Łowcy burz

Łowcy burz

Dla nich sezon właśnie się skończył – burz z prawdziwego zdarzenia już nie będzie, co najwyżej słabe „pierdy”. Ale przez ostatnie miesiące łowcy burz dniami i nocami śledzili pogodowe mapy i wykresy albo wystawali w oknie, patrząc w niebo. A potem wyruszali na polowanie.
Grzegorz Zawiślak, 19-latek z podwarszawskiej Zielonki, wyrzuca z siebie zdania z prędkością karabinu: modele numeryczne, prognoza konwekcyjna, wyładowania atmosferyczne (te ostatnie to zwykłe pioruny). Kiedy opowiada o pościgach za chmurami, w jego głosie słychać podniecenie. Trudno uwierzyć, że jeszcze dziesięć lat temu na burzę reagował panicznym strachem. Tymczasem to prawda – jako mały chłopiec kładł się przerażony przy babci i zasypiał dopiero wtedy, gdy grzmoty zupełnie ucichły. Jeszcze w szkole podstawowej starał się przeczekać nawałnicę pod kołdrą.

Co ciekawe, podobne historie opowiada większość z kilkudziesięciu polskich łowców burz. W dzieciństwie błyskawice wydawały im się najbardziej przerażającą rzeczą na świecie. Z czasem strach przeradzał się jednak w ciekawość – najpierw zaczynali czytać książki o burzach, potem oglądali filmy przyrodnicze na ten temat. I niemal każdy z nich jako nastolatek fascynował się amerykańskimi łowcami, którzy podążali po całym kraju za groźnymi tornadami.

Brać parasol?

Grzegorz Zawiślak najpierw zaczął patrzeć przez okno. Odkrył, że burza to piękne chmury (jak mówi: „formacje chmurowe") oraz wspaniałe błyskawice (w języku łowcy „wyładowania"). Któregoś dnia patrzenie przez okno przestało mu wystarczać. Kiedy nadchodziła kolejna burza, niemal fizycznie czuł buzującą w żyłach adrenalinę. Dzwonił po kolegę i jechali w pościg za chmurą.

Dziś Grzegorz lubi powtarzać, że łowca burz jest oczami i uszami swojego miasta. Sąsiedzi często zaczepiają go rano z pytaniem: „Brać do pracy parasol?", a on zawsze ma przygotowaną odpowiedź. Także w szkole zyskał sławę skutecznego przepowiadacza pogody, więc przed każdą wycieczką musi przygotować prognozę dla kolegów z technikum elektronicznego, w którym zaczął właśnie ostatnią klasę.

Ścisk w brzuchu

Jak właściwie wygląda polowanie na burzę? – Najpierw śledzimy prognozy i jeśli tworzy się gdzieś się fajna, obiecująca chmura, wsiadamy w samochód i jedziemy. Najlepiej, jeśli zdążymy przed deszczem, bo wtedy jest najlepszy czas na robienie zdjęć – mówi 22-letni Piotr Żurowski z Rzuchowej pod Tarnowem, z wykształcenia dietetyk.

Burzami zainteresował się wcześnie. Miał jakieś dziesięć lat, kiedy zaczął zadawać pytania: a właściwie dlaczego się błyska? I dlaczego czasami słychać grzmot, a innym razem nie? Dziś najbardziej dumny jest z tego, że udało mu się upolować tzw. wall cloud, czyli chmurę stropową. – To kawałek chmury, która się obniża. Jeśli obraca się i kręci, może z niej wyjść tornado – tłumaczy.

Piotr z dumą wspomina też, że 2 czerwca 2010 r. ostrzegł znajomych przed gwałtowną burzą i powodzią. Dzięki temu mieli pół godziny na ucieczkę. – Porozsyłałem im SMS-y. Wiele osób dziękowało mi potem, że przynajmniej ważne rzeczy zdołali uchronić.

Zdaje sobie sprawę, że pogoń za burzami niesie poważne ryzyko. Najbardziej przestraszył się podczas gwałtownej nawałnicy latem 2009 r. – Zauważyłem błysk i instynktownie się odwróciłem. Piorun uderzył jakieś 50 metrów ode mnie – opowiada.

Tak, przyroda budzi w nim respekt, ale zawsze, kiedy czuje, że zbliża się pierwsza wiosenna burza, odczuwa specyficzny ucisk w brzuchu połączony z dziwnym zadowoleniem. I jeszcze ogromną ciekawość, co przyniesie ten sezon.

Nareszcie!

Na internetowym forum dla łowców opisy pierwszych wiosennych burz aż kipią od emocji. Internauci piszą: „nareszcie", „w końcu" i dodają mnóstwo uśmiechniętych emotikonów. Tak, to była zabawa.

A potem było jeszcze lepiej. Kiedy Polacy psioczyli na deszczowe lato, oni byli w siódmym niebie. Niemal cały lipiec jeździli za burzami. O kończącym się właśnie sezonie mówią: „udany, choć bez fajerwerków".

