Rechot zaścianka

Rechot zaścianka

Gdybyśmy nie mieli tego rechotu, gdybyśmy nie byli symbolem zaścianka, ksenofobii, nietolerancji, to pewnie nie byłbym żadnym symbolem. Byłbym zwykłym posłem i nie budził żadnego zdziwienia – mówi Robert Biedroń, poseł Ruchu Palikota.
TOMASZ MACHAŁA: W sejmowym stenogramie jest „wesołość na sali". To był życzliwy śmiech czy pogardliwy rechot?

ROBERT BIEDROŃ: To był jednoznacznie pogardliwy rechot. Proszę zobaczyć, jakie były komentarze osób, które rechotały. Im się to wszystko jednoznacznie skojarzyło. Poseł Niesiołowski, posłanka Pitera, poseł Górski. Oni mówią jednoznacznie, jak im się to kojarzy.

Pan patrzył na jakąś szczególną osobę, kiedy sala rechotała?

Jak się stoi na mównicy, to się patrzy na wprost. A wie pan, kto siedzi na wprost.

Platforma: Tusk, Schetyna, Grupiński, Nowak…

Widziałem premiera Donalda Tuska. Śmiejącego się, rechoczącego premiera Donalda Tuska.

W momencie gdy powiedział pan, że zarzuty wobec Wandy Nowickiej są „poniżej pasa"?

Niestety tak. To smutne i szczerze mówiąc, dla mnie trudne, bo premier demokratycznego kraju w środku Europy rechotał wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim, Antonim Macierewiczem, Anną Sobecką, Arturem Górskim. To był taki solidarny rechot PO i PiS.

Wyjątkowa koalicja.

Prawdziwy PO-PiS nietolerancji. Widziałem rechoczącego premiera. I to było straszne. Byłem tym całkowicie zbity z pantałyku. Nie wiedziałem, skąd ten szaleńczy śmiech. Nie mogłem zrozumieć, co się dzieje na tej sali.

Może pan specjalnie chciał zrobić cyrk z Sejmu?

Mam wrażenie, że cyrk z tego Sejmu już dawno został zrobiony. Nie wyobrażam sobie, że można zrobić większy. Miałem bardzo poważne wystąpienie na poważny temat. Do głowy by mi nie przyszło nigdy, że posłowie i posłanki mogą się śmiać z tego powiedzenia.

Przecież kilkakrotnie pan je powtórzył: To są zarzuty poniżej pasa.

Potrzebowałem kilku sekund, żeby zrozumieć, z czego oni się śmieją. Żeby okrzepnąć, żeby zrozumieć, o co chodzi.

Może powtarzał pan specjalnie, żeby ich drażnić, żeby jeszcze głębiej wejść w konwencję.

Oczywiście, że nie. Potrzebowałem kilku sekund, żeby zebrać myśli. Było dla mnie nie do pomyślenia, że można się śmiać z takiego, wydawałoby się, neutralnego powiedzenia, które zresztą w Sejmie było wielokrotnie wcześniej używane. Dziennikarze to sprawdzili. Określenia „poniżej pasa" używali poseł Klich, Cymański czy posłanka Kempa. Mówiono w ten sposób przy okazji podatków, Smoleńska i wielu innych spraw. Nigdy nie towarzyszył temu śmiech. To było powiedzenie do tej pory całkowicie neutralne. Nagle, gdy ja byłem na mównicy, zostało potraktowane jako aluzja seksualna. To mnie zaskoczyło. Jaki trzeba przybrać tok myślenia, żeby kojarzyć takie słowa z seksualnością? W Sejmie są ludzie, którym wszystko się kojarzy z seksem.

Pan w Sejmie tematem seksu nie chce grać, nie chce wywoływać go specjalnie, by prowokować?

Ale w jaki sposób? Przecież widzieliśmy się w Sejmie. Widział pan, jak jestem ubrany, widział pan, że udzielam zupełnie normalnych wywiadów na dziesiątki tematów.

