Jak przespać religię

Jak przespać religię

Mieliśmy pokolenie JP II, teraz mamy pokolenie JP III – tak niektórzy komentują popularność Janusza Palikota wśród najmłodszych wyborców. Inni pytają, jak to się stało, że po ponad 20 latach religii w szkołach wyrosło w Polsce pokolenie antyklerykałów. No właśnie, jak?
Lekcje religii w mojej szkole? Ogólnie luz – opowiada 17-letni Jacek, uczeń liceum w wielkopolskim Turku. – Ostatnio koleżanka miała referat o  aniołach. Dzieliła je na grupy, tłumaczyła, jakie miejsce zajmują w  anielskiej hierarchii. Fajne, ale dużo większe zainteresowanie było na  referacie o szatanach. Z tamtej lekcji Jacek zapamiętał, że opętanie jest wtedy, gdy dusze zmarłych często wchodzą w ciała krewnych i nie chcą ich opuścić.

– I wtedy trzeba wezwać egzorcystę, ale, niestety, raz się udaje wypędzić szatana, a czasem nie. Tak, to było ciekawe. Zazwyczaj jednak na religii nie ma fajerwerków. – Katechetka sprawdza obecność, potem się modlimy, ona dyktuje temat, trochę pogada i koniec. Czy jest jakaś dyskusja? – chłopak zastanawia się chwilę. – Nie, raczej nie rozmawiamy. Ostatnie 20 minut uczniowie mają dla siebie, pani prosi tylko, żeby byli cicho. Ona w tym czasie poprawia sprawdziany innych klas albo uzupełnia dziennik. Co kilka tygodni robi im kartkówkę ze  znajomości modlitw i przykazań. – Ważne jest też zachowanie. Im ktoś mniej przeszkadza, tym lepszą ma ocenę – mówi Jacek.

Kiedy rok temu Kościół katolicki podsumowywał 20 lat od powrotu religii pod szkolne dachy, otrąbiono sukces. W liście do wiernych biskupi napisali, że „katecheza znalazła w szkole swoje miejsce", a katoliccy publicyści wyliczali korzyści, jakie dało jej przeniesienie z  przykościelnych salek. Najważniejsze: masowe uczestnictwo młodzieży, a  także lepsza jakość katechezy.  Rzeczywiście: w szkolnej katechezie bierze udział około 90 proc. uczniów. Najwięcej w podstawówkach (bo przecież Pierwsza Komunia Święta), nieco mniej w gimnazjach i szkołach średnich.

Z jakością tych zajęć – wbrew pobożnym życzeniom publicystów –  jest gorzej. Gdy w 2009 r. studenci socjologii Uniwersytetu Łódzkiego zapytali uczniów kilku szkół średnich, co najczęściej robią na lekcjach religii, aż połowa odpowiedziała: odrabiam zadania z innych przedmiotów. Jedna trzecia rozmawiała z kolegami, a 5 proc. spało.

Z sondażu wynikało, że na lekcje religii chodzi się przede wszystkim z powodu wiary w Boga, ale także po to, by dostać zaświadczenie o ukończeniu nauk przedmałżeńskich. Co trzeci licealista nie ukrywał, że uczestniczy w  katechezie, bo chce sobie podwyższyć średnią ocen na świadectwie. Nie  jest to specjalnie trudne – twierdzili – bo katecheci wystawiają ocenę z  religii, biorąc pod uwagę przede wszystkim… zawartość zeszytów.

O tym, czy religia jest potrzebna w szkołach, jak te zajęcia są prowadzone i co dają uczniom, czytaj w poniedziałkowym "Wprost" w artykule Renaty Kim

Czytaj także

 11
  • jaespero@gmail.com IP
    Popularność Janusza Palikota to jak nauka wiersza na pamięć np. Pana Tadeusza.Wielokrotność powtarzania i widok zdjęć w książce powoduje przyswojenie tekstu.A ci co nawet inwokacji się nie nauczyli to myślą,że ten Adam M. to Litwin.Metody nauczania religii...ba ja na nią goniłem bo pierwsze płyty Zespołu The Beatles puszczali 45 lat temu ..na religii.
    • bhj IP
      Religia w szkole-państwowe etaty dla księży. Dobrze płatne. Czyż to nie jest sukces?
      • kocham PiSLD IP
        najlepszym sposobem na zniechęcenie do religii jest katecheza, czarni zapomnieli, że mamy XXI wiek, oni są nadal w średniowieczu
        • baluba IP
          absurdalnym jest rezultat postkomunistycznego porozumienia państwa z kościołem. Religia w szkole-ale tylko katolicka. przecież w szkołach są też dzieci innych wyznań,oraz niewierzące. Czyli mamy czysty monopol kaścioła jedynie słusznego i jego dyktaturę. W państwie świeckim powinno być np. jak za komuny- religia w pozaszkolnych salach katechetalnych różnych religii. No i oczywiście nauczający powinni być opłacani przez rodziców,względnie odpowiednie kościoły -absolutnie nie przez ogół podatników
          • bez-nazwy IP
            Ta popularnośc jest tylko w mendiach,to raczej bezwzględne narzucanie całkowitej z piekła pochodzącej demoralizacji,aby łatwiej i skuteczniej zamieniac stworzenia Boskie w zbydlęcone stada.

            Czytaj także