Zemsta po ukraińsku

Zemsta po ukraińsku

W procesie Julii Tymoszenko chodzi nie tylko o jej przyszłość polityczną, ale też o przejęcie przez Rosję kontroli nad tranzytem gazu do europy. Głównym świadkiem oskarżenia okazał się Wiktor Juszczenko, były sojusznik Julii z czasów pomarańczowej rewolucji.
Nad główną ulicą Kijowa latały jajka. Rzucali zwolennicy byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko, a ich celem był niedawny prezydent Wiktor Juszczenko. Rzecz działa się na Chreszczatyku, tuż przy wejściu do  budynku sądu, w którym na ławie oskarżonych siedzi Tymoszenko. Juszczenko, jej sojusznik z czasów pomarańczowej rewolucji, a potem zaciekły wróg polityczny, jest teraz głównym świadkiem oskarżenia. Grad jaj, którymi przywitano dawnego bohatera narodowego, nie powstrzymał go  przed składaniem zeznań. Podobnie jak apele rady politycznej jego macierzystej partii Nasza Ukraina, która uznała, że Juszczenko nie  powinien legitymizować procesu uważanego za polityczną zemstę prezydenta Wiktora Janukowycza.
Zgodnie z oczekiwaniami prokuratury Juszczenko powtórzył w sądzie to, co jest podstawą procesu wytoczonego byłej premier przez nowe władze na Ukrainie.

Były prezydent przyznał, że Julia w czasie, kiedy pełniła funkcję premiera, ukryła przed nim, głową państwa, prawdziwy wynik negocjacji gazowych z premierem Putinem. A  zwłaszcza wyjątkowo niekorzystną dla Ukrainy cenę na długoterminowe dostawy gazu. Tymoszenko, słuchając oskarżeń, nie powiedziała ani słowa. Jej wystąpienie jeszcze przed nami, ale samo pojawienie się Juszczenki w  charakterze świadka oskarżenia było sensacją. Były prezydent, który przebywał na wakacjach w Chicago, nie palił się do wystąpienia w sądzie, proponując, by odczytano jego zeznania z postępowania przygotowawczego.

Opowieści z celi 242 
Jeśli jest coś cyklicznego w burzliwych dziejach 20-letniej ukraińskiej niepodległości, niewątpliwie są to regularne pobyty Julii Tymoszenko w  więziennej celi. Co dekadę, w 2001 i w 2011 r., jedna z dziesięciu najbardziej znanych kobiet na świecie ląduje w tej samej celi numer 242  stołecznego więzienia łukianowskiego. Poprzednim razem wyszła na  wolność, zyskując na znaczeniu politycznym i uzyskując poparcie narodu, które niemal zapewniło jej fotel prezydencki. Teraz również się nie  poddaje i stopniowo pokonuje przeszkody.

Życie w celi 242 nie jest łatwe. Obie współwięźniarki palą na okrągło, a Julia jest uczulona na  dym z papierosów. Jej stronnicy nazywają to okrutnymi torturami reżimu, a jej mąż przynosi dzielącym z Julią celę kobietom antynikotynowe gumy do żucia, by ulżyć żonie. Monotonię odsiadki Julia Władimirowna zabija lekturą. Do celi kazała sobie przynieść książkę Mario Vargasa Llosy „Wojna końca świata", by pokazać, że mimo losu, jaki ją spotkał, wierzy w ukraińską demokrację. Dlaczego? Llosa robi w tej książce ważne rozróżnienie między państwami o rozwiniętej demokracji, do których usiłuje dołączyć Ukraina, a państwami niedemokratycznymi: „W krajach demokratycznych nie boję się ludzi w mundurach". To dlatego ze stoickim spokojem przed każdą rozprawą Julia splata swój słynny warkocz pod  czujnym okiem chłopaków ze służb specjalnych. Ma na to sporo czasu w  pokoju bez okien, gdzie przywożą ją z więzienia bladym świtem, każąc czekać trzy godziny na rozpoczęcie postępowania.

Mundurowych, których nie obawia się Tymoszenko, jest w jej otoczeniu bez liku. Z powodu procesu na Chreszczatyk przerzucono około 3 tys. członków specjalnej jednostki milicji ukraińskiej Berkut. Co ciekawe, siły porządkowe nawiązują nawet dyskusję z ludem.

