Saga rodu Lecha

Saga rodu Lecha

Każde poszło w swoją stronę. Tylko jeden z ośmiorga w politykę. Wiedzą, że nazwisko to niejedyny kapitał dla pokoleń następnych Wałęsów.
Tę historię można opowiedzieć z punktu widzenia żony. Kobiety, która ma  gromadę dzieci i dużo obowiązków. I męża. Mąż jest zawsze zajęty, pracuje w związkach, gardłuje na wiecu albo siedzi w więzieniu.

Taki pomysł na film o „Solidarności" i o Lechu Wałęsie miał kiedyś Andrzej Wajda. Potem pomysł się zmieniał, zmieniali się kandydaci na  scenarzystów. Co znajdzie się w scenariuszu, który kończy właśnie Janusz Głowacki?

Rodzina Wałęsów ma potencjał. Gdyby Wajda chciał nakręcić inną historię, o losach młodych ludzi w 20 latach wolnej Polski, mógłby ją opowiedzieć z punktu widzenia ośmiorga dzieci Danuty i Lecha Wałęsów.

Kto miał pomroczność

2 września pod Sierpcem motocykl Jarosława Wałęsy wbił się w narożnik terenowej toyoty. Najmłodszy z synów Lecha miał szczęście. Głowę ochroniły skórzany strój i kask. Całą resztę siła uderzenia zgruchotała w drobny mak. Z jego hondy niewiele zostało. Przeżył, czeka go kilka operacji.

Jeszcze zanim helikopterem przewieziono go do Warszawy, do  szpitala na Szaserów (tam najlepiej w mieście składają do kupy poranionych motocyklistów), o wypadku Jarosława informowały wszystkie telewizje. „Europoseł PO miał wypadek". Na forach internetowych zapanował zamęt: Jarosław to ten od „pomroczności jasnej"?

Internauci się pogubili. I nic dziwnego. Od czasu gdy w 1995 r. Lech Wałęsa przestał być prezydentem, niewielu pamięta, co się działo z jego dziećmi. Kto rozrabiał na początku lat 90.? Kto robił karierę w balecie? W Gdańsku to wiedza powszechna, poza Gdańskiem niekoniecznie.

Inna rzecz, że od wielu lat dzieci Wałęsów bronią prywatności. Trudno je  namówić na rozmowę. Zwłaszcza teraz, po wypadku Jarosława. Legendarna prof. Joanna Pensonowa, była lekarka Lecha, a dziś jego współpracownica: – To nie jest dobry moment, Jarek miał dziś operację. Niech pan zadzwoni w przyszłym tygodniu.

Sadzeniaki z gdańskich Stogów

Każde z ośmiorga dzieci rodziło się w chwilach ważnych dla Lecha. Często historycznych.

Najstarszy, Bogdan, przyszedł na świat w grudniu 1970 r.

Sławek to 1972 r. Rodzina przenosi się z robotniczego hotelu do  mieszkanka na gomułkowskim osiedlu Stogi.

Przemek, 1974 r., rodzi się, gdy Lech wylatuje ze stoczni.

Jarek to 1976 r. Pierwsze kontakty Lecha z  Wolnymi Związkami Zawodowymi.

Magda to 1979 r., nękanie przez SB.

Ania to 1980 r., Sierpień i „Solidarność".

Maria Wiktoria, 1982 r. Czas internowania Wałęsy.

Brygida, zwana Bibonem, 1985 r. Wałęsa wraca do  stoczni.

Przyjaciel domu Wałęsów (woli rozmawiać bez podawania nazwiska): – Wszystko po połowie: połowa chłopców, połowa dziewczyn. Kiedy dorośli, to też rozwody wzięła połowa z nich.

Jerzy Borowczak, dawniej działacz WZZ, a w 1980 r. jeden z inicjatorów strajku w stoczni (dziś poseł PO): – Nie wiedziałem, że Wałęsa ma tyle dzieci. Pojechałem do nich z plecakiem, z bibułą. Wchodzę, a tam sześcioro drobiazgu w  małym mieszkanku. I jeszcze się z sobą ganiają, Jezu!

