Nowy król komedii

Nowy król komedii

Chłopaki płaczą, dziewczyny piją, wszyscy bez końca gadają o seksie. Tu każdy skrycie marzy o ślubie, lecz wymiotuje na myśl o dorosłym życiu. Witajcie w Apatown, świecie dla ludzi o mocnych… żołądkach. Traficie do niego, oglądając film „Druhny”.
Moim zdaniem Will Smith, Tom Cruise i David Beckham zetknęli się penisami. Nie dlatego, że są gejami, tylko z nudów". Jeśli nie bawi was ten dowcip, lepiej od razu przerzućcie stronę. Jeśli się roześmialiście, śmieszą was (nawet jeśli jeszcze o tym nie wiecie) komedie Judda Apatowa. Niestraszne wam więc dużo obrzydliwsze sceny i dialogi niż ten żarcik z „Funny People". Apatow to nie tylko reżyser, scenarzysta i  producent. To instytucja – facet, który nakręcił „Funny People" (2009), „Wpadkę" (2007) i „40-letniego prawiczka” (2005). Człowiek stojący za  sukcesami „Nie zadzieraj z fryzjerem”, „Chłopaki też płaczą”, „Supersamca”, „Boskiego chilloutu” i „Druhen”, które trafiły właśnie do  polskich kin. Można mierzyć sukcesy Apatowa wpływami z biletów albo pozytywnymi recenzjami. Istnieją jeszcze inne dowody uwielbienia: w  mojej wypożyczalni nie było kopii „40-letniego prawiczka”. Ktoś ją ukradł.

Jemu się nie odmawia

Zanim Apatow dojrzał do robienia filmów, pracował na zmywaku w klubie, żeby tylko móc oglądać występy komików. Już jako nastolatek robił dla  szkolnej radiostacji wywiady z Jayem Leno, Jerrym Seinfeldem i innymi. Zaciekle też walczył o autografy ulubieńców. Jak głosi legenda, gdy Steve Martin odmówił mu podpisu, wysłał do aktora list z pretensjami.

– Nie wiedziałem, że to Judd Apatow – tłumaczył się żartobliwie Martin, śląc nastoletniemu fanowi książkę z autografem. Zafascynowany komikami sam próbował sił na scenie, potem pisał dowcipy dla innych. Jego droga do kina wiodła przez studia scenopisarskie i w końcu telewizję, gdzie pisał dla showmanów (choćby Bena Stillera) i stworzył kultowe seriale „Freaks and Geeks" oraz „Undeclared". Gdy stacja zdecydowała się, po  jednym sezonie, nie kontynuować żadnego z nich, oburzony wysłał list do  odpowiedzialnego za decyzję producenta – była to oprawiona w ramki entuzjastyczna recenzja z „Time’a".

Dziś nie jest już człowiekiem, któremu się odmawia. Prowadzi własną firmę, pisze, reżyseruje, produkuje filmy, które zmieniły mainstreamową komedię i przesunęły granice tego, co w kinie dla masowej publiczności wolno i wypada. Doczekał się nawet grupy mniej lub bardziej zdolnych naśladowców – gdyby nie on, nie byłoby bromansowych hitów pokroju „Kac Vegas" czy „Zanim odejdą wody".

Kumple są najważniejsi

Jako że – jak wiemy z pewnej starej piosenki – „kochać to nie znaczy zawsze to samo", nieprzypadkowo zaczęłam ten tekst od żartu o trzech facetach, którzy dotykają się penisami.

W Apatown robią to wszyscy mężczyźni: nie dosłownie, lecz symbolicznie. Amerykański reżyser jest bowiem wynalazcą dość szczególnej odmiany komedii romantycznej (będącej w zasadzie komedią antyromantyczną), zwanej z angielska bromance. To  połączenie słów „brother" („brat") i „romans", oznaczające jedyną w  swoim rodzaju więź między heteroseksualnymi mężczyznami, opartą na  emocjach, piekielnie sentymentalną, wokół której unosi się dyskretna aura homoerotyzmu (choć, jak jeden mąż, bromantycy są homofobami).