I widziałem też następnego dnia, jak jakaś gazeta napisała, że pana torba jest w jakiś sposób gejowska.

Gejowska torba? Co to za język? Dzisiaj torba będzie gadżetem seksualnym? To jest absurdalne. Zaraz media zajmą się moimi butami i one też będą się kojarzyły z seksem? Może ja powinienem przyjść w pancerzu. Ale jak przyjdę w pancerzu, to napiszecie, że jestem sadomasochistą.

O czym to świadczy?

Coś jest nie tak. Przemyślałem tę sytuację. Myślę, że wynika ona z naszych stereotypów. Jak spotykamy geja, myślimy, że on tylko kopuluje, musi na pewno mówić o seksie, na pewno będzie chciał nas przekabacić na swoją stronę. Jak taki gej spotka się z facetem, to na pewno będzie go podrywał.

Myśli tylko o jednym, więc jak mówi „poniżej pasa", to wiadomo, o czym myśli. I tak dalej…

Dokładnie. Dla wielu osób konfrontacja z różnorodnością jest bardzo bolesna. To pewnie jest cena, którą muszę zapłacić. To pewnie wokół mnie będą się koncentrowały te wszystkie uprzedzenia i stereotypy dotyczące gejów. Ale muszę je odpierać. Gdybym nie był gejem, nie doszłoby do tego wszystkiego. Moja torba nie kojarzyłaby się nikomu z orientacją seksualną, a moje wystąpienie nie wywołałoby takiej reakcji. Ponieważ jestem gejem, to wszystko się kojarzy jednoznacznie. To jest droga. Ja tę drogę przebywam od wielu lat. Udało mi się wiele zmienić. Teraz będę zmieniał najtrudniejsze społeczeństwo: społeczeństwo parlamentarne, które chyba jest najbardziej konserwatywne ze wszystkich. Gandhi powiedział kiedyś: „Najpierw cię ignorują, potem się śmieją z ciebie, potem z tobą walczą, a na końcu wygrywasz". Będę walczył, a na końcu mam nadzieję, że wygramy i będziemy normalnym krajem.

Uważa pan, że posłowie są grupą bardziej konserwatywną niż reszta społeczeństwa?

Społeczeństwo się zmieniło, a posłom nadal się wydaje, że mimo wszystko warto być bardziej zdystansowanym. Nie być przez przypadek bardziej otwartym, tolerancyjnym, indywidualnym. Raczej wbić się w szarą masę, w ten tłum, bo wtedy jest większa szansa na wygraną. Za tym wszystkim jest jeszcze hipokryzja i dulszczyzna. Znam wielu posłów PO i PiS, którzy się ze mnie śmiali, ale prywatnie mają inne zdanie. Więc to jest często na pokaz, takie obywatelskie oszustwo. To jest dopiero obłuda. Inaczej się zachowują, gdy są ze mną twarzą w twarz, a inaczej, gdy są na sali sejmowej.

Biorąc pod uwagę reakcję społeczeństwa na pana zachowanie, nie jest chyba źle. Trzy dni rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło, uznając to powszechnie za niestosowne.

Powiedział pan „społeczeństwa", a nie „polityków". Społeczeństwo się zmienia. Jest inne, niż było dziesięć lat temu. To politycy się nie zmienili. To oni są nietolerancyjni. Niech pan przeczyta komentarze dziennikarzy w tej sprawie, co zwykli ludzie piszą na Facebooku – dostaję dziesiątki i setki wiadomości z poparciem.

Od społeczeństwa czy od polskich i zagranicznych środowisk gejowskich?

Od przeciętnego Kowalskiego czy przeciętnej Nowakowej. Mam np. takiego e-maila: mam 70 lat. Mam męża, wychowałam dzieci, wnuki i czuję się zakłopotana i zażenowana tym, co pana spotkało w Sejmie. Wiele osób mi pisze: nie znałem dotąd żadnego geja, zobaczyłem to, co stało się w Sejmie, i jestem tym zawstydzony. Społeczeństwo jest zdziwione, nie rozumie tego rechotu. Jedynymi osobami, które to rozumieją, są politycy i niestety był wśród nich Donald Tusk. I to jest dla mnie porażka polskiej demokracji.

