Posłowie na uwięzi

Posłowie na uwięzi

– Jeśli posłowie nie zrozumieją, że mają służyć obywatelom, a nie partiom, to trzeba będzie to wszystko rozpieprzyć – mówi Kazimierz Kutz.
ALEKSANDRA PAWLICKA: Dlaczego powiedział pan, że próbuję umoczyć pana w gównie, gdy zaproponowałam rozmowę o polskim parlamencie?

KAZIMIERZ KUTZ: To nieładnie wykorzystywać prywatną rozmowę, ale  rzeczywiście tak powiedziałem. Jestem doświadczonym parlamentarzystą.

A więc dlaczego?

Przyszedłem na Wiejską 14 lat temu z wyrobionym nazwiskiem, z pozycją człowieka, który coś już w życiu osiągnął, a nie po to, by zaczynać tam karierę. To nie jest typowa postawa ani w Sejmie, ani w Senacie. Stało się to w momencie, gdy zrozumiałem, że w dotychczasowym zawodzie to, co  miałem najważniejszego do zrobienia, już zrobiłem, nie będę więcej reżyserował, ale wciąż mogę swoim dorobkiem i doświadczeniem służyć krajowi. A przede wszystkim Śląskowi, który chcę nadal w parlamencie reprezentować. To było i wciąż jest u mnie autentyczne, tylko że szybko się rozczarowałem.

Czym?

Wyobrażałem sobie naiwnie, że jeśli ze Śląska wybranych jest blisko 60 parlamentarzystów, to jesteśmy ogromną siłą, łączy nas poczucie więzi, wspólnego interesu naszego regionu i wiele możemy zrobić.

Więcej możesz przeczytać w 35/2011 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0

Czytaj także