– Mieszkanie wielkości schowka na rowery, a w nim kłębią się takie małe sadzeniaki –  wspomina jeden z dawnych przyjaciół Lecha.

Mecenas Jacek Taylor, w  latach 70. bronił Wałęsy: – To było mieszkanie w blokowisku z lat 60. Magda była jeszcze maciupcia. Wałęsa, żeby w ogóle mógł rozmawiać, zwabiał chłopców do jednego z dwóch maleńkich pokoików, zamykał drzwi na  klucz. I wtedy dopiero można było zacząć rozmowę.

– Jeśli chodzi o  liczbę dzieci, to ja żyję w Trzecim Świecie – śmiał się Wałęsa, gdy na  początku lat 90. dziennikarze pytali go, czy Polska jest krajem Trzeciego Świata.

Wszystko działo się w domu

Dom Wałęsów przez ponad trzydzieści lat trzyma w ryzach Danuta.

Wałęsowie są zgodnym małżeństwem. Czasem jednak Lech kłóci się z Danutą. Ona krzyczy, żeby nigdzie nie wychodził, że mają dzieci. Lech i tak wychodzi. Miesiącami rzadko bywa w domu.

To Danuta pilnuje odrabiania lekcji, daje szlaban na oglądanie telewizji czy wyjście na podwórko. Lech jest pobłażliwy. Ale gdy trzeba, to on spuszcza lanie.

W 1980 r. Wałęsowie wprowadzają się do bloku na Zaspie. To trzy połączone z sobą mieszkania, całe piętro w bloku. Po jednej stronie w dwóch pokojach mieszkają chłopcy, po drugiej w jednym pokoju dziewczynki.

Kto kupi ci flamaster

Koledzy Lecha dzieciarnię Wałęsów nazywają „szarańcza".

Działacze „Solidarności" pamiętają: nawet gdy Lecha nie ma, zawsze w domu ktoś pomaga Dance przy szarańczy. Czasem Danki brat, czasem świętej pamięci sąsiad Pączek. Bogdan Olszewski, dziś wiceszef gdańskiej „Solidarności", udziela korepetycji, pilnuje nauki. Po flamastry jeździ Andrzej Rzeczycki, kierowca Lecha, nazywany „Złotówą" (były taksówkarz).

Andrzej Rzeczycki: – A to pojechałem po zakupy, a to odwiozłem dzieciaczki na  zajęcia pozaszkolne. Sama kobietka i tyle dzieci? Pomagałem, jak mogłem. Kiedy była w ciąży z Wiktorią, wiozłem ją do szpitala.

Mówi były współpracownik Lecha: – Wałęsa po roku wyszedł z „internatu" i wrócił do  domu. Zajmował się rodziną, bawił z dzieciakami, grał w piłkę. Gorzej się zrobiło w latach 90. Został prezydentem. Wtedy już naprawdę go nie było. Bogdan był pełnoletni. Przemek i Sławek zaczęli szaleć.

„Borewiczem" do szkoły

W 1989 r. Wałęsowie przeprowadzają się z Zaspy na ulicę Polanki. Kupują dom za zagraniczne honoraria z książki Wałęsy „Droga nadziei". Dom jest stary (sąsiedzi nazwą go potem „wałęsówką"), z ogrodem. Dwa lata później Lech zostaje prezydentem. W 1997 r. wybudują na działce nowy dom.

Trójmiasto wchodzi w lata 90. z własnym salonem i milionerami. Dzieci Ryszarda Krauzego czy Janusza Leksztonia pod znane liceum w Gdyni podjeżdżają limuzynami. Codziennie rano samochód UOP rozwozi do szkół dzieci Wałęsów. – To był gruchot, polonez, nazywany „borewiczem" –  śmieje się jeden z dawnych pracowników gdańskiego UOP. Potem do obsługi dzieci Wałęsów UOP dostaje jeszcze maleńką corsę.