Jest pan trochę zadowolony, że rechotano? Przeżył pan upokorzenie, ale wywołał dyskusję.

Patrząc na to z tej perspektywy, z pewnością się cieszę. Idąc do parlamentu, widziałem, że dojdzie do takich sytuacji wcześniej czy później.

Wcześniej już nie mogło. To był pierwszy dzień i prawie pierwsze pana słowa.

Próbowałem to odczarować. Mówiłem wcześniej w mediach, że bardzo się stresuję, że bardzo się przygotowuję do tego wystąpienia. Liczyłem na to, że posłanki i posłowie dadzą mi szansę i nie będą mnie atakowali. Niestety, to się nie udało. Ale kiedyś wszyscy musieliśmy przejść tę trudną lekcję. Zdarzyło się to wcześniej niż później. Trudno albo na szczęście, bo mam to już za sobą. Mam nadzieję, że ta lekcja tolerancji została odrobiona. I że tego typu słowa już się nie powtórzą. Że następnym razem, gdy poseł zobaczy Biedronia, pomyśli: Nie mogę go oceniać przez pryzmat jego seksualności.

Julia Pitera zarzuciła panu, że pan tylko wnosi do Sejmu jeden temat i że się pan zredukował do posła od seksu.

Dużo o tym myślałem. I sądzę, że jeśli problem płci, problem seksualności wygląda tak, jak wyglądał podczas pierwszego posiedzenia Sejmu, to może dobrze by było, gdybym zajął się seksem. Żeby wytłumaczyć posłom, że seks to również ważna sprawa. I że nie wszystko jest seksem. Że są też sprawy, kiedy o seksie nie mówimy. W swojej działalności publicznej nigdy się seksem nie zajmowałem. Zajmowałem się prawami osób homoseksualnych. Tu chodzi o prawa człowieka, przeciwdziałanie dyskryminacji, ale z pewnością nie seks. I w przeciwieństwie do posłanki Pitery i wszystkich innych posłów, którzy na swoich stronach internetowych chwalą się swoimi mężami i żonami oraz efektami ich seksualnych wyczynów, czyli potomstwem, ja i większość gejów i lesbijek tego robić nie możemy. Bo nie tylko zarzuca nam się wtedy obnoszenie się ze swoją orientacją, ale także epatowanie seksualnością.

Ilu posłów przepraszało pana za śmiech?

Żaden. Ale na szczęście nie wszyscy się śmiali. Posłowie SLD i Ruchu Palikota się nie śmiali. Premier Leszek Miller był, jak widziałem, zażenowany reakcją sali. Nikt mnie nie przeprosił, chociaż była okazja. W Polsce ludzie nie potrafią robić takich prostych, ale jakże ważnych gestów. Ale nie o to chodzi. Odrobiliśmy lekcję, przerobiliśmy temat. Mam nadzieję, że będzie trochę refleksji z tego, co się wydarzyło. To nie było spotkanie w klubie, to nie była popijawa, to było pierwsze posiedzenie Sejmu Rzeczypospolitej i poważna debata. Warto się zastanowić, jak ona przebiegała. Wszyscy powinniśmy wyciągnąć wnioski. Łącznie ze mną.

Pan jakie?

Jak pracować w Sejmie, jak temat podnosić. Zastanowić się, skąd się bierze ten rechot, jak walczyć ze stereotypami. Geje i lesbijki byli przecież zawsze Sejmie. Nikt nie rechotał z nich, bo nikt im nie pozwolił być sobą.

Pan jest na innych zasadach.

To też jest moja misja. Żeby kiedyś pozwolić ludziom być sobą. Ja jestem pierwszy, ale mam nadzieję, że to, przez co przejdę, pozwoli innym kiedyś żyć swoim życiem.

