Awantura o Zytę

Awantura o Zytę

Mówią o niej „Zyta niewyżyta”. Gdziekolwiek się pojawia, tam zamieszanie jest pewne. Ten nadmiar temperamentu coraz częściej wiedzie ją jednak na manowce.
Najpierw Zyta Gilowska, członek Rady Polityki Pieniężnej, powiedziała, że Jarosławowi Kaczyńskiemu pomoże we wszystkim, a jak ojczyzna nakaże, to pomoże PiS w kampanii. Potem oświadczyła, że chętnie weźmie udział w debacie z ministrem finansów Janem Rostowskim. Jeszcze później zmieniła zdanie i poinformowała, że jednak nie weźmie, a na końcu, że owszem, ale w debacie akademickiej. Reakcja szefa NBP Marka Belki była łatwa do przewidzenia. Prezes oświadczył, że ma obowiązek strzec niezależności i apolityczności banku, a wszelkie przejawy angażowania Rady w politykę traktuje jako działanie na szkodę NBP.

Zyta Gilowska siedziała obok Belki. Próbowała zachować powagę, ale wierciła się i robiła miny pensjonarki. Potem złożyła samokrytykę, oświadczając, że nigdy nie miała zamiaru włączać się w debatę polityczną. I zniknęła. Przestała odbierać telefony od dziennikarzy. Nie pojawiła się na forum ekonomicznym w Krynicy.

Za ten najnowszy flirt z polityką dostało się jej mocno. Nawet od tych, którzy sami z polityką flirtują. – Może nie złamałaby prawa, ale na pewno dobry obyczaj. Jako bankier centralny nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktoś z RPP angażuje się w działalność polityczną – mówi prof. Krzysztof Rybiński, ekonomista, były wiceprezes NBP, a ostatnio także kandydat na senatora. – Trzeba umieć wybrać. Albo chce się zajmować polityką, albo polityką pieniężną.

Zyta polityczna

Pierwsze kroki w kroki w polityce Zyta Gilowska stawiała w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, czyli tam, gdzie zaczynał każdy szanujący się liberał z PO. Na początku lat 90. przez dwie kadencje była radną Świdnika. W 1993 r. wystartowała w wyborach do Sejmu z listy KLD. Kongres do Sejmu nie wszedł, za to Gilowska za namową Tadeusza Mazowieckiego weszła do Unii Wolności. – Zrobiła na mnie wrażenie konkretnej i energicznej osoby – wspomina dziś Mazowiecki. Opuściła Unię po konflikcie w lokalnych strukturach. Ale do polityki wróciła. Dokładnie w 2001 r., gdy powstawała Platforma Obywatelska.

Gilowska szybko wyrobiła sobie silną pozycję w partii. W tematach gospodarczych była traktowana jak wyrocznia. – Donald Tusk z reguły podporządkowywał się jej opiniom. Politycznie ją uwiódł. Dawał do zrozumienia, jaka jest ważna. Chciał, żeby stanowiła przeciwwagę dla rosnącego w siłę Jana Rokity – mówi Paweł Piskorski, były polityk PO.

Gilowska nie pozostała Tuskowi dłużna. Na jednej z partyjnych konwencji krzyczała w uniesieniu: „Donald, bracie!". Tymczasem Andrzej Olechowski i Maciej Płażyński tracili wpływy. W 2005 r. karty w PO rozdawał już tzw. drugi triumwirat: Tusk – Rokita – Gilowska. Ale tylko przez chwilę, bo triumwiraty w polityce zawsze trwają chwilę. Kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi Zyta Gilowska wylądowała poza Platformą. I poza polityką.

Zaczęło się od sporu o definicję nepotyzmu. Donaldowi Tuskowi nie spodobało się, że Gilowska umieściła swojego syna Pawła na pierwszym miejscu lubelskiej listy PO. Równocześnie pojawił się też zarzut, że w biurze poselskim zatrudniła synową, a Pawłowi miała zlecać ekspertyzy. Zyta Gilowska broniła się, że o zatrudnieniu synowej wiedziało kierownictwo PO. – Uświadamiając sobie, że jestem obiektem nie tylko intryg, lecz nawet zdrady ze strony kolegów, w ciągu 24 godzin sama, bez żadnych nacisków ze strony władz, opuściłam Platformę. Nie widziałam powodu, dla którego mam tak ciężko pracować z ludźmi, którzy nie są wobec mnie lojalni – wspominała później.

