Bankrut

Bankrut

Przed świętami do biura Samoobrony przyszedł zaprzyjaźniony biznesmen i spytał: – Panie Andrzeju, ma pan na prezenty? Lepper wziął od niego 50 tys. zł. Kilka miesięcy później przyjął kolejne pieniądze. Tym razem nie miał na paliwo do Zielnowa.
Jest pierwsza połowa kwietnia, wracam z Mińska. Siedzę już w samolocie i patrzę przez okno – opowiada prof. Mikołaj Iwanow, rosyjski historyk mieszkający w Polsce. – Nagle na puste lotnisko wjeżdża limuzyna. Elegancki mercedes, przyciemniane szyby, widzę, że jedzie w naszym kierunku. Myślę: pewnie jakiś minister będzie lecieć. Auto podjeżdża pod sam trap, obsługa rozwija dywan, choć nie czerwony. W samochodzie otwierają się drzwi i kto wysiada? To Andrzej Lepper, pasażer klasy biznes. Myślałem, że śnię.

Mateusz Piskorski, były rzecznik Samoobrony, dziś wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, ośrodka zajmującego się głównie krajami byłego ZSRR: – Połowa kwietnia, tak? Przewodniczący spotykał się w tamtym czasie z Piotrem Prakapowiczem, prezesem Narodowego Banku Białorusi. Rozmawiali o restrukturyzacji kołchozów. Lepper miał im w tej sprawie doradzać, może nawet szukać inwestorów, którzy mogliby wejść z pieniędzmi, gdyby doszło do prywatyzacji. Temat się jednak posypał, bo przyszedł kryzys walutowy i Łukaszenka zwolnił Prakapowicza.

Kilka dni przed wylotem na Białoruś Lepper przyjeżdża do Siedlec, wizytę filmuje lokalna telewizja internetowa. Przewodniczący wygląda krzepko. Kiedy mówi, wygraża pięścią. Mocna opalenizna, starannie ułożona grzywka, krótko przystrzyżone boki. W porównaniu z obrazkiem z lotniska zgadza się jednak niewiele. Żadnych honorów, rządowych limuzyn, dywanów. Lepper zagląda na bazar, idzie na parking przy starostwie, snuje się między zapyziałymi kamienicami, rozmawia z ludźmi. – Dzień dobry, panie Andrzeju, wie pan, co się tu robi? Poszedłem w sprawie leków na nogi. I co mi powiedzieli? Że ja na wódkę, kur…, zbieram.

Ktoś zza pleców przewodniczącego próbuje uciszyć przechodnia, ale Lepper mu nie pozwala. Wciąż czuje ulicę. – Nie „ćśś", tylko człowieka nerwy biorą. Co się dziwić, że przeklnie? 

Szyję buty, bo bolą mnie nogi

Z pieniędzmi u Leppera bywało różnie. Gdy jeszcze w czasach poselskich, po kolejnych przegranych procesach, sąd zasądził od niego 108 tys. zł zadośćuczynienia, okazało się, że szef Samoobrony oficjalnie jest goły jak święty turecki. Nawet komornik nie miał mu czego zająć. Ostatecznie Lepper obiecał spłacać dług w ratach, po tysiąc złotych miesięcznie. Pierwsza wpłata wpłynęła w terminie, ale drugiej nie było wcale, a trzecia dotarła w połowie.

Jeszcze wtedy Lepper konto może miał i puste, ale pieniądze były. Gospodarstwo w Zielnowie przynosiło spore zyski, w najlepszym momencie było w nim 200 sztuk mięsnego bydła. Co miesiąc spływała poselska, a później rządowa pensja. Lepper chwalił się w mediach butami od Jana Kielmana („Niektóre to czasem 1300 kosztują. Szyję je, bo mam żylaki. Kiedy chodzę w zwykłych, bolą mnie nogi"), paradował w drogich garniturach Ermenegildo Zegny („Ubiór też świadczy o człowieku. Niekoniecznie trzeba chodzić w marynarce sprzed pięciu lat, która jest świecąca, wygnieciona"). W tamtym czasie Lepper miał z czego spłacać długi. Jeśli nie spłacał, to znaczy, że nie chciał.

