Sejmowe Oscary i Maliny

Sejmowe Oscary i Maliny

W Sejmie jak w Hollywood – jedne gwiazdy kroczą po czerwonym dywanie, inne przełykają łzy. Oto nasi kandydaci do głównych nagród i ci, którzy spadali z hukiem.
Ten Sejm przypomina trochę klasyczny western. Kowboje kontrolujący parlamentarną prerię dzięki stabilnej większości (koalicyjna maszynka PO-PSL nie zacięła się przez cztery lata) i atakujący ich Indianie z  dwóch szczepów marzących o przejęciu władzy – PiS i SLD. Szeryf Tusk zachowuje nad wszystkim kontrolę bez ruszania się z gabinetu premiera (raz spróbował przeprowadzić się do Sejmu i okazało się to zbędną zmianą scenariusza).

Rzec można – parlamentarna nuda, zwłaszcza w porównaniu z  filmami z poprzednich kadencji. Któż nie pamięta thrillera z Hanną Suchocką, gdy parlament upadł jednym głosem posła, który zasiedział się w toalecie? Albo sejmowego horroru z Janem Olszewskim, gdy w Sejmie straszyły lustracyjne upiory i w jedną noc poleciały głowy całego rządu?

Ale w tej kadencji było wydarzenie zupełnie wyjątkowe – katastrofa smoleńska. Zginęło 15 posłów, w większości pierwszoplanowych. Gdyby żyli, lista nominacji do poselskich Oscarów byłaby dziś inna.

Przedstawiamy 10 nominacji do Oscarów – to posłowie, którzy w mijającej kadencji grali główne role, robili kariery. I 10 nominacji do Malin –  dla największych sejmowych przegranych. 

OSCARY

1. Bartosz Arłukowicz

Błyskawiczna kariera. W 2007 r. startował do Sejmu z trzeciej pozycji na  liście LiD. Dziś jest ministrem PO, a w jesiennych wyborach będzie gwiazdą Platformy w Szczecinie. Jest tam bardzo popularny, stanie do  walki z szefem SLD Grzegorzem Napieralskim. Arłukowicz zyskał popularność dzięki pracy w komisji śledczej badającej aferę hazardową. Był też pupilem Aleksandra Kwaśniewskiego. To nie podobało się Napieralskiemu, który próbował marginalizować potencjalnego rywala. Konflikt wykorzystała PO. Ceną za transfer było stworzenie dla  Arłukowicza stanowiska pełnomocnika rządu ds. wykluczonych oraz wyborcza jedynka.

2. Ryszard Kalisz

Wyrósł na największą gwiazdę SLD dopiero teraz, choć to jego trzecia kadencja w Sejmie. Przewodził sejmowej komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy. Jego raport postuluje postawienie przed Trybunałem Stanu byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Kalisz jesienią 2010 r. poparł Ruch Poparcia Palikota, za co został usunięty z władz SLD. Mimo to w nadchodzących wyborach to on, a nie Grzegorz Napieralski, będzie otwierać najbardziej prestiżową warszawską listę Sojuszu.

3. Beata Kempa

Nominacja za rolę złotoustej prezesa Kaczyńskiego. To jej druga kadencja w Sejmie, w czasie pierwszej grała tylko rolę cienia Zbigniewa Ziobry ( jako jego zastępczyni w Ministerstwie Sprawiedliwości). Teraz wstrząsnęła publicznością. Wołała z sejmowej mównicy: „Presji nie  wytrzymują przestępcy" – gdy powstawała komisja śledcza w sprawie śmierci Barbary Blidy. Komentując raport MAK o katastrofie smoleńskiej, pytała: „Dlaczego polski generał otrzymał medialny strzał w tył głowy, jak polscy żołnierze w Katyniu 70 lat temu?” (to o gen. Błasiku). W  nagrodę za kąsanie PO i rządu weszła do komisji śledczych ds. śmierci Blidy, a potem hazardowej.