To sojusz najlepszych kumpli loserów, którzy z niejednej mikrofalówki jedli pizzę, razem sikają pod murkiem, oglądają pornosy, palą trawę, wychodzą się upić, uwielbiają seksistowskie dowcipy i mimo upływu lat ciągle noszą T-shirty z Nirvaną. Właściwie w ogóle nie dorośli – zmusza ich do  tego dopiero zły los, stawiając w obliczu przełomowych życiowych sytuacji: narodzin dziecka, ślubu, a nawet śmierci. W tych komediach o  dojrzewaniu kobiety odgrywają rolę wehikułu, który katapultuje chłopców w dorosłe życie. To matki zastępcze, które w odpowiednim momencie przejmują kontrolę, znów wysyłają ich do szkoły, czyli do pracy, każą wyglądać schludnie i wyrzucać śmieci.

Rodzina – to coś, co muszą zrobić. Wypady z kumplami – coś, co by chcieli robić naprawdę. Jako mężowie i  ojcowie bromantycy cicho więc tęsknią za czasami, gdy wyskakiwało się z  kumplami do Vegas. W końcu jeśli wyznają jakąś zasadę, to na pewno taką, że „bros before hoes", czyli – mówiąc oględnie – kumple zawsze będą ważniejsi niż dziewczyny.

Sentymenty w koszarach

Gdyby pogrzebać w historii kina, dałoby się znaleźć kilka męskich duetów, które łączyło coś na kształt bromantycznego uczucia – choćby Butch Cassidy i Sundance Kid w wykonaniu Roberta Redforda i Paula Newmana. Doktor House (Hugh Laurie) i doktor Wilson (Robert Sean Leonard), oczywiście Sam i Frodo z „Władcy pierścieni"… Bromance zdarza się nie tylko w kinie: pozaekranowe „pary" tworzą choćby Matt Damon i  Ben Affleck czy George Clooney i Brad Pitt (prasa zgryźliwie zresztą komentuje, że relacja z Pittem to najdłuższy związek Clooneya).

Choć sam Apatow jest mężem i ojcem, a rodzinę uważa za świętość (i ten konserwatywny przekaz przebija z jego filmów), doskonale wie, czym jest bromance – w końcu stale współpracuje z tą samą grupą ukochanych kumpli (Seth Rogen, Jason Segel, Paul Rudd), która na użytek scenariuszy dzieli się życiowymi doświadczeniami.

– Filmami załatwiam swoje problemy –  zwierzył się reżyser dziennikarzowi „The Independent". – Niezależnie od  tego, czy chodzi o dziewictwo, kiepski seks, lęk przed śmiercią, czy nieplanowaną ciążę. Apatow kocha swoich kumpli, czego dowodzi początek „Funny People" – amatorskie nagranie sprzed wielu lat, na którym nieznany jeszcze Ben Affleck filmowany przez równie nieznanego współlokatora Judda Apatowa, zataczając się ze śmiechu, wykonuje jajcarskie telefony. W tym niewielkim fragmencie jest wszystko to, co  stało się znakiem rozpoznawczym twórcy bromansów –  zneutralizowana głupimi żartami nostalgiczna podróż do czasów, gdy obok był najlepszy przyjaciel.

Apatow znalazł sprytny sposób, by sprzedać komedie romantyczne męskiej publiczności, mieszając czysty sentymentalizm z koszarowym humorem. Bohater „40-letniego prawiczka" opowiada o weekendowym wypadzie do Meksyku, gdzie z kumplami oglądał pokaz kopulacji z koniem; w każdym filmie ktoś głośno puszcza bąka, beka i zawsze wymiotuje na innych ludzi.

