Obama agituje za większym długiem

Obama agituje za większym długiem

Barack Obama (fot. E. Cromwell)
Prezydent Barack Obama po raz pierwszy osobiście objął kierownictwo w negocjacjach z republikańską opozycją na temat podniesienia ustawowego limitu zadłużenia USA. Negocjacje te utkwiły w impasie.
Prezydent rozmawiał w poniedziałek rano z liderem demokratycznej większości w Senacie Harrym Reidem, a wieczorem spotka się z przywódcą republikańskiej mniejszości, senatorem Mitchem McConnellem. Biały Dom twierdzi, że niepodniesienie pułapu długu publicznego może wywołać poważne zaburzenia na rynkach finansowych i wpędzić świat w kolejną recesję.

Wyższe podatki? Republikanie mówią "nie"

Negocjacje na temat zadłużenia załamały się w zeszłym tygodniu, kiedy dwaj politycy prowadzący je ze strony Republikanów - lider większości w Izbie Reprezentantów Eric Cantor oraz senator Jon Kyl - odmówili udziału w dalszych rozmowach w proteście przeciw naciskom Demokratów na podwyższenie podatków. McConnell potwierdził w niedzielę stanowczy sprzeciw swej partii wobec zwiększenia podatków jako sposobu redukcji deficytu budżetowego, co proponują Demokraci.

- Włączanie do tego podwyżki podatków nie przyniesie po prostu pożądanego rezultatu i nie przejdzie w Kongresie - powiedział senator McConnell w niedzielę. Jako warunek zgody na podniesienie pułapu zadłużenia Republikanie stawiają drastyczne cięcia wydatków rządowych.

Pożyczają by spłacić

Wysoki deficyt zmusza administrację Obamy do zaciągania dalszych pożyczek na spłatę należności, co powiększa dług publiczny. Dług ten osiągnął już dozwolony limit 14,3 biliona dolarów. Rząd korzysta na razie z nadzwyczajnych rezerw budżetowych, aby spłacać należności, ale rezerwy te wyczerpią się około 2 sierpnia.

Demokraci i Biały Dom nie chcą zaakceptować dużych cięć wydatków, gdyż wymagałoby to ograniczenia wielu programów federalnych chroniących - zdaniem lewicy - różne grupy społeczne. - Prezydent jest gotów podjąć trudne decyzje, ale nie może prosić klasy średniej i emerytów, aby ponieśli cały ciężar redukcji deficytu, podczas gdy milionerzy, miliarderzy i grupy specjalnych interesów unikają wszelkich poświęceń - powiedział rzecznik Obamy, Jay Carney. Demokraci domagają się podwyżek podatków od najzamożniejszych Amerykanów i od korporacji.

Zabiorą wojskowym?

Jak pisze "Washington Post", pewną szansę na kompromis stwarza gotowość Republikanów do zgody na cięcia wydatków na zbrojenia. Poprzednio politycy tej partii z zasady się temu sprzeciwiali. Niektórzy republikańscy legislatorzy dali do zrozumienia, że będzie im łatwiej przystać na te cięcia, niż na podwyżki podatków. Za redukcją budżetu Pentagonu opowiadał się nawet sekretarz obrony Robert Gates. Przestrzegał jednak przed nadmiernymi cięciami, które osłabiły by potencjał bojowy armii USA.

zew, PAP

Czytaj także

 0