Andrzej Prus, szkolny kolega Jarosława Wałęsy: – Kiedy balowaliśmy za długo, mogliśmy liczyć na podwózkę z UOP. „Nie" Urbana pisze o ochronie dzieciaków per Urząd Ochrony Pizzy.

Gdańsk żyje plotką, że starsi synowie Wałęsy lubią imprezować z funkcjonariuszami UOP. Po 1989 r. w Polsce można oficjalnie pisać o rodzinach najważniejszych osób w państwie. Polska żyje Lechem Wałęsą, przygodami jego dzieci. Za informacje o synach Wałęsy „Nie" dobrze płaci. Kiedy Bogdan wpada do agencji towarzyskiej, sprzedaje go  dziennikarzom ktoś z UOP.

Rówieśnik synów Wałęsy: – Ludzie z gazety Urbana chcieli podejść bliżej młodych Wałęsów, żeby mieć zdjęcia – że  któryś się upił albo zrobił coś złego. Chłopcy byli na celowniku.

Mówi jeden z byłych szefów gdańskiej „Solidarności": – Po „przewrotce" w 1989 r. starsi chłopcy co rusz wpadali w tarapaty. Ojciec był symbolem, ale  dzieci obalały kolejne zasady. Lechu się temu strasznie dziwił. Nie  rozumiał. Myślał, że będą od razu wiedzieć, co jest dobre, co jest złe. A wokół siebie też nie miał wielu przyjaciół. Sporo ludzi myślało, że  skoro został prezydentem, to oni się załapią na pociąg do kancelarii.

Bogdan: człowiek z ABW

Bogdan. Rocznik 1970. Najlepiej z całej ósemki pamięta, co działo się w  latach 70. Pamięta, ale nie opowie – unika dziennikarzy, od lat pracuje w gdańskiej delegaturze ABW. Przez lata zajmował się analizami, białym wywiadem. Jeszcze przed rokiem 1980 r. chodzi z rodzicami na modlitwy za  aresztowanych. Jest najstarszy, więc pierwszy z rodzeństwa udziela wywiadów (pierwszych już w 1980 r., miał dziesięć lat). Dziennikarze pytają, czy zrobiłby to samo co ojciec. Odpowiada, że tak, ale może trochę lepiej.

W 1983 r. Wałęsa dostaje Nagrodę Nobla. Do Oslo leci Danuta z najstarszym synem. Pozostałe dzieciaki najbardziej zazdroszczą Bogdanowi samolotu. W hotelu Danuta chowa się przed dziennikarzami, Bogdan w jej imieniu odbiera kwiaty. Pod oknami maszeruje kilkutysięczny pochód. Bogdan i Danuta stoją w oknie. Machają. To zdjęcie opublikują gazety.

Po powrocie PRL-owska propaganda zajmuje się nękaniem najstarszego syna Wałęsy. Gdy zaczyna nosić kolczyk w uchu, milicjanci zmuszają go na ulicy, żeby go zdjął, dostaje parę kopów. Zaraz potem Jerzy Urban wyśmiewa go na konferencji prasowej. Sugestia: skoro kolczyk, to pewnie pedał.

Próbuje studiować ekonomię, ale rezygnuje. Idzie do wojska (Lech Wałęsa jest już wtedy prezydentem). Pod koniec 1993 r. trafia do UOP. Robi zaoczne studia w Wyższej Szkole Policji w  Szczytnie. Ma 20 lat, gdy żeni się z Agnieszką, szkolnym pedagogiem. W  prezencie od Lecha Wałęsy dostają piętrowy dom w Rumi. Kilka lat później się rozwiodą, córka Weronika zostanie przy żonie. Piętrowy dom w Rumi zostanie sprzedany. Wałęsowie nie mogą się pogodzić z rozwodem. W 1998 r. żeni się z Małgorzatą, koleżanką z UOP. Oboje są po rozwodach. Mają dzieci z poprzednich związków. Rodzi im się syn. Bogdan mieszka w  Gdańsku.

