Filozof spekulacji

Filozof spekulacji

Choć światowe media obwieściły, że George Soros, król globalnej spekulacji, odchodzi na emeryturę, to tropiciele spisków, którzy ochrzcili go mianem „wroga ludzkości”, nie stracą pożywki dla swych fantazji.
W przestronnym salonie nowojorskiego apartamentu George’a Sorosa zebrał się tłum przyjaciół i znajomych wielkiego inwestora. Wsłuchują się w  przemówienie stojącego na podwyższeniu czarnoskórego mężczyzny. Jeśli jego argumenty ich przekonają, to sfinansują jego kampanię wyborczą. Jest 2004 r., zbliżają się wybory do Senatu USA, a mówca to Barack Obama, który chce w nich startować. Soros zorganizował temu niezbyt znanemu wówczas politykowi (Obama był członkiem legislatury stanowej) fundraisingowe przyjęcie. Czy teraz, gdy – jak ogłosiły największe światowe media – Soros odchodzi na inwestorską emeryturę, przestanie się angażować również w politykę i działalność filantropijną? Czy ten 81-latek wycofa się z życia publicznego? Z całą pewnością Soros nie  zamierza spędzić jesieni życia okryty pledem, w bujanym fotelu na  werandzie.

To, co media nazywają emeryturą, w jego wypadku oznacza jedynie rezygnację z zajmowania się cudzymi pieniędzmi. Fundusze hedgingowe Sorosa z Quantum Group of Funds na czele oddadzą co prawda klientom miliard dolarów, którym dotąd zarządzały, ale jemu samemu i  jego rodzinie zostanie – bagatela! – ok. 25 mld dolarów. Taka kwota ma  wystarczyć Sorosowi na realizację pielęgnowanych od dawna marzeń. A o  czym miliarder marzył?

Półbóg

„Zawsze sądziłem, że jestem wyjątkowy, czasami nawet myślałem o sobie w  kategoriach boskich" – wyznał kiedyś Soros swojemu biografowi Michaelowi T. Kaufmanowi. Jego wyjątkowość w dziedzinie spekulacji finansowych można zmierzyć w prosty sposób – wartością jego majątku. Jednak Soros wciąż pozostaje niedoceniony – przynajmniej we własnej opinii – w  dziedzinach, na których zależy mu najbardziej. Według Kaufmana chciałby być współczesnym Heglem i zarazem współczesnym Keynesem. Marzy, że  filozoficzne i ekonomiczne idee, które wyłożył w swoich 11 książkach, trafią do naukowego mainstreamu. Intelektualne ambicje zaszczepił Sorosowi filozof Karl Popper.

Gdy Soros studiował 60 lat temu w London School of Economics, Popper wykładał tam swoje teorie „fallibilizmu", „krytycznego racjonalizmu” i przede wszystkim „społeczeństwa otwartego” – akceptującego odmienność, inność, pogrążonego w nieustannej dyskusji, w którym nikt nie rości sobie prawa do nieomylności. Zwalczający zaciekle wszelkie przejawy totalitaryzmu (nawet u Platona i  Arystotelesa!) profesor, przed

wojną emigrant z nazistowskiej Austrii, zrobił ogromne wrażenie na Sorosie, który podczas wojny – jako Żyd –  zaznał prześladowań ze strony totalitaryzmu spod znaku swastyki, a w 1947 r. uciekł z podbitych przez komunizm rodzinnych Węgier do Wielkiej Brytanii. Zainspirowany teoriami Poppera Soros opracował tzw. teorię zwrotności, która ma zrewolucjonizować ekonomię. Zdaniem Sorosa dominujące dogmaty ekonomiczne są bowiem błędne, głównie w twierdzeniu, że rynki dążą do stanu równowagi, a różne odchylenia i zaburzenia tego trendu są rzadkie. Jest odwrotnie – uważa Soros.

Do najpoważniejszych kryzysów dochodzi często właśnie wtedy, gdy „rzadkie" odchylenie zostaje uznane za normę. Jak na początku tego wieku, gdy wielkim kryzysem zakończyły się gorączkowe próby niemal wszystkich instytucji finansowych, by powtórzyć sukces nielicznych, którym udało się dobrze zarobić na inwestowaniu w kredyty „gorszej jakości”. Biznesmen myśliciel przekonuje, że państwo powinno bardziej restrykcyjnie kontrolować działania rynkowych aktorów i zwalcza „wolnorynkowych fundamentalistów”. Skoro „kapitalizm i demokracja podlegają różnym zasadom” – tłumaczy – bo  pierwszy jest amoralny i oparty na interesie własnym, a demokracja wymaga moralnej podstawy i myślenia o dobru ogółu, to najlepsza jest gospodarka mieszana. Na ironię zakrawa fakt, że Soros padł ofiarą reform inspirowanych ideami jemu samemu bliskimi.

