Pozytywnego coś

Pozytywnego coś

Nieraz mnie to zastanawiało: jak to się dzieje, że polska w telewizji ma wykrzywioną, zapiekłą twarz, pełno w niej osobników, którym przydałaby się jakaś terapia, a przynajmniej valium, jak zaś człowiek pojedzie w głąb kraju, pokręci się trochę, to okazuje się, że żyjemy w całkiem sympatycznym miejscu, pełnym miłych ludzi.
Podzieliłem się tą myślą na  Facebooku. Otrzymałem co prawda parę kopniaków, że sam przyczyniam się do tego stanu, non stop pytając mych gości w „Drugim śniadaniu mistrzów" o politykę, zamiast rozmawiać o czymś konstruktywnym. Ktoś inny kwestionował moją zdolność trzeźwego osądu, bo przecież kraj toczy się w  otchłań i tylko taki TVN-owy leming jak ja tego nie dostrzega, więc albo emigracja, albo rewolucja, ale większość odczuwała chyba podobnie. Że  raju co prawda nie ma i za rogiem też go nie znajdziemy, ale ani to  piekło, ani czyściec, to nasze polskie życie.

A teraz od dwóch miesięcy jeździmy z żoną po Polsce, promując naszą książkę o Gruzji. I śmiejemy się, że dzięki kaukaskiej krainie odkrywamy piękniejszą twarz naszej ojczyzny.

Od razu odeprę zarzuty, że co my wiemy o miasteczku A czy mieście B – posiedzielibyśmy dłużej, to zobaczylibyśmy, jaka bieda, draństwo i korupcja. OK, przyznaję, jesteśmy trochę jak turyści we  własnym kraju. Choć może nie turyści, raczej podróżnicy. Turysta tylko się przygląda, w podróży się rozmawia, poznaje ludzi, chłonie. Jak to  kiedyś powiedział niespecjalnie przeze mnie wielbiony Paulo Coelho, „knajpy są lepsze od muzeów". I rozmawiamy, gdzie się da, zaczepiamy ludzi i jesteśmy zaczepiani, wędrujemy przez knajpy i bary, sklepy i  sklepiki, targowiska, hotele i pensjonaty, urzędy i – niech będzie –  nawet muzea, przez centra handlowe, księgarnie, biblioteki i domy kultury. Jak – nie przymierzając – kandydaci na posłów w kampanii wyborczej. Nie wiem, co oni dostrzegają, ale ja widzę całkiem fajny kraj, pełen ludzi, którym się chce i którzy coś tworzą. Który pięknieje i – wybaczą państwo neologizm – chludnieje w oczach.

Mam specyficzną perspektywę. Od początku lat 90. przez ponad dekadę włóczyłem się po  Polsce jako reporter, by ostatnie osiem lat spędzić głównie w Warszawie i za granicą. I zmiana, którą widzę, jest uderzająca. Przeproszę grzecznie z góry przedstawicieli władz ogólnokrajowych w  Warszawie, ale mam wrażenie, że im bardziej centrala nie daje sobie rady, tym sprawniej poczynają sobie władze samorządowe, tym skuteczniej dbają o siebie i swoje otoczenie ludzie, obywatele, rodziny, Polacy –  jak zwał, tak zwał.

I nie rozróżniam politycznie. Byłem pod wrażeniem miasteczek zarządzanych przez włodarzy z lewicy, centrum i prawicy. Nikt mi nie powie, że czyste placyki, kolorowe klomby, uliczne instalacje nie  wpływają pozytywnie na samopoczucie. Te nowe baseny, boiska, deptaki, ale i wsie bardziej zadbane, i nawet te krasnale ogrodowe wywoływały na  mym licu uśmiech, który zamieniał się w osłupienie, gdym oglądał dopiero co otwartą nowoczesną bibliotekę publiczną w Oświęcimiu. A już zupełnie rozłożył mnie wstawiony do zajmującego całe piętro działu dziecięcego maluch kabriolet, by smyki, siedząc w nim, miały dodatkową frajdę z  lektury.

Ale pasja ludzi pracujących w bibliotece w Pleszewie, mimo że  usytuowanej w tradycyjnym pawilonie, nieprzypominającym oświęcimskiego high-techu, była tak samo ujmująca. Jak rozmach działań Centrum Kultury „Dwór Artusa" w Toruniu. Jak pomysły władz Darłowa, by miasteczko kojarzyło się z ambitną kulturą.

O wysypie świetnych wielkomiejskich festiwali pisano już wiele. Tak jak o pięknych inwestycjach w kulturę i  tkankę społeczną władz Katowic czy Lublina, które choć przegrały rywalizację z Wrocławiem o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, to ich działania pięknie rokują na przyszłość.

