Wio, koniku

Wio, koniku

Są z dwóch różnych bajek, ale łączy ich żądza władzy. To żądza naprawdę silna, związek jest więc solidny.
Warszawa – Bruksela, Bruksela – Warszawa. Dla Jacka Kurskiego i  Zbigniewa Ziobry te połączenia są jak most powietrzny. Na tej trasie kursują kilka razy w tygodniu. Trzeba się wywiązywać z obowiązków europosła, bo inaczej przepada tłusta eurodieta, a jednocześnie brylować w mediach i prowadzić nieustanne spotkania w Sejmie, by Solidarna Polska nie zniknęła, zanim tak naprawdę powstanie.

– Od miesięcy są zawsze razem. Gdy w europarlamencie dojrzy się na  korytarzu Jacka, to można mieć pewność, że tuż obok jest Zbyszek – mówi europoseł. Kura i Zizu, jak Kurskiego i Ziobrę nazywają niektórzy koledzy, mają wspólny cel: pozbawić Jarosława Kaczyńskiego przywództwa na prawicy.

Kto koniem, kto woźnicą?

– Lejce pociąga Kurski, co do tego nie mam wątpliwości – mówi dawny partyjny kolega, europoseł Ryszard Czarnecki. – Pamiętam, jak długo przed wyborami parlamentarnymi i decyzją ziobrystów o wyjściu z PiS rozmawiałem z Kurą o sytuacji w partii. On z rękawa sypał liczbami: ile, w którym okręgu PiS ma posłów, jakie mają poparcie, ile osób na nich głosowało w poprzednich wyborach. Pomyślałem wtedy, że to jakiś idiotyzm, ale dziś wiem, że to była wnikliwa analiza. Już pod kątem tworzenia nowej formacji.

Kurski wiedział, że alternatywny do  pisowskiego scenariusz potrzebuje dobrego wykonawcy. Nie wystarczy być dobrym woźnicą. By dojechać do celu, trzeba mieć jeszcze dobrego konia. – Ziobro to ciężar gatunkowy, doświadczenie bycia ministrem i jeden z  najlepszych wyników wyborczych w kraju: 160 tys. głosów – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska. I dodaje: – Gdyby chodziło o wyprawę na Antarktydę, Jacek byłby niekwestionowanym liderem. Lubi ryzykowne sytuacje, potrafi grać ostro i pociągnąć za sobą ludzi. Ale tu nie chodzi o charyzmę biwakową, lecz o politykę. Przy Kurskim, który wciąż ma wizerunek chłopca, Ziobro zapewnia nowej inicjatywie powagę.

Ziobro zyskuje więc dzięki Kurskiemu politycznego i medialnego doradcę. Kurski z kolei dzięki Ziobrze może się spełnić w roli politycznego demiurga. Dla posła Marka Suskiego z PiS sprawa jest oczywista: – W tym tandemie Kurski wodzi Ziobrę za nos jak mały Etiopczyk słonia za trąbę. Podsyca w nim silne aspiracje przywódcze. Ziobro miał zawsze wielkie ego, a dziś od  Kurskiego codziennie słyszy: „Jesteś wielki!"

Walka o procenty

Kurski od zawsze mówi o sobie: spec od kampanii wyborczych. Pierwszą przygotował już w 1993 r. Kampanię można porównać do udanej operacji, która skończyła się śmiercią – Porozumienie Centrum zdobyło 4,5 proc. głosów i nie weszło do Sejmu.

W kampanii prezydenckiej w 1995 r. namieszał filmem „Nocna zmiana" o nocy teczek, gdy upadł rząd Jana Olszewskiego. Spośród 6 mln widzów część uwierzyła w teorię spisku i nie zagłosowała na Lecha Wałęsę.

W wyborach do europarlamentu w 2004 r. Kurski grał na antyeuropejską nutę w orkiestrze Romana Giertycha i LPR wprowadziło do Strasburga 10 eurosceptyków – jedną piątą polskiej reprezentacji. Nic dziwnego, że w 2005 r. z usług Kurskiego postanowili skorzystać bracia Kaczyńscy: Jarosławowi ułatwił wtedy zdobycie fotela premiera dzięki reklamom z pustoszejącą lodówką, a Lechowi – stanowiska prezydenta dzięki zagraniu z dziadkiem z Wehrmachtu.

