"Co Tusk zrobi dla Bialackiego?". Solidarna Polska pyta o białoruskiego opozycjonistę

"Co Tusk zrobi dla Bialackiego?". Solidarna Polska pyta o białoruskiego opozycjonistę

Solidarna Polska pyta Donalda Tuska o to co zamierza zrobić w sprawie Bialackiego (fot. Wprost) / Źródło: Wprost
Klub Solidarna Polska chce, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu premier Donald Tusk powiedział, jak rząd zamierza pomóc białoruskiemu obrońcy praw człowieka Alesiowi Bialackiemu, któremu grozi pięć lat kolonii karnej i konfiskata majątku.
Wyrok w sprawie Alesia Bialackiego, oskarżonego o zatajenie dochodów w szczególnie dużej wysokości ma zostać ogłoszony 24 listopada. Prokurator zażądał dla opozycjonisty pięciu lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze i konfiskaty mienia. - Klub Solidarna Polska postanowił zareagować i zapytać premiera polskiego rządu, co zamierza zrobić w tej sprawie. Jak my zamierzamy pomóc teraz panu Bialackiemu, jak również innym opozycjonistom, bo przecież wiemy, że ponosimy za to częściową odpowiedzialność - poinformował poseł klubu SP Andrzej Dąbrowski.

Dąbrowski przypomniał, że jednym z głównych dowodów przeciwko Bialackiemu są dokumenty wysłane władzom Białorusi przez polską prokuraturę władzom w Mińsku, co umożliwiło zatrzymanie Bialackiego 4 sierpnia. - Teraz w zamian za to wytacza się działaczowi opozycyjnemu proces, który w systemie totalitarnym zakończy się najprawdopodobniej skazaniem. Pięć lat kolonii karnej to jest naprawdę bardzo duża kara, dlatego będziemy pytać premiera, co zamierza z tym zrobić - tłumaczył Dąbrowski. Według niego, mając w pamięci długą drogę Polski do demokracji, naszym moralnym obowiązkiem jest pomóc naszym przyjaciołom na Białorusi.

Żądając pięciu lat kolonii karnej, prokurator powiedział, że Bialacki nie zapłacił podatków od kwot przekazywanych na jego konta w Polsce i na Litwie w latach 2007-2010. Ich łączna wysokość wynosiła według oskarżenia ponad 560 tys. euro. Podczas procesu Bialacki argumentował, że założył rachunki na swoje nazwisko jako szef organizacji, która nie ma rejestracji, a więc nie może mieć konta na Białorusi. Argumentował też, że przekazywał kwoty z obu rachunków na działalność w sferze praw człowieka. W ostatnim słowie Bialacki, szef Centrum Praw Człowieka "Wiasna", ocenił, że jego proces "od początku do końca ma podtekst polityczny". Oświadczył, że nie wierzy, by białoruskie KGB i inne służby państwowe nie wiedziały, czym zajmuje się "Wiasna". - Jeżeli widzą nas jako skarbonkę dla opozycji, to jest to nieprofesjonalizm. Nie wierzę w to. KGB świadomie działa przeciwko obrońcom praw człowieka, wykorzystując wszelkie metody - oświadczył. Podkreślił też, że czuje się absolutnie niewinny i wskazał, że przed aresztowaniem mógł wyjechać z kraju, ale nie zrobił tego.

"Wiasna" jest jedną z najbardziej znanych organizacji pozarządowych na Białorusi. Istnieje od 1998 roku, działała jako organizacja społeczna, ale w 2003 roku została zlikwidowana decyzją białoruskiego Sądu Najwyższego z powodu udziału jej działaczy w obserwacji wyborów prezydenckich w 2001 roku. Później działacze próbowali zarejestrować organizację trzykrotnie, jednak za każdym razem spotykali się z odmową.

PAP, arb

Czytaj także

 0