Niech uderzą się w piersi

Niech uderzą się w piersi

Oczekuję, że politycy, którzy mówili, że Lech Kaczyński wywierał naciski, by lądować, a pijany generał zmusił do tego pilotów, będą teraz mieli odwagę powiedzieć „przepraszam” – mówi córka posła PiS Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
Tomasz Machała: Usłyszała pani od komisji Millera prawdę o katastrofie?
Małgorzata Wassermann: Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć wprost.

Dlaczego?
Podczas rozmowy rodzin z członkami komisji okazało się, że jest bardzo mało badań przeprowadzonych bezpośrednio przez polskich ekspertów. Jako przykład podam badania pirotechniczne czy badania na zawartość alkoholu we krwi generała Błasika. Obawiam się tego, w jakim stopniu korzystano z pomocy rosyjskiej. Dlatego że mamy kilka przykładów złapania Rosjan na podawaniu nieprawdziwych danych.
Jeśli chodzi o ścieżkę i kurs samolotu?
Ścieżkę samolotu, sekcję zwłok, przesłuchania kontrolerów lotu… Tych spraw jest więcej i one wskazują, że coś jest „nie tak". Jeżeli na przykład sekcja zwłok jest nieautentyczna, to powstaje pytanie, ile jeszcze jest nieautentycznych ekspertyz.

Czy to wpływa na ostateczną konkluzję raportu Millera, że przyczyną tragedii była polska bylejakość?
Szkoda, że dziennikarzy nie było na tym zamkniętym spotkaniu z rodzinami.

Co się tam zdarzyło?
Komisja Millera w największej części omawiała winę rosyjską. Oni inaczej przeprowadzili prezentację dla nas i inaczej dla mediów. To kwestia tego, na co się położy nacisk. W prezentacji dla mediów nacisk był położony na winę polskiej strony. W rozmowie z nami podkreślana była wina rosyjska. Od przygotowania lotniska po pracę kontrolerów, którzy podawali nieprawidłowe dane. Przecież Rosjanie odesłali swoje samoloty, więc dla naszego też powinni byli zamknąć lotnisko.

Padła jakaś odpowiedź komisji, dlaczego kontrolerzy tak się zachowali?
Taka odpowiedź nie może paść, bo strona rosyjska nie udostępniła niczego, co dotyczyło jej winy.

Mówi pani, że na prezentacji dla rodzin nacisk położony był na kwestię rosyjską. Dlatego że minister Miller chciał o tym mówić więcej, czy dlatego, że państwo bardziej o to pytali?
Jeden z członków komisji w pewnym momencie powiedział, że to nie była wina naszego pilota, że po to miał wieżę, żeby korygowała jego lot. Natomiast, owszem, pytaliśmy o współpracę z Rosjanami i obraz jest tragiczny.

To znaczy?
Nie było żadnej współpracy.

Jaka jest pani konkluzja z tego, co się zdarzyło w piątek?
Po raz kolejny potwierdziło się, że w trudnej sytuacji jesteśmy pozbawieni państwowego aparatu decydującego. 10 kwietnia nikt nie był w stanie podjąć koniecznych decyzji. Nikt nie sformował ekipy śledczej, nikt nie rozdzielił zadań. To była pełna partyzantka.

To są konkluzje dotyczące czasu po katastrofie. A te odnoszące się do wydarzeń przed nią?
Słyszymy o strasznych zaniedbaniach w MON i w wojsku. Ale ja się nie potrafię do tego odnieść. To muszą zrobić fachowcy.

Ani pani, ani ja nie jesteśmy fachowcami od lotnictwa. Ale czy instynktownie daje pani wiarę raportowi Millera i samemu ministrowi?
Nie mam powodu nie dawać.

Czy są takie części raportu Millera, w które pani nie wierzy?
Nie. To nie jest tak, że ja go odrzucam, że nie wierzę. Żeby móc powiedzieć, że on mnie przekonuje lub nie przekonuje, chciałabym poznać metodologię badań. Jeżeli ktoś mi mówi, że polskich badań nie ma, ale jakiś wniosek wyciąga, to już zawsze zostanie we mnie ziarno niepewności.