– Jesteś taki młody, silny, co takiego zrobiła ci Julia, że nie wstydzisz się stać w tym miejscu? –  na moich oczach kobieta w średnim wieku domaga się odpowiedzi od  żołnierza Berkuta. – Odpowiedź da sąd – odpowiada milicjant. – Do tej pory ona po prostu zachowywała się lekceważąco, obrażała sąd, wyzywała, nie wstawała, kiedy sąd ją do tego wzywał, dlaczego ja mam wypełniać rozkazy, a ona nie?! – ripostuje funkcjonariusz.

Rzeczywiście, jej zachowanie w sądzie, gdzie spiera się z sędzią z byle powodu, wydaje się niepotrzebne. Podejrzewany o dyspozycyjność wobec władz sędzia Rodion Kiriejew nie ma łatwego życia. Ignorowany i obrażany przez Tymoszenko wsadził ją do aresztu. Teraz z powodu okrągłych okularów, które nosi, jest nazywany Harrym Potterem ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości. Zwolennikom Julii Tymoszenko te okulary kojarzą się wyłącznie ze  stalinowskim rzeźnikiem Berią.

Oskarżona bardzo się stara, by zamienić proces prowadzony przez Kiriejewa w cyrk. Rozbawiła zgromadzonych, gdy w  czasie przesłuchań premiera Mykoły Azarowa zażądała tłumacza na język ukraiński, bo premier składał wyjaśnienia po rosyjsku. Sędzia nie  pozostaje jej dłużny. Odmówił wypuszczenia Julii za kaucją, mimo że  ręczyli za nią patriarcha Filaret i uwielbiany na Ukrainie bokser Witalij Kliczko. Gwiazdor sportu, który na Ukrainie przewodzi partii pod  nazwą Uderzenie, wziął w obronę Julię, którą nazwał „wiotką kobietą". Przerwał nawet przygotowania do wrześniowej walki z Polakiem Tomaszem Adamkiem i pojechał do Kijowa na odsiecz Tymoszenko. Z kolei jego brat Władimir podczas międzynarodowego turnieju sportów walki w Soczi pokazał się razem z dżudoką i premierem Rosji Władimirem Putinem i omawiał walki na kijowskim politycznym ringu.

Godziwa cena?
W procesie Tymoszenko nie chodzi tylko o polityczną zemstę na liderce opozycji. Władze liczą na to, że po udowodnieniu jej winy będą mogły zwrócić się do sądu arbitrażowego w Sztokholmie o unieważnienie niekorzystnej umowy gazowej z Rosją. Dziś Ukraina płaci Rosji 255  dolarów za tysiąc metrów sześciennych gazu. I to już z uwzględnieniem rabatu w wysokości 100 dolarów, który nowo wybrany prezydent Wiktor Janukowycz uzyskał w zamian za przedłużenie pobytu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie. – Godziwa cena na gaz dla Ukrainy, odpowiadająca kontraktom z zachodnimi partnerami, powinna wynosić około 200 dolarów za tysiąc metrów sześciennych – mówił przed sądem premier Mykoła Azarow.

Skazanie Julii Tymoszenko zależy od tego, czy sąd uzna, że główny świadek oskarżenia Wiktor Juszczenko mówi prawdę. A co do tego są poważne wątpliwości. Przesłuchiwany już były wicepremier Ołeksandr Turczynow złożył w sądzie sensacyjne zeznania, oświadczając, że za wynik rozmów z Rosją winę ponosi sam Wiktor Juszczenko, który bez podania przyczyn odwołał delegację rządową z Moskwy. Rosjanie się obrazili, usztywniając swoje stanowisko i żądając 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych gazu, czyli niemal dwa razy więcej, niż płacą odbiorcy z Europy Zachodniej. Juszczenko broni się, twierdząc, że to  Julia Tymoszenko odmówiła podpisania kontraktu z ceną 250 dolarów i z prawem reeksportu, co Putin miał jej zaoferować osobiście.

Zeznania Juszczenki nie spodobały się Kremlowi, który wydał oświadczenie stwierdzające, że były prezydent Ukrainy oszukuje sąd. By dowieść swego, Juszczenko, podobnie zresztą jak wcześniej Julia Tymoszenko, złożył wniosek o przesłuchanie Putina i szefa Gazpromu Aleksieja Millera. Prokuratura ukraińska wniosek odrzuciła.

