O chciwości i glonojadach

O chciwości i glonojadach

Dla niektórych pacjentów pieniądze nie są problemem. Problem leży w głowie. Mam prawo odmówić operacji. Nie ratuję życia – mówi dr Maciej Kuczyński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej.
ALEKSANDRA KRZYŻANIAK-GUMOWSKA: Czy kiedykolwiek wszczepiał pan pacjentkom implanty PIP?

DR MACIEJ KUCZYŃSKI: Oczywiście, że nie.

Dlaczego oczywiście?

Ponieważ jestem ostrożny wobec czegoś, co nowe i wybitnie tanie. Nie stosuję także różnych innych tańszych wkładek. Trzymając się fi rm, które znamy od lat, nie ryzykujemy wpadek. Ten rynek jest brutalny. Przyjaciel z Kopenhagi ma klinikę na Costa del Sol. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie przyjechał na skuterku, oferując implanty za jedną trzecią ceny.

Jak to możliwe, że nie wiadomo, ile kobiet w Polsce przeszło operację wszczepienia implantów piersi?

W niewielu krajach są takie rejestry. Dania prowadzi je od 25 lat, ale to jest raczej wyjątek niż reguła. Ja się cieszę, że wybuchła afera z implantami, bo będzie można zrobić porządek. Producenci są przeciwko rejestrowi, bo sprzedają implanty każdemu, kto chce. A jak będzie rejestr, będą mogli sprzedać tylko osobie, która ma odpowiednie kwalifikacje. Wspólnie z konsultantem krajowym będziemy parli do tego, żeby uregulować rynek.

Pacjentki czują się oszukane przez swoich lekarzy, a w Polsce nie ma jasnych zaleceń, żeby implanty PIP wyjmować.

To jest trudne do rozstrzygnięcia. Jeżeli firma ma wszelkie certyfikaty, to mamy pełne prawo wierzyć, że jest to produkt bezpieczny. W Ameryce w latach 90. Agencja ds. Żywności i Leków zabroniła używania implantów z silikonem – uznali, że nie są bezpieczne. Przez 10 kolejnych lat badania objęły ponad 2 tys. pacjentek. Wyszło na to, że implanty silikonowe są obojętne dla organizmu. Przywrócono je. Czyli najpierw wszystkie implanty silikonowe zostały wymienione na solne, a potem z powrotem na silikonowe. 

Ale dlaczego wyciągano te z solą fizjologiczną?

Bo są byle jakie – chlupią i się marszczą. Kto w Polsce powiększa sobie piersi? Są dwie grupy pacjentek, jeśli chodzi o ściśle kosmetyczne powody: młode kobiety i matki polaktacyjne, którym zanikają piersi po karmieniu. Pojawił się też nowy trend. Raz-dwa razy na miesiąc zdarzają się e-maile od mężczyzn: „Jestem mężczyzną, chcę mieć biust".

???

Słyszała pani o shemale? Dla mężczyzny prostytutki to oznacza większe zarobki. Co prawda nie jest to zabronione, ale to delikatna sprawa. Wolę nie zapuszczać się w takie rejony.

Jakich operacji robi pan najwięcej?

Bardzo dużo nosów, mnóstwo przeszczepów tłuszczu. Jeżeli mam do wyboru, żeby powiększyć piersi tłuszczem czy implantem, to wybieram tłuszcz – to nie tylko wypełniacz, ale i niesamowite bogactwo komórek macierzystych.

Ludzie mówią: chirurg plastyk kształci się za państwowe, a potem zarabia kokosy na cyckach.

Za jakie państwowe? Trzy lata pracowałem bez wynagrodzenia w szpitalu na Czerniakowskiej na wolontariacie. Wielu chirurgów plastyków to wykwalifikowani mikrochirurdzy, którzy nie chcieli odchodzić ze swojej specjalizacji, ale zarabiali wtedy po 2,5 tys. Problemem jest, jeśli jakiś lekarz podszywa się pod naszą specjalizację, nie mając jej. Jeśli jedyną motywacją założenia „kliniki" są pieniądze.

A pan dlaczego wykonuje operacje plastyczne?

Oczywiście również dla pieniędzy, ale są pewne granice. Zawsze chciałem być chirurgiem plastykiem. Jako młody student byłem na praktykach w szpitalu, fascynowały mnie możliwości rekonstruowania. Alternatywnie chciałem zostać architektem. Mam specjalizację II stopnia, więc jestem również wykwalifikowanym chirurgiem ogólnym. Nie przeraża mnie widok kiszek.

