Prawda Agnieszki

Prawda Agnieszki

Za pierwszym razem, przed laty, pomyślała, że ani Polacy, ani Żydzi nie są gotowi do prawdziwego filmu na temat Holocaustu. Wreszcie zrobiła ten film. „W ciemności” właśnie dostało nominację do Oscara.
1. Pierwszy film o Holocauście miała nakręcić dawno temu, jeszcze w 1981 r. Scenariusz napisał Jerzy Stawiński – ten sam, który obdarzył Wajdę tekstem „Kanału". Wszystko już było gotowe, obsada skompletowana, gdy Agnieszka nagle się wycofała. Operator Jacek Petrycki tłumaczył później, że przestraszyła się antysemickich reakcji. Mawiała ponoć: „Gdybym była stuprocentową aryjką, to bym ten film zrobiła. Ale jako Żydówka w 50 procentach, z całą moją historią rodzinną… Nie mogę”. Przypominam Agnieszce Holland te słowa i pytam, czy  kiedy zabierała się do filmu „W ciemności”, nawiedzały ją dawne lęki i  wątpliwości.

Odpisuje: „Ja to pamiętam inaczej. Nie bałam się antysemitów, raczej ich prowokowałam. Dłubiąc w scenariuszu Stawińskiego i widząc jego wygładzenia (wtedy już wiedziałam sporo o szmalco wnikach, ale też o  roli żydowskiej policji), zrozumiałam, że nie uda mi się pokazać nawet części prawdy, że oburzenie przyjdzie zewsząd i że ani Polacy, ani Żydzi nie są gotowi do prawdziwego filmu na ten temat. A robienie półprawd przy takim temacie nie ma sensu".

2. Co więc jest prawdą? To, że Wiktor Holland – choć przed wojną był tylko na wpół zasymilowanym, ubogim szwaczem krawatów – do samego końca zachował godność. Niemieckiego żandarma minął jak gdyby nigdy nic, czapki z głowy nie uchylając. Żołnierz kazał się zatrzymać i osobiście zrzucił Żydowi czapkę. A potem oczywiście dał w twarz. Żyd oddał. Chwilę później padł strzał. – Śmierć błogosławiona jak na Żyda w getcie warszawskim – ocenia Irena Rybczyńska-Holland, synowa Wiktora i matka Agnieszki.

Był wrzesień 1942 r. Żona szwacza Franciszka Holland już nie  żyła. Zginęli też jego bracia Chaim, Mendel i Izaak. Córce Celinie pozostanie już tylko miesiąc życia. Ale była jeszcze druga z córek, o  kilka lat starsza Maria (zwana później Marylką). Jej historia jest filmowa. Ukrywając się za murem, uznała, że najlepiej schronić się pod  latarnią. Odwiedziła więc arbeitsamt i podając się za Polkę, zadeklarowała chęć wyjazdu do pracy w Rzeszy. Jednak niemiecki urzędnik zachował czujność rasową, co w przypadku Marylki nie było zresztą trudne. Trafiła do getta.

Celinka właśnie umierała na gruźlicę. Wtedy jeszcze grzebano poza gettem. Marylka szybko załatwiła sobie aryjskie papiery, znacznie lepsze od dotychczasowych. Podając się za polskiego pracownika, zabrała ciało siostry i wywiozła poza mur pochować. A potem znów do arbeisamtu dowodzić raz jeszcze rasowej czystości. Tym razem się udało.

Ale to nie koniec historii, bo z Niemiec dziewczyna uciekła do  Francji. Tam ją zatrzymano, cofnięto i problematyczną aryjskość raz jeszcze wzięto pod lupę. Na szczęście pojawił się niczym książę z bajki polski robotnik Stanisław Kowalski, zakochany w dziewczynie po uszy. Poświadczył, że od dawna są w narzeczeństwie, że zaraz ślub. Niemcy uwierzyli, a Marylka ze Staszkiem już do końca życia pozostali razem. Jeszcze inne były losy Henryka, jedynego syna Franciszki i Wiktora. Jego ominęło getto. We wrześniu 1939 r. bronił Warszawy, a po kapitulacji miasta, śladem innych polskich komunistów, przedarł się na tereny zajęte przez Armię Czerwoną. Zasłużył się pod Lenino, do Polski wjeżdżał już w  randze kapitana jako korespondent frontowy. Podobno najlepszy w całej armii Berlinga. Władza ludowa zrobi Hollanda naczelnym „Walki Młodych". Poznaje młodszą o pięć lat Irenę. Z tego związku przyjdzie na świat Agnieszka (w 1948 r.) oraz Magdalena (w 1954).

