Zwalniacza zatrudnię

Zwalniacza zatrudnię

W kryzysie jedna profesja ma się świetnie: to specjaliści od zwolnień. Zimni profesjonaliści czy empatyczni fachowcy od naszych uczuć?
Na początek dobrze jest się wybrać do kina i obejrzeć głośną „Chciwość". Zwłaszcza pierwsze sceny: zajęci wysyłaniem zleceń „buy/sell” maklerzy zerkają na zwalnianych kolegów, którzy sznureczkiem opuszczają budynek. Wysoki funkcjonariusz banku inwestycyjnego komunikuje zimnym głosem jednemu z bohaterów: – Firma musi podjąć konieczne środki bezpieczeństwa. Pański mail służbowy, dostęp do serwera, telefonu służbowego i karta wstępu do budynku po zakończeniu tej rozmowy będą nieaktywne. Proszę zabrać z sobą prywatne rzeczy z gabinetu.

 – Wiemy, że  to trudne. Gdyby potrzebował pan pomocy, proszę zadzwonić – dorzuca z  uśmiechem siedząca obok kobieta i wręcza zwalnianemu folder zilustrowany zdjęciem pięknego jachtu na pełnym morzu. Tytuł na okładce: „Patrząc przed siebie". To poradnik, jak się odnaleźć w nowym życiu.

Specjalistka od zwolnień

Czy tak właśnie wyglądają korporacyjne zwolnienia? A może to tylko hollywoodzka przesada? – Autentyczna scena. Wbrew pozorom takie szybkie zwolnienie jest dość humanitarne z psychologicznego punktu widzenia. Człowiek dostaje jasny komunikat, niepozostawiający złudzeń, dzięki czemu szybciej zaczyna szukać nowej pracy – ocenia film Olga Zarachowicz, dyrektor Biura Zarządzania Kadrami w PZU. 30-letnia atrakcyjna blondynka była autorem i głównym wykonawcą planu grupowych zwolnień w ubezpieczeniowym gigancie. Zwolniła z pracy 4 tys. osób. Wielu ze zwolnionych sama poinformowała, że firma nie chce już korzystać z ich usług. Nie przysporzyło jej to popularności w budynku na rogu Jana Pawła II i Grzybowskiej. Mówią o niej „ponura dama z 22. piętra". Plotkują, że jest bezwzględna i zimna. Do dziś dostaje nieprzyjemne SMS-y.

Kiedy kilka lat temu została pełnomocnikiem zarządu do spraw restrukturyzacji, wiedziała, że czeka ją trudne zadanie dogadania się z  18 związkami zawodowymi oraz zwolnienia tysięcy osób. Ale takiego zwolnienia, żeby nie było pozwów do sądu pracy, żeby pod biurem nie było demonstracji, palenia opon ani obrzucania prezesa jajkami... Pozwów wpłynęło tylko kilka. A zeszłoroczne zwolnienia mają w tym roku przynieść firmie 100 mln zł oszczędności.

Czy ma wyrzuty sumienia? –  Wiedziałam, że to nie jest praca, którą w piątek można pochwalić się przy piwie przed znajomymi – opowiada. – Bo niby jak to opowiedzieć? Miałam dziś dobry dzień, bo zwolniłam 30 osób? Jeśli dobrze się przyjrzeć każdej sprawie z osobna, to każdy ma jakiś powód, żeby go nie zwalniać, a niemal każde zwolnienie to osobny dramat jakiejś rodziny. Kredyt mieszkaniowy, choroba, problemy rodzinne. Przyznaje, że te najtrudniejsze przypadki pozostają w pamięci bardzo głęboko. Jaki zapamiętała najbardziej? Odwraca wzrok, wstaje, wygląda przez okno. Potem wraca za biurko, wygładza spódnicę i prosi o następne pytanie.

Czyste ręce prezesa

Jak powinno się odbywać „modelowe" zwolnienie? Specjaliści z branży odpowiadają: żadnych niepotrzebnych dyskusji, które łatwo mogą się przerodzić w kłótnię, żadnego poklepywania po plecach, żadnego „wszystko się ułoży”, nawet gdy pracownik się rozpłacze. Ale też żadnych ocen ani złośliwości w stylu „należało ci się, leniu”. Grzeczne zakomunikowanie informacji – to wszystko. Główna zasada: informację o zwolnieniu należy przekazać w bezpośredniej rozmowie. Nie telefonicznie ani e-mailem. Ale  też nie „z zaskoczenia” i podstępem, jak to nieraz bywa – na przykład w  przypadku przedstawicieli handlowych, z racji specyfiki pracy słabo osadzonej w korporacyjnych strukturach. – Rano zadzwonił do mnie szef, że akurat jest w mieście.

Wyznaczył spotkanie na 10.00. Przyjechali też koledzy z innego działu firmy. Kiedy usiedliśmy przy kawie, na stole wylądowały zwolnienia – za porozumieniem stron i za wypowiedzeniem pracodawcy. W stresie zgodziłam się na warunki zaproponowane w  wypowiedzeniu za porozumieniem. Teraz wiem, że powinnam była dostać większą odprawę. Ale w kolejnej pracy było jeszcze gorzej. Zwolniono mnie e-mailem… – wspomina 35-letnia Grażyna. Zawodowy „zwalniacz": –  Sfrustrowani i rozgniewani zakładają fora internetowe, zaczynają się mścić na pracodawcach, prać firmowe brudy i ujawniać poufne informacje. To zagrożenie dla wizerunku spółki, a także kopalnia informacji dla  konkurencji.