Do odejścia na inwestorską emeryturę zmusza go ustawa Dodda- Franka, która zaostrza nadzór nad amerykańskim sektorem finansowym. Gdyby Soros nie oddał klientom wspomnianego miliarda dolarów, to zgodnie z nowymi przepisami musiałby ujawnić nadzorowi finansowemu ich personalia, a także informacje o  wszystkich aktywach. Tego uczynić nie chciał.

Szef tajnego rządu

Można rzec, że sam jest sobie winien. W końcu mógł wspierać republikanów, z zasady przeciwnych regulacjom gospodarczym. Tymczasem on opowiadał się za demokratami. W 2004 r. dał łącznie 23,5 mln dolarów 527 różnym organizacjom, które miały przekonać Amerykanów, aby nie oddawali głosu na George’a Busha Jr. Uznał, że jego polityka – po zamachach 11 września ociekająca narodową i wojenną retoryką – zagraża amerykańskiemu „społeczeństwu otwartemu" i jest pierwszym krokiem do totalitaryzmu. Wygłosił wówczas na prestiżowym spotkaniu dziennikarskim mowę „Dlaczego nie powinniśmy wybierać Busha”.

Od tamtej pory prawicowe media przy każdej okazji doklejają Sorosowi rogi, brodę i ogon z chwostem. Celuje w  tym Glenn Beck z telewizji Fox News. W 2010 r. dokonał w jednym z  programów swoistej syntezy teorii spiskowych na temat Sorosa, stwierdzając, że w czasie drugiej wojny współpracował on z nazistami, mimo żydowskiej narodowości jest antysemitą (sic!), a obecnie stoi na  czele tajnego i skrajnie lewicowego „rządu cieni", działającego pod  przykrywką Open Society Institute (Instytutu Społeczeństwa Otwartego –  flagowej fundacji miliardera). Soros ma zamiar obalić demokrację w  Ameryce i wprowadzić socjalistyczny totalitaryzm, który rozleje się na  cały świat! – grzmiał dziennikarz

– Robią ze mnie diabła, golema! – żali się Soros, słysząc podobne oskarżenia. Nietrudno przyznać mu rację. Już od lat 80. angażuje siły i pieniądze w obalanie, a nie w budowanie totalitaryzmów. – Na pewnym etapie Soros przeszedł kryzys tożsamości. W  jego życiu nastąpiło przewartościowanie: postanowił użyć pieniędzy w  niestandardowy sposób, zaczął angażować się w działalność filantropijną, walkę o prawa człowieka, równość i demokrację – przekonuje prof. Wiktor Osiatyński, bliski współpracownik Sorosa, który wykłada m.in. na  ufundowanym przez niego za 250 mln dolarów Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Właśnie na Węgrzech w 1984 r. Soros założył swoją pierwszą fundację. – Idea była prosta: wspierać każdą inicjatywę kulturalną, która nie była wyrazem ustalonego partyjnego dogmatu – tłumaczył niedawno stacji CNN.

Zaangażował się we wspieranie opozycji we wszystkich krajach socjalistycznych. Nieoficjalnymi kanałami przekazywał pieniądze podziemnej „Solidarności", w 1988 r. założył zaś  wspierającą demokrację i społeczeństwo obywatelskie Fundację im. Stefana Batorego (w zeszłym roku otrzymała ze środków Instytutu Społeczeństwa Otwartego ponad 2 mln euro). Działania Sorosa nie zjednały mu oczywiście życzliwości włodarzy Kremla – wciąż ma tam opinię imperialistycznego agenta, maczającego palce w antykomunistycznych przewrotach ostatniego dwudziestolecia – od Bukaresztu po Belgrad czy Kijów.

Jeszcze na  początku tego milenium walnie przyczynił się do zdobycia władzy w Gruzji przez proamerykańskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego. Działalność fundacji Sorosa nie ogranicza się jednak do Europy i Azji Środkowej –  działają one w 60 krajach, w tym w Afryce. W RPA Soros był jednym z  pierwszych, którzy wsparli walkę z apartheidem.

Władca walut

Społeczna aktywność Sorosa kosztowała go dotąd ponad 5 mld dolarów. Skąd je wziął człowiek tak niewrażliwy na czar mamony, że często nie nosi przy sobie portfela i musi prosić znajomych o drobne pożyczki? Jego syn Robert zażartował kiedyś, że tajemnica sukcesu Sorosa jest banalnie prosta: „Ojciec kupuje, gdy czuje się dobrze, a sprzedaje, gdy bolą go  plecy". Z kolei sam Soros twierdzi, że po prostu lubi skrajne ryzyko, mimo że stres z nim związany powoduje u niego „zawroty głowy”, a wówczas „słania się na nogach”.