Po odejściu z polityki pieniądze skończyły się jednak naprawdę, z miesiąca na miesiąc było coraz ciężej. Poważnie rozchorował się syn i gospodarstwo zaczęło podupadać. Ojciec siedział w Warszawie, interesu nie było komu doglądać i zaczęło padać bydło. Zdechło kilka mamek, każda warta 5-6 tys. zł. Później syn potrzebował pieniędzy na leczenie, więc trzeba było sprzedać część maszyn i kolejne pół stada. Do tego doszły: nietrafiona dzierżawa ziemi i awaria wyleasingowanego ciągnika – zaczęły się piętrzyć długi w Agencji Nieruchomości Rolnych, a w drzwiach Lepperów stanął komornik.

Nawet sekretarki odeszły

Kamera najeżdża na dłonie, które sprawnym ruchem zapinają łańcuch o grubości kciuka. – Kiedyś, jak więcej chodziłem na sportowo, to go nosiłem – odzywa się głos zza kadru. To Piotr Misztal, nowy poseł Samoobrony, pokazuje telewidzom swój dom i opowiada o sobie. – Ogólnie jestem bardzo za złotem, zawsze lubiłem dobrą odzież i wystawne życie. O, to nasza sypialnia, tutaj w dwie osoby można sobie spokojnie figlować.

Kiedy Samoobrona zasiadała w Sejmie, było komu utrzymywać partię. Klub liczył 53 posłów – był Misztal, było paru innych bogaczy.

Dziś sprawozdania finansowe partii to obraz nędzy i rozpaczy. W 2009 r. na koncie pojawiła się tylko jedna wpłata w wysokości 20 tys. zł, którą na dodatek później zwrócono. Jeśli chodzi o partyjne składki, to w ubiegłym roku te najskromniejsze – 20 zł co miesiąc – płaciła zaledwie jedna działaczka.

Po przegranych wyborach państwo przykręciło kurek z dotacjami i zaczęło brakować nawet na wynajem biura. Doszło do tego, że opłaty z własnej kieszeni musiał pokrywać sam przewodniczący. Po jakimś czasie i on przestał płacić – podczas przeszukania po jego śmierci policjanci znaleźli w biurku wezwanie do zapłaty 14 tys. zł zaległego czynszu. A gdy kilkanaście miesięcy temu na koncie Samoobrony jakimś cudem pojawiło się wolne 9 tys. zł, od razu zajął je komornik. Egzekwował część zadośćuczynienia za kolejny przegrany proces.

Lepper był bankrutem, finansowym i politycznym. Dawni współpracownicy – Krzysztof Filipek, Renata Beger i Danuta Hojarska – zajęli się własnymi sprawami. Zapomniały o nim nawet dawne sekretarki Anna Kalata i Genowefa Wiśniowska, które w latach świetności porobił ministrami i wicemarszałkami. Do „starego", jak od kilku lat mówiło się o Lepperze, zaglądała już tylko garstka osób: eksposeł Janusz Maksymiuk, wieloletni asystent Krzysztof Sikora, były wiceminister pracy Bogdan Socha i Piskorski. Skończyły się występy w mediach, konferencje, zaproszenia z terenu. Zostały bazary i parkingi.