Cała sprawa staje się coraz bardziej kłopotliwa dla Wiktora Janukowycza. W pragnieniu zemsty na  rywalce prezydent zapędził się już tak daleko, że popsuł sobie i tak skomplikowane stosunki z Rosją. Kreml niepokoi nie tyle los Julii Tymoszenko, ile próba rewizji zawartej przez nią na dziesięć lat umowy. Ministerstwo spraw zagranicznych Rosji już wezwało Ukrainę do  zapewnienia bezstronnego sądu nad byłą premier Tymoszenko, potwierdzając, że umowy na gaz w 2009 r. zostały podpisane na podstawie niezbędnych wytycznych prezydentów obu krajów. Janukowycz przerwał wakacje na Krymie, by spotkać się z prezydentem Miedwiediewem i  rozstrzygnąć problem ceny gazu.

– Po co wam z Putinem cień naszego skandalu na waszej międzynarodowej reputacji – mówił Janukowycz zaniepokojony wsparciem, jakiego udziela Moskwa linii obrony Tymoszenko. Jednak jego pozycja w grze z Rosją słabnie. Za nękanie przywódczyni opozycji na głowę Janukowycza sypią się za granicą gromy. A to utrudnia międzynarodowy arbitraż kontraktu gazowego z Rosją. W tej sytuacji renegocjacja kontraktu z Rosją, o którą zabiega Janukowycz, wiąże się z przekazaniem Gazpromowi kontroli nad ukraińską siecią przesyłową i tranzytem gazu do UE. Wcześniej Rosja wielokrotnie próbowała przeprowadzić taką transakcję, oferując duże rabaty na gaz dla Ukrainy. To jeden z powodów, dla których Julia Tymoszenko zgodziła się na dziesięcioletni kontrakt dający Ukrainie drogi gaz z Rosji, ale za to zachowujący kontrolę Kijowa nad strategiczną siecią przesyłową. Teraz to się zmienia.

– Dostaliśmy atrakcyjną ofertę, której nie można zignorować – ogłosił ukraiński minister energetyki Jurij Bojko po spotkaniu z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem. Wygląda więc na to, że władze ukraińskie przelicytowały, próbując ograć Rosjan procesem Julii Tymoszenko, i teraz mają coraz mniejsze pole manewru.

– Podpisanie dowolnej umowy, a tym bardziej umowy międzynarodowej, to zrównoważenie interesów obu stron –  komentuje dla „Wprost" Michaił Pożywanow, były deputowany, który od  wielu miesięcy mieszka w Austrii, bo przyjazd na Ukrainę grozi mu natychmiastowym aresztowaniem z tego samego artykułu „za przekroczenie uprawnień służbowych", jaki zastosowano w stosunku do Julii Tymoszenko. – Tak było i z dostawami gazu. Wyeliminowaliśmy napięcie wewnątrz kraju, Rosja osiągnęła swe cele, a my dodatkowo zyskaliśmy uznanie zmarzniętej Europy, którą nasze spory z Gazpromem pozbawiły dostaw gazu – opowiada Pożywanow, zwracając uwagę, że w takim przypadku można mówić jedynie o  odpowiedzialności politycznej, a nie karnej.

Julia Tymoszenko odpowiedzialność tę poniosła, przegrywając wybory prezydenckie. Ciąganie polityków po sądach za polityczne decyzje musiałoby prowadzić także do  procesu prezydenta Wiktora Janukowycza, który z naruszeniem konstytucji przedłużył umowę na funkcjonowanie obcej bazy wojskowej na terytorium Ukrainy, a dopiero potem poprosił parlament o jej ratyfikowanie, mimo że  powinno być odwrotnie. –W przyszłości może znaleźć się ktoś, kto podliczy np. straty z tytułu niewykorzystanych możliwości portowych, przeładunkowych czy turystycznych Sewastopola, i proces karny gotowy –  mówi Pożywanow.

Maria Starożycka, Kijów
Okładka tygodnika WPROST: 34/2011
Więcej możesz przeczytać w 34/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 2
  • Stoigniew IP
    Rosja mając \"haka\" na Julię T. w postaci dowodów kryminalnych z czasów ,kiedy zajmowała sie ona energetyką i jej \"prywatyzacją \" WOlAŁA JĄ OD JANUKOWICZA jako prezydenta Ukrainy!!!Umorzyła śledztwo i wycofała za nią list gończy ,ale dowody trzyma na wszelki wypadek ....Tańczyła by tak jak grałby Putin.
    • gosc IP
      normalna zemsta putina

      Czytaj także