O Kurskim zaczęto mówić „mister trzy procent", bo każda partia, w której kampanię się angażował, zyskiwała od razu trzy procent. W rozmowie z „Wprost” Kurski przyznał skromnie: – Trzy procent to gdy siadam do klawiatury, a kiedy dostaję wolną rękę, to partia wygrywa.

Dziś ma wolną rękę i walczy o  siebie. Cel pierwszy to wybory do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. Chodzi o własną reelekcję, ale też rozłożenie na łopatki kandydatów PiS. Już dziś Kurski wyciąga z PiS posłów właśnie dzięki obietnicy jedynki na  liście w najbliższych eurowyborach.

Drugi cel Kurskiego to wybory prezydenckie w 2015 r. i wystawienie Ziobry w kontrze do prezesa PiS. Może nie wygrać, byleby pokonał w pierwszej turze Jarosława Kaczyńskiego, a tym samym ostatecznie wykluczył go z pierwszej ligi polskiej polityki.

Jeden na trzech

Kurski działa sam. Nie potrzebuje pomocników. Ziobro przeciwnie. Zdaniem Ryszarda Czarneckiego nie powinno się mówić o duecie Kurski-Ziobro, ale  o trójkącie: Kurski- -Ziobro-Kotecka. Patrycja Kotecka to była dziennikarka, obecnie żona Zbigniewa Ziobry. Zapewnia, że męczy ją medialny szum wokół polityki, ale trudno sobie wyobrazić stwierdzenie mniej wiarygodne. Kotecka bez problemu dała się namówić na medialną ustawkę podczas wyjścia ze szpitala z nowo narodzonym dzieckiem. Działo się to w ważnym dla Ziobry dniu: wyrzucania go z PiS. – To był element kreowania wizerunku Zbyszka jako dobrego ojca, w opozycji do samotnego, skazanego na politykę prezesa PiS – przyznaje poseł Solidarnej Polski.

Patrycja Kotecka, jak twierdzą politycy znający małżeństwo Ziobrów, to  ambitna żona, która nie tylko wspiera, ale też rozpala apetyt męża na  władzę. Trójkąt można jednak rozwinąć do kwartetu. Czwartym elementem jest brat Ziobry – Witold, zatrudniony w biurze europoselskim w  Brukseli.

Emocjonalny związek Zbigniewa i Witolda Ziobrów Kurski potrafi świetnie wykorzystać. Gdy Michał Kamiński zwolnił fotel szefa grupy eurodeputowanych PiS (bo zmienił partię na PJN), Kurski od razu poparł na to miejsce kandydaturę Zbigniewa Ziobry. Szef grupy to nie tylko splendor, ale także kasa na pracowników biura parlamentarnego.

Jarosław Kaczyński ukrócił jednak zapędy duetu i na szefa eurogrupy wyznaczył adwersarza Ziobry – prof. Ryszarda Legutkę. Miała być to kara za to, że  w eurowyborach Ziobro popierał Beatę Kempę, startującą z drugiego miejsca, gdy jedynką w jej okręgu był właśnie Legutko. Ziobro z Kurskim tamtą batalię z prezesem przegrali. Teraz marzą o rewanżu. Więcej – o  zemście.

Wspólny interes

W „czasach polskich", czyli gdy obaj walczyli na Wiejskiej o miejsce w  pierwszym poselskim szeregu, nie byli z sobą zaprzyjaźnieni. – Są różni. Jacek to król życia, lubi dowcip, rozmowy, zabawę. Jest człowiekiem walki, jego specjalnością jest wchodzenie w zwarcie. Zbyszek przeciwnie, woli działać w zaciszu gabinetu – mówi Elżbieta Jakubiak.

Ziobro zawsze robił wrażenie ambitnego, ale takiego, nad którym można zapanować. Kurski był i jest nieprzewidywalny.