Gdzie jest pani w tej chwili na linii między pełnym przekonaniem a zupełną nieufnością?
Muszę ten raport jeszcze spokojnie przeczytać. To jest ponad 300 stron, z czego usłyszeliśmy tylko małą część. Wiem, że bardzo zaawansowane są prace prokuratury.

Raportu komisji nie uznaje pani za koniec sprawy?
Nikt nie może go uznać za koniec sprawy, dopóki trwa śledztwo. Dopiero prokurator powie: ten i ten zaniechał. Oczekujemy wskazania winnych zaniedbań.

Chce pani odwetu?
Odwet nie ma dla mnie znaczenia, ale nie chcę, żeby coś takiego kiedykolwiek się powtórzyło. Z drugiej strony, wszyscy w państwie muszą zrozumieć, że jeżeli decydujemy się pełnić jakieś funkcje, to ponosimy konsekwencje za złe decyzje. Czy za brak decyzji.

A prywatnie pani na coś czeka w związku z tą sprawą?
Wie pan, na co czekam? Jest wielu czołowych polityków, którzy wiele razy wypowiadali zdanie, że Lech Kaczyński wywierał naciski, by lądować, i że pijany generał zmusił do tego pilotów. Czekam, żeby teraz mieli odwagę powiedzieć Marcie Kaczyńskiej, Jarosławowi Kaczyńskiemu, Ewie Błasik „przepraszam". Na to czekam.

Czeka pani, żeby do błędu przyznali się ci, którzy twierdzili, że wina jest tylko po stronie polskiej?
Przez wiele miesięcy premier mówił, że współpraca jest świetna, że wszystko jest cudownie, żebyśmy dali spokój. Mnie bardzo zależało, żebyśmy jako Polacy zwarli szyki i robili, co możliwe. Ale tego nie było, a Rosjanie w ogóle nie współpracowali.

Czy oczekuje pani, że media, które powtarzały informacje o generale Błasiku i o naciskach Lecha Kaczyńskiego, także powiedzą: „Przepraszamy, myliliśmy się"?
Media powtarzają informacje, jakie otrzymują. Oczekuję, że podejdą do polityków, którzy to mówili, i powiedzą: "Pani poseł, panie pośle, co pan na to teraz?". Wie pan, czego ja jeszcze oczekuję? Oczekuję pomocy.

…?
Pomocy w nacisku na prokuraturę cywilną, żeby współpracowała z rodzinami. Prokuratura wojskowa to robi, ale cywilna zachowuje się, jakby nas nie było. A tu chodzi o kwestię odpowiedzialności osób spoza wojska.

Czegoś jeszcze pani oczekuje?
Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział – i to mnie akurat najbardziej zabolało – że ja kłamię. A później wyszło, że to nie ja kłamię. Więc żebyście zapytali, jak się dziś czują ludzie, którzy rzucali takie oskarżenia, chcąc zamazać obraz dla nich niekorzystny. Mówili, że ten był pijany, tamten naciskał, ta kłamie, a tamta coś jeszcze…

Oczekuje pani weryfikacji wielu rzeczy, które się mówiło o osobach i wydarzeniach w ciągu tych ostatnich 15 miesięcy.
Katastrofa wydarzyła się na terytorium Federacji Rosyjskiej. Można było walczyć o dowody, ale nie walczono o nie. Najpierw polscy decydenci zaufali Rosjanom, a potem było już za późno. Gdybyśmy odkłamali opowieści, że wszystko jest świetnie, to moglibyśmy razem walczyć o prawdę o tej katastrofie. Nie musimy się spierać. To my wskazywaliśmy na zaniedbania i to niestety my staliśmy się obiektem ataku.