Irena Rybczyńska: –  Chociaż Henryk stracił niemal całą rodzinę, niczego nie rozumiał. Powtarzał tylko, że sam nie dałby się tak łatwo zamordować. Odpychał od  siebie Holocaust. Ona – wręcz przeciwnie. Rodowita Polka rozkochana we  wszystkim, co żydowskie. Była łączniczką AK, angażowała się w pomoc Żydom (po latach nagrodzona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata).

W tamtych latach o Zagładzie jednak milczano. Kilkuletnia Agnieszka dopiero na podwórku słyszy od dzieci, że jest „Żydówką". Tylko skąd ma  wiedzieć, co to znaczy? Matka potwierdzi, że to prawda. Agnieszka jest Żydówką i inni powinni jej tego zazdrościć.

3. Gdy na ekrany wszedł jej głośny film „Europa, Europa" (1990), Milan Kundera pisał o swej dobrej znajomej: „Problemem Agnieszki jest to, że  niezbyt jej odpowiada określenie ?bohaterka pozytywna?. Los, jaki przypadł jej w udziale, był dla niej kłopotliwym brzemieniem, wręcz ułomnością. Natomiast we własnej twórczości, buntując się przeciwko swojej biografii, zbyt prostej dla jej artystycznych upodobań, Agnieszka Holland szuka sytuacji skrajnie skomplikowanych pod względem moralnym”.

Poznali się jeszcze w latach 60., gdy Agnieszka studiowała w szkole filmowej w Pradze. O łódzkiej filmówce nie mogła nawet marzyć, jej nazwisko było na czarnej liście. A w Pradze śniegi topniały i nadciągała odwilż. Oczytana osiemnastolatka z Polski nie była dla kruszejącego reżimu wielkim problemem. Dwa lata później oczywiście biegała między sowieckimi czołgami, które rozjeżdżały zbuntowaną Pragę. Po kolejnych kilku miesiącach siedziała już w więzieniu.

„Cele były pojedyncze, malutkie, bez żadnej zasłony, bez niczego, tylko z taboretem rozkładanym ze ściany, siennikiem na łóżku, też umocowanym na ścianie, i wodą. W  celi po lewej stronie siedziała kurwa, po prawej alfons. Oni z sobą, że  tak powiem, ?korespondencyjnie? spółkowali. Ja siłą rzeczy pośredniczyłam w ich kontaktach, bo głosy docierały tylko z celi do  celi, a dalej już nie" – wspominała ten czas. Jej odsiadka to odprysk głośnej w Polsce „sprawy taterników”. Młodzi ludzi szmuglowali do kraju paryską „Kulturę”, a Agnieszka trochę im w tym pomogła. Na dwa miesiące w pudle i wyrok w zawieszeniu wystarczyło. Przed 1968 r. planowała zresztą zostać w Czechosłowacji na stałe. Wyszła za Słowaka Laco Adamika. U nas panował gomułkowski zamordyzm, a tam już prawie wolność. Później się nagle pozmieniało.To Praga zastygała w neostalinowskim gorsecie, a Polacy nie bez nadziei witali Gierka. Oboje ruszyli więc do  Polski.

Koniec życiowej stabilizacji nastąpi 13 grudnia 1981 r. Stan wojenny zastaje Agnieszkę w Szwecji. Udziela zachodniej prasie wywiadów, w których – jak to ona – niczego nie owija w bawełnę. I okazuje się, że  z powrotem do domu może być ciężko. „Gdzieś w mieście stołecznym wajdeloty na pewno rychtują już komitet powitalny. Władza nie może się więc dać zaskoczyć" – drwił rzecznik rządu Jerzy Urban.

4. O tym, co naprawdę stało się 21 grudnia 1961 r. o godzinie 17.21 w  mieszkaniu na ostatnim piętrze kamienicy przy ul. Nowotki 10 w  Warszawie, wiadomo dopiero od kilku lat – dzięki stenogramowi z  podsłuchu odnalezionemu w archiwach SB. Weszli do lokalu we troje. Jego właściciel, 41-letni mężczyzna oraz towarzyszący mu oficer Służby Bezpieczeństwa i młoda tłumaczka. Mężczyzna zaproponował, że  przewietrzy. – Bo ja wiem… – esbek się zastanawiał, ale gospodarz już otwierał okno. – Na razie zostawmy – ogłosił arbitralnie, wbrew logice sytuacji. W swoim mieszkaniu znalazł się przecież w roli aresztowanego i  zaraz miała się zacząć rewizja.