Sławek: chcę za kierownicę

Jest rok 1990, Sławomir Wałęsa, syn laureata Nagrody Nobla, przyznaje: –  Jestem nijaki, przeciętny szarak. Raczej nie interesuję się żadnymi sprawami dogłębnie.

Na Sławku i na młodszym Przemku odbijają się kolorowe lata 90. i to, że są dziećmi Lecha Wałęsy – ciśnienie ich przerasta.

Andrzej Rzeczycki, były kierowca Lecha: – Wszystkie chłopaki były w porządku, wiadomo, że rozrabiali troszkę po lekcjach, ale nikomu krzywdy nie robili. Sławek i Przemek zawsze koniecznie chcieli za  kierownicę. Panie Andrzejku, mówili, troszeczkę, daj pan potrzymać kawałeczek. No to ja im czasem pozwalałem, przy lotnisku.

W 1992 r. Sławek trafia do newsów. Jego rozpędzone auto wpada w poślizg, potrąca w  Gdańsku 51-letnią nauczycielkę Bożenę Z. Jest trzeźwy. Obrońcami Sławka zostają znani gdańscy adwokaci: mec. Jacek Taylor i mec. Roma Orlikowska-Wrońska – obrońcy opozycjonistów w procesach z lat 80.

W tym czasie Lech Wałęsa nie ma dobrej prasy. Gazety tropią wybryki jego dzieci.

W 1993 r. sąd skazuje Sławka na dwa lata w zawieszeniu i zakaz prowadzenia pojazdów na cztery lata. Dwa lata później młody Wałęsa w  Warszawie uderza małym fiatem w tył czekającego na czerwonym świetle jaguara. Jest po alkoholu. W kwietniu 1997 r. sąd skazuje go za to na dwa lata z zawieszeniem na pięć lat i 5 tys. zł grzywny. Na sześć lat dostaje zakaz prowadzenia samochodów.

– Kiedy uda mi się coś osiągnąć, zastanawiam się, czy to moja zasługa, czy zadecydowało o tym nazwisko –  powie kilka lat później.

Dawny działacz „Solidarności" z Trójmiasta: –  To nie jest tak, że jak ktoś zostaje prezydentem, to mu dzieci grzecznieją. Stłuczka każdemu się zdarza, ale jak się zdarzy Wałęsie, to  od razu raban.

W 1995 r. dostaje się na WAT, bierze ślub z Eweliną, 20-letnią studentką politologii, mają dwóch synów. Rozwodzą się.

Danuta Wałęsowa w jednym z wywiadów ubolewa, że syn ma zbyt lekkomyślny stosunek do życia. – To mądry i inteligentny chłopak i wie wszystko o  komputerach, ale chyba nie ma szczęścia – mówi pani Danuta.

Jeszcze kilka lat temu Sławek potrafił ostro imprezować w jednym z hoteli. Według znajomych rodziny trzeba było wiele zachodu, żeby sprawę wyciszyć. Dziś nie mieszka w Trójmieście.

Przemek: piętno pomroczności

Szary pracownik trójmiejskiej Straży Granicznej. Cichy. Według Danuty najbardziej skomplikowany z wszystkich dzieci Wałęsów. W latach 90. przylepiła się do niego „pomroczność jasna".

Znajomi ojca dziś: Przemek? Delikatny. Tak jak ojciec choruje na cukrzycę.

W 1993 r. 19-letni Przemysław, technik mechanik, po rozmowie z dziewczyną wychyla w domu kilka głębszych, mija ochronę z UOP, wsiada do golfa i zderza się z  dostawczym mercedesem. A potem z radiowozem. Ma pecha, rok wcześniej był karany grzywną za jazdę rowerem po pijanemu. Teraz znowu jest pod  wpływem. Szarpie się z policjantami, trafia do izby wytrzeźwień.

