100 tysięcy polskich milionerów

100 tysięcy polskich milionerów

"Po co być biednym?" - spytał przed ponad wiekiem Henry Ford. Za nim - miliony Polaków. Dziś mamy 100 tysięcy milionerów.
W Polsce około 100 tys. osób dysponuje dziś co najmniej milionem złotych. Większości z nich po 1989 r. nie wahała się rzucić państwowych posad i pracować po 16-18 godzin na dobę "na swoim". Na ogół ich nie lubimy - wynika z badań opinii publicznej. Nie chcemy pamiętać, że tylko dziesięciu najbogatszych Polaków daje pracę ponad 100 tys. osób, a wszyscy milionerzy - ponad milionowi z nas. Najbardziej chyba nie lubimy ich za to, że samą swą obecnością i aktywnością dowodzą, iż my też moglibyśmy być milionerami. Gdybyśmy umieli, potrafili, gdyby bardziej chciało nam się chcieć.
Mocarze świata
"Trzeba zdobyć 400-500 mln dolarów w gotówce, wcisnąć je do kieszeni i zapomnieć o nich. Okażą się niezwykle przydatne w jakiś deszczowy dzień" - mawiał Henry Ford. USA wciąż pozostają rajem dla ludzi przedsiębiorczych - milionerzy stanowią tam prawie procent populacji i w sumie mają do zainwestowania 8,37 bln USD (to suma 40 razy większa niż PKB Polski). Nigdzie też wielkich pieniędzy nie mnoży się tak szybko jak w USA. Aż 83 proc. amerykańskich milionerów prawie nic nie odziedziczyło, lecz dorobiło się majątku samodzielnie. Każdego tygodnia przybywa tam 200 osób z milionem dolarów na koncie. Według najnowszego raportu Merrill Lynch i Cap Gemini Ernst & Young, na świecie żyje już 7,1 mln milionerów. W zeszłym roku to grono poszerzyło się o 200 tys. osób. Łączna wartość majątków najbogatszych ziemian sięgnęła w minionym roku 26,6 bln USD. Fortuny europejskich krezusów wzrosły w tym czasie o 0,1 proc., amerykańskich o 1,7 proc., a najzamożniejsi mieszkańcy Azji zwiększyli wartość majątków aż o 7,1 proc.
Made in Poland
Błyskotliwą karierę zrobił Robert Smoktunowicz, partner zarządzający kancelarią prawniczą Smoktunowicz & Falandysz, a od 2001 r. także senator. Na jego koncie leży milion złotych. Pierwsze pieniądze do własnej dyspozycji otrzymał od ojca, gdy miał 18 lat. W wakacje podczas studiów prawniczych pracował w Niemczech jako robotnik budowlany, a zarobione tam pieniądze zainwestował w końcu lat 80. w zakład szyjący damską bieliznę i kostiumy kąpielowe oraz w pierwsze w stolicy solarium. - Teraz mogę się przyznać, że półlegalnie - mówi. Gdy w początkach lat 90. zakładał kancelarię, w nowej rzeczywistości rynkowej profesor prawa i młody aplikant startowali z tej samej pozycji. Nawiązał wtedy współpracę z włoskimi inwestorami. - W 1990 r. opowiadano im, że w Polsce jest tylko jeden prawnik mówiący dobrze w ich języku - ja. Naprawdę potrafiłem powiedzieć tylko "dzień dobry" i "dziękuję", a reszty nauczyłem się w ciągu trzech pierwszych miesięcy współpracy - opowiada Smoktunowicz, który zyski z kancelarii inwestuje w dzieła sztuki z lat 20. i 30. XX wieku, nieruchomości oraz akcje (największy majątek zbił w czasie boomu internetowego na GPW).
Najbardziej znani polscy bogacze - Jan Kulczyk czy Aleksander Gudzowaty - zgromadzili majątki warte miliardy dolarów (odpowiednio 3 mld USD i 1,25 mld USD). To jednak wyjątki - jedynie około tysiąca naszych rodaków ma co najmniej milion dolarów. Ilu jest milionerów złotówkowych, takich jak Smoktunowicz? - W Polsce jest około 15 tys. osób, które posiadają aktywa o wartości co najmniej miliona złotych w depozytach bankowych - szacuje Piotr Nowak z Departamentu Bankowości Prywatnej BNP Paribas Bank Polska. Centralny Dom Maklerski Pekao SA ma 500-700 indywidualnych klientów, którzy w akcjach i obligacjach ulokowali co najmniej milion złotych. Z badań prowadzonych w 2000 r. na warszawskiej giełdzie wynika, że 5 tys. grających na niej osób co miesiąc przeznacza na zakup akcji i obligacji od 500 tys. zł do miliona złotych. - Jeśli policzymy tych, którzy mają przynajmniej milion złotych "wolnych": w gotówce, papierach wartościowych, nieruchomościach (poza własnymi domami) lub firmę wartą co najmniej milion złotych, może się okazać, że milionerów mamy około 100 tys. - mówi Krzysztof Jasiecki z Instytutu Socjologii i Filozofii PAN, autor książki "Elita biznesu w Polsce. Drugie narodziny kapitalizmu".
