedomknięte drzwi za jego plecami widać salę pełną cacek –  skórzanych torebek, portfeli, portmonetek, rękawiczek, aktówek, walizek, plecaków, krawatów, szali, apaszek, a nawet… piersiówek.

Na każdym z  wyrobów logo Wittchena: tarcza, nad nią – korona, obok – dwa lwy. Ceny: od 300 do 3000 zł. Drugiej polskiej firmy produkującej na taką skalę luksusowe dodatki ze skóry po prostu nie ma. Wittchen w 2010 r. wypracował 66,5 mln zł przychodów i 7,5 mln zł zysku. Wartość firmy wkrótce wyceni giełda (debiut – najpóźniej jesienią), ale już teraz można szacować ją nawet na mniej więcej 100 mln zł. Najprawdopodobniej więc Wittchen jest jedynym w Polsce wyznawcą tao z milionami w kieszeni.

Więcej możesz przeczytać w 26/2011 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0