Swoje łowy i burzowe zdobycze skrupulatnie opisują na internetowym forum. „Podróżowałem w sierpniu z Poznania do Warszawy. Około 2.00 na wschodnim niebie zobaczyłem niewyraźny rozbłysk. Z dala widać było coraz liczniejsze i potężniejsze wyładowania. Do burzy dotarłem ok. 2.50, 20 km przed miejscowością Błonie. Wiał wiatr do 40 km/h i padał ulewny deszcz. Jednak najgroźniejsze były potężne wyładowania. Przynajmniej 6 uderzyło mniej niż 500 m ode mnie. 2 pioruny trafiły w stacje energetyczne, co wywołało spory zielony rozbłysk. Pierwszy raz się tak bałem" – ekscytuje się internauta o nicku krzysztof26. I podkreśla, że była to najbardziej widowiskowa nocna burza, za jaką kiedykolwiek gonił.

Burzowa elita

Stowarzyszenie Polscy Łowcy Burz należy do międzynarodowej organizacji Skywarn. Polscy łowcy dbają o elitarność grupy: liczy ona zaledwie 40 członków. Nie można do nich dołączyć ot tak – najpierw trzeba się wykazać aktywnością na burzowym forum, udowodnić swoją wiedzę i zapał. Bywa, że kandydat musi rozwiązać test z meteorologii. Dobrze, żeby napisał też list motywacyjny z wyjaśnieniem, dlaczego chce być łowcą i co może wnieść do grupy.

– Musimy pilnować, żeby ludzie, którzy są w stowarzyszeniu, znali się na tym, co robią – podkreśla Piotr Żurowski. To ważne, bo łowcy coraz chętniej są zapraszani do mediów, gdzie wygłaszają komentarze dotyczące pogody. Są coraz bardziej rozpoznawalni, a na ich forum zarejestrowało się już ponad tysiąc wielbicieli ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Łowcy na każdym kroku podkreślają, że ich głównym celem jest pomaganie innym. „Działamy po to, by ludzie wiedzieli, co mają robić, gdy nadciąga nawałnica, i jak rozpoznać oznaki jej nadchodzenia. Chcemy również w przyszłości stworzyć system ostrzegania przed groźnymi zjawiskami z prawdziwego zdarzenia, którego do tej pory brakuje w Polsce" – piszą na swojej stronie.

Informacyjny szum

Zawodowi meteorolodzy nie traktują łowców burz poważnie. Urzędnicy IMGW proszeni o rozmowę na ich temat najpierw odmawiają komentarza, a dopiero później pisemnie odpowiadają na pytania. Odpowiadają chłodno i bez cienia zachwytu nad działalnością domorosłych meteorologów.„IMGW PIB nie śledzi działań Stowarzyszenia Skywarn tzw. Łowców burz, dlatego nie mamy podstaw do wydawania opinii na temat prowadzonej przez nie działalności. (…) Ostrzeganie przed burzami nie polega na śledzeniu w terenie komórek burzowych, które już występują" – napisała Teresa Zawiślak, operacyjny szef meteorologicznej osłony kraju IMGW PIB (zbieżność nazwisk z łowcą przypadkowa).

I dodała: „W Rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 22 sierpnia 2007 r. zostały określone kryteria ostrzeżeń meteorologicznych, które obowiązują instytucje odpowiedzialne za zarządzanie kryzysowe. Wszelkie inne działania, w tym tworzenie własnych kryteriów ostrzegania, nie ułatwiają pracy tym służbom, wprowadzając szum informacyjny".

W obronie łowców staje Magdalena Staroszczyk, wydawca portalu Tvnmeteo.pl. – Dla nas taka społeczna inicjatywa jest bardzo ciekawa. To ludzie, których fascynują burze, ale chcą też przed nimi przestrzegać. Informowanie o gwałtownych zjawiskach pogodowych, które mogą być niebezpieczne, jest ważne. Niestety, IMGW w tej kwestii często śpi. Dlatego kiedy występują w Polsce burze, informujemy o nich na bieżąco na naszej stronie w specjalnym pogodowym alarmie współtworzonym przez internautów. Wśród nich nierzadko są łowcy burz – mówi.

Sami łowcy nie przejmują się krytyką urzędników, są przekonani, że ich działalność ma sens. I mają wielkie plany – stworzenie własnego systemu ostrzegania ludności.

Już tylko „pierdy"

Dla łowców burz sezon właściwie się skończył. Jesień i zima to czas, kiedy nie śledzą z wypiekami na twarzy pogodowych wykresów. W dyskusjach, jakie toczą na swoim forum, pobrzmiewa ton rezygnacji.

nielubieBurz: „Czyli będą jeszcze jakieś burze czy już nie?"

piotr12: „Może jeszcze będą, ale to już tylko »pierdy« i to słabe"

Justa713: „Dokładnie. Atrakcji nie będzie:-( ".

Okładka tygodnika WPROST: 37/2011
Więcej możesz przeczytać w 37/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0