Porwania, bicie, zastraszanie - wstrząsające wyznania białoruskich opozycjonistów

Porwania, bicie, zastraszanie - wstrząsające wyznania białoruskich opozycjonistów

Władze Białorusi represjonują opozycjonistów (fot. Wikipedia)
Białoruska opozycja twierdzi, że KGB werbowała do współpracy administratorów grup i stron internetowych związanych z białoruską kampanią - "rewolucją poprzez sieci społecznościowe"(RPSS); byli oni potem wysyłani m.in. do Polski.
Na konferencji prasowej w Warszawie jeden z liderów kampanii Wiaczesław Dianow poinformował, że do Polski uciekło trzech działaczy związanych z RPSS, którzy zostali wcześniej na terenie Białorusi zwerbowani do współpracy z KGB. - Służby chciały, aby przekazywali informacje dotyczące mnie, gdzie chodzę, co jem, z kim się spotykam, co robię, ale też informacje o tym, kto z polskiego ministerstwa spraw zagranicznych kontaktuje się z nami - wyjaśnił Dianow. Wszyscy zwerbowani zerwali współpracę z KGB.

"Porwali mnie i torturowali"

Jak mówił Sergiej Pawliukewicz - założyciel grupy internetowej "Jesteśmy za Wielką Białorusią", został on porwany na początku czerwca w Mińsku. - Na 15 dni przewieziono mnie do aresztu pod Mińskiem. W tym czasie agenci z wojskowego wywiadu przeszukali dom moich rodziców, skąd zabrano komputer i inne nośniki elektroniczne - opowiadał.

- Byłem przesłuchiwany i torturowany. Dusili mnie, zakładając plastikowy worek na głowę, bili po głowie, rękach, nogach. Chcieli, abym wydał im hasło dostępu do swojej grupy. Kiedy dałem im hasło, zmusili mnie do podpisania umowy o współpracy - relacjonował. Jak dodał, agenci chcieli, aby zdobywał on informacje o Dianowie i RPSS.

Pawliukewicz wyjaśnił, że po wypuszczeniu ukrył się początkowo na wsi. 2 września opublikował na Youtube nagranie, w którym oznajmił, że zrywa umowę z KGB. Następnie przez Rosję uciekł do Polski.

"Wszystko było rzetelnie zaplanowane"

Także Maksim Czerniawski, administrator strony "Mamy dość tego Łukaszenki", po wielu represjach KGB podpisał umowę o współpracy. - Skierowano mnie do Polski, a głównym zadaniem było zdobycie zaufania Dianowa i wgranie mu do komputera programu szpiegowskiego, a także wywiezienie Dianowa z Polski na terytorium Ukrainy - relacjonował na konferencji. W zamian proponowano mu pomoc w wyrobieniu wizy Schengen. Czerniawski po przekroczeniu granicy z Polską zerwał umowę z KGB i udostępnił w internecie zdjęcie osoby, która go zwerbowała oraz nagranie z tej rozmowy.

Z kolei Wladimir Kumets w 2009 r. współzakładał "Ruch przyszłości" - organizację, która w czerwcu zaaranżowała społeczną kampanię RPSS. Od stycznia pełni funkcję rzecznika RPSS. Został zwerbowany przez KGB 22 września. - Wszystko było rzetelnie zaplanowane: sfabrykowane postępowanie karne, areszt brata. Wszystko po to, aby mnie zastraszyć - mówił. Jak podkreślił, musiał zgodzić się na pracę wywiadowczą w Polsce, aby wyjść na wolność, uwolnić brata i móc kontynuować swoją działalność.

Jak zaznaczył Kumets, zaraz po przyjeździe do Polski poinformował Dianowa o tym, co się wydarzyło i wspólnie podjęli decyzję o ujawnieniu tych informacji na konferencji prasowej. Przez ostatni miesiąc przesyłał KGB zmyślone informacje, a tuż przed wtorkową konferencją przekazał informację o zerwaniu współpracy.

Publicznie klaskali

"Rewolucja Poprzez Sieci Społecznościowe" (RPSS) to kampania społeczna, polegająca na zwoływaniu poprzez grupy internetowe protestów przeciw polityce władz. Akcje organizowane są poprzez sieci społecznościowe, takie jak Vkontakte, Twitter oraz Facebook. Uczestnicy protestów przychodzili wieczorem na centralne place swoich miast. Sygnałem protestu przeciw polityce władz było wspólne klaskanie, czasami tupanie. Nie wznoszono żadnych haseł, nie nawiązywano do zabronionej opozycyjnej symboliki narodowej. Z czasem milicja zaczęła zatrzymywać, często w sposób brutalny, uczestników tych akcji, a sądy skazywały ich na areszt administracyjny.

zew, PAP

Czytaj także

 0