Bułgaria wymienia ambasadorów-agentów

Bułgaria wymienia ambasadorów-agentów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prezydent Rosen Plewnelijew zapowiedział zaakceptowanie kandydatur ambasadorów (fot. EPA/VASSIL DONEV/PAP)
Rząd Bułgarii zaaprobował kandydatury 24 ambasadorów. Mają oni zastąpić szefów placówek dyplomatycznych, których nazwiska znalazły się na liście agentów komunistycznej SB w MSZ. Premier Bojko Borysow przedstawił listę kandydatur nowemu prezydentowi.
Prezydent Rosen Plewnelijew zapowiedział zaakceptowanie kandydatur ambasadorów po otrzymaniu przez nich agrement. Wśród nowych 24 ambasadorów 17 ma zająć miejsce dyplomatów, którzy znaleźli się na liście byłych agentów - m.in. w  Londynie, w stałym przedstawicielstwie w ONZ, w Berlinie i Watykanie.

Skandal z dyplomatami-agentami wybuchł w grudniu 2010 roku po  publikowaniu przez komisję badającą archiwa byłej SB danych o etatowych pracownikach wywiadu i współpracownikach służb specjalnych zatrudnionych w bułgarskim MSZ w ciągu ostatnich 20 lat. Z danych wynikało, że 40 proc. podlegających weryfikacji dyplomatów miało agenturalną przeszłość. Na liście znalazło się 37 ówczesnych ambasadorów, m.in. w Londynie, Rzymie, Watykanie, Berlinie, Madrycie, Lizbonie, Moskwie, Belgradzie, Pekinie, Tokio, a także w  przedstawicielstwach ONZ w Nowym Jorku i w Genewie.

Były prezydent Georgi Pyrwanow, który sam ma teczkę w dawnej SB, odmówił ich odwołania. Konflikt między rządem a poprzednim szefem państwa doprowadził do bezprecedensowej sytuacji - 65 z ogólnej liczby 80 bułgarskich placówek dyplomatycznych albo nie miało szefów, albo było kierowanych przez ambasadorów-agentów lub dyplomatów, których kadencje upłynęły. Rząd zaproponował jednak na ambasadora w Holandii byłego szefa kancelarii Pyrwanowa gen. Nikołę Kolewa, motywując to jego zasługami dla  przystąpienia Bułgarii do NATO w 2004 r., gdy pełnił funkcję szefa Sztabu Generalnego.

Na rządowej liście nie ma natomiast długoletniego szefa bułgarskiego wywiadu zewnętrznego gen. Kirczo Kirowa. Jego wysłanie do Kijowa zapowiedział kilka tygodni temu premier Bojko Borysow, tłumacząc, że  Kirow "przez długie lata pracował na rzecz państwa (...) i powinien kontynuować tę pracę". Kandydatura Kirowa, który pracował w służbach bezpieczeństwa od roku 1975, wywołała ostry sprzeciw szefa dyplomacji Nikołaja Mładenowa. Nie  przystał na nią także prezydent Plewnelijew.

ja, PAP

Czytaj także

 0