To umiłowanie do ryzyka miliarder odziedziczył –  jak mówi – po ojcu. Tivadar Soros w trakcie wojny ratował Żydów, wystawiając im fałszywe papiery, za co groziła natychmiastowa egzekucja. Jednak odkąd w 1956 r. 26-letni George przyjechał do USA, ryzykował głównie na cudzy rachunek, pracując jako trader i analityk w funduszach inwestycyjnych i biurach maklerskich. Drogę do własnej fortuny otworzyło mu uruchomienie w 1969 r. wraz z Jimem Rogersem firmy inwestycyjnej Quantum Fund. Od początku firma unika płacenia podatków ( jej najważniejsze komórki zarejestrowane są na Kajmanach i Antylach Holenderskich), a w latach 80. korzystała z przyjaznej finansowym spekulacjom atmosfery rządów Ronalda Reagana. Inwestycje Sorosa dawały wówczas nawet 30 proc. zysku.

Naprawdę głośno zrobiło się o Quantum Fund w 1992 r. Soros przewidział, że Bank Anglii będzie chciał wzmocnić kurs funta. Wyłożył 10 mld dolarów, grając na jego zniżkę. Operacja się powiodła. Zjednoczone Królestwo straciło ok. 6 mld dolarów na nieudanej obronie swej waluty, a Soros zarobił ponad miliard. Na Wyspach przylgnął do niego od tej pory przydomek człowieka, „który złamał Bank Anglii".

– Stwierdził w jednym z wywiadów, że skoro Brytyjczycy nie pomagają krajom Europy Środkowej i Wschodniej, to on sam ich opodatkuje, a wpływy z tego „podatku" przekaże nowym demokracjom – wspomina prof. Osiatyński. Spekulacyjne ataki na narodowe waluty przypisywano Sorosowi niejednokrotnie. Miał doprowadzić do deprecjacji włoskiego lira (1992-1994 r.), aprecjacji japońskiego jena (1994 r.) i deprecjacji waluty w Tajlandii (1997-1998 r.), która przyczyniła się do wybuchu kryzysu gospodarczego w całym regionie.

Ówczesny premier Malezji Mahathir Mohamad nazwał Sorosa „zbrodniarzem", za co później go  przepraszał. Nie brak jednak takich, którzy twierdzą, że  wypowiadając się na tematy globalnej gospodarki, Soros załatwia wciąż własne interesy. On sam wspomina z rozbawieniem jedną z wizyt w Wielkiej Brytanii, poświęconą zakładaniu politycznego think tanku. Rozmowy z  angielskimi urzędnikami otworzyły mu wówczas drzwi do ekskluzywnego rynku brytyjskich obligacji. Zarobił – jak mówi – „miliony”.

Amator?

Pieniądze nie zapewniły Sorosowi oczekiwanego uznania dla jego ekonomiczno-filozoficznych koncepcji. Recenzję jednej z jego książek laureat Nagrody Nobla z ekonomii, Robert Solow, zatytułował wymownie: „Amator". I choć twórczość Sorosa docenia inny noblista, Joseph Stiglitz, to tę ocenę trzeba wziąć w nawias, bo  panowie są wieloletnimi przyjaciółmi. Niemniej dzięki imponującej aktywności społecznej i filantropijnej Soros może wpływać na politykę gospodarczą poszczególnych krajów.

Strobe Talbott, podsekretarz stanu w  administracji Billa Clintona, twierdził nawet, że „rząd USA uzgadnia swoją politykę zagraniczną z Wielką Brytanią, Niemcami, Francją, Japonią i George’em Sorosem". O pozycji miliardera świadczy fakt, że spotyka się z nim większość prominentnych polityków z całego świata po corocznym wrześniowym Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku. – Przez cały rok Soros nieustannie podróżuje. Ale we wrześniu przebywa w swoim apartamencie na Manhattanie i wtedy nawet Nicolas Sarkozy przychodzi do  niego po rady – mówi prof. Osiatyński.

Teraz, na finansowej emeryturze, Soros będzie miał wiele czasu na udzielanie porad politykom. Raczej nie  powtórzy się już sytuacja sprzed 20 lat, gdy został wyśmiany przez zachodnich polityków, których namawiał do uruchomienia nowego „planu Marshalla" dla postkomunistycznej Europy. Teraz, gdy zabiera głos –  proponując najbardziej nawet zaskakujące idee (np. legalizację narkotyków) – nikt się już nie śmieje.

Okładka tygodnika WPROST: 32/2011
Więcej możesz przeczytać w 32/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także