Stefan Niesiołowski powiedział, że pan się cały czasu głupawo śmieje.

Trudno to komentować. Chciałem powiedzieć teraz, że są to słowa poniżej pasa, i się ugryzłem w język. Widzi pan, jak łatwo mnie ocenzurować.

Po tej sprawie będzie się pan gryzł w język, myśląc, jak pewne słowa mogą działać?

Nie widzę powodów. Czy to, że jestem gejem, powinno sprawiać, że będę się autocenzurował?

Żeby nie narażać się na nieuzasadnioną, ale jednak przykrość.

Moja torba niektórym kojarzy się seksualnie i gejowsko, podobnie mój uśmiech. Nie chciałbym przestać się uśmiechać. Może to niektórych dziwić, że są ludzie pogodni, radośni, optymistyczni. Ale ja mam naprawdę wiele powodów do szczęścia. Mam cudownego partnera, wspaniałych przyjaciół i rodzinę. I chciałbym się tym szczęściem dzielić z innymi, zarażać nim innych. Także posła Niesiołowskiego. Dla dobra nas wszystkich – uśmiechajmy się często i nie reglamentujmy tego.

Stał się pan europejską sensacją. Zachodnia prasa z polskiego Sejmu zauważa pana i Annę Grodzką.

Gdybyśmy nie mieli tego rechotu, gdybyśmy nie byli symbolem zaścianka, ksenofobii, nietolerancji, to pewnie nie stałbym się żadnym symbolem. Byłbym zwykłym posłem i nie budził żadnego zdziwienia. To się wzięło z czegoś. Niestety, nie bezpodstawnie. To nie jest powód do dumy. To jest raczej powód do zakłopotania, dlaczego wybór geja na posła może budzić takie zdziwienie.

Pierwsze posiedzenie Sejmu było potwierdzeniem, że jesteśmy zaściankiem?

Myślę, że tak. W wyborach dostałem bardzo silny mandat – 17 tys. głosów mieszkańców Pomorza. Społeczeństwo zdecydowało, że powinienem być w Sejmie. Politycy tym rechotem zdecydowali, że moje miejsce jest gdzie indziej. To jest problem posłów i posłanek, którzy są oderwani od społeczeństwa. Społeczeństwo się zmieniło, ale politycy muszą tę lekcję tolerancji jeszcze odrobić.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2011
Więcej możesz przeczytać w 46/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 22
  • mariusz puszkiewicz,londyn na szczescie IP
    kazdego dnia,w kazdej niemal chwili coraz bardziej zaluje,ze urodzilem sie w tym kraju,gdzie odmiennosc jest grzechem smiertelnym,a ksiadz Bogiem i wyrocznia.Gdzie zabobon i zatwardzialosc jest lekiem na wszystki polskie dolegliwosci,gdzie czlowiek jest wolny kiedy umiera....
    • Karol IP
      Jeśli facet specjalnie prowokuje głupimi wypowiedziami na temat podkochiwania się w kolegach z sejmu to czego oczekuje? Myśle, że to nie pierwsza prowokacja, zapewne niedługo nawiąże do spraw zdrowotnych polaków i problemów z hemoroidami. Narazie facet robi za błazna i tak jest traktowany.
      • anita.holak@gmail.com IP
        Panie Premierze, glosowalam na Pana, a Pan strzela sobie samobojcze gole ???? Skad ta nagla solidarnosc z PIS-em ?
        Panie Posle Biedron, Pana prosze o tolerancje dla nie tolerancyjnych. Przeciez jest Pan madrym facetem.
        • emigrant IP
          Skomentowalem to natychmiast jednoznacznie jako ...koltunerie.To niestety siedzi w polskiej kosciolkowej podswiadomosci.Co gorsza ci ludzie nie widza potrzeby przeproszenia za to...Choc rozumiem ,ze smiech sie udziela otoczeniu i czesc osob mozna tylko w ten sposob wytlumaczyc ...
          • masa IP
            Biedroń, to dopiero początek.