Rosja na jednej nodze

Rosja na jednej nodze

Wielka polityka i wielki biznes są w Rosji nierozerwalnie z sobą splecione. Ale to Kreml decyduje, kto może uczestniczyć w jednym, kto w drugim, a kto w obu naraz.
Wasilij Aleksanian miał niecałe 39 lat, a w karcie choroby straszliwy opis – AIDS, rak, gruźlica. Umarł w zeszłym tygodniu w domu, wśród najbliższych, ale obrońcy praw człowieka twierdzą, że zabił go rosyjski system penitencjarny. Spędził w areszcie, w ciężkich warunkach, nieleczony, prawie trzy lata. Ten były szef działu prawnego koncernu naftowego Jukos został aresztowany w 2006 r. pod zarzutem zagarnięcia niemal pół miliarda dolarów, prania pieniędzy i niepłacenia podatków. Oskarżenia były podobne jak w przypadku jego dwóch szefów – Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa, którzy odbywają wyrok na Syberii, przy chińskiej granicy.

Aleksanian w sali sądu, jak to jest przyjęte w  Rosji, siedział w specjalnej klatce dla oskarżonych. Wychudzony, blady, twierdził, że prokuratorzy domagają się od niego obciążenia byłego szefa, szantażując: zgodzimy się na leczenie, jeśli dostaniemy, co  chcemy. Aleksanian się nie złamał. Wyszedł z aresztu w 2009 r., w stanie niemal krytycznym. Kreml przestraszył się, że umrze w więzieniu, i dlatego wypuszczono go za gigantyczną kaucją.

Władimir Putin chciał sprawą Jukosu pokazać rosyjskim oligarchom, że mogą dowolnymi metodami zarabiać pieniądze, ale nie wolno im się pchać do polityki. Jednak politycznych ambicji w obecnej Rosji nie mogą mieć także politycy. Wolna konkurencja mogłaby zagrozić nie tylko osobistej władzy Putina, ale i całemu systemowi politycznemu. Wielki biznes i gubernatorzy – regionalni baronowie, dziś z pokorą chylą głowy, ale w latach 90. rwali Rosję jak postaw sukna. Władca Kremla boi się powrotu tych czasów.

Opozycja Jej Kremlowskiej Mości
Rosyjski system polityczny nadzoruje wiceszef kancelarii prezydenta Władysław Surkow, szara eminencja Kremla. Stworzył on termin „sterowana demokracja", który opisuje to, co dzieje się w Rosji – wybory to fasada, o wszystkim decyduje się w kremlowskich gabinetach. Dlatego na  rosyjskiej scenie politycznej – jak w stalinowskich łagrach – „krok w  lewo, krok w prawo uważane są za próbę ucieczki – straż strzela bez uprzedzenia". Tak właśnie odstrzelono Michaiła Prochorowa, największego rosyjskiego miliardera (204 cm wzrostu) i jednego z najbogatszych – jego majątek „Forbes” ocenia na 18 mld dolarów. Ten 46-latek uwielbia koszykówkę, narciarstwo zjazdowe i długonogie modelki. W 2010 r. kupił amerykańską drużynę koszykówki New Jersey Nets, a w styczniu 2007 r. był bohaterem skandalu we francuskim kurorcie Courchevel, gdzie aresztowano go pod zarzutem stręczycielstwa. Twierdził, że panie, których przywiózł pełen samolot, nie są bynajmniej prostytutkami. Po prostu „lubi towarzystwo mądrych, pięknych i młodych przyjaciółek”. Po czterech dniach wypuszczono go z aresztu. Sprawę umorzono.

Takie historie w Rosji nikogo nie dyskwalifikują, zwłaszcza że biznesmen jest inteligentny, energiczny i wszystko mu się dotąd udawało. Dlatego opinia publiczna z  zainteresowaniem przyjęła zakulisową koncepcję Surkowa, w ramach której Prochorow parę miesięcy temu stanął na czele na wpół zapomnianej liberalnej partii Prawoje Dieło.

Surkow zauważył, że w Rosji przybywa niezadowolonych. Młodzi, wykształceni mieszkańcy dużych miast i klasa średnia są rozczarowani Putinem, Miedwiediewem, władzą Jednej Rosji, korupcją i bezprawiem. Prochorow miał przyciągnąć ich głosy.

Miliarder otrzepał partię z naftaliny. Podejmując decyzje jak w korporacji, bez konsultacji i demokratycznych procedur, wymienił część działaczy i  ruszył walczyć o głosy. Zaczął od oświadczenia, które brzmiało jak herezja: Chodorkowskiego i Lebiediewa należy wypuścić z więzienia. A  dalej, jak u Hitchcocka, po trzęsieniu ziemi napięcie rosło. Krytykował rzeczywistość („nazywamy siebie Rosyjską Federacją, ale w istocie mamy ustrój imperium") i wstrząsał publiczność koncepcją, że Rosja powinna wejść do strefy euro i Schengen (ale nie do NATO i UE). A potem przyłożył, że po wyborach mógłby zająć stanowisko premiera.

