Oscar, czyli wolność

Oscar, czyli wolność

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dla środowiska filmowego nominacje do Oscarów to najważniejszy dzień w roku. Nominacje są tak samo ważne jak same nagrody – mówi operator Janusz Kamiński, zdobywca dwóch Oscarów.
TOMASZ MACHAŁA: Czy to jest moment, w którym się składa gratulacje?

JANUSZ KAMIŃSKI: Nominacja do Oscara jest wspaniała. Jestem bardzo zadowolony. Ale im człowiek robi się starszy, tym pewne rzeczy są mniej ważne. Zaczyna się myśleć o rodzinie, o dzieciakach.

To jest kwestia wieku, czy tego, że ma pan już dwa Oscary na półce?

To pewnie jest kombinacja. Człowiek już czegoś doświadczył, przeżył ileś przygód z nagrodami. Więc rozumie ich znaczenie. A z wiekiem zaczyna uświadamiać sobie, że w życiu są inne rzeczy, nie tylko praca i kariera.

Jakie – z perspektywy doświadczonego człowieka – znaczenie mają Oscary?

Cieszy to, że koledzy z branży zauważyli pracę. Dla mnie nagrody to  przede wszystkim artystyczna wolność. Po otrzymaniu Oscara nie trzeba się bać, czy twoja praca będzie się podobała, czy nie. Człowiek zaczyna sobie uświadamiać, że jego praca jest wystarczająco dobra. To daje wolność w kolejnych filmach.

Ta wolność przyszła z pierwszym Oscarem?

Pierwszy to był szok. Byłem bardzo młody. Miałem 33 lata. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Byłem naiwny, nie znałem dokładnie znaczenia Oscarów. Przy drugim zrozumiałem, że chodzi właśnie o wolność.

Więcej możesz przeczytać w 5/2012 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także