Amerykanie potrzebują trzeciej siły

Amerykanie potrzebują trzeciej siły

"Stany Zjednoczone są w środku czegoś, co nazwać możemy sytuacją przedrewolucyjną. Rozprzestrzenia się poparcie dla gruntownej zmiany systemu. Rośnie liczba Amerykanów, którzy skutecznego przywództwa szukać będą poza dwoma głównymi partiami" - piszą w "Wall Street Journal" Patrick H. Caddell i Douglas E. Schoen, analitycy badań opinii publicznej prezydentów Jimmy'ego Cartera i Billa Clintona.
Publicyści przytaczają szereg przeprowadzonych w ostatnim czasie badań opinii publicznej. Z raportu Rasmussena opublikowanego na początku miesiąca wynika, że "tylko 17 proc. wyborców jest zadowolonych z federalnego rządu", podczas gdy aż 69 proc. "wierzy, że obecny rząd nie ma koniecznej legitymacji społecznej."

Ponadto sondaż przeprowadzony na tysiącu Amerykanów przez Douglas E. Schoen LLC w kwietniu dowodzi, że znaczna większość Amerykanów poszukuje alternatywy dla dwupartyjnego systemu. 57 proc. respondentów powiedziało, że potrzebują trzeciej partii. Ponad połowa (51 proc.) głosujących z zadowoleniem przyjęłaby pojawienie się nowej ważnej siły politycznej. Prawie jedna trzecia (31 proc.) uważa, że istnienie trzeciej dużej partii w Stanach Zjednoczonych jest bardzo ważne. Wyborcy chcieliby także, by taka trzecia partia wystawiła kandydata w wyborach prezydenckich w 2012 roku. Wielu mówi, że jest niemal pewne, lub bardzo prawdopodobne, że zagłosowaliby na takiego kandydata.

W zgodzie z tymi wynikami pozostaje przeprowadzony w maju sondaż Gallupa. 52 proc. respondentów powiedziało, że jest potrzebna trzecia partia. Po raz pierwszy w historii badań Gallupa idea ta poparta została także przez większość Republikanów. W czerwcowym sondażu Rasmussena 30 proc. respondentów powiedziało, że mogą rozważyć oddanie głosu na kandydata trzeciej partii w wyborach prezydenckich w 2012 roku.

Podobne wnioski można wyciągnąć z serii pogłębionych badań fokusowych przeprowadzonych przez Patricka Caddella w grupie około stu Amerykanów w całym kraju, ze wszystkich klas społecznych, którzy w 2008 roku głosowali na Baracka Obamę, zaś w tym momencie są niezdecydowani. Badanie pokazało, że ludzie są zdesperowani by wybrać przywódcę spoza politycznego establishmentu w Waszyngtonie. Przywódcę, który będzie mógł zaoferować większości nie tylko piękne słowa, ale także nowy kierunek działania i jego realizację.

Zdaniem badaczy jest to dowodem, że w kolejnych wyborach może dojść do poparcia trzeciej, a być może nawet czwartej politycznej partii, która mogłaby konkurować z dotychczasowymi liderami. Nie patrząc daleko przykładem może być niedawno założony, centrowy i dwupartyjny ruch "Americans Elect". To niedochodowa organizacja polityczna, która chce przełamać obecny duopol największych partii przez udzielenie poparcia trzeciemu kandydatowi w wyborach prezydenckich. Ma on być wybrany podczas internetowej konwencji, która odbędzie się w 2012 roku.

W tym momencie jako quasi-trzecia partia funkcjonuje już ruch Tea Party - "Partia Herbaciana". Dysponuje członkami, którzy mają w sobie niespotykany dotychczas poziom entuzjazmu i chęci do działania, a ostatnio przewodzili debacie na temat limitu zadłużenia. Według zrobionego w ostatnim roku badania Douglas E. Schoen LLC kandydat Tea Party mógłby dostać od 15 do 20 procent głosów.

Już teraz słychać też, że jako kandydat niezależny może wystartować Donald Trump, multimilioner i były kandydat do prezydenckiej nominacji Republikanów. Z pewnością pojawią się też inne kandydatury. W przeszłości mogliśmy zobaczyć do czego mogą prowadzić gospodarcze załamanie i polityczne wyobcowanie. W przypadku wyborów prezydenckich w 1980 i 1992 roku kandydaci trzeciej partii - John Anderson i Ross Perot - uzyskali wysoki poziom społecznego zaufania. Perot prowadził nawet przez kilka miesięcy w sondażach. Dzisiaj powtarzają się warunki, w których doszło do tej sytuacji.

Porządek polityczny, który znamy dezintegruje się i pogarsza, zaś scena polityczna nienawidzi próżni. To dobry powód by wierzyć, że sukces trzeciej lub nawet czwartej politycznej partii w wyborach w 2012 roku jest prawdopodobny. To jasne, że Amerykanie szukają alternatywy. Chcą jej już teraz - czytamy w "Wall Street Journal".

tch

Czytaj także

 0