Rzecznik Lecha Wałęsy Andrzej Drzycimski oznajmia: – Ten przypadek dotyczy człowieka dojrzałego, który właśnie ponosi konsekwencje. Dlatego prezydent nie będzie się w tej kwestii wypowiadał.

Adwokat Włodzimierz Wolański zostaje obrońcą Przemka. Używa terminu „pomroczność jasna", aby  usprawiedliwić zachowanie Przemka. Że wypił, ale nie wiedział, co robi. – To termin z psychiatrii – mówi dziś mec. Wolański. – Był potrzebny, żeby ocenić zachowania Przemka po wypadku.

Pierwszy wyrok: więzienie bez zawieszenia (mec. Wolański: – Myślałem, że mnie pani Danusia zabije). Ostatecznie Przemek dostaje wyrok w zawiasach, ale cała Polska do dziś śmieje się z „pomroczności jasnej". I myli synów Lecha, przypisując „pomroczność" każdemu z nich.

Przyjaciel rodziny: – Lech starał się bywać co tydzień w Trójmieście. Pytanie, czy wpływał, czy umiał wpływać na życie rodziny?

W 1994 r. Przemysław Wałęsa dostaje pracę w Morskim Oddziale Straży Granicznej w Gdańsku. W Straży pracuje do dziś. W 1998 r. sprzedaje dom. Ma dwóch synów. Rozwodzi się. Mieszka w Gdańsku.

Jarek: uśmiech i tekst

Najbardziej znany z rodzeństwa Wałęsów. Polityk. Europoseł. Przyjaciele domu mówią: spokojny, zrównoważony, troskliwy. Kiedy ojciec chwyta za  pas, krzyczy: – Masz pokojowego Nobla! Noblista, a dzieci bije?!

Dorasta już w wolnej Polsce. Świetnie zna angielski. Przez osiem lat uczy się w  Ameryce. Tam zdaje maturę, tam kończy politologię. Wraca, pracuje w  biurze Lecha Wałęsy. Wieczorami miksuje muzykę w gdańskim klubie. W 2005 r. zostaje posłem PO, wchodzi do Sejmu z ostatniego miejsca na liście. Ma 28 lat. Mawia, że czuje się kontynuatorem myśli ojca. Wie, ile dało mu nazwisko.

Kiedy po dwóch rundach w Sejmie startuje do Parlamentu Europejskiego, zgarnia 73 tys. głosów. Wpadki? Brak. Raz chwali się inwestycjami w Pekinie – kupił jedną piątą mieszkania. Kiedy ujawniają to dziennikarze, obiecuje, że mieszkanie sprzeda. W Gdańsku mówi się, że  Jarek „kupuje" ludzi. Uśmiechem, wdziękiem. Dziennikarzy kupił bezpośredniością. Tym, że już jako poseł zapisał się na kurs przewodników PTTK, żeby oprowadzać wycieczki po Trójmieście.

Andrzej Rzeczycki: – Najspokojniejszy, z nim żadnych kłopotów nie było. A teraz ten wypadek. Ja mu całe życie tłumaczyłem – wystawiasz się na  strzał, zobacz, człowieku, że jedziesz i nie wiesz, co cię spotka. On wtedy mówił: „Panie Andrzeju, ja uważam". A ja mu na to: „Jareczku, wiem, ale nawet niechcący ktoś ci może zrobić krzywdę". No i stało się.

Mieszka w Gdańsku, Warszawie, Brukseli.

Tancerka idzie na teologię

Cicha i niepozorna. Do czasu. Potem wielka nadzieja rodziny Wałęsów. Młodsze córki podobno będą miały Lechowi za złe, że Magda jest jego oczkiem w głowie.

