Orłów cień

Orłów cień

Scenariusz udanych pod względem finansowym piłkarskich MŚ zakładał, że Polska przegra ze współgospodarzem imprezy. Gdy reprezentanci gospodarzy przegrywają, gaśnie zainteresowanie imprezą i biznes przestaje się kręcić. Piłkarze koreańscy świetnie wytrzymali tę presję i koncertowo rozprawili się z Polakami.
Byli zwrotniejsi, szybsi, aktywniejsi. Dynamicznymi atakami rozrywali naszą obronę, rozrzucając na boki naszych defensorów i tworząc sobie wolne pole do oddawania strzałów. Przez cały mecz nasza drużyna nie stworzyła zagrożenia pod bramką koreańską, nie wypracowała żadnej sytuacji sam na sam, żadnej tzw. 100-procentowej okazji do zdobycia gola. Była gorsza!
Chłopcy Engel stanowili cień drużyny, którą jeszcze rok temu nazywano "Orłami Engela". Nazwiska te same, trzon kadry ten sam, ale zespół - fatalny, nie ten sam. Przez wiele miesięcy przed MŚ w dobrej formie znajdowali się tylko nieliczni zawodnicy (Jerzy Dudek, Jacek Bąk, Jacek Krzynówek, Tomasz Rząsa, Maciej Żurawski), a kilku miało kontuzje lub nie mieściło się w składach swoich drużyn klubowych (Tomasz Hajto, Radosław Kałużny, Emmanuel Olisadebe, Paweł Kryszałowicz, Tomasz Kłos). Kadrowicze poczuli się wyczerpani 4 (słownie: czterema) dniami zgrupowania w Niemczech... Czy oznacza to, że w poprzednich miesiącach symulowali, a nie ćwiczyli? Trener Engel liczył na mobilizację graczy na mistrzostwach, na to, że wykrzeszą z siebie dodatkowe siły. Z mobilizacji wyszło ruszenie. Dość pospolite ruszenie.
Ireneusz Pawlik

Czytaj także

 0

Czytaj także