Rewolucja tunezyjska staje się islamska

Rewolucja tunezyjska staje się islamska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Komentując rezultaty niedzielnych wyborów do konstytuanty w Tunezji, "Kommiersant" wyraża obawy, że "w ich wyniku do władzy może dojść islamska Hizb an-Nahda (Partia Odrodzenia), zakazana przy poprzednim reżimie za ekstremizm".
"Może się to stać sygnałem dla innych państw arabskiej wiosny, a  przede wszystkim dla Egiptu, gdzie wybory odbędą się za miesiąc" -  ostrzega rosyjska gazeta. "Kommiersant" odnotowuje, iż liderzy Hizb an-Nahda "przyrzekają, że  nie targną się na świeckie wartości" oraz że "jako przykład wymieniają swoją aktywistkę, rudowłosą Souad Abderrahim, która nie nosi muzułmańskiej chusty i która stoi na czele listy partyjnej w jednej z  bogatych dzielnic stolicy".

"Jednakże dalece nie wszyscy eksperci gotowi są uwierzyć w  umiarkowanie islamistów" - zaznacza dziennik i cytuje tunezyjskiego politologa Chamadiego Redissiego: "Hizb an-Nahda nie wyrzeka się swojej ideologii. Na użytek zagranicy prezentuje się jako partia świecka i  pokojowa, co niekiedy wprowadza w błąd. Jednak wewnątrz kraju trzyma się bardzo twardej linii. Aby się o tym przekonać, wystarczy poczytać partyjną prasę".

"Kommiersant" zauważa, że "przywódca Hizb an-Nahda, Raszid Ghannuszi, który 11 lat spędził w więzieniu, a 20 na emigracji w Wielkiej Brytanii, obiecuje, iż będzie się orientować na model turecki, a nie na  irański". "Oznacza to, że zamierza on budować nowoczesne społeczeństwo islamskie, biorąc za wzór Partię Sprawiedliwości i Rozwoju premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana" - wyjaśnia gazeta. "Wszelako to, jak zachowają się islamiści, gdy przejmą władzę -  samodzielnie lub w składzie koalicyjnego rządu - świat zobaczy już wkrótce. I znów, jak miało to miejsce z falą arabskich rewolucji, przykład tego niedużego kraju może się okazać zaraźliwy" - wskazuje "Kommiersant".

Moskiewski dziennik podkreśla, że "zachodni liderzy najbardziej obawiają się sukcesu islamistów w wyborach w Egipcie, które odbędą się 28 listopada". "W odróżnieniu od Tunezji, kraj ten odgrywa kluczową rolę w świecie arabskim" - zaznacza "Kommiersant". "Po obaleniu prezydenta Hosniego Mubaraka władzę w Kairze sprawują wojskowi, którzy na razie prowadzą przewidywalną i odpowiedzialną politykę zagraniczną. Jeśli jednak ich miejsce zajmą islamscy radykałowie, zagrożony będzie egipsko-izraelski układ pokojowy i  stabilność całego regionu" - konstatuje gazeta.

W niedzielę odbyły się w Tunezji pierwsze wolne wybory, zorganizowane dziewięć miesięcy po obaleniu prezydenta Zina el-Abidina Ben Alego. Frekwencja wyniosła ponad 90 proc. Z pierwszych nieoficjalnych danych wynika, że wybory wygrała Hizb an-Nahda, partia uważana za umiarkowanie islamistyczną.

PAP