Po chwili dzwonek do drzwi. Druga ekipa z Rakowieckiej właśnie dojechała. Esbek idzie otworzyć, już chwyta za  klamkę, ale nagle ogarnia go przeczucie, że dzieje się coś niedobrego. Stenogram: „Słychać oddalające się kroki, jakiś gwałtowny skok –  17.21.25 – potem dwa kroki i dzwonek – 17.21.32". Dalej głos esbeka, który zwraca się do przybyłych towarzyszy: – U… u… uciekł. No więc, spadł i zabił się. Masz. I krzyk tłumaczki (miała czytać korespondencję prowadzoną w obcych językach): – Och, Boże, o Jezus Maria, wypadek, wypadek!

Mężczyzną, który wyskoczył z szóstego piętra i zginął na  miejscu, był Henryk Holland. Zatrzymany dwa dni wcześniej, na polecenie samego Gomułki. Hollandowi z towarzyszem Wiesławem nie było po drodze. Przybył ze Wschodu w żołnierskim szynelu, a Gomułka takim nie ufał. Zawsze wolał sprawdzonych towarzyszy z komunistycznego podziemia w  kraju. Jeszcze mniej zaufania żywił do towarzyszy pochodzenia żydowskiego. Co gorsza, jak Gomułkę aresztowano za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, Henrykowi Hollandowi zdarzyło się powiedzieć publicznie kilka słów za dużo.

Ale potem nadszedł Październik 1956 r., który był dziełem ludzi takich jak Holland – ideowych komunistów, którzy w liberalizacji ustroju dostrzegli szansę naprawy. Partyjna frakcja Puławian, do której Hollanda zaliczano, przyczyniła się do powrotu towarzysza Wiesława na szczyt władzy. Ale Wiesław nie chciał żadnej demokratyzacji i już wkrótce niedawnych stronników odsuwał.

5. Jesienią 1961 r. polska delegacja na zjazd KPZR wylądowała w Warszawie, a wraz z nią zaczęła się rozchodzić sensacyjna wieść. W Moskwie Chruszczow, wznosząc toast, opowiedział, jak to w 1953 r. Stalin wyzionął ducha, a szykującego się do sukcesji Berię towarzysze z Biura Politycznego zwabili na naradę, aby od razu ubić jak psa. Historia, jak dziś wiadomo, mocno podkoloryzowana, niemniej sensacyjna. Od plotek huczała cała Warszawa.

Agnieszka miała 13 lat. Rodzice już się rozstali, choć Henrykowi bardzo zależało na utrzymaniu kontaktu z dziećmi. Jej nie  aż tak. Uważała, że nie był dobrym ojcem – wiódł życie pięknoducha, oddając się dyskusjom politycznym i kulturalnym atrakcjom, jakich w  odwilżowej Warszawie nie brakowało. Blisko związana z matką, traktowała pobłażliwie nagłe przebudzenie ojcowskiej troskliwości. Teraz wyznaje, że miewa z tego powodu wyrzuty sumienia.

Zwykle spotykali się na  mieście, ale tamtego dnia ojciec przyszedł z wizytą, bo Agnieszkę dopadło zapalenie płuc. Irenę w tym samym czasie odwiedzał Stanisław Brodzki, przyszły ojczym Agnieszki, również dziennikarz. Pani domu starała się nie dopuszczać do siebie obu mężczyzn, bo pierwszy kontakt skończył się bójką. Ale sytuacja była wyjątkowa, a pech sprawił, że  akurat tego dnia Henryk postanowił przełamać lody. Usiedli więc do  stołu. Irena i Stanisław opowiedzieli Henrykowi sensacyjną historię z  Moskwy, którą dzień wcześniej usłyszeli od szefa wydziału prasy KC PZPR Artura Starewicza.

Henryk ledwo co się pożegnał, a już siedział w salonie małżeństwa Wetzów, gdzie – jak łatwo się domyślić – pochwalił się tym, co wie. Jean Wetz był korespondentem „Le Monde", więc wkrótce paryski dziennik opublikował korespondencję z Warszawy. Co prawda autor starannie maskował swoje źródło, ale nie mógł przecież wiedzieć, że w ścianach jego mieszkania poukrywane były dziesiątki metrów kabli podłączonych do  ubeckiego odbiornika. W innym czasie pewnie uszłoby to Hollandowi płazem. Nierozważnie rozgadał to, o czym wszyscy plotkowali. Tyle że  Chruszczow dopiero co warczał na Gomułkę, że z Warszawy wyciekają informacje na Zachód. A do tego wiceszef MSW Mieczysław Moczar szykował się do rozgrywki o władzę, biorąc na początek za cel Puławian.