Grzejniki, paliwo, tektura falista

Inaczej było tylko w Mińsku i Kijowie. Zarówno Aleksander Łukaszenka, jak i Wiktor Janukowycz potrzebowali byłego polskiego wicepremiera do legitymizacji swojej polityki. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi Lepper wystąpił jako obserwator zaproszony przez tamtejszy MSZ – w państwowej telewizji chwalił Baćkę i jego demokrację. Rok wcześniej przyglądał się wyborom wygranym przez Janukowycza – tym razem jako obserwator… Wspólnoty Niepodległych Państw. Socha, który towarzyszył Lepperowi w Kijowie, wspomina ten wyjazd tak: – Jesteśmy na wieczorze wyborczym Janukowycza. Po ogłoszeniu wyników w nabitej sali hotelu InterContinental wybucha euforia. Przewodniczący chce osobiście pogratulować kandydatowi, ale wraca strapiony. Odbija się od ochroniarzy. Kiedy już zbieramy się do wyjścia, dzwoni telefon. To Janukowycz zaprasza go do swojego apartamentu! Andrzej Lepper jest pierwszym zagranicznym politykiem, którego przyjmuje nowy prezydent elekt.

Najgęstszą sieć znajomości Lepper utkał sobie na Białorusi. Przyjaźnił się z uchodzącym za łukaszenkowskiego liberała ministrem kultury i byłym ambasadorem w Polsce Pawłem Łatuszką (niebawem ma wyjechać na placówkę do Paryża), znał prezesa banku centralnego Prakapowicza, wiceszefa prezydenckiej administracji Aleksandra Radkowa, gubernatora obwodu brzeskiego, mera Grodna, attaché handlowego w Warszawie.

Po jednej z wizyt na Białorusi Lepper wpada na pomysł, jak się wykaraskać z finansowych tarapatów – wchodzi w spółkę z bohaterem afery gruntowej Piotrem Rybą i rusza na podbój Wschodu. Firma Leppera nazywa sie Apa Trade (pierwszy człon pochodzi od imion udziałowców) i według danych KRS ma się zajmować mydłem i powidłem: handlem paliwami, produkcja tektury falistej, sprzedażą grzejników. – W planach mieliśmy interesy w Chinach, Emiratach Arabskich i Jordanii, ale zdążyliśmy rozpocząć kilka poważnych projektów na Białorusi. Jakich? Lada moment odprawiam do Mińska pociąg z polskimi meblami, za chwilę ma też wyjechać z Białorusi biomasa: trociny, które będziemy sprzedawać w naszych elektrowniach. Szkoda, że Andrzej Lepper tego nie dożył – mówi Ryba. 

Wspólnik? Zniknął, szukamy go 

W ostatnich miesiącach Lepper bywał na Białorusi raz w tygodniu. Ostatnio dwa dni przed śmiercią. Szukał nawozów, które można by sprowadzać do Polski, podobno dostał w dzierżawę 90 ha lasu pod wyrąb.

O jego wschodnie biznesy pytam Mateusza Piskorskiego. – Wiem, że planów było dużo – odpowiada. – Słyszałem nawet o pomyśle budowy galerii handlowej w Mińsku, ale czy coś z tego wyszło, nie wiem. Z tego, co opowiadał mi sam Lepper, nie wszystko wyglądało różowo. Kiedyś podobno wybrał się do Mińska z człowiekiem, który nie miał nawet na paliwo.

Józef Łochowski, prezes Polsko-Białoruskiej Izby Handlowo-Przemysłowej (jej dyrektorem generalnym jest były doradca Samoobrony Kazimierz Zdanowski): – Nie słyszałem o żadnej transakcji przeprowadzonej na Białorusi przez Leppera. A gdyby jakaś była, to, proszę mi wierzyć, wiedziałbym.

Ryba przyznaje, że wiele pomysłów Apa Trade kończyło się niczym. – Mniej więcej co drugi nasz partner w Polsce okazywał się zwykłym opowiadaczem. Były też projekty, które nie porywały Białorusinów. Polskie garnitury im się nie podobały, nie wypaliła też sprzedaż słodyczy: paluszków z makiem, solą, ciastek z kminkiem – mówi. Twierdzi jednak, że jemu i Lepperowi pomysłów nie brakowało: – Prowadziliśmy kilka spraw naraz. Rozmawialiśmy o otwarciu hurtowni z częściami samochodowymi w Mińsku. Zgłaszali się deweloperzy, chcieli tam budować galerię handlową, myśleli o mieszkaniówce. Była szansa na dostarczanie technologii komputerowej dla banku centralnego. Lepper był na Białorusi taką marką, że nie potrzebowaliśmy żadnej izby handlowej – zapewnia. Dopytuję, co stało na przeszkodzie realizacji tych projektów. – Problemem na pewno było to, że cały czas mam dozór i nie wolno mi opuszczać kraju. Na rozprawie sędzia powiedział mi: „Paszport to dobrodziejstwo, a pan sobie jeszcze na nie nie zasłużył".