Jest pierwszą dziewczynką w rodzinie ( jej rodzice chrzestni to Bogdan Borusewicz i Anna Walentynowicz). Rodzi się w 1979 r. Rok później, jeszcze przed Sierpniem, Lech w wózku z Magdą przewozi ulotki. Zgarnia go milicja. Słynna scena: Lech nie pozwala odebrać sobie dziecka, więc do suki ładują go z wózkiem. Na komendzie mała sika na  posadzkę. – Zamykacie dziecko, to jej przewińcie pieluchę! – wydziera się Wałęsa. Milicjanci puszczają go wolno.

Następnym razem zostaje zatrzymana, gdy ma trzy lata. Wraca z matką z widzenia z internowanym Lechem. Lądują na komisariacie. Jeden z esbeków odrywa obcasy z jej butów. Magda nic nie rozumie. Matka dba o to, żeby nie wiedziała za  dużo.

Pod koniec lat 80. idzie do szkoły baletowej w Warszawie. Zapowiada się na wybitną tancerkę. Andrzej Rzeczycki: – Miała świetne wyniki, gdziekolwiek pojechała, to zaraz pierwsze miejsce. Tylko trochę za bardzo ją eksploatowali, wyciskali ostatnie soki.

Dziennikarze przepowiadają jej wielką karierę w balecie. W 1997 r., w ósmej klasie kontuzja. Koniec. Zdaje egzaminy do Gdańskiego Instytutu Teologicznego, filii KUL. W 2002 r. wychodzi za mąż. Ma 23 lata. Wybrankiem jest student farmacji. Mają dziecko. Potem się rozwodzą. Mieszka w Gdańsku.

Anna: dla prawdy o dziadku

Podobno imię dostała na cześć Anny Walentynowicz. Przez długi czas pozostaje w cieniu rodzeństwa. Po liceum zdaje do Wyższej Szkoły Humanistycznej. Wychodzi za mąż, gdy ma 21 lat, za kolegę z uczelni. Zawiesza studia (resocjalizacja), gdy rodzi się jej pierwsze z dwojga dzieci.

W 2009 r. staje w obronie honoru ojca. Przed sądem: pozywa wydawcę książki Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie. – Mamy małe dzieci. Nie  chcemy, żeby kiedyś przeczytały kłamliwą biografię dziadka – mówi jej mąż. W książce Zyzak kategorycznie stwierdza, że Wałęsa był agentem SB. Anna w pozwie pisze, że książka obraża „jej sferę uczuciową, wyrażającą się szacunkiem i miłością do osoby ojca, oraz jej poczucie godności osobistej".

– Rodzeństwo trzyma się z daleka od mediów. Ania zadziałała emocjonalnie, w odruchu, z poczucia przyzwoitości. I tyle – kwituje przyjaciel domu Wałęsów.

Mieszka w Gdańsku.

Maria Wiktoria: w stronę celebry

Skończyła szkołę reklamy, jest wizażystką, stylistką, specem od  makijażu. Studiuje dziennikarstwo. Urodziła się, gdy ojciec siedział w  „internacie".

Po szkole najpierw zostaje rzeczniczką prasową ojca (zastępuje Jarka). Jeszcze wcześniej otwiera butik w Manhattanie, jednej z pierwszych gdańskich galerii handlowych. Zajmuje się kalendarzem Lecha, korespondencją, kontaktami z prasą. Zna angielski.

Danuta podobno uważa, że Marysia jest do niej podobna: dokładna, wszystko chce doprowadzić do końca. Przenosi się do Warszawy, do mieszkania, które razem z Jarkiem odkupują od Mieczysława Wachowskiego.

W 2006 r. bierze udział w „Tańcu z gwiazdami". Opowiada dziennikarzom, że pisze prozę i  poezję. Potem poznaje smak życia celebrytki. „Fakt" donosi, że ma depresję, nie  ma pracy i przytyła osiem kilo. Zmienia kolor włosów. Deklaruje, że wie, jakim kapitałem jest nazwisko, które nosi: – Nazwisko jest więcej warte niż majątek. Przez jakiś czas ma status gwiazdy rubryk towarzyskich. Potem już nie.

