Alik i Bronek

Alik i Bronek

Wylądowały w tej samej klinice weterynaryjnej, w tym samym pokoju szpitalnym, klatka przy klatce. On, kocur Jarosława Kaczyńskiego – Alik, i mój jamnik Bronek. Tamten ciemnobury, mój – czarny. Obydwa w podobnym, dojrzałym wieku – Alik ma lat 13, Bronek lat 15. ZBoWiD jednym słowem.

Gdy wszedłem – oba mówiły naraz. Alik jest kotem gadatliwym i sprzecza się bez przerwy. Bronek to dla odmiany pies wyniosły, jego zamknięte w  klatce ego kazało mu bezustannie pojękiwać. Gdy do klatek zbliżyła się moja żona Gusia, Alik zamiauczał, zamruczał i zaczął się łasić, ocierać o pręty, jakby wiedział, że tylko one oddzielają go od pogłaskania. Więc Gusia pogłaskała go po grzbiecie i za uchem. Mruczenie rozniosło się po  całej okolicy. Wtedy i ja zaryzykowałem. Wyciągnąłem palec i już chciałem dotknąć poczochrańca, ale wtedy Alik znieruchomiał, wolno uniósł łapę i przełożył ją przez pręty klatki. Trzymał ją w górze, czekając na mój ruch. Był gotów dziabnąć mnie do krwi, gdybym przysunął dłoń parę centymetrów bliżej.

Nigdy nie przypuszczałem, że będę pisał o  Jarosławie Kaczyńskim we „Wprost", i to w tym kontekście. Zwłaszcza że  sprawa jest ze swej natury osobista. Minęliśmy się w klinice, przed nią lub w jej holu bodaj czterokrotnie. Wchodząc do budynku, prezes mówił „dzień dobry” do czekających wewnątrz właścicieli i pacjentów. Liczyło się jedno: by w ciągu dnia zajrzeć do swojego pupila, być może dać mu łakoć i go wygłaskać. Działo się to w dni niekiedy bardzo politycznie intensywne, co mogłem potem zauważyć w przekazach medialnych – a mimo to  zawsze zajeżdżały dwa samochody, wysiadali z nich ludzie w czarnych garniturach, wysiadał prezes i maszerował do swojego zwierzaka.

Gdy wspomniałem o tym na Facebooku, poprosiłem o życzliwe komentarze. To nie mógł być pretekst do wojny. I moi stali bywalcy potraktowali prezesa życzliwie. Może dwie czy trzy osoby warknęły coś kąśliwie, reszta była nad wyraz uprzejma, choć to pełnokrwiste rumaki i rącze gazele. Żale czy pretensje ideologiczne poszły precz, wrogowie zamilkli, Alik i Bronek otrzymali dużą porcję mocno zaciśniętych kciuków.

Tak postrzegam świat. Życie osobiste to nie jest rzecz do obijania. Ilekroć takie rzeczy zdarzały się w mediach, nie mogłem się pogodzić z  wycieczkami osobistymi pod adresem stanu cywilnego prezesa, jego miłości do brata Leszka, wreszcie do jego banalnego przywiązania do kota. Nie  mogłem ścierpieć aluzji homoseksualnych byłego posła Palikota, bo to są jazdy poniżej jakiegokolwiek poziomu. Jarosław Kaczyński może ode mnie zawsze zebrać cięgi jako polityk, prezes, premier, człowiek dzielący naród i manipulator, ale nigdy jako człowiek dbający o swoją matkę, brata, bliskich czy zwierzaka.

Czasy są takie, że posiadanie zwierząt jako przejaw instynktu opiekuńczego i rodzinnych czułości jest wśród polityków trendem obowiązującym. To się dobrze filmuje, taki pies biegający po Białym Domu czy naszym Pałacu Prezydenckim (nawet dwa czy trzy naraz) bardzo uszlachetnia wizerunek. Barack Obama musiał pokonać wielkie opory własne, by zgodzić się na obecność psa w pobliżu podatnej na alergie córki Malii. Fotkę Obamowego psiaka można dziś kupić w  kioskach w Waszyngtonie, podobnie jak w Paryżu zdjęcie królika, którego po pałacu ścigał prezydent Sarkozy.

Sprawa z Jarosławem Kaczyńskim ma  się inaczej. Nie pozuje z kocurem, a mógłby (kotu się to w końcu należy), nie pokazuje go także gościom podczas oficjalnych spotkań. Po  prostu go ma w domu albo w kocim szpitalu, schorowanego frienda, znalezionego kiedyś, dawno temu gdzieś pod lasem łachudrę, który go  czasami zadrapie, ale którego sfotografować mogą jedynie paparazzi.

Powiem szczerze: Jarosław Kaczyński ujął mnie swoim przywiązaniem do  zwierzaka i opiekuńczością. Sam mam już tylko jednego jamnika, bo Suseł kilka tygodni temu bohatersko rzucił się pod autobus i zginął, i wiem, co to znaczy jechać codziennie przez pół miasta, by chociażby zawieźć psu ciasteczko. I pogłaskać, by poczuł, że nie został opuszczony. Wiem, co znaczy błagać waterynarzy ze łzami w oczach, by stanęli na głowie i  uratowali naszego przyjaciela.

To wszystko jest także udziałem Jarosława Kaczyńskiego. I to nas obydwu zaprowadziło w to samo miejsce, gdzie gasną wszelkie swady i wojny. Przez cienką ściankę z blachy rozmawiali sobie nasi giermkowie, przedstawiciele dwóch gatunków – kot i pies. Alik i Bronek. Zawiodło ich w to miejsce coś znacznie ważniejszego niż  polityka.