A czemu ma służyć oferowana przez pana studencka promocja na powiększenie ust i plastykę warg sromowych?

To reklama. Muszę jakoś sprzedać swoje umiejętności. Pracuję w Lublinie, to miasto studentów, którzy nie mają za wiele pieniędzy. A plastyka warg sromowych jest bardzo popularna. Ludzie zaczęli pozbywać się owłosienia i to zostawia straszne zgliszcza. Oczekiwania wobec seksualności się zmieniły, nie robi się już tego z zamkniętymi oczami. Ludzie zauważyli, że pięknym żyje się łatwiej. Kiedyś widok osoby bez przedniego zęba nie był szokujący. Teraz to jest nie do pomyślenia. Oczywiście nie można się reklamować, że jest się najlepszym, że tylko u mnie. Nie rozlepiam informacji na przystankach, ale na stronie internetowej, Facebooku, Twitterze.

Zdarza się, że pacjentki mocno nalegają na za duże piersi?

Czasami próbują. Przyznam, że kilka razy uległem. Asertywność przychodzi z wiekiem. Pacjentkom wydaje się, że piersi można pompować, ile się chce. Z miseczki C na D to dla nich za mało. Ja odmawiam, tłumacząc, że to zbyt niebezpieczne, nieładnie wygląda. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam prawo odmówić. W tym momencie nie ratuję życia, nie usuwam nowotworu. Ktoś może chcieć zrobić sobie biust na plecach i fizycznie przecież jestem to w stanie wykonać. Największy problem chirurga plastyka to przezwyciężyć chciwość. Dla niektórych pacjentów pieniądze nie są problemem, problem leży w głowie. Mamy do czynienia głównie z osobami zamożnymi. Ich problemy psychiczne są nieraz tak destrukcyjne, że człowiek tęskni za zwykłym zabiegiem. Dlatego chętnie robię zabiegi rekonstrukcyjne, jestem biegłym sądowym, współpracuję z chirurgią szczękową, usuwam nowotwory – dla zdrowia psychicznego. Swojego.

Chirurgia estetyczna to w dużej mierze kwestia gustu.

Prawda. Inaczej robi się piersi w Rio de Janeiro, inaczej w São Paulo. W Szwecji są takie powiększenia, których nie widać. We Francji preferuje się zupełnie inny kształt i wielkość. Pacjentki często przynoszą mi kolorowe magazyny, żeby pokazać, jak by chciały wyglądać. Nie obrażam się. Nie musi być tak, żebym się każdym biustem chwalił na konferencjach. To musi się podobać przede wszystkim pacjentce – w pewnych granicach.

A jak się nie podoba już po operacji?

Wiele lat temu miałem taką sprawę – ewidentną – pacjentka karmiła, piersi straciły jędrność i parametry, chciała mieć piersi dosyć proporcjonalne do swojej budowy. W Skandynawii taka operacja jest nawet refundowana. Pacjentka po operacji była bardzo zadowolona. Na drugi dzień odbieram telefon: ona natychmiast żąda wyjęcia tych protez i założenia większych i w płacz, że małżeństwo jej się wali, a ona jest na utrzymaniu męża, który chce większe. Przyjechali. On mówi: „Co to za problem? Wyjmie pan te i założy inne". Ja: „Te są odpowiednie”. On: „Ja mam warsztat samochodowy, jak się klientowi lakier nie podoba, to natrysnę nowy”. Dziewczyna się nie odzywa, widać, że jest zdominowana. Mąż wyjmuje plik mocniejszych „playboyów”. „Te to są fajne!”. Zapytałem: „Czy pan maluje te samochody, jak są jeszcze mokre?” „Czekam, aż karoseria wyschnie”. „To u pana żony jest jeszcze mokra”. „A kiedy wyschnie?”. „Za pół roku”. Na szczęście się nie zjawili. Kiedyś pacjentki były zbyt naciągnięte, teraz są zbyt napompowane. Miałem pacjentkę z makabrycznie powiększonymi ustami – wyglądała jak glonojad. Potrzebowałem pięciu zabiegów, żeby doprowadzić ją do wyglądu ludzkiego.

Lek. med. Maciej Kuczyński jest szefem Sekcji Chirurgii Estetycznej i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej oraz szefem polskiego oddziału ISAPS

Okładka tygodnika WPROST: 3/2012
Więcej możesz przeczytać w 3/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0