I jeszcze to, że Gomułka nie cierpiał Hollanda, a Holland był Żydem, a Moczar przewidział dla Żydów specjalne miejsce w swoich planach…

Śmierć dziennikarza okazała się wstrząsem. Przez długie lata dominować będzie opinia, że Holland został zamordowany. Pogrzeb stał się pierwszą od  Października manifestacją antyustrojową. A w partii rosły antysemickie nastroje, które osiągną kulminację w Marcu 1968 r.

6. Agnieszka niczego nie rozumiała. Ledwo co wyszła z zapalenia płuc, a  matka nagle postanowiła wysłać ją na zimowisko. Rankiem, jeszcze w  łóżkach, zdziwiona koleżanka podnosi głowę znad „Życia Warszawy", rzut oka na gazetę, a tam nekrolog ojca. Magda miała tylko siedem lat, ale  czuła, że stało się coś strasznego. A gdy przypadkowo odebrała telefon –  już wiedziała. Dzwonił facet z zakładu pogrzebowego.

Irena Rybczyńska: –  Dość szybko uznałam, że Henryk zrobił to sam. Miał już za sobą jedną próbę, jeszcze w latach 40. Dlaczego to zrobił? Sądzę, że gdyby miał szczęśliwe życie, nigdy by do tego nie doszło.

Tragedia ojca najbardziej zaciążyła na życiu Agnieszki. Z takim nazwiskiem najpierw nie miała szans na przyjęcie do łódzkiej szkoły filmowej, a potem czekała lata na pełnometrażowy debiut, mimo patronatu samego Andrzeja Wajdy. W 1978 r. Wajda nakręci film „Bez znieczulenia" według scenariusza Agnieszki. O dziennikarzu, który pada ofiarą środowiskowych rozgrywek, wali mu się kariera, rozpada rodzina i zostaje już tylko samobójstwo. Tłumaczyła później, że podobieństwo do losów ojca wyszło jakoś tak przypadkiem. Uświadomiła jej to zresztą matka – nie bez pretensji.

A jeśli to było morderstwo? Pod koniec lat 80. Agnieszka kręci we Francji film „Zabić księdza" o morderstwie ks. Popiełuszki. Obiektywu kamery wcale jednak nie skieruje ku jednowymiarowemu moralnie księdzu. Ciekawszy wyda jej się rozrywany sprzecznościami oprawca z SB, kojarzący się z kpt. Piotrowskim. „Chciałam zrozumieć ubeków, którzy zamordowali mojego ojca” – będzie tłumaczyć.

Od skoku z kamienicy przy ul. Nowotki (dziś Andersa) właśnie minęło pół wieku. „O ojcu myślę często, w planie ludzkim, próbując sobie wyobrazić, jaki był i przez co  przeszedł. Zginął tak młodo, że dziś mógłby być moim synem…" – pisze mi w e-mailu Agnieszka Holland.

7. Magdalena Łazarkiewicz, również reżyserka, ujawnia, że myślą o wspólnym filmie fabularnym o tragedii ojca. Tylko czy byłyby w stanie prowadzić aktorów odgrywających ich własne życie? A co powiedziałby o tym Milan Kundera, który przecież dowodził, że Agnieszka Holland komplikuje losy swoich bohaterów, gdyż jej własna biografia jest zbyt prosta?

A może jest właśnie taka, jak jej bohaterowie? Mówiła kiedyś o sobie: „Kobieta, która wykonuje męski zawód, pół-Polka, pół-Żydówka, żyję to tu, to tam, jak półcudzoziemka. Szukając jakichś klejnocików po szufladach, wygrzebałam różne medaliki i pomyślałam, że jeśli chodzi o mnie, powinnam sobie zawiesić na sznurku cztery: krzyżyk, gwiazdę Dawida, bretoński symbol i orła w koronie".

Korzystałem z książek „Magia i pieniądze" Agnieszki Holland i Marii Kornatowskiej, „Reżyseria: Agnieszka Holland” Stanisława Zawiślińskiego oraz „Sprawa Henryka Hollanda” Krzysztofa Persaka. Dziękuję za pomoc Irenie Rybczyńskiej i Magdalenie Łazarkiewicz. O filmie „W ciemności” czytaj również na stronie 75

Okładka tygodnika WPROST: 5/2012
Więcej możesz przeczytać w 5/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także