Ziobro był posłuszny wobec prezesa nawet parę miesięcy przed wyborami parlamentarnymi 2011 r., gdy było już wiadomo, że interesy ziobrystów nie są zgodne z interesami kaczystów. W ramach inauguracji polskiej prezydencji chciał zorganizować w  europarlamencie demonstrację pod hasłem „Tola ma Donalda, Donald ma-tole", ale Kaczyński mu zabronił, więc zwinął transparent. – Czy Zizu byłby w stanie sam wymyślić coś takiego? Ewidentnie był to pomysł Kury –  mówi polityk PiS. – Jednak poczucie marginalizacji w partii sprawiło, że  Ziobro zaczął podchwytywać pomysły Kurskiego i firmować je swoim nazwiskiem.

Współpraca Ziobry i Kurskiego zaczęła się w Brukseli, gdy obaj musieli odnaleźć się na korytarzach europarlamentu. Zaczęli razem jadać kolacje, podróżować i rywalizować z drugim europoselsko-pisowskim tandemem: Michałem Kamińskim i Adamem Bielanem. Spin doktorzy PiS byli już drugą kadencję w europarlamencie i próbowali owinąć sobie wokół palca całą pisowską delegację. Ziobro i Kurski wystraszyli się, że nawet na wyjeździe będą pionkami. Bo o to, by w krajowej polityce stracili wpływy, zadbał sam Kaczyński. Tak zmienił statut partii, że europoseł tracił prawo do bycia szefem regionu, czym odebrał władzę Kurskiemu na  Pomorzu. Ziobrę upokorzył, podśmiewając się, że musi się uczyć angielskiego. Duet Z&K w wojnie z duetem B&K zgrał się i scementował.

Co dwie głowy

– Ostatnie wybory parlamentarne to z ich strony było już tylko czekanie na klęskę PiS. Potraktowali ją jak trąbkę wzywającą do boju – mówi poseł PiS.

Kurskiego i Ziobrę teoretycznie zaproszono do sztabu wyborczego, ale praktycznie prowadzenie kampanii powierzono europosłowi Tomaszowi Porębie, związanemu z prof. Legutką. – To było jak czarna polewka –  komentował decyzje prezesa Jacek Kurski w gronie znajomych. A czarna polewka, wiadomo, oznacza, że należy przygotować odwet.

– W pierwszej wersji plan Kurskiego zakładał atak na prezesa i przewrót kontrolowany, czyli osłabienie pozycji Kaczyńskiego. Miał zostać na stanowisku szefa partii, ale jako figurant, a Kurski z Ziobrą w tym czasie mieli przejąć faktyczną władzę w PiS. Plan jednak nie wypalił. Zaczęli więc kreować się na męczenników walki o jedność prawicy – mówi polityk z otoczenia Kaczyńskiego.

Jacek Kurski uruchomił plan B: utworzenie nowej formacji. Trochę za wcześnie jak na wybory 2014 r., ale nie było wyjścia. Zostali wyrzuceni z partii i trzeba było kuć żelazo, póki gorące. Kurski zaproponował stworzenie nowego klubu parlamentarnego, który ma się stać zaczątkiem konkurencyjnej wobec PiS formacji. – Od razu przedstawił nam nazwę: Solidarna Polska – przyznaje „Wprost" rzecznik SP Patryk Jaki.

– Wystarczy przyjrzeć się, jak wyglądają konferencje Ziobry i Kurskiego. Wychodzi Jacek, mówi długo i soczyście, po czym kończy występ stwierdzeniem: „A teraz głos zabierze Zbigniew Ziobro". Nie da się ukryć, do kogo należy ten show – mówi Marek Suski.

Kurski to ten od  wymyślania, od trzymania za gardło, od wyciągania konsekwencji. Ziobro od firmowania tych pomysłów. W tym duecie Ziobro jest twarzą, a Kurski mózgiem. Dziś to działa, ale za jakiś czas może przestać. Bo taki układ jest bezkolizyjny tylko w przypadku braci – bliźniaków.

Okładka tygodnika WPROST: 49/2011
Więcej możesz przeczytać w 49/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także