Waldemar - wspomnienie

Waldemar - wspomnienie

W sobotę 3 września w wieku 67 lat zmarł nasz redakcyjny kolega Waldemar Kedaj. Zwykle w takich sytuacjach mówi się: zmarł po długiej i ciężkiej chorobie. W przypadku Waldemara lepiej byłoby jednak powiedzieć, że odszedł po sześcioipółletniej, pełnej determinacji walce o życie.
Kolejne operacje, kolejne przerzuty, znowu operacje, znowu pobyty w  szpitalu. I za każdym razem tak szybko, jak się dało, powrót do  redakcji, do pracy, do pisania.

Wiele osób w redakcji niemal do końca o  jego chorobie nawet nie wiedziało, bo on sam nigdy o niej nie mówił. A  gdy ktoś, widząc, że nie czuje się najlepiej, pytał go: „Jak zdrowie?", odpowiadał niezmiennie z uśmiechem: „A dziękuję, znakomicie”. Nie mówił o chorobie nie dlatego, że się jej wstydził, lecz dlatego, że uznawał za  coś niestosownego absorbowanie swoimi problemami innych. Skromność? Tak. Powściągliwość? Też.

Waldemar ruszył w świat z małego Zelowa pod Łodzią. Ruszył wyposażony w znajomość kilku języków obcych, których nauczył się, zanim skończył studia. Kilku na początku, bo potem dokładał następne, aż  znał ich 24. W Japonii mówił po japońsku, w Chinach po chińsku, w  Czechach po czesku. Gdy został korespondentem wojennym w Wietnamie, oczywiście mówił po wietnamsku. Potem był jeszcze korespondentem w  Rzymie i Sztokholmie, a w 1997 r. został wiceambasadorem RP w Tokio. Najważniejszym z miejsc, do których wyjeżdżał, były dla niego ukochane Włochy. Tam zawodowo rozkwitł. Przeprowadził, głównie dla „Polityki", wywiady m.in. z Orianą Fallaci, Federikiem Fellinim, Michelangelo Antonionim, Albertem Moravią, Giulianem Andreottim i Leonardem Sciascią. Z niektórymi z nich się zaprzyjaźnił. Z premierem Andreottim prywatnie spotykał się wiele razy, Moravia był częstym gościem w jego domu, sam Waldemar z rodziną wielokrotnie gościł w domu Oriany Fallaci w Toskanii.

W ostatnich kilkunastu miesiącach, gdy rak atakował coraz mocniej, pisał teksty do „Wprost" niemal co tydzień, a często i dwa w tygodniu, czasem tuż po kolejnej kroplówce. Pisał właściwie do końca, zanim po raz ostatni pojechał do szpitala. Był mądry, wyciszony, nienarzucający się, życzliwy, uśmiechnięty. Był dobry. Jego mądrości, uśmiechu i dobroci będzie nam brakowało.

Przyjaciele z „Wprost"

Okładka tygodnika WPROST: 37/2011
Więcej możesz przeczytać w 37/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • chomik IP
    A co z \"LIStą kanalii\"?
    • Ewa Sztvp. IP
      Olu! Jest mi bardzo przykro, że straciłaś ukochanego meża. Takiej miłości można było Ci tylko pozazdrościć. Przytulam serdecznie.
      • Ania IP
        Pani Haniu, proszę przyjąć wyrazy najgłębszego współczucia.
        Powinna Pani kontynuować pracę Ojca w redakcji \"Wprost\".