Misja Vanessy

Misja Vanessy

W debacie sejmowej przedstawiciele wszystkich opcji politycznych zgodzili się co do jednego: publiczne radio i telewizja muszą realizować "misję publiczną" i trzeba im za to dodatkowo zapłacić. Nie wiadomo dokładnie co to jest "misja publiczna", a już zupełnie nie wiadomo dlaczego akurat TVP i Polskie Radio miałyby mieć monopol na jej uprawianie.
Skoro jednak zapanował polityczny konsensus, by dopłacać z kieszeni podatnika do kręcenia niskobudżetowych filmów o zwyczajach wielkanocnych Ziemi Łowickiej lub urokach Jury Krakowsko - Częstochowskiej, to trudno, zapłaćmy. Płaćmy jednak jak najmniej! Do uprawiania misji publicznej nie potrzeba 4 osobnych programów telewizyjnych i 12 regionalnych ośrodków TV, wspieranych przez 5 centralnych i 17 regionalnych radiowych! W ośmiokrotnie ludniejszych i znacznie bogatszych Stanach Zjednoczonych starcza do tego jeden publiczny program telewizyjny i jeden radiowy. Z pewnością i w Polsce tyle by starczyło: program taki nadawałyby samą "misję publiczną" przez 24 godziny na dobę i z pewnością cieszyłby się popularnością nie mniejszą niż tzw. misyjne programy TVP.
Można inaczej, i jeszcze taniej. Skoro rząd i Sejm chcą płacić za programy "misyjne" - lepiej stworzyć konkurencję na rynku ich producentów. Nikt lepiej nie zrealizuje "misji publicznej" polegającej na jednoczeniu np. społeczności Raciborza i powiatu niż  cieszące się tam estymą od czasów Wielkiej Powodzi lokalne radio "Vanessa". Że jest to radio komercyjne? Tak, w końcu nadaje muzykę i reklamy jak wszystkie inne. Ale aby słuchali go mieszkańcy Raciborza proponuje też "misyjne" wiadomości lokalne, angażuje się w akcje na rzecz społeczności. I TVP na pewno nie zrobi tego lepiej.
Bartłomiej Leśniewski

Czytaj także

 0