Nie w czepku urodzeni
- Są kraje, gdzie wystarczy zaśpiewać jeden przebój i do końca życia pływać w banknotach. Ja śpiewam już 30 lat, ale dopiero niedawno zarobiłam pierwszy milion złotych - wyznaje Maryla Rodowicz. Szukając najbogatszych, instynktownie zwracamy się w stronę świata show-biznesu, sportu, mediów, tymczasem z tej grupy społecznej rekrutuje się niewielu polskich milionerów. - Grube miliony na moim koncie to chyba wymysł zazdrosnych kolegów - zarzeka się Tomasz Lis, wydawca i prezenter "Faktów" w TVN, najlepiej opłacany dziennikarz w Polsce, w latach 90. korespondent TVP w USA.
Krzysztof Hołowczyc, rajdowy mistrz Europy z 1997 r., bez ogródek przyznaje, że jest milionerem. Mimo że mistrzostwo zdobyte pięć lat temu było jego jedynym większym sukcesem, potrafił go doskonale zdyskontować i dziś zarabia na reklamach. - Aby odnieść sukces mojej miary, nie wystarczy nazywać się na przykład Pazura - przekonuje Cezary Pazura ("aktor od 16 lat, od 10 nieprzerwanie na topie" - jak sam się określa). Pazura należy do nielicznych gwiazd polskiego filmu, które za dzień na planie mogą żądać tysiąc dolarów. Pierwsze mieszkanie w bloku kupił jednak dopiero w wieku 33 lat.
Rysopis milionera
Typowy amerykański milioner zaczął pracować w wieku 18-19 lat, ma żonę (nigdy się nie rozwiódł) i dzieci, nie wydaje na garnitur więcej niż 360 USD, na buty najwyżej 60 USD, a na zegarek 110 USD. Jeździ fordem za 25 tys. USD, w dodatku używanym - przekonują w "Sekretach amerykańskich milionerów" Thomas Stanley i William Danko, którzy badali to środowisko przez 20 lat. Słowem, gdyby był naszym sąsiadem, moglibyśmy nawet nie podejrzewać, że ma milion na koncie. Pozory mogą mylić także w Polsce. Zofia i Krzysztof Drohomireccy od lat mieszkają w starej krakowskiej kamienicy, do pracy dojeżdżają kilkuletnim fordem mondeo. Adam Rozwadowski wraz z żoną i synami od 10 lat mieszka w klinice. - Żeby stworzyć Enel-Med, musieliśmy sprzedać dom i dopiero teraz budujemy nowy, na wsi - wyjaśnia prezes. Miesiąc temu postanowił wreszcie zamienić sześcioletniego chryslera voyagera na terenowego mercedesa ML. Muś od niedawna dostrzega uroki bycia milionerem - kupił volvo S80 i zakłada pole golfowe. - Bardzo lubię trwonić zarobione przez siebie pieniądze - mówi Maryla Rodowicz, która jeździ czerwonym porsche carrera. - Lubię żyć na poziomie, na jaki mnie stać, i namawiam do tego innych. Charakter mojej pracy stwarza pewne wymogi dotyczące ubioru czy stylu bycia - przekonuje Smoktunowicz, który jeździ jaguarem (w eleganckiej wersji daimler), nosi zegarki marki Frank Muller (lubi design) i Patek Philippe (ceni trwałość). Krzysztof Hołowczyc swoje miliony najchętniej wydaje na "zabawki": motorówki, motocykle i samochody.
Kim jest typowy polski milioner? Ma około 45-50 lat, w świat wielkich pieniędzy wkroczył w pierwszej połowie lat 90. Jest na ogół właścicielem małego lub średniego przedsiębiorstwa. Zanim otworzył własną firmę, pracował fizycznie za granicą (najczęściej w Niemczech), próbował też robić interesy u schyłku PRL, na przykład wykorzystując formułę tzw. firmy polonijnej. Mieszka zazwyczaj we własnym domu, najczęściej w aglomeracji warszawskiej lub na Śląsku albo w innym dużym ośrodku - Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście. Ma co najmniej dwa samochody za 60-80 tys. zł i zmienia je mniej więcej co pięć lat. Zgromadził "wolne aktywa" o wartości 1-2,5 mln zł (częściej niż w papierach wartościowych są one ulokowane w nieruchomościach). Pozwala sobie na demonstrowanie zamożności w umiarkowanym stopniu. Wielkie pieniądze zdobył sam - ponad 90 proc. polskich milionerów to bogacze w pierwszym pokoleniu.