Womitowanie bez lukru

Zasłynąwszy filmami o chłopakach, którzy płaczą, zdecydował się wyprodukować „Druhny" – będący już sporym sukcesem film o kobietach, które… rywalizują. Odwrócenie prostych filmowych schematów – to sposób Apatowa na komedię. „Druhny" portretują grupę kobiet, które zamiast radośnie popiskiwać, wchodzą w ostry konflikt wywołany zamążpójściem jednej z nich. Ślub to w innych romantycznych komediach szczyt sentymentalnego kiczu – tu moment kryzysu, sytuacja, która dzieli kobiety na te, co złapały męża, i te „upośledzone", którym wciąż się nie  udało.

Bohaterki „Druhen" to kobiety pod presją (tak, tak, Cassavetes jest ulubionym reżyserem Apatowa!), tylko do czasu potulnie grające niepasujące do nich role szczęśliwych singielek, żon i narzeczonych. I tu, jak w innych antyromantycznych komediach firmowanych przez Apatowa, dojść musi więc do rebelii – ta dokonuje się we wstrząsająco brutalnej scenie w salonie z ekskluzywnymi sukniami ślubnymi, gdzie druhny trafiają po tym, jak zatruły się jedzeniem w restauracji.

Zamiast bajki o księżniczkach mierzących piękne suknie mamy womitowanie bez lukru – równie obrzydliwy, co celny sposób pokazania, co tak naprawdę kobiety myślą o ślubach, instytucji małżeństwa i idiotycznych ceremoniach.

Być kobietą, być kobietą

Oczywiście to stanowczo za mało, by uznać Apatowa za feministę. Spójrzcie tylko na stereotypowy zestaw bohaterek: ślicznotki i dla kontrastu jedna seksualnie wyzwolona, odrażająca (acz zabawna) grubaska. Jego własne komedie i te, które wyszły spod jego pióra, są niewątpliwie mizoginiczne. Próbka dialogu z „Funny People": „Zawsze jest ta jedna dziewczyna, która ci się wymknęła. Ma taką każdy facet i każdy seryjny morderca".

Niemniej jednak film „Druhny" ma szansę zmienić mainstreamowe kino „kobiece". Jego sukces dowodzi bowiem, że kobiety wymiotują – tutaj dosłownie – sentymentalnym kiczem i dość mają opowieści o idealnej miłości. Dzięki oczyszczającym obrzydlistwom „Druhny" mocniej trzymają się ziemi, nawet z pewną dawką realizmu pokazując kobiety uwięzione między fałszywymi wyborami: byciem singielką lub żoną. „To zdumiewające, że kobiety muszą oglądać masę skierowanych do mężczyzn filmów i nikt nie zawraca sobie głowy pytaniem: czy kobiety przyjdą do  kina na historię o pięciu facetach porywających samolot? – mówił Apatow.

– Wszyscy zakładają, że przyjdą, bo nie mają wyboru". „Druhny" mają więc wypełnić lukę – dać kobietom rozrywkę, jakiej dotąd na ekranie nie  miały, pozwolić im poprzeklinać, porobić głupstwa. Sposób, w jaki Apatow jest wywrotowy i przewrotny, przypomina właściwie karnawał: zawieszamy wszystkie reguły, pozwalamy dojść do głosu instynktom, upodlić się, zrzucić maski, zrobić wreszcie to wszystko, na co zawsze mieliśmy ochotę – jakkolwiek obrzydliwe i głupie by to było.

To wyzwalający, niezbędny moment odreagowania, po którym możemy otrzepać się, uczesać i wrócić do  codziennego życia, które tak ładnie zostało streszczone w „40-letnim prawiczku": „Miałem wielką ochotę na kanapkę z pastą jajeczną. Więc pomyślałem: zrobię to. W sobotę kupiłem dziesięć jaj, ugotowałem je  wszystkie i spędziłem trzy godziny, a może trzy i pół, na robieniu tej pasty. Z majonezem, cebulą i przyprawami. A kiedy już skończyłem, nie  miałem na nią ochoty. No i poza tym nie miałem chleba. No, było nieźle. To był niezły weekend".

Okładka tygodnika WPROST: 32/2011
Więcej możesz przeczytać w 32/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także