Paweł Piskorski, były członek PO: – Oskarżenie o nepotyzm to był tylko pretekst. W rzeczywistości Tusk doszedł do wniosku, że Zyta zbyt urosła w siłę. Znalazł sojusznika w Rokicie, który nie chciał mieć w swoim przyszłym rządzie kłopotów z Zytą.

Gilowska uniosła się honorem i wystąpiła z PO. Zniknęła.

Jarek, bracie

Warszawa, początek stycznia 2006 r. W hotelu Victoria trwają przygotowania do wręczenia nagrody Człowieka Roku tygodnika „Wprost". W restauracji po drugiej stronie pl. Piłsudskiego w największej tajemnicy dokonuje się polityczny transfer roku. Jarosław Kaczyński przy kolacji z Zytą Gilowską ustala jej warunki wejścia do rządu PiS. – Negocjowała twardo – przyznał prezes PiS. Warunek numer jeden: funkcja wicepremiera.

Po spotkaniu Kaczyński jedzie do Victorii, a Gilowska na spotkanie z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. – Rozmawialiśmy bardzo konkretnie. Gilowska uważała, że jest twarzą postulatu wprowadzenia podatku liniowego 3 razy 15. Argumentowałem, że nasz pomysł, czyli dwie stawki podatku 18 i 32, to krok w tym kierunku. Chciała, by podlegali jej ministrowie zajmujący się gospodarką. Mówiła, że nie chodzi o samochód ani BOR, lecz o rządzenie – relacjonuje Marcinkiewicz.

Zyta Gilowska weszła do rządu jako wicepremier i minister finansów. – Była częstym gościem w moim gabinecie. Podchodziła do pracy bardzo emocjonalnie. Nieraz płakała. Wielokrotnie mówiła, że odchodzi z rządu – opowiada Marcinkiewicz.

Wicepremier bywała histeryczna, ale i bezwzględna. Kiedy ktoś nastąpił jej na odcisk, potrafiła z bezbronnej kobiety zmienić się w potwora. Do legendy przeszła opowieść o rzeczniku Ministerstwa Finansów wyniesionym na jej polecenie z resortu przez ochronę. Powód? Rzecznik przed jedną z konferencji miał dopilnować, by kamery pokazywały tylko jeden profil pani minister, która miała tego dnia przekrwione jedno oko. Nie dopilnował. Gilowska wpadła w szał.

Najwięcej nerwów kosztowało ją jednak oskarżenie o kłamstwo lustracyjne, co zarzucił jej w czerwcu 2006 r. ówczesny rzecznik interesu publicznego. Rozpoczęły się wielogodzinne rozmowy z Marcinkiewiczem. Dyskutowali, spacerując wokół willi na Parkowej. Rozmawiała też z Jarosławem Kaczyńskim. W końcu Marcinkiewicz podjął decyzję: Gilowska znalazła się poza rządem. Kaczyński się od całej sprawy zdystansował. – Marcinkiewicz wykorzystał lustrację jako pretekst. Obawiał się, że Gilowska ze względu na silną osobowość w końcu nakryje go czapką – ocenia dziś Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

Lustracja przebiegła błyskawicznie. Już we wrześniu sąd orzekł, że oświadczenie Gilowskiej było zgodne z prawdą. Premierem był wtedy Kaczyński. Gilowska wróciła do rządu, ale nie było jej łatwo. W rządzie jej główną oponentką była Grażyna Gęsicka, minister rozwoju regionalnego. Spięcia między obu paniami były na porządku dziennym.

W wyborach w 2007 r. Zyta Gilowska ponownie dostała się do Sejmu. Rzadko jednak bywała na Wiejskiej, a po kilku miesiącach zrezygnowała z mandatu. Oficjalnie z powodów zdrowotnych, miała wtedy poważnie chorować na serce. – Nie mogła się pogodzić z tym, że nie została wicemarszałkiem Sejmu – wyjaśnia wpływowy polityk PiS.

Po odejściu z Sejmu Gilowska powróciła do pracy na KUL. W wywiadach zarzekała się, że do polityki już nigdy nie wróci.

Jednoręka ekonomistka

Nikt nie podważa kompetencji ekonomicznych Zyty Gilowskiej. Problem jednak w tym, że gdy na dobre weszła do polityki, straciła intuicję i umiejętność rzetelnej analizy zjawisk. Dostrzegała już wyłącznie dobre skutki swoich decyzji. Szybko stała się jednym z głównych krytyków ekonomicznych poczynań rządu PO. W sierpniu 2010 r., zaledwie kilka miesięcy po nominacji na członka Rady Polityki Pieniężnej, udzieliła portalowi NBP Obserwator Finansowy wywiadu, w którym surowo oceniała decyzje ministra finansów Jana Rostowskiego. – Rząd wpadł w pułapkę własnych iluzji, co w środowisku zawodowych magików raczej się nie zdarza – perorowała.