Maria mieszka w Warszawie.

Być Wałęsą

O Brygidzie wiadomo najmniej. Najmłodsza córka, absolwentka technikum ochrony środowiska. Podobno ma buntowniczą naturę, jest samotnikiem.

Niektórzy mówią, że jest podobna do Danuty. Pracuje w gdyńskim akwarium. Tak jak Jarek interesuje się motocyklami. Nie chce rozmawiać z  dziennikarzami.

Rodzina Wałęsów budziła wielkie emocje 15-20 lat temu. Dziś zdecydowanie mniejsze. Dzieci Lecha wydoroślały. Młodsze dzieci –  inaczej niż 20 lat temu Sławek, Przemek czy Bogdan – dbają o to, by nie stać się newsem. Życie rodzinne jest święte. Koniec, kropka.

Jerzy Borowczak: – Żyją jak normalni ludzie. Nikt nie jest prezesem banku. Jak każdy patrzą, ile starcza do pierwszego. Powyrastali, jak w każdej rodzinie, wyszli jak z gniazda. Aż dziadek Lech Wałęsa z babcią zostali sami w domu na Polanki.

Przyjaciel domu: – Jaka jest ta rodzina? Normalna, ciepła. Niby zwykła, ale cokolwiek by robili, i tak będą naznaczeni Wałęsą.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2011
Więcej możesz przeczytać w 37/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • kristiana IP
    A jak mieli zostać prezesami banku , jak żadnej porządnej szkoły nie skończyli za wyjątkiem Jarka
    Ale forsę mają , domy , bo Lech ich ustawił i tyle , wdrapał się po plecach robotników ten kłamczuch , a teraz na tych ludzi się wypiął , człowiek prezydent , a żadnych zasad
    • baszka IP
      Tak Wałęsa obrósł w bogactwo, ustawił siebie i swoje dzieci. Tak nie powinno być,za pieniądze które mu tak łatwo przychodziły i przychodzą (np1 mln dolarów zaliczki za film który nie powstał , czy duże pieniądze za wykłady po świecie)powinien utworzyć jakąs fundację np.dla ludzi Solidarności którzy też tak jak on , a czasem bardziej, ucierpieli w tych czasach( utrata zdrowia, pracy, rodziny, przymusowe wyjazdy). To niemoralne że mieszka w pięknym dużym domu, dzieciom pokupował domy i mieszkania i uważa że wszystko jest ok.
      • NACZALNIK IP
        Facio zostal miliarderem a reszta
        braci z \" SOLIDARNOSCI\" to nedza i 
        na biede niema mniejsca.
        \"WPROST\" = BRUKOWIEC.
        PS: KOGO INTERESUJE PRYWATNE ZYCIE?
        • Uczestnik strajków 1980r IP
          WAŁĘSA TO TAKI DR. JEKYLL I MR. HYDE POLSKIEJ TRANSFORMACJI. Z JEDNEJ STRONY ZASŁUGUJE NA POMNIK ZA SWOJĄ DZIAŁANOŚĆ W OKRESIE PIERWSZEJ SOLIDARNOŚCI, Z DRUGIEJ STRONY MA SWÓJ WIELKI UDZIAŁ W DEGRENGOLADZIE ŻYCIA POLITYCZNEGO W POLSCE PO 1989R. NIE O TAKĄ POLSKĘ JAK III RP WALCZYLI ROBOTNICY I PRZYWÓDCY PIERWSZEJ SOLIDARNOŚCI. A ŻE JEST TAKA JAK JEST TO ZASŁUGA RÓWNIEŻ WAłĘSY.
          • zbigpary@wp.pl IP
            Po przeczytaniu tego artykułu w tygodniku, jeszcze bardziej kocham i doceniam Lecha Wałęsę i jego bohaterską żonę Danutę. Polacy zawdzięczają im ogromnie dużo, niezależnie od tego, że kapitalizm to jeszcze głupszy i gorszy ustrój od marksizmu.