Oprócz biznesu z Rybą Lepper kilka miesięcy temu pojawił się w jeszcze jednej spółce – L&W Investment; tu jego wspólnikiem był 24-latek. Kto to taki? – Rzutki chłopak, ale jakiś czas temu gdzieś zniknął. Wszyscy go szukają – mówi Maksymiuk.

Chcieli mnie umaczać

Mimo pootwieranych biznesów Lepper nie wyszedł na prostą. W grudniu 2010 r., tuż przed świętami Bożego Narodzenia, w biurze Samoobrony pojawił się zaprzyjaźniony biznesmen mający nieuregulowany dług wdzięczności: – Panie Andrzeju, ma pan na prezenty? Lepper wziął od niego 50 tys. zł. Kilka miesięcy później przyjął kolejne pieniądze, tym razem dużo mniejsze. Nie miał na paliwo do Zielnowa. Lepper jeździł dużo, nie tylko do domu. Łudził się, że odbuduje struktury, wierzył, że fala społecznych protestów wzbierze, a on na nią wskoczy i wróci do Sejmu. Potrafił zniknąć na kilka dni, objechać Małopolskę, Opolszczyznę i wrócić do Warszawy przez Pomorze.

Problem był zawsze z transportem. Zaraz po przegranych wyborach woził go Socha. – 100 tys. km razem natłukliśmy. Jak to wyglądało? Zwyczajnie, brałem swój samochód, tankowałem i ruszaliśmy. Jeździliśmy od powiatu do powiatu, spaliśmy w zajazdach. Pamiętam, że raz właścicielka, chyba nasza sympatyczka, nie chciała od nas wziąć za śniadanie i pokoje. Ale inni kasowali nas normalnie, za wszystko płaciliśmy z własnej kieszeni – mówi.

Po roku Socha zajął się własnym biznesem i Lepper musiał sobie znaleźć innego kierowcę. Zaczął jeździć z Maksymiukiem. – Woziłem go, aż zarżnąłem rozrząd i musiałem oddać samochód na wieś. Do dziś trzymam paragony za paliwo na 30 tys. zł. Po mnie szefa woził nasz działacz Mieczysław Meyer. Jeździli jego okularnikiem – opowiada.

Parking pod starostwem powiatowym w Siedlcach. Pada pytanie o afery z czasów koalicji z PiS. Lepper odpowiada: – Pierwsza była afera gruntowa, ziemia na jeziorze wymyślona. Nie wyszło? To trzeba wrócić do seksafery, umaczać Leppera. Jak mu powiemy, że pięć lat temu coś było, to skąd on będzie wiedział, co on wtedy robił? Ale na szczęście prowadzę szczegółowy kalendarz. Jak mnie ktoś za dziesięć lat spyta – jak będę żył, jak Bóg da – gdzie byłem 5 kwietnia 2011 r. o godz. 11, to otworzę kalendarz i powiem: „W Siedlcach na bazarze, później szliśmy trasą, ulic może nie wymienię, ale przeszliśmy pod urząd. Bo ja wszystko szczegółowo piszę".

Okładka tygodnika WPROST: 33/2011
Więcej możesz przeczytać w 33/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • sozo IP
    A co tu komentować? Stek bzdur,nie wiadomo co autor chciał przekazać
    • Te-Re IP
      Co to za artykuł? Kilka oderwanych faktów,bez początku i końca...beznadziejny..

      Czytaj także