Kraj raj patataj

Kraj raj patataj

Dodano:   /  Zmieniono: 8
Dlaczego to ja akurat mam traktować poważnie ludzi, którzy sobie ze mnie i z wszystkich dookoła jaja robią? – spytałem przyjaciela, który w ramach nocnych Polaków rozmów przekonywał mnie, że nie można olać wyborów, nie można nie pójść, a jak się pójdzie, to nie można skreślić wszystkich, bo to de facto wybór większego zła.

No to chyba przekroczyłem jakiś punkt graniczny, bo patrząc na kaskady infantylnego bełkotu, na grepsy jakichś wesołków z piekła rodem, którym się wydało, że są poważnymi politycznymi PR-owcami, mam dość tej błazenady. O czym wy do mnie mówicie? Zastanówmy się przez chwilę.

Najważniejsza jest debata o debatach. Kto gdzie pójdzie, kto nie pójdzie, u nas, u was. Kaczyński wzywa Tuska i rząd do swojej piaskownicy. Tusk odpowiada, że  to piaskownica tortur i on tam babek stawiać nie będzie. Ale PiS poczeka u siebie na minister Hall. Minister Hall nie przyjdzie. Może jeszcze nie  wciągnęła gaci, które spuściła w mocnej sesji zdjęciowej na potrzeby kampanii wyborczej i „Super Expressu"? Co stało się tematem wałkowanym przez trzy dni. Aż zatęskniłem za klatą Olejniczaka. Debatujmy dalej, Ojczyzna w potrzebie. Kilka godzin przed tym, jak Donald Tusk zgłosił pomysł debat na neutralnym gruncie, do rzecznika PiS Adama Hofmana zadzwonił dziennikarz TVN z taką samą propozycją. Przypadek? Skąd! Powód do konferencji prasowej? Jak najbardziej. I do debaty o debacie, trzech godzinach i co się za tym kryje.

Ale nie tylko debatą Polska żyje. Prezes Kaczyński zjadł kaczkę. Wow! Transmisje na żywo. I ślimaki. W  restauracji Pod Gigantami! Naród zamarł. Bo Jarosław Kaczyński spotkał się na obiedzie z Zytą Gilowską. Która zawsze go popierała. Choć nie  wtedy, kiedy go nie popierała, bo była siostrą Donalda. A teraz je z  Jarkiem, ale mniej niż Jarek, co podkreśla z szerokim uśmiechem sam zainteresowany. I tak się zastanawiam, czy aby mi się zdaje, czy może prezes dobrodusznie pokpiwa ze zgromadzonych dziennikarzy, którzy trawią medialnie tę kaczkę ze ślimakami.

Był jeszcze łosoś Napieralskiego w  salonce do Krakowa. Wyżera w lukswagonie dla dziennikarzy jako głos w  sprawie sytuacji na kolei. To ja już chyba wolałem bliźniaczki z  kampanii prezydenckiej.Skoro przy wokalu jesteśmy. O kraju raju śpiewa PSL i – jak zapewnia premier Pawlak – ta pieśń ma zawładnąć milionami. I  już chłopy z Wiejskiej są królami mediów, analitycy analizują, krytycy krytykują. Rola piosenki w polityce, wpływ na mobilizację elektoratu, to  wszystko na serio, więc wyłączam telewizornię i nastawiam sobie „To nie  jest kraj z moich snów" Kultu i jakoś idzie nie zwariować.

A moi ukochani przywódcy wysyłają sobie przesyłki. Jarek do Donka, Grześ do  wszystkich, machają pakunkami na kolejnych konferencjach prasowych. Platforma próbuje mi wytłumaczyć, że ten kraj raj z piosenki PSL to  właśnie ona buduje. Więc PiS, że to nie Polska w budowie, lecz w  bałaganie, no to dawać PiS do sądu i sąd – jakżeby inaczej – przyznaje rację Platformie. Słyszysz, żono? Jeszcze raz mi powiesz, że mam bałagan w pracowni i nic nie zrobiłem ostatnio w mieszkaniu, podam jak nic do  sądu. A kandydaci coś tam drą na konferencjach prasowych, ciachają nożyczkami, kanistry oblepiają.

A główna pani od gospodarki głównej partii opozycyjnej występuje w radiu i wszystko jej się pięknie kiełbasi. Więc minister finansów wyzłośliwia się na Twitterze, no to  odpowiada mu szef tej pani, że z panią tak nie wolno, bo to pani. I  wszyscy sobie puszczają grepsy na Twitterze, prawie tak samo zabawne jak internetowe żarty gimnazjalistów.

A Obywatele do Senatu zazdroszczą partiom, że tak pięknie robią obywateli w bambuko i wyciągają w górę palce zacni Obywatele: my też potrafimy! My też uważamy, że ludzie to  idioci i zagłosują na naszych lewicowo-prawicowych kandydatów, na nasz antyprogramowy program bez programu, na naszą prostoduszną chęć znalezienia się w Senacie obojętne z kim, obojętne jak.

I ja mam to  traktować poważnie? Poważne to jest zwycięstwo Legii nad Spartakiem, poważnie to ja mogę się pokajać za niewiarę w Macieja Skorżę i w szanse warszawiaków w Moskwie. A wybory? Proszę bardzo, zgodnie z panującymi standardami: ubrany najlepiej chyba jest Hofman – ponoć szyje sobie garnitury na miarę – ale Tusk też daje radę. Lubię czarne i sarkastyczne poczucie humoru, więc tu głos na Dorna i Kaczyńskiego. Coś jeszcze istotnego umknęło mej uwadze?

Więcej możesz przeczytać w 35/2011 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 8

Czytaj także