Łapaj bogatego
- Nie wstydzę się swoich pieniędzy. Więcej milionerów to przecież większe obroty dla producentów luksusowych dóbr - konstatuje Hołowczyc. Wielu Polaków nie dostrzega jednak tego związku, a "kult konsumpcji w czasach, gdy społeczeństwo skazane jest na tyle bolesnych wyrzeczeń" (za Markiem Jurkiem) działa na nich jak płachta na byka. Wedle badań opinii publicznej, bogaty obywatel to dla nas człowiek, który ma basen, ogród oraz drogi zachodni wóz, jada w ekskluzywnych restauracjach i rozbija się po świecie. Nie chcemy wiedzieć, że polscy milionerzy zapewniają pracę milionowi Polaków. - Jesteś tyle wart, ile ci płacą - mówi krótko Tomasz Lis. W USA przez lata żywe emocje wzbudzała kwestia zarobków Lee Iacocki, długoletniego szefa Chryslera, który zarabiał 20 mln USD rocznie. Mało kto myślał o tym, że tylko geniusz prezesa uchronił tę firmę - zatrudniającą 300 tys. osób i będącą jedną z lokomotyw amerykańskiej gospodarki - przed bankructwem. 2 mln zł, które według szacunków rocznie zarabia Maria Wiśniewska, prezes Pekao SA (najlepiej opłacana kobieta na etacie w Polsce), to niewielka cena za dobre wyniki największego banku w Europie Środkowej, a co za tym idzie, za bezpieczeństwo pieniędzy milionów klientów banku.
Niepogoda dla bogaczy
Polacy - proporcjonalnie do liczebności diaspory - są zaraz po Chińczykach najzamożniejszymi imigrantami w USA - wynika z danych University of California. - Jesteśmy narodem nad wyraz przedsiębiorczym, tyle że swój "amerykański sen" coraz częściej musimy śnić na przekór nie tylko współobywatelom, ale i zaborczemu państwu - uważa senator Smoktunowicz. Na przełomie lat 80. i 90. w Polsce powstało 2,5 mln prywatnych firm, a uwolniona energia i przedsiębiorczość zaowocowały powstaniem wielu fortun - niemal wszyscy polscy milionerzy to ludzie, którzy wówczas stawiali pierwsze kroki na wolnym rynku. Tyle że od połowy lat 90. zapał do robienia pieniędzy zaczął się gdzieś ulatniać. 75 proc. studentów warszawskiej SGH nie chce zakładać własnej firmy - wolą pracować dla dużej i stabilnej korporacji międzynarodowej.
- W każdym społeczeństwie istnieje pewna naturalna granica przedsiębiorczości. Zazwyczaj nie więcej niż 10-20 proc. populacji to ludzie o odwadze, pomysłowości i skłonności do ryzyka potrzebnych do prowadzenia własnego biznesu. Ogarniający nas marazm wynika jednak z czego innego - mówi Krzysztof Jasiecki. - Postępująca ingerencja państwa w wolny rynek i monstrualna biurokracja sprawiają, że zamiast robić interesy, przedsiębiorcy skupiają się na tym, jak omijać anachroniczne prawo, unikać wysokich podatków. Musimy powrócić przynajmniej do wolności gospodarczej z czasów Mieczysława Wilczka, ministra przemysłu w rządzie Rakowskiego - tłumaczy Andrzej Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha. Bez tego wciąż będziemy mieli do czynienia z czymś, co prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog i politolog, określiła kiedyś mianem "niedokończonej klasy średniej".
Krzysztof Trębski
Współpraca: Krzysztof Grzegrzółka, Jan Piński, Małgorzata Zdziechowska
Pełny tekst artykułu "100 tysięcy polskich milionerów" w najnowszym, 1031 numerze tygodnika "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 26 sierpnia.
W numerze także: Teleabsurdy (Komórki ściągają pioruny, uszkadzają mózg, powodują bóle głowy, powodują bezpłodność - wielu Polaków wierzy w te i podobne mity.)

Tropiciel plagiatów (Koniec ze ściąganiem z internetu prac magisterskich, doktorskich czy habilitacyjnych. Nieuczciwych studentów i naukowców zdemaskuje komputer.)
oraz Co powiedział papież Polakom? (Czy papież jest za kapitalizmem, czy za socjalizmem? Oto pytanie, które od dawna zdaje się najbardziej interesować polskich polityków).

Czytaj także

 1
  • Do automatycznego wyszukiwania plagiatu najlepiej użyć programu ze strony www.antypalgiat.net

    Czytaj także