To już był przejaw niezdrowych ambicji. Tym bardziej że  Prochorow, nie słuchając ostrzegawczych pomruków z kremlowskiego wzgórza, parł jak czołg i zaczął odbierać wyborców Jednej Rosji. Według sondażu niezależnego Analitycznego Centrum Jurija Lewady aż 11 proc. badanych było za tym, by Prochorow zasiadał w Dumie. To wyczerpało cierpliwość Surkowa. W połowie września grupa sterowanych z Kremla działaczy odebrała Prochorowowi partię, jak zabiera się zabawkę rozbrykanemu dziecku.

„Mimo 20 lat w biznesie, jakkolwiek by to dziwnie brzmiało, miałem jeszcze jakieś złudzenia" – napisał na blogu miliarder. W Moskwie zaczęto plotkować, że wyprowadza aktywa za granicę, obawiając się zemsty Kremla. Od początku roku do zagranicznych banków i funduszy wypłynęło 50 mld dolarów, ale w drugiej połowie września „obywatelstwo" zmieniło aż 13 mld.

Przywiędłe jabłuszko
Opozycja jest potrzebna władzy nawet w Rosji. I to prawdziwa opozycja. Wystarczy tupnięcie z Kremla, by obecni w Dumie komuniści Ziuganowa, nacjonaliści Żyrinowskiego i Sprawiedliwa Rosja Mironowa kładli uszy po  sobie. – Społeczeństwo nie ma drugiej nogi, na której można stanąć, gdy pierwsza zdrętwiała – miał stwierdzić Surkow.

Wentylem bezpieczeństwa dla liberalnych nastrojów ma teraz zostać jeden z weteranów rosyjskiej sceny politycznej – Grigorij Jawlinski. Ten rówieśnik Putina na scenie politycznej pojawił się przed rozpadem ZSRR jako zadeklarowany demokrata i radykalny reformator. Mimo ambicji miał pecha – choć kandydował od  połowy lat 90., to w żadnych wyborach nie odegrał wielkiej roli i nigdy nie zdobył rządowego stanowiska.

Gdy na Kremlu pojawił się Putin, klimat stał się surowy i Jawlinski ze swym jabłkiem (partią Jabłoko) więdli coraz bardziej. W 2007 r., podczas wyborów parlamentarnych, sondaże wskazywały, że partia nie ma szans na wejście do Dumy. Choć w  dniu głosowania lider Jabłoka wyszedł z gabinetu Putina z obietnicą, że  ugrupowanie przekroczy próg wyborczy, to oficjalne wyniki rozczarowały. Partia Jawlinskiego dostała 1,59 proc. głosów – administracja, dosypując głosów Jednej Rosji, nie zadbała o Jabłoko.

Rozgoryczony Jawlinski postanowił odejść z polityki, ale teraz wraca. W Moskwie mówią, że  dostał propozycję nie do odrzucenia: dwa miejsca w Dumie i wygranie ciągnącego się od dawna procesu o budynek, w którym znajduje się siedziba partii. Sondaże nie dają jego partii szans, ale to nie problem. Specjalista od kampanii wyborczych Igor Mintusow uważa, że w tych wyborach zostanie sfałszowanych do 20 proc. głosów.

Na aucie
Jest jeszcze opozycja pozasystemowa, której Kreml nie dopuszcza do  wyborów i środków masowej komunikacji. Telewizje dostają z Kremla listy z nazwiskami osób, których nie wolno zapraszać – jak Borys Niemcow (były wicepremier), Michaił Kasjanow (były premier), Władimir Ryżkow (były szef frakcji partii rządzącej przed erą Putina). No i Garri Kasparow– były wieloletni szachowy mistrz świata, błyskotliwy, bogaty i  nienawidzący Putina. Zatrzymywano go na Marszach Niezgody, rozpędzanych przez OMON. Pokazywały to kamery na całym świecie, ale od tej pory Kasparow popada w coraz większe zapomnienie. Zraża ludzi, patrząc na  nich z góry.

– Nie ma szans ze swoim brakiem charyzmy i ze względu na  rosnące nacjonalistyczne i antykaukaskie nastroje – kwituje rosyjski politolog. Urodzony w Baku Kasparow ma ormiańsko-żydowskie korzenie.

Liderzy opozycji mogliby się zmieścić na nieco większej kanapie, jednak nadmiar ambicji nie pozwala im uzgodnić najprostszych kwestii. Nie  wyszło im ustalenie wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich, a  teraz długo nie mogli ustalić, czy mają uczestniczyć w głosowaniu. Borys Niemcow zaproponował, by na kartce wyborczej narysować duże „X", a przed nim dopisać „na", co po polsku daje „na ch...”, czyli tyle, co „idźcie w  cholerę” (tylko dużo ostrzej). Miałkość opozycji widzą nawet jej potencjalni sympatycy i często zrezygnowani w ogóle nie wybierają się do  urn.

Symbolem rządzącej Jednej Rosji jest niedźwiedź. W dzisiejszej Rosji niedźwiedzie tak dokładnie wydeptały polityczną polankę, że nawet źdźbło nie urośnie na niej bez zezwolenia. I nieprędko coś tu się zmieni.

Andrzej Zaucha jest korespondentem „Faktów" TVN w Moskwie
Okładka tygodnika WPROST: 41/2011
Więcej możesz przeczytać w 41/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • m   IP
    Myślisz dzieciątko że jakieś panienki roznoszą aids? A bociany roznoszą dzieci?
    • pinokio   IP
      rozumiem ze wwiezieniu sa panienki z aids.