4. Jarosław Gowin

Ostatnie cztery lata wykreowały go na lidera konserwatywnego skrzydła PO. Tusk powierzył mu pakiet ustaw biomedycznych, w tym in vitro. Pomysłem Gowina był zakaz zamrażania zarodków i prawo do zabiegu wyłącznie dla małżeństw. Poseł tłumaczył: „Polityk musi odnaleźć w sobie miłość do ludzi, którym służy. W moim przypadku, odkąd zająłem się in  vitro, to miłość do zamrożonych w azocie embrionów. Czuję się, jakbym był ich przybranym ojcem". Prace nad ustawą wciąż trwają.

5. Antoni Macierewicz

Awansował na głównego rozgrywającego PiS w sprawie katastrofy smoleńskiej. Po rolach szefa MSWiA w rządzie Jana Olszewskiego, kiedy to  wsławił się lustracyjną nocą teczek, oraz wiceministra obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, gdy nieudolnie likwidował WSI, wydawało się, że  jego rola w polityce jest skończona. Nic podobnego. Macierewicz udowodnił, że do trzech razy sztuka. Dzięki jego wnikliwości z mgły i  oparów helu wyłoniła się na Wiejskiej spiskowa teoria zamachu. Kto w nią nie wierzy, reprezentuje – według Macierewicza – „kłamstwo i  zaprzaństwo".

6. Grzegorz Schetyna

Zdegradowany po aferze hazardowej zdołał odbudować, a nawet wzmocnić swoją pozycję. Był szefem MSWiA i wicepremierem, po aferze – jego nazwisko pojawiło się w stenogramach rozmów biznesmenów z branży hazardowej z politykami PO – musiał odejść. Na pocieszenie dostał stanowisko szefa klubu parlamentarnego, a po wyborach prezydenckich został marszałkiem Sejmu. Dziś jest jednym z głównych rozgrywających w  partii. Pojawiają się spekulacje, że mógłby zostać premierem.

7. Adam Hofman

Złote dziecko PiS. Po odejściu z partii Adama Bielana i Mariusza Kamińskiego przejął rolę spin doktora. O tym, jaki skok wykonał przez ostatnie cztery lata, najlepiej świadczy jego wypowiedź z końca ubiegłej kadencji, gdy został szefem komisji śledczej ds. banków i nadzoru bankowego. Żalił się wówczas: „Na sali nie ma śledczych, nie ma  dziennikarzy, nie ma już nikogo". A on chciał występować. I dziś występuje. Jest rzecznikiem partii, koledzy żartują, że nawet śpi w  makijażu, by w każdej chwili być gotowym do występów.

8. Małgorzata Kidawa-Błońska

Jej poselska kariera jest potwierdzeniem przysłowia: gdzie diabeł nie  może, tam babę pośle. Premier Tusk posłał ją na front in vitro, by  ratowała liberalną twarz PO, gdy Jarosław Gowin próbował szykować ustawę pod dyktando biskupów. Podjęła się też roli rzeczniczki w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego, który już wtedy słynął z  lapsusów.

9. Mariusz Błaszczak i Tomasz Tomczykiewicz

Kariery typu „z chłopa król". Obaj zostali szefami klubów parlamentarnych po katastrofie smoleńskiej – Błaszczak w PiS, Tomczykiewicz w PO. Dzięki temu zaczęli się pojawiać w mediach. Tomczykiewicz był wcześniej sejmowym statystą. Błaszczak próbował, dość nieporadnie, odgrywać rolę rzecznika klubu parlamentarnego.

10. Ziobro i spółka z Brukseli

Grupa europosłów PiS: Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski, Tadeusz Cymański, Paweł Kowal. Sukces? Zdobyli mandaty eurodeputowanych, zamienili pensję 12 tys. zł na 7 tys. euro. Cymańskiemu to wystarczyło – zniknął z  krajowej polityki. Dla Ziobry i Kurskiego to było coś więcej – urwali się ze smyczy prezesa Kaczyńskiego. Coraz częściej słychać, że obaj prowadzą zakulisowe rozgrywki, które mają doprowadzić do przewrotu w  partii. Kowal urwał się ze smyczy całkowicie – został szefem kanapowej partii PJN. Przed nimi jeszcze trzy lata życia w europarlamencie.

MALINY

1. Nelli Arnold-Rokita

 Najbardziej widowiskowa klęska polityczna tej kadencji. W Sejmie znalazła się w 2007 r., gdy niespodziewanie dla wszystkich, a zwłaszcza dla swojego męża Jana Rokity, polityka PO, przyłączyła się do sztabu wyborczego PiS. Mąż zrezygnował ze startu w wyborach, a Nelli dostała drugie miejsce na warszawskiej liście, zaraz po Jarosławie Kaczyńskim. W  ostatnich czterech latach była głównie autorką gaf. W debacie o in vitro twierdziła, że metoda ta „zagraża zdrowiu" i jest „rodzajemgwałtu”. Mówiła, że premier Tusk „stoi w rozkroku” i że mądry mężczyzna to taki, który „potrafi dobrze wykorzystać kobiety”. W najbliższych wyborach Jarosław Kaczyński postanowił jednak nie wykorzystywać Nelli.

2. Janusz Palikot

Smutny koniec skandalisty. Ta kadencja miała być jego drogą do gwiazd. Został wiceszefem klubu parlamentarnego PO i szefem komisji Przyjazne Państwo mającej zrewolucjonizować polskie prawo. Jego znakiem rozpoznawczym pozostały jednak skandalizujące wystąpienia. Pokazywał się w telewizji ze świńskim ryjem, pił alkohol w miejscu publicznym (bo –  jak tłumaczył – Lech Kaczyński może pić w Pałacu Prezydenckim), pytał, czy Jarosław Kaczyński nie jest czasem „Jarosławą". W końcu PO uznała, że miarka się przebrała, i pozbawiła Palikota funkcji. Odszedł z partii i założył własną. Gdy przestał bywać na Wiejskiej, zniknął z mediów. Jego happeningi nie budzą już emocji, a Ruch Poparcia Palikota ma w  sondażach ok. 1 proc. poparcia, czyli mniej niż błąd statystyczny.

3. Ludwik Dorn plus inni

Upadek z samego szczytu. Kiedyś zwany trzecim bliźniakiem braci Kaczyńskich, były wicepremier i szef MSWiA, potem marszałek Sejmu. Dziś wzgardzony outsider. Gdy na początku tej kadencji Jarosław Kaczyński zaatakował Dorna za niepłacenie alimentów, ten nazwał partyjnych kolegów „eunuchami". Wyleciał z PiS. Założył partię Polska Plus. Pojawił się pijany w Sejmie podczas głosowania nad obcięciem budżetowych subwencji dla partii. Ciepła poselska ława okazała się jednak cenniejsza niż  polityczny honor i Dorn postanowił nałożyć pokutny worek. W zbliżających się wyborach ma startować z listy PiS. Podobnie jak koledzy z Polski Plus i dawni pisowcy: Jarosław Sellin, Michał Ujazdowski i Jerzy Polaczek.

4. Anita Błochowiak

W ostatniej kadencji zasłynęła ze skandalu obyczajowego – romansu z  żonatym posłem SLD, z którym ma dziecko. Popularność zdobyła w czasach rządów SLD, dzięki pracy w komisji śledczej badającej aferę Rywina. To  ona mówiła o „pionowych korytarzach" w siedzibie Agory i o tym, że  „pedały chodzą w kolorowych skarpetkach”. Właśnie ogłosiła, że nie będzie się ubiegać o mandat poselski na znak protestu przeciwko umieszczeniu na liście SLD do Sejmu tancerki erotycznej Marty Szulawiak.

5. Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki

Obu wymiotła afera hazardowa. Drzewiecki był ministrem sportu i  skarbnikiem PO, Chlebowski – szefem klubu parlamentarnego Platformy. Obaj byli bywalcami „dworu Tuska". Chlebowski („Zbychu”) spotykał się z  biznesmenem na cmentarzu i zapewniał go przez telefon, że „walczy, nie  jest łatwo, ale na 90 proc. załatwi”. Rozważa start do Senatu. Asystent Drzewieckiego („Miro”) spotykał się w warszawskiej restauracji Pędzący Królik z przedstawicielami branży hazardowej. Poseł ogłosił, że na Wiejskiej nie zamierza się pojawiać przez najbliższe 10 lat.

6. Kluziki

 Wiernie stali przy prezesie PiS, a potem założyli PiS bis, czyli PJN. Joanna Kluzik- -Rostkowska, Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyljusz zaczęli dobrze, mieli 8 proc. w sondażach, przychylność mediów, ale szybko to  roztrwonili. Zanim partia okrzepła, zaczęły się kłótnie. Kluzik czmychnęła do PO. Jakubiak i Poncyljusz liczą ostatnie dni w sejmowej ławie. Sondaże nie dają PJN szans na przekroczenie progu wyborczego.

7. Artur Górski

 Naczelny rasista i homofob Sejmu. Autor wielu złotych myśli: „Dzisiejsze tańce, wyjąwszy może niektóre, jak tango, mają w sobie coś z lubieżnego ocierania się prymitywnych mieszkańców Czarnego Lądu". Albo: „Homoseksualizm nie powinien być uznawany za zwyczajną skłonność do  grzechu, gdyż przewyższa je wszystkie w nikczemności. Kraje, które zalegalizowały związki homoseksualne, przeżywają zmierzch cywilizacji”. Wsławił się wypowiedzią o wyborze Baracka Obamy na prezydenta USA, że to  „koniec cywilizacji białego człowieka”.

8. Joanna Mucha

 Okrzyknięta najpiękniejszą posłanką. Nazywana bojowniczką o sprawy kobiet, bo jako jedna z nielicznych pań na Wiejskiej zabiegała o  poparcie dla ustawy parytetowej. Zajmowała się też ustawą o ochronie zwierząt. Jej karierą zachwiał wywiad udzielony partyjnemu pisemku na  temat leczenia ludzi starszych. Zakwestionowała w nim sens operowania osób po 85. roku życia. Na jej głowę posypały się gromy. I choć po  odejściu Palikota była najbardziej rozpoznawalną posłanką PO w Lublinie, teraz musi ustąpić pierwszego miejsca na liście Magdalenie Gąsior-Marek. Tej, która zasłynęła wręczaniem kwiatów ministrowi Cezaremu Grabarczykowi po głosowaniu nad wotum nieufności.

9. Julia Pitera

 Wielkie rozczarowanie. W czasie wyborów 2007 r. była na plakatach wyborczych PO z Donaldem Tuskiem, Radosławem Sikorskim, Bronisławem Komorowskim i Hanną Gronkiewicz-Waltz. Została pełnomocnikiem rządu ds. korupcji. W Sejmie bywa rzadko. Jako pełnomocnik produkuje raporty, które z reguły okazują się bublami. Wicepremier Waldemar Pawlak tak podsumował jej działalność: „Pani Pitera pracuje dla  was z wielkim poświęceniem, dostarcza wam wielu atrakcji, to jak można ją kontrolować, no dajcie spokój".

10. Robert Węgrzyn

Poseł PO, który zasłynął z niewybrednego języka. Podczas obrad śledczej komisji naciskowej nie zauważył, że mikrofony są włączone, i skwitował wejście Marzeny Wróbel z PiS: „Jaki kolor ubrała jeszcze, kuźwa!" Posłanka miała na sobie czerwony żakiet. Ostatnio w czasie dyskusji na  temat legalizacji związków homoseksualnych stwierdził: „Z gejami to  dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami to chętnie bym popatrzył”. Został za to wykluczony z PO.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2011
Więcej możesz przeczytać w 30/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Włodek IP
    Co tu komentować.
    Pawilicka Paradowską nie jest, choć tez na \"P\".
    Powinna sie jeszcze trochę poduczyc jak się takie klasyfikacje robi.
    To co spreparowała nawet śmiszne nie jest.. Chyba żenada to najdelikatniejsze co mozna rzec o tym \"dziele\".