Krytykując rząd, nie mówiła niczego oryginalnego. Powtarzała raczej to, co mówią inni. A to, że Tusk lekką ręką wydaje pieniądze, zwłaszcza na administrację, a to, że jego polityka prowadzi do nadmiernego deficytu i niebezpiecznie zwiększa zadłużenie państwa. Lubiła także podkreślać, że kiedy oddawała władzę w resorcie finansów, budżet zmierzał w kierunku równowagi, a jej następcy wszystko popsuli. Nie przyjmowała przy tym do wiadomości, że niemały wpływ na obecną sytuację miały decyzje, za które jest odpowiedzialna. To przecież rząd Kaczyńskiego obniżył PIT do 18 i 32 proc. i obciął o 7 punktów procentowych składkę rentową, co spowodowało spadek dochodów budżetu o prawie 40 mld zł – czyli więcej niż wynosi tegoroczny deficyt. Nie podjął jednak żadnych działań zmierzających do ograniczenia wydatków.

Przepowiadanie przeszłości

Zyta Gilowska lubi opowiadać, że symptomy nadchodzącego kryzysu widziała już w 2007 r., podczas gdy rząd Tuska pozostał na nie głuchy. – Najłatwiej przewidywać przeszłość – odpowiada prof. Stanisław Gomułka, który tuż po objęciu rządów przez PO kilka miesięcy pełnił funkcję wiceministra finansów. – Rząd PiS zaplanował w budżecie na 2008 r. nierealny 6-proc. wzrost PKB. Przy takich założeniach można było patrzeć z optymizmem w przyszłość, tyle że nie miały one nic wspólnego z rzeczywistością. Nawet bez kryzysu czekała nas faza spowolnienia i wzrost mógł sięgnąć co najwyżej 4,5-5 proc. PKB.

Problem Zyty Gilowskiej jest trochę podobny do problemu Jarosława Kaczyńskiego. Nienawiść do Tuska przesłania jej jasność widzenia. Gotowa jest rzucić na szalę swój ekonomiczny autorytet, byle tylko dokopać dawnemu bratu. Inna sprawa, że skalę tej nienawiści jakoś tam można zrozumieć. – Donald przed najbliższymi współpracownikami lubił roztaczać wizje, że łączy ich nie tylko polityka, ale też przyjaźń – wspomina Paweł Piskorski, również przed laty wypchnięty z Platformy przez Tuska. – Potem nagle zmieniał front i odtrącał taką osobę.

Tak było w przypadku Gilowskiej, która po odtrąceniu nabrała przekonania, że Tusk nie powinien w ogóle rządzić Polską. W jednym z wywiadów stwierdziła wprost, że jest „zbyt kapryśny i ma skłonność do okrucieństwa". Aby pozbawić go władzy, jest się w stanie dogadać z każdym. Nawet z Kaczyńskim. Tyle że wiele wskazuje na to, iż Kaczyński traktuje ją równie instrumentalnie jak Tusk.

– Zyta Gilowska ma 62 lata. Jej kadencja w RPP kończy się za trzy lata. Może więc czas pomyśleć o jakimś azylu na starość – mówi kpiąco jeden z jej akademickich znajomych. Tylko czy temperament pozwoli jej usiedzieć spokojnie w miejscu? Przynajmniej na to pytanie odpowiedź jest jasna: nie pozwoli.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2011
Więcej możesz przeczytać w 37/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Raxell IP
    Jakby mi dawali 26 tysiecy co miesiac przez piec lat, plus inne dochody tez bym powiedzial ze niech nam zyje prezes naszego klubu...a jak sie nazywa osobe ktora sprzedaje sie za pieniadze? hmm?
    Nie zapominajcie za jakie grzechy opucila Zyta Platforme.
    Ale wlasnie takie zachowanie pasuje do panstwa prawa reprezentowanego przez sekte Pis
    • jasio IP
      pani zyta wrociła do imienia beata
      • stach IP
        Pani Gilowska zachowuje się skandalicznie naruszając apolityczność i autorytet RPP - bezwzglednie powinna po tych manewrach z Kaczyńskim złożyć rezygnację z RPP