Nic dziwnego, że usługi „zawodowych zwalniaczy", którzy zapewniają pokojowe rozstanie – takich jak Olga Zarachowicz – rosną w cenę. Ekonomiści mówią, że polska gospodarka tworzy miejsca pracy dopiero, gdy jej wzrost przekroczy 4 proc. rocznie. Ale w najbliższych latach PKB będzie rósł najwyżej o 3 proc. To oznacza zwolnienia jak Polska długa i szeroka – może nawet ćwierć miliona ludzi w tym roku. Plany redukcji zatrudnienia ma prawie co trzeci pracodawca.

Nawet tam, gdzie w trakcie prywatyzacji obiecano wieloletnie gwarancje zatrudnienia, szefowie firm szukają sposobu na pozbycie się nadmiaru pracowników. W energetyce zachęca się ich do dobrowolnych odejść –  kusząc odprawami sięgającymi nawet równowartości 26 miesięcznych pensji. Zwalniają nawet firmy, które przynoszą gigantyczne zyski. Jak właśnie PZU. Ma dobre powody – walczy o swoją przyszłość i rynkową pozycję. Prezes Andrzej Klesyk, wprowadzając ubezpieczeniowego giganta na giełdę, obiecał inwestorom obniżenie kosztów do poziomu konkurencji. W  Polkomtelu, przejętym niedawno przez Zygmunta Solorza-Żaka, mówi się, że  pracę może stracić nawet co czwarty z 4 tys. pracowników. Faktem jest, że w innych telekomach zatrudnienie jest mniejsze. Prezesi jak ognia boją się grupowych zwolnień. „Zawodowy zwalniacz" firmuje zwolnienia swoją twarzą. To on jest tym złym, który skupia na sobie nienawiść i  żal. Dzięki niemu prezes może wyjść do tych, którzy pozostali, i  powiedzieć: – Wiem, to było trudne. Tamci nie byli źli, ale wy jesteście lepsi. Jesteście najlepsi! Taki właśnie tekst wygłasza w „Chciwości” Kevin Spacey do ocalałych spod topora maklerów.

Dlaczego ja?

Żadne argumenty nie przekonają do konieczności zwolnień tych, których dotknęły. Bo dlaczego zwalniają właśnie mnie, a nie Kowalskiego? Kryteria zwolnień wytłumaczył prosto w 1995 r. Steve Jobs: – To bolesne, kiedy trzeba się pozbywać ludzi, którzy nie są najlepsi na świecie. Jednak na tym polega moja praca: na pozbywaniu się tych, którzy nie  spełniają standardów. Zawsze staram się w takich sytuacjach postępować po ludzku. Tak czy owak tego nie da się uniknąć i to nigdy nie jest przyjemne. Tyle że nie zawsze bycie najsłabszym ogniwem jest powodem zwolnienia. Jak zgodnie mówią „derektruterzy", pierwszymi w kolejce do  wyrzucenia za burtę są ci, którzy najwięcej zarabiają. Kiedy spadają przychody, są największym balastem dla firmy.

A w dalszej kolejności? –  Zwalniane są raczej osoby, które najmniej pasują do danego zespołu niż  naprawdę najsłabsze. To jak z piłkarzami. Torres grał doskonale w  Liverpoolu, a przeniesiony do Chelsea w sezonie strzelił tylko dwie bramki – tłumaczy Paweł Gniazdowski, szef DBM Polska, filii jednej z  najstarszych i największych na świecie firm zajmujących się „outplacementem", czyli pomocą zwalnianym pracownikom w znalezieniu nowego sposobu na życie. Zawodowi zwalniacze zapewniają, że właśnie outplacement to cudowny lek, dzięki któremu utrata pracy nie będzie bolała. Ale sami fachowcy od outplacementu, gdy zapewnić im anonimowość, nie bardzo wierzą w skuteczność swoich programów. – Z reguły jest to  duży „out” i mały „placement”.

Bo ilu nowych florystów, manikiurzystów i  grafików od produkcji ulotek jest w stanie wchłonąć rynek pracy? – mówi jeden z nich. I przyznaje, że za świetny wynik uznaje się to, jeśli co  dziesiąty zwolniony znajdzie w ciągu kilku miesięcy nowe zajęcie. Wygląda na to, że ci, którzy stracą pracę w tym roku, powinni się zainteresować możliwością przekwalifikowania na specjalistę od zwolnień. W tej branży pracy nie zabraknie. Współpraca: Daniel Markiewicz Słu chaj au dy cji „Za, a nawet przeciw" w radiowej Trójce w  poniedziałek o godzinie 12.00. Zaprasza Kuba Strzyczkowski

Okładka tygodnika WPROST: 4/2012
Więcej możesz przeczytać w 4/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Zwolniony Jan K. IP
    Panie Kowalsky, nie wiem jak będzie nasza firma pracowała bez Pana ale od jutra będzie musiała.