Wiktoriański batman

Wiktoriański batman

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sherlock Holmes nie był salonowym intelektualistą pykającym fajką, lecz popkulturowym superbohaterem swoich czasów. Ożywić go zatem można, jedynie sięgając do języka kultury popularnej naszej epoki. I to właśnie uczynił Guy Ritchie. Druga część przygód słynnego detektywa wchodzi do kin 5 stycznia.
Najpierw o tym, jak zmieniałem zdanie. Kiedy oglądałem pierwszą część „Sherlocka Holmesa" w reżyserii Guya Ritchiego, bawiłem się znakomicie, ale dość bezrefleksyjnie. Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, co sądzę o tym filmie, odpowiedziałbym, że to elegancka, postmodernistyczna, nieco steampunkowa błyskotka osadzona w świecie, który nie istniał – czerpiąca obficie z książek Arthura Conan Doyle’a, używająca jednak tych zapożyczeń do wypełnienia schematu rodem z nowoczesnego kina akcji. Żeby było jasne: to mi się podobało, chociaż nie wiedziałem dlaczego. Teraz już wiem. Wiem też, że wtedy właściwie nic nie zrozumiałem.

 Londyn jak choroba

Rzecz w tym, że pomysłowa adaptacja Ritchiego (a także, mam nadzieję, jej druga część wchodząca wkrótce do kin) jest… wierna oryginałowi. Niekoniecznie co do litery, bo i nie o to chodzi. Mowa raczej o duchu opowieści, temperamencie epoki i odczuciach odbiorcy. W tym sensie ten filmowy „Sherlock Holmes" jest wiernym przekładem z języka ówczesnej popkultury na język naszej współczesności, zrealizowanym przy świadomości, że kultura popularna początku XXI w. zawdzięcza kształt w  dużej mierze XIX-wiecznym literackim wynalazkom i modom. Do prawdziwego wizerunku XIX stulecia trzeba się przedrzeć przez zaporę mitów i  stereotypów. Dla Polaków to zadanie jeszcze trudniejsze niż dla innych nacji – nasz XIX w. jest zakonserwowany w nacjonalistyczno-mesjańskim weku, to korowód powstańców, suchotniczych poetów, syberyjskich katorżników, modlących się młodych wdów i wychudłych pozytywistów. Jednak Anglicy też nie mają łatwo: czasy wiktoriańskie postrzegane z  dzisiejszej perspektywy przypominają kolekcję much uwięzionych w  bursztynie – epokę nieprzekraczalnych klasowych i płciowych barier, zderzenia bogactwa z ubóstwem, obyczajowego konserwatyzmu, nudy arystokratycznego życia. W tym wszystkim, jak w każdym zbiorze stereotypów, jest trochę prawdy. Ale tylko trochę. 

Więcej możesz przeczytać w 51-52/2011 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także