Minister Klich podał się do dymisji. Nie dlatego, że czuje się odpowiedzialny za katastrofę, ale dlatego, by nie utrudniać wprowadzania rekomendacji komisji.
Myślę, że każde zachowanie, w którym ktoś pokazuje, że ma jakąś część honoru, jest ważne.

Nawet 15 miesięcy po katastrofie?
Inaczej by to wyglądało, gdyby doszło do tego zaraz po katastrofie. Honor by nakazywał, aby kilka osób się teraz uderzyło w pierś.

Przyłącza się pani do żądań dymisji ministra Arabskiego i ministra Sikorskiego?
Przykro mi potwierdzić, że ma to odzwierciedlenie w materiale.

Tym, który zobaczyliśmy w piątek?
Nie tylko. Także w materiale prokuratury.

Kiedy dla pani skończy się temat Smoleńska?
Nie wiem, czy kiedykolwiek się skończy. Ja dalej nie przyjmuję do wiadomości, że ojca już nie ma. To dochodziło do mnie fragmentarycznie, tym bardziej że widywaliśmy się tylko w weekendy. W tygodniu jesteśmy tak zapracowani, że tego nie odczuwamy. Ale nie ma weekendu, w którym by nie było w domu rozmowy: „On by tu usiadł, on by to zrobił, on by to zjadł, on by się tu uśmiechnął, a tu by mu się podobało"...

Jaka była atmosfera na sali, w której rodziny oglądały konferencję Millera? Załzawione oczy?
Atmosfera była dobra, mimo że rozmowa z ministrem Millerem była trudna. Ona była trudna dla obu stron. Natomiast ja tę komisję odbieram dobrze.

Komisję Millera? Mimo że to minister z rządu Platformy, której nie darzy pani sympatią?
To nie tak. Oni wykonali kawał bardzo ciężkiej pracy, w bardzo trudnych warunkach i pod ogromną presją. Jestem przekonana, że zrobili to najlepiej, jak potrafili. Nie mam cienia wątpliwości. Jerzy Miller z jednej strony jest członkiem rządu, z drugiej – fachowcem. Musi umieć pogodzić te role. Jest w trudnej sytuacji. Nadal będzie przedmiotem ataku z różnych stron.

Tomasz Machała jest dziennikarzem „Wydarzeń" telewizji Polsat
Okładka tygodnika WPROST: 31/2011
Więcej możesz przeczytać w 31/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • dociekliwy IP
    Dodam,ze Jaroslaw Kaczynski wywieral najwiekszy wplyw na odlot tego samolotu.Dlaczego tego do tej pory nie ujawniono.Telefonowanie w czasie lotu do brata.Dlaczego on takze nie byl w tym samolocie.
    • karol IP
      jeśli polityczna odpowiedzialnośc ponosi minister Klich to faktyczna za stan przygotowania ponosi generał Błasik trudno zrozumiec że człowiek ktory objął dowództwo po tragedi Cassy nie zrobił nic aby do tej smoleńskiej nie doszło to nie minister szkoli czy dobiera załogi a po drugie nie było warunków prezydent mógł podjąć decyzje wracamy i proszę nie mówic ze dowódca w kokpicie to KOMFORT psychiczny dla załogi
      • OLA IP
        Pani Małgorzato,nie ma za co przepraszać,winni katastrofy zginęli wraz z L. Kaczyńskim dysponentem samolotu i żadne raporty nic nie zmienią.
        • bez-nazwy IP
          Córka prokuratora stanu wojennego powinna zdawać sobie sprawę z tego że:
          1. za bałagan i bezhołowie panujące w wojskach lotniczych odpowiadał właśnie Błasik;
          2. Błasik nie powinien znajdować się na minutę przed lądowaniem w kokpicie pilotów;
          3. sprawa alkoholu została dziwnie w polskim raporcie pominięta;
          4. analiza stenogramów z rozmów w kabinie pilotów pokazuje, ze ktoś ważny nie podjął jeszcze decyzji o tym gdzie lądować ( o kogo chodzi wszyscy wiedzą ).

          j23