I tak się zastanawiałem, czy to  te ścieżki, którymi kroczę, wypaczają obraz kraju, który miał być smutny, pełen osowiałych i nieszczęsnych ludzi? Ale, jak pokazały ogłoszone wyniki Diagnozy Społecznej 2011, coś w Polsce się zmieniło i  to, co widziałem, to nie tylko myślenie życzeniowe. „Nigdy w historii tych badań Polacy nie byli tak szczęśliwi, tak zadowoleni z życia" –  komentował ich autor prof. Janusz Czapiński.

Wiem, wiem, tak łatwo wytknąć wszystkie nieszczęścia Polski i tych, którzy nie dają rady osiągnąć tej naszej małej stabilizacji. I nie wątpię, że przeczytam pod  tekstem parę sympatycznych komentarzy, że chyba pisałem ten felieton, nie ruszając się z siedziby TVN lub „Wprost", w dodatku złożony gorączką i potraktowany przez Lisa Tomasza gazem rozweselającym. Trudno.

Choć, szczerze mówiąc, w przemianę uwierzę, gdy wsiądę do warszawskiej taksówki, spytam kierowcę, jak leci, a ten odpowie: „Super!".

Okładka tygodnika WPROST: 29/2011
Więcej możesz przeczytać w 29/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 13
  • Zbyszek Królik IP
    nie bez znaczenia jest fakt w jakim stanie \"szczęśliwości\" znajduje się obserwator, autor- postrzegacz, odbiór rzeczywistości jest bowiem ściśle związany z naszym stanem psychicznym, poziomem zadowolenia z życia i optymizmu. Można powiedzieć, że to taki świadomy wybór- jesteśmy szczęśliwi: dostrzegamy więcej dobra, uśmiechu, jesteśmy milsi i sympatyczniejsi dostrzegamy(bo chcemy) głównie pozytywne zmiany, bezboleśnie reagujemy na te negatywne- i dobrze- bo tak zdrowiej, mądrzej i weselej. pozdrawiam
    • BJ IP
      Wreszcie ktoś dostrzegł jakies pozytywne zmiany! Dość już mamy tego nieustannego biadolenia, warczenia na siebie, nienawiści i wściekłości, że jeszcze się nie zawaliło! A przecież powinno!
      • agat33 IP
        Ja wyprowadziłam się ze stolicy do Lublina i jak wracam ... przeżywam coraz większą radosć ze zmian i coraz mniej frustracji na korki...POLSKA PIĘKNIEJE I STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ OTWARTA...tylko Warszawa mogła by być lepiej oznakowana...ARTYKUŁ SUPER POZDRAWIAM
        • marika IP
          Prawda Panie Marcinie, cieszę się, że w końcu Pan napisał cos co jest faktem, bo mam wrażenie, że dziennikarze ostatnio jakby sie przestraszyli tych krzyków PiS-u i mówili tylko jak to jest źle, obawiając sie, że jak głośno przyznają, że w Polsce jest duzo pozytywnych i optymistycznych ludzi, że kraj się znakomicie rozwija, to zostana przez PiS nazwani propagandzistami, POlszewikami, lemingami na usługach Tuska czy dziennikarzami na niemieckich lub ruskich etatach. Mam wrażenie, że PiS chce zakryć to wszystko dobre co się w tym kraju dzieje, bo to nie jest dla nich dobre, bo trzeba byłoby przyznać, że rządy Tuska to jednak nie porażka za porażką. Dlatego nie chcę aby ktos dostrzegł, że w Polsce tworzy się mase dobrych i konstruktywnych rzeczy, więc krzyczą, że tutaj nie ma demokracji, że im zamyka się ustach (chociaż posłowie PiS praktycznie mam wrazenie nie wychodzą ze studia telewizyjnego TVN24, Polsat), że zwalnia się dziennikarzy (chociaż to oni wiadomo w jaki sposób przejmowali władzę w TVP, a o tym jak bardzo była wówczas upolityczniona TVP powsatała praca magisterska: http://kampanianazywo.pl/relacja/pis-owskie-wiadomosci-j-karnowskiego-praca-magisterska/), że przejmuje się Rzepę (chociaz oni to zrobili w 2006 roku, niecały rok po objęciu władzy http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pis-przejmuje-rzeczpospolita).
          PO popełniło dużo błędów, ale rządzili w kryzysie i wzięli na siebi bardzo dużo inwestycji. A w myśl powiedzenia: \"nie myli się tylko ten kto nic nie robi...\"
          • avx IP
            Mam podobne odczucia. To zacietrzewienie ideologiczno-polityczne trwa na samej górze. \"Elity\" toczą pianę z pysków, agresja, nienawiść, aż kipi - a na \'nizinach\' spokój. Pewnie, że ludzie różne poglądy mają, ale potrafią MIMO TO się przyjaźnić, współpracować,mieszkać, razem budować ten nasz lokalny światek.
            U mnie linia podziału idzie nawet centralnie przez rodzinę, bo żona ma inne spojrzenie na rzeczywistość, ale co z tego? To jest normalne. Nie jesteśmy hordą jednomyślnych klonów.