Okładka tygodnika WPROST: 30/2011
Więcej możesz przeczytać w 30/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 26
  • foksal IP
    tak.
    • Kot Alik IP
      No niech mnie panie Zbyszek, ale tekst na ballade. Jeszcze reaktywacja Perfektu w starym skladzie i na konwencji PIS\'u mozna by to zagrac obok Rosiewicza.
      • jarsonix IP
        Ales sie Pan zrobił wrazliwy Panie Hołdys :) nic a nic Panu nie wierze! kompletnie nic! Gdybym nie widział tych wulgarnych słów, wypowiadanych (czy tez wypisywanych przez Pana) pod adresem JarKacza, to pewnie dałbym sie nabrac na te słodkie słówka :) Takie odkrycie jakiego Pan dokonał tym tekstem, ludziom spokojnym i kulturalnym sa znane :) Jako PijaRowiec ( oczywiscie własny) działa Pan bez zarzutu! No bo któż teraz bedzie mial odwage napisac, że pieprzysz Pan trzy po trzy? Cyz to ten wywiad z obśmiewanym i opluwanym dawniej przez Pana - generałem Jaruzelskim tak Pana uwrazliwił?? No to do dzieła, w kolejce kolejny bohater - generał Kiszczak.
        • jot IP
          Ściągnij Pan, Szanowny Autorze, kapelusz z głowy i to nie tylko przed Alikiem! Ze swoją polityczną lewacko-POpowską niemoralnością nie zasługuje Pan na nic innego niż kopniak w zadek.
          • Ewa IP
            Całkowicie zgadzam się z poglądami autora. Pan J. Kaczyński - osoba ideologicznie całkowicie mi obca - zaimponował mi trzy razy. Dwa przemilczę, bo nie dotyczą tematu felietonu. Trzeci to jego stosunek do zwierząt, który jak wiadomo jest wyznacznikiem człowieczeństwa i nie dotyczy to tylko Alika. Dlatego podnoszę do góry obydwa kciuki.
            • putto IP
              Jarosław pewnie swojego kota kocha tak zresztą jak mame ale w polityce jest kłamcą i manipulatorem
              • kolega ale tylko po fachu ,nie po nałogu. IP
                Może byś się zdecydował,rozchwiany jakiś jesteś, tu jaruzel a tu pies czyli kot...
                • [email protected] IP
                  IMNTYMNY JESTES!!HI HI HI.GLOWIZNA! .DO NOBLA!!SPUSCIZNA HARAKTERU!!\"\"TWARDEGO\"\"O HO HO..
                  • [email protected] IP
                    Infantylny tekst. Wolałbym,żeby Jarosław Srogi życzliwie odnosił się do wszystkich Polaków , żeby łagodny i przyjazny był nie tylko 3 miesiące przed wyborami ale cały czas. Ponieważ miłość wykazuje tylko w skali mikro (rodzina) to proponuje ,żeby obejmował mikro -funkcje np.ojciec chrzestny a do wyborów kandydował najwyżej do komitetu blokowego razem z Hołdysem np.
                    • Kama IP
                      Trzymajmy kciuki za oba zwierzaki. A różnice poglądów, to przecież normalne. Oczywiście nie w stylu, że prezydent Kaczyński jest chu..m. Tu pan mocno przegiął, panie Hołdys. On na to naprawdę nie zasłużył.
                      • ewka płacze IP
                        Jaki ten Chołdys wspaniałomyślny! Ale najpierw parę razy napisał i powiedział ,,ten ch.j co Polaków podzielił\". A teraz chcesz przebić Maternę z Mellerem i jaruzelowi buty liżesz? To już lepiej zagraj na weselu. Albo jakiś festyn wiejski disco polo live. Bronkowi. Dostaniesz medal.
                        • anabi IP
                          Alik dobrze trafił, niestety w Polsce jest tematem docinków jeżeli człowiek żyje inaczej niż sąsiedzi.jak się ma zwierzaka a nie ma dzieci, to już prawie dewiant.
                          zastanawiam się czasem ilu z tych uważających się za jedyne normalnych, bo jest mąż, czy żona, wianuszek bachorków, ma takie życie bo chciało tak życ,czy raczej mamusia i wszelkie ciotki domagały się zamążpójcia, potem wnuczków itp. gdyby mogło cofnąc czas, ponownie pchało by się w \"szczęśliwe, życie rodzinne\"? zamiast życ po swojemu?
                          • Polka IP
                            No niestety, w tym kraju zawsze znajdą się tacy, co pluć na innych nie przestaną :/
                            Miłość do matki jest bee, miłość do brata była bee, teraz troska o pupila jest beee - byle tylko dowalić.
                            POrąbana ta nasza Polska jak mało który kraj :(
                            • fifka IP
                              2 limuzyny i ochroniarze! to szczyt bezczelności! za kogo on się ma ?
                              • [email protected] IP
                                Panie Zbyszku, nie zgodze sie ze polityk ma prawo odciac swoje zycie prywatne od polityki, niestety jego polityka ma wielki negatywny wplyw na moje zycie prywatne, a moje na jego zadne, wiec mam pelne prawo wkroczyc w jego zycie prywatne i zyczyc mu w nim jak najgozej. Jednak tego nie czynie, bo nie jestem nim, politykiem, i wiem